Socjalistyczna gospodarka

Dziś już mało kto pamięta na czym polegała gospodarka w realnym socjalizmie PRL-u. Warto to przypomnieć, gdyż łatwiej wtedy zrozumieć obecne posunięcia naszych władz, które zmierzają właśnie do modelu sprawdzonego w PRL-u. Otóż prawie nie było wtedy firm prywatnych (poza małymi zakładami, zwanymi rzemieślniczymi) i gospodarka opierała się na przedsiębiorstwach państwowych. Wyższość takich firm nad prywatnymi, miała polegać na tym, że nie musiały one walczyć z konkurencją na rynku, lecz działały zgodnie z odgórnym planem. Skoro nie było prawdziwego rynku, to nie było też potrzeby stosowania rachunku ekonomicznego, bo wszystko było zaplanowane. Zgodnie z nachalną ówczesną propagandą, plany były prawie zawsze przekraczane, więc powinien był panować dobrobyt. Niestety nie panował, a nawet wręcz przeciwnie: panował niedostatek i brakowało towarów, a te które były dostępne, były złej jakości.

Większość problemów socjalizmu wynikała z chęci ręcznego sterowania wszystkimi procesami, co z uwagi na ogromną ich liczbę, nie było możliwe. Decydenci dwoili się i troili usiłując likwidować różne problemy, ale każda decyzja likwidująca jakiś pojedynczy problem, powodowała powstanie kilku nowych, które znów trzeba było likwidować. Rozkręcała się spirala, która nie miała końca, zaś efekt był taki, że wszystko funkcjonowało źle. Moje pokolenie zna to doskonale, ale ci, którzy nie doświadczyli realnego socjalizmu na własnej skórze, często nie są w stanie zrozumieć ówczesnego błędnego koła i ulegają pokusie naprawiania pojedynczych problemów poprzez tworzenie nowych. To droga donikąd.

Powyższe refleksje nasunęły mi się, gdy przeczytałem artykuł Karoliny Baca-Pogorzelskiej, w biznes.interia.pl. Autorka przedstawia w nim pojedynczy problem, ale bardzo typowy dla gospodarki socjalistycznej. Jest wielce pouczający, więc postaram się go w skrócie przedstawić.

ENERGA to jedna z wielkich firm energetycznych, która została zmuszona przez rząd do ‚zainwestowania’ 500 mln złotych w Polską Grupę Górniczą. Słowo: ‚zainwestowania’ ująłem w cudzysłów, bo oczywiście nie jest to żadna inwestycja, tylko zwyczajne dotowanie nierentownej gałęzi gospodarki, w dodatku sprzeczne zarówno z prawem polskim (Kodeks spółek handlowych), jak i unijnym (pomoc publiczna). Obecnie ENERGA – wspólnie z ENEĄ – inną spółką energetyczną, rozpoczęła budowę ogromnego (1000 MW) i bardzo nowoczesnego bloku energetycznego w elektrowni Ostrołęka. I zawarła z Polską Grupą Górniczą (PGG), list intencyjny w sprawie dostaw węgla dla tego bloku. Pozornie jest to logiczne, bo skoro jest współwłaścicielem PGG, to tam kupuje węgiel, zapewniając swojej spółce-córce dopływ gotówki. Ale tylko pozornie.

Bowiem śląskie kopalnie PGG, z których będzie jeździł węgiel do Ostrołęki, znajdują się ok. 450 km od elektrowni. Znacznie bliżej niej położona jest Bogdanka – kopalnia zagłębia lubelskiego: w odległości ok. 260 km. Z obliczeń Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi PAN wynika, że w ostatnich latach, uśredniając wszystkie składniki, cena transportu miału energetycznego na odległość ok. 250 km wynosiła ok. 100 zł za tonę. Na odległość ponad 400 km było to ok. 150 zł za tonę. Ostrołęcki, tysiącmegawatowy blok, będzie zużywał rocznie 2 mln ton węgla. Dowiezienie go ze Śląska będzie kosztowało około 300 milionów złotych. Dowiezienie takiej samej ilości węgla z Bogdanki, kosztowałoby 200 milionów. Powstał problem typowy dla socjalistycznej gospodarki centralnie sterowanej, zatem będzie prawdopodobnie rozwiązywany w sposób typowy dla socjalistycznej gospodarki centralnie sterowanej.

ENERGA została zmuszona przez rząd do dotowania PGG, będzie zatem słusznie oczekiwać od rządu rozwiązania problemu. I rząd podejmie wyzwanie, zmuszając państwową spółkę PKP Cargo, do udzielenia Enerdze specjalnych rabatów, które zrównają cenę za transport na odległość 450 km, z ceną za transport na odległość 250 km. To oczywiście spowoduje powstanie kolejnych problemów, tym razem w PKP Cargo. Ale przecież po to jest rząd ze swoimi ministerstwami zatrudniającymi tysiące urzędników, żeby takie problemy rozwiązywać. Więc spirala będzie się rozkręcać.

Pytanie tylko czy musi tak być? W gospodarce socjalistycznej – musi. Bo w niej jeden decydent musi podjąć miliony decyzji. Przeciwieństwem tego jest gospodarka rynkowa, gdzie pojedyncze decyzje podejmują miliony decydentów. Nie wszystkie ich decyzje są rzecz jasna trafne i ci którzy popełniają błędy ustępują miejsca tym, którzy działają skutecznie. Dla ogółu obywateli i dla rządu są to procesy niewidoczne. Widoczne są za to efekty w postaci sprawnie działającego rynku, rozwijającej się gospodarki i niskich cen wynikających z konkurencji pomiędzy podmiotami gospodarczymi. No ale skoro wyborcy wspierają swoimi głosami gloryfikatorów gospodarki socjalistycznej, to nie ma rady i musimy ten etap przejść. Upadek będzie twardy i bolesny.

Jedna odpowiedź

  1. Marcin Szczubełek 28/09/2016

Zostaw komentarz