Absurd stulecia

Wycinka lasów i spalanie ich w kotłach elektrowni, ma służyć ochronie klimatu Ziemi! Ten największy absurd stulecia wcale nie jest moim żartem. To dzieje się naprawdę w wielu krajach, zaś w Polsce przybrało charakter oficjalnej rządowej ideologii. Ma zapewnić nam osiągnięcie narzuconego przez Unię Europejską wskaźnika udziału ‚energii odnawialnej’, w całości wytwarzanej energii, a przy okazji będzie narzędziem realizacji czołowego zamysłu gospodarczego obecnego rządu, czyli wspierania firm państwowych oraz szkodzenia firmom prywatnym.

Energia odnawialna to taka, która nie została wytworzona wskutek spalania paliw kopalnych, lecz powstała w turbinach wiatrowych lub wodnych, ogniwach fotowoltaicznych, silnikach napędzanych biogazem lub bioetanolem, ale także w tradycyjnych turbinach parowych, jeśli opałem w kotłach nie były paliwa kopalne lecz ‚biomasa’. Energia odnawialna jest promowana przez Unię Europejską, która przyjęła, że do roku 2020, co najmniej 20% energii wytwarzanej w jej granicach, ma pochodzić ze źródeł odnawialnych. Promowanie tej energii ma to chronić klimat naszej planety, bowiem przyjęto założenie, że klimat zmienia się nie w ramach cykli klimatycznych jakie mają miejsce na Ziemi od milionów lat, lecz wskutek emitowania przez człowieka do atmosfery, nadmiernych ilości dwutlenku węgla – skądinąd gazu, który sprzyja wzrostowi roślinności. W każdym razie na kraje członkowskie UE nałożono zobowiązania do tego, żeby określona część energii wytwarzanej w każdym z nich, pochodziła ze źródeł odnawialnych. Trzeba też jeszcze dodać, że energia uzyskiwana z paliw kopalnych jest tańsza od energii z wiatru, biogazu, czy fotowoltaiki. Żeby więc w ogóle byli chętni do produkowania energii odnawialnej, musiał powstać system dopłat dla jej producentów, którzy sprzedają wytworzoną energię po cenach rynkowych (niższych od ich kosztów wytworzenia), ale dzięki wspomnianym dopłatom, są w stanie osiągać zyski ze swojej działalności. Bez dopłat – są skazani na straty, a więc w dłuższej perspektywie czasu, na upadłość.

Powyższe wyjaśnienia, prawdopodobnie wszystkim dobrze znane, były konieczne żeby przejść do clou sprawy. Otóż energia odnawialna to nie tylko energia z wiatru, wody, słońca czy biogazu, ale także energia ze spalania biomasy. Zaś do biomasy zalicza się wszystko, co rośnie, więc m.in. także drewno. No i okazuje się, że wystarczy do węgla, który stanowi opał w tradycyjnych elektrowniach, dodać 10% drewna, żeby 10% wytworzonej w ten sposób energii można było zakwalifikować jako energię odnawialną. (W dużym uproszczeniu, bo w rzeczywistości trzeba jeszcze uwzględnić wartość energetyczną paliwa, sprawność systemu itp.). Dochodzimy zatem do tytułowego absurdu stulecia, że wycinka lasów i spalanie drewna w kotłach elektrowni – służy ochronie klimatu Ziemi. I z tym absurdem przyjdzie nam się pogodzić i z nim żyć, bo widoków na zmianę podejścia, raczej nie ma żadnych. Przy okazji fundujemy sobie jeszcze inny absurd, mianowicie ograniczenie, lub nawet uśmiercenie, jednej z gałęzi polskiej gospodarki, która jest kurą znoszącą złote jaja.

