Sporadyczne wizyty

Są ptaki, które regularnie odwiedzają mój ogródek, są i takie, które wpadają znienacka z jednorazową wizytą. Te sporadyczne wizyty są dla mnie bardzo ekscytujące, gdyż dają mi możliwość poznania zwyczajów i sfotografowania nowych gatunków, z którymi wcześniej nie miałem styczności. W dzisiejszym wpisie postanowiłem zebrać te ptaki, które albo odwiedzają mnie bardzo rzadko, albo w ogóle wpadły tylko raz z nieoczekiwaną wizytą. Przykładem takiej jednorazowej wizyty były odwiedziny kowalika. To ptak bardzo specyficzny gdyż po pierwsze, rzadko siada na gałęziach (jak większość ptaków), przedkładając nad to wędrówkę po pniach drzew, najczęściej z głową skierowaną w dół, a po drugie jest podobny do strzały, gdyż najczęściej przybiera taką pozę, że głowa i dziób są ułożone w jednej linii z tułowiem. Co zresztą widać na moich zdjęciach. Któregoś zimowego dnia, kowalik przyleciał do mojego karmnika dosłownie na kilka sekund. Zbiegiem okoliczności stałem akurat wtedy przy aparacie, którego obiektyw był wycelowany w karmnik. Więc udało mi się zrobić kilka zdjęć.

Dzięcioł białoszyi to dość rzadki ptak, który stosunkowo niedawno rozpoczął ekspansję na północ i zachód z rejonu Bliskiego Wschodu (początkowo nosił nawet nazwę dzięcioła syryjskiego). W Polsce po raz pierwszy odnotowano jego obecność około 40 lat temu w okolicach Rzeszowa. Od tego czasu rozprzestrzenił się na terenie całego kraju, ale nadal jest ptakiem rzadkim. Według badaczy A.Fröhlicha i M.Ciacha, jego liczebność wynosi około tysiąc par (2011). Więc fakt, że jeden z nich był na tyle miły, że odwiedzał mój karmnik i pozwalał się fotografować – jest raczej niezwykły. Bo nie była to jednorazowa wizyta, lecz seria wizyt w ciągu kilku dni, wczesną wiosną, kilka lat temu. Było wtedy na tyle ciepło, że czekałem na dzięcioła siedząc na tarasie i wcale się nie maskując. Dzięcioł przylatywał i niezrażony moją bliskością (byłem około 7 – 8 m od niego), wyjadał przysmaki z karmnika.

Na granicy mojej działki i działki sąsiadki Bogdzi, rośnie dorodna jarzębina, która przyciąga liczne ptaki: kwiczoły, kosy, szpaki, a od czasu do czasu, także – gile. Samce gili wyglądają bardzo efektownie dzięki kontrastowi intensywnie czarnego upierzenia głowy, z jaskrawym, pomarańczowo-czerwonym upierzeniem brzucha. Barwa brzuchów samic, nie jest już tak intensywna i nasycona.

Kilka lat temu, zimą, bywała u mnie pokrzywnica. Było to dość dawno temu i nie przykładałem się jeszcze wtedy zbytnio do fotografowania, a też nie miałem wystarczająco dobrego obiektywu. Więc i zdjęć mam mało, a te które mam nie są satysfakcjonujacej jakości. Poniższe zdjęcie zrobiła Małgorzata, a kolejne było zrobione przeze mnie, ale przez szybę, z wnętrza domu. To się odbiło na jego jakości, ale sam fakt odwiedzin pokrzywnicy jest wart odnotowania.

Jer to ciekawy gatunek, blisko spokrewniony z ziębą. Podobno zdarzają się nawet pary mieszane, które dochowują się potomstwa. Jery nie gniazdują w Polsce; można je u nas spotkać zimą i wczesną wiosną. Albo zimują na terenie naszego kraju, albo można je zaobserwować podczas przelotów do (lub z) cieplejszych regionów Europy. Zdarza się, że zimujące jery przyłączają się do stad mazurków. W moim ogródku pojawiają się bardzo rzadko; tytuł wpisu Sporadyczne wizyty – bardzo do nich pasuje.

Para muchołówek żałobnych przyleciała w okolice mojego ogródka i znalazła się w zasięgu mojego obiektywu – tylko raz. Ale spędziła kilkanaście minut na okolicznych drzewach, miałem więc czas na kilka ujęć. Muchołówki żałobne są dziuplakami, czyli swoje gniazda budują w dziuplach. Chętnie korzystają też z budek lęgowych, ale stronią raczej od ludzkich siedzib. Dlatego wizyta muchołówek w moim ogródku, była ewenementem.

W przeciwieństwie do muchołówek żałobnych, kopciuszki chętnie zasiedlają miasta. Budują swoje gniazda w szczelinach murów i pod okapami dachów. Miałem okazję obserwować parę kopciuszków budujących gniazdo w budynku, w którym mieściła się firma, którą wówczas zarządzałem. Ponieważ u kopciuszków występuje wyraźny dymorfizm płciowy, można było obserwować podział zadań przy budowie gniazda. Samica mozolnie znosiła budulec i zapewne wiła gniazdo, bowiem z kępką takiego budulca znikała pod okapem na kilkanaście sekund. Po czym wylatywała po kolejną porcję. Przerwy pomiędzy kolejnymi nawrotami wynosiły nie więcej niż kilka minut. Samiec w tym czasie miał baczenie na wszystko wkoło. Siadał w jakimś wysoko położonym punkcie i śpiewał.

Zostaw komentarz