Przeróbki szewskie?

Przeróbki krawieckie to chleb powszedni. Każdy, kto kupuje gotowe ubrania, przeważnie musi je poddać drobnym przeróbkom. Mnie np. nie zdarzyło się jeszcze nigdy, kupić marynarki, która nie miałaby za długich rękawów. Ale przeróbki szewskie? Idę o zakład, że nikt nawet o tym nie pomyślał. Jeśli oczywiście nie brać pod uwagę tzw. rozbijania butów, czyli niewielkiego powiększania na specjalnym kopycie. Takie rozbijanie oferuje większość zakładów szewskich, ale nie ma tu mowy o przeróbce, gdyż nie ma ingerencji w poszczególne elementy buta, ma miejsce jedynie rozciąganie skóry.

A ja jednak pomyślałem o przeróbkach szewskich, gdy kupiłem bardzo ładne zamszowe loafersy, które jednak nie w pełni mnie satysfakcjonowały.

Loafersy marki Meka; w wersji pierwotnej.

Loafersy są marki Meka (producent to firma NORD ze Słupska) i są szyte metodą Goodyear. Ich forma jest dość typowa dla tego rodzaju butów, ale trzeba dodać, że w Polsce rzadko występująca, więc dość często wywołująca zdziwienie postronnych obserwatorów. Niektórzy nazywają je ironicznie kapciami, a moja żona mówi na nie ‚pantofle papieskie’. Ma oczywiście na myśli papieża Benedekta XVI, a nie Franciszka.

Loafersy Benedykta XVI

Moje loafersy Meka były od początku bardzo szykowne, jednak doszedłem do wniosku, że byłyby idealne jako tassel loafers, czyli buty z frędzlami, lub, jak mówią niektórzy; z chwostami. Gdy kupowałem je w salonie firmowym Norda, wybudowanym w szczerym polu pomiędzy Słupskiem a Ustką, dostępne były też bardzo podobne w wersji tassel loafers, jednak nie odpowiadał mi ich kolor. Zdecydowałem się więc na te, które widać na zdjęciach, przy czym w chwili kupna nie myślałem o przeróbkach. Ta myśl przyszła później, gdy zaczął denerwować mnie fakt, że moje buty, całe w kolorystyce beżowo – rudej, miały brzydką wstawkę z czarnej gumy – flek obcasa. Znalazłem też trzeci powód do przeróbki: krawędzie podeszwy i obcasa nie były dostatecznie ‚wypalone’ czyli zaimpregnowane i nabłyszczone gorącym woskiem.

Fleki z czarnej gumy w istotny sposób szpeciły buty. Poza tym obcasy były w niedostatecznym stopniu nabłyszczone gorącym woskiem.

Przeróbek podjęła się firma Jan Kielman, muszę jednak od razu zastrzec, że na co dzień nie zajmuje się ona takimi pracami. Mnie zgodziła się to zrobić niejako po znajomości. Gdyby ktoś szukał dobrego szewca od przeróbek i napraw w Warszawie, to pan Kielman poleca zakład szewski Ryszarda Skrzypka, mieszczący się przy Nowym Świecie 34. Można tam wykonać wszelkie naprawy łącznie z wymianą podeszwy w butach szytych metodą Goodyear. Jeśli chodzi o przeróbkę moich butów, to zdecydowałem, żeby chwosty były wykonane nie z zamszu, takiego jak cholewka buta (co było rozwiązaniem narzucającym się), lecz ze skóry licowej, takiej jak wykończenie górnej krawędzi cholewki. Moim zdaniem ta decyzja okazała się bardzo trafna. Zdecydowałem też, żeby wymieniany obcas nie zawierał fleku (można też mówić: ‚fleka’ – obie formy są prawidłowe) z tworzywa (trudno ścieralnego, w kolorze skóry), lecz, żeby był w całości wykonany ze skóry. Takie rozwiązanie pogorszyło wprawdzie żywotność fleku, ale znacznie polepszyło estetykę. Jestem bardzo zadowolony z dokonanych przeróbek; uważam, że loafersy wyglądają teraz dużo lepiej.

Loafersy są z zasady butami letnimi, ale te moje kojarzą się z latem jeszcze bardziej niż analogiczne ze skóry licowej. Idealnie pasują do letnich stylizacji; od całkiem luźnych, z kolorowymi szortami w roli głównej, aż do eleganckich garniturów w jasnych kolorach. Do lnianych garniturów są wprost wymarzone. Najlepiej się prezentują noszone bez skarpet, ale z tym jest pewien problem. Otóż bardzo wiele osób nie jest w stanie zaakceptować męskich butów zakładanych bez skarpet. Taki sposób noszenia butów budzi w nich bardzo pejoratywne skojarzenia. Np. jedna z czytelniczek umieściła – pod wpisem, w którym prezentowałem loafersy założone na gołą stopę – emocjonalny komentarz, w którym pisała o grzybach rozprzestrzeniających się w butach, nieprzyjemnym zapachu itp. Wyjaśniłem jej, że grzybica stóp, która jest główną przyczyną niemiłego zapachu, nie ma związku z noszeniem lub nienoszeniem skarpet. Jest natomiast chorobą, którą bezwzględnie trzeba wyleczyć. I odesłałem ją do wpisu Wstydliwe męskie tematy, w którym problem ten omawiam szerzej. Muszę tu jednak dodać, że fraza: ‚buty noszone bez skarpet’ ma w sobie drobną manipulację, wręcz oszustwo. Bowiem w przeważającej liczbie przypadków skarpety są, tyle tylko, że tak krótkie, iż nie wystają ponad krawędź cholewki buta. Widać to dobrze na zdjęciu poniżej. Dziś takie skarpety można z łatwością nabyć, np. tutaj.

Ale loafersy można nosić także ze skarpetkami zakrywającymi kostkę. Więc specjalnie dla czytelników, którzy nie akceptują widoku gołych męskich kostek, przygotowałem stylizację ze skarpetkami.

Tags:,

13 komentarzy

  1. Pienio 06/08/2016
  2. Nebelwerfer 06/08/2016
    • Jan Adamski 06/08/2016
  3. Kasia 06/08/2016
    • Jan Adamski 06/08/2016
  4. Chris 07/08/2016
  5. Cottonara 08/08/2016
  6. Damian 08/08/2016
  7. Lukasz 11/08/2016
  8. Jacek 13/08/2016
    • Jan Adamski 13/08/2016
  9. PAULA LUDWICZUK 01/09/2016
    • Jan Adamski 01/09/2016

Zostaw komentarz