Księga zdziwień odc. 47

Rząd właśnie poinformował, że nie zawrze umowy offsetowej z firmą Airbus Helicopters, co oznacza, że nie wejdzie w życie kontrakt na zakup śmigłowców wielozadaniowych Caracal dla polskiej armii. Jest to informacja, której można się było spodziewać. Można było nawet mieć pewność, że tak się stanie. W 2015 roku, gdy rozstrzygnięty został przetarg na śmigłowce, przeciwko wyborowi Caracala ostro protestowała, opozycyjna wówczas, PiS. Protestowała w swoim stylu, tzn. złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez MON. Protestowały też związki zawodowe w zakładach firm, które w przetargu przegrały, czyli Augusta Westland ze Świdnika i Sikorsky z Mielca, co zdaje się przesądziło o zaangażowaniu się w sprawę PiS-u. Problem w tym, że nie da się na raz zrobić dobrze i Mielcowi, i Świdnikowi. Problem jest też taki, że Sikorsky (Mielec) oferował w przetargu i oferuje nadal, śmigłowiec innej klasy, którego wojsko nie potrzebuje, zaś Augusta Westland oferuje śmigłowiec, którego na razie jeszcze nie ma. Ma być lada moment, ale na pewno nie do 2017, czy nawet do 2019 roku. Na razie związkowcy z Mielca i Świdnika się cieszą, zaś prezes PZL Świdnik, Krzysztof Krystowski, zamieścił na Tweeterze triumfalistyczny komentarz. Warto dodać, że chodzi o ten sam Świdnik, z którym MON zawarło kontrakt na modernizację leciwych śmigłowców Anakonda, które są aktualnie na wyposażeniu armii (Caracale miały je zastąpić). Termin realizacji kontraktu był kilkakrotnie przekładany, zaś pierwsze dwa ‚zmodernizowane’ przez Świdnik maszyny zostały, po testach, zwrócone – celem usunięcia usterek. Kiedy mogą wrócić do służby – nie wiadomo, mówi się o roku 2020, ale bez gwarancji.

Ciekawe co, po zerwaniu kontraktu na Caracale, zrobi rząd, bo wiadomo, że nowe śmigłowce są niezbędne. Dotychczasowe Anakondy (od 14 do 24 lat w służbie) oraz rosyjskie Mi-14 (32 – 33 lata w służbie), powoli przestają się nadawać do eksploatacji. Bardzo prawdopodobny jest taki rozwój wypadków, że MON dokona tzw. zakupu interwencyjnego (bez przetargu) kilku śmigłowców ze Świdnika i kilku z Mielca. I wszyscy będą zadowoleni – oczywiście z wyjątkiem wojska. Ale skoro żadna wojna się nie kroi, to czy ma jakiekolwiek znaczenie, że sprzęt nie będzie miał zdolności bojowej? Ważne, żeby to dobrze sprzedać PR-owo.

Wszystko co powyżej napisałem jest naszym polskim standardem i nie powinno dziwić. I nie dziwi; ot takie przepychanki w walce o dostęp do publicznej kasy. Trzeba koniecznie dodać, że do ogromnej kasy, bowiem kontrakt na Caracale opiewał na 13,5 mld złotych. Dziwi mnie coś zupełnie innego, mianowicie niekompetencja sekretarza stanu w ministerstwie obrony narodowej, wiceministra Bartosza Kownackiego. Otóż komentując odstąpienie od kontraktu na Caracale powiedział: ‚Teraz trzeba dokonać analizy, w jakim zakresie, na jakich zasadach będą potrzebne w polskiej armii śmigłowce, w jaki sposób należy je kupować. Jeśli kontrakt [na Caracale] nie zostanie zawarty, to nie osłabi to zdolności bojowej polskiej armii’. Tą wypowiedzią, pan minister dał do zrozumienia, że nie ma pojęcia o sytuacji w armii, a nawet o sytuacji w ministerstwie. A wystarczyłoby, gdyby się zapoznał z odpowiedzią ministerstwa na interpelację poselską sprzed kilku miesięcy. W lutym 2016 roku, poseł Stanisław Lamczyk opisał w swojej interpelacji, dramatyczną sytuację w Brygadzie lotnictwa marynarki wojennej (tylko jeden sprawny śmigłowiec) i pytał, kiedy MON zapewni wyposażenie brygady w śmigłowce, zdolne do wykonywania zadań, głównie zadań ratownictwa morskiego. Otrzymał odpowiedź, że już wkrótce, bowiem: ‚MON przewiduje pozyskanie – do 2019 r. – dla Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej 6 śmigłowców w wersji poszukiwawczo-ratowniczej w oparciu o wspólną platformę bazową. Pozyskanie i wprowadzenie na wyposażenie Sił Zbrojnych RP nowych śmigłowców uzależnione jest od terminu zakończenia i efektów trwających aktualnie procedur związanych z przetargiem na śmigłowce wielozadaniowe’. Dodam, że z chwilą zerwania kontraktu na Caracale, to wyjaśnienie ministerstwa przestało być aktualne, zaś pomysłu na sprzęt dla marynarki wojennej – brak.

Kompromitująca wypowiedź wiceministra Kownackiego tak mnie zdziwiła, a wręcz zszokowała, że postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o jego kompetencjach. Otóż Bartosz Kownacki ma 37 lat i jest z wykształcenia prawnikiem. Odbył aplikację prokuratorską, ale nie podjął pracy prokuratora, bowiem został zaangażowany przez Antoniego Macierewicza do Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Komisji Weryfikacyjnej WSI, gdzie pracował w latach 2006 – 2007. Miał wtedy 27 lat. W roku 2009 założył własną kancelarię adwokacką i wsławił się jako pełnomocnik kilku rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Od roku 2011 jest posłem.

W kontekście powyższej biografii, kompromitująca wypowiedź, w zasadzie przestaje dziwić.

4 komentarze

  1. Piotr 07/10/2016
  2. Marek 07/10/2016
    • Roman 08/10/2016
  3. Mateusz 07/10/2016

Zostaw komentarz