Partia, która obecnie sprawuje władzę w Polsce, zawsze akcentowała swój sceptycyzm wobec energii uzyskiwanej z wiatru, biogazu, czy energii słonecznej. Głównie zresztą dlatego, że niemal 100% firm produkujących energię odnawialną, to firmy prywatne, zaś niemal 100% firm produkujących energię tradycyjną, to firmy państwowe. Więc w ramach swojego programu wspierania tego co państwowe i szykanowania tego co prywatne, postanowiła zmienić podejście do kwestii energii odnawialnej. Wprowadzona została tzw. ustawa antywiatrakowa, która położyła kres budowie nowych instalacji wiatrowych, a istniejącym podcięła rację bytu. Jednocześnie wprowadzona została nowa ustawa o OZE (odnawialnych źródłach energii), która ostatecznie zlikwidowała dotychczasowy system certyfikatów (dopłat dla producentów energii odnawialnej), zastępując go systemem aukcji. Za tymi mądrymi sformułowaniami kryje się bardzo prozaiczna gra interesów. Prywatne firmy wytwarzające energię z wiatru, wody, biogazu, czy fotowoltaiki, niemal z dnia na dzień wypadną z rynku, który zdominują państwowe wielkie elektrownie, dzięki genialnemu wynalazkowi: współspalaniu. A owo współspalanie, to właśnie dodawanie drewna do węgla spalanego w tradycyjnych elektrowniach.

Oczywiście we wszystkich przepisach dotyczących współspalania, jak ognia (nomen omen) unika się stosowania słowa ‚drewno’. Mówi się o ‚biomasie’ (a biomasa to drewno, ale też np. słoma) i współspalaniu węgla z biomasą. Jeśli już słowo ‚drewno’ się pojawia, to zawsze w towarzystwie przymiotnika: ‚niepełnowartościowe’ (np. drzewa zniszczone przez korniki). Muszę tu dodać, że przy obecnej technologii produkcji płyt tzw. drewnopochodnych, drewno niepełnowartościowe nie istnieje; każde nadaje się do produkcji tych płyt, które z kolei są podstawowym półproduktem dla przemysłu meblarskiego. I w tym miejscu dochodzę do kolejnego aspektu całej sprawy energii odnawialnej powstałej ze spalania naszych lasów, a mianowicie do przemysłu meblarskiego. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że nowe regulacje doprowadzą do upadku tej gałęzi przemysłu w Polsce.

Pewnie mało kto wie, że Polska jest światowym mocarstwem w produkcji mebli. Jesteśmy szóstym największym producentem i czwartym największym eksporterem (przed nami są tylko USA, Włochy i Chiny). Aż 6% mebli produkowanych na świece, powstaje w naszym kraju. Ten ogromny sukces zawdzięczamy przede wszystkim pomysłowości i pracowitości tysięcy drobnych przedsiębiorców, bo chociaż istnieją ogromne firmy meblarskie o przychodach przekraczających miliard złotych (Black Red White, Grupa MMI), to branża jest bardzo rozproszona i na jej sukces mają wpływ liczne małe firmy, często rodzinne. Jak każdy wie, surowcem do produkcji mebli jest drewno (oraz płyty, które też powstają głównie z drewna). Praktycznie jedynym dostawcą drewna w Polsce – jest monopolista, firma Lasy Państwowe. Możliwości pozyskiwania drewna nie są nieograniczone; trzeba prowadzić rozsądną gospodarkę, która bilansuje wycinkę i przyrost lasów. I oto pojawia się na rynku nowy konsument drewna o apetytach niemalże nieograniczonych: wielkie państwowe elektrownie. Musi to doprowadzić do niedoborów na rynku drewna oraz do wzrostu cen. A to może być przyczyną zachwiania, lub nawet upadku polskiego przemysłu meblarskiego.

Zachwianie lub upadek gałęzi gospodarki, w której funkcjonują wyłącznie prywatne przedsiębiorstwa, nie wzruszy nikogo z polityków, a już na pewno nie polityków z partii obecnie rządzącej. Przecież jeśliby ta gałąź upadła, to założy się jakąś państwową spółkę, wyposaży ją w wielki kapitał i postawi zadanie zostania championem. Państwowy meblarski champion dostanie oczywiście od Lasów Państwowowych drewno w takich ilościach i po takich cenach, jak sobie zażyczy. I być może w takim kierunku to pójdzie, wskutek czego zapewne wróci powszechny dobrobyt jak za Gomułki, albo może nawet jak za Gierka. I pomyśleć, że wszystko dzięki ratowaniu klimatu przez spalanie lasów. Co my byśmy poczęli bez naszych genialnych polityków?

3 komentarze

  1. M. Wiśniewski 15/08/2016
    • Jan Adamski 15/08/2016
      • M. Wiśniewski 15/08/2016

Zostaw komentarz