Groźna broń

Ironia i śmiech to – wbrew pozorom – groźna broń przeciwko różnego rodzaju satrapom. Gdy zniewolone społeczeństwo jest pozbawione możliwości wyrażania swoich opinii, albo przynajmniej gdy czuje bezowocność wszelkich protestów, najczęściej pozostaje mu tylko ironia: wyśmiewanie absurdów panującego systemu i żarty z nowych pomysłów władz, prowadzących na manowce. Moje pokolenie, które znaczną część swojego życia spędziło w PRL-u, zna doskonale tę strategię. Bez wątpienia miała ona swój udział w ostatecznym obaleniu tamtego systemu. W najczarniejszych czasach stalinowskich, ironia była zwalczana z całą surowością, z karą śmierci włącznie. W czasach gomułkowskich nastąpiła odwilż i można było się już śmiać, chociaż sam Gomułka alergicznie reagował na żarty z siebie (np. rozwścieczały go poematy Szpotańskiego, w których był przedstawiany, jako prymitywny i małostkowy Gnom). W epoce Gierka obowiązywała ‚doktryna wentyla’: na szczytach władzy wymyślono tezę, że wszelkie dowcipy i kabarety polityczne pełnią rolę wentyla, którym ulatnia się zepsute powietrze. Ludzie idą do kabaretu, pośmieją się z socjalizmu i z władzy, wskutek czego przejdzie im ochota na poważniejsze protesty. W tamtym okresie nastąpił niebywały rozkwit kabaretów, zaś ówczesne żarty śmieszą do dziś. To wtedy m.in. powstały najlepsze filmy Barei. Śmiech był też bronią społeczeństwa w czasie stanu wojennego oraz w całej późniejszej epoce Jaruzelskiego. Cała siła żartów z okresu PRL-u, tkwiła w ich dwuznaczności. Nic nie mogło być powiedziane otwarcie, gdyż zostałoby wyeliminowane przez cenzurę. Konieczność stosowania aluzji, nierzadko wielopiętrowych i trudnych do wyłapania, powodowała, że obracanie się w sferze żartu i ironii, wymagało inteligencji zarówno od twórców żartów, jak i ich odbiorców. Satysfakcja z odbioru takich żartów przez słuchaczy była podwójna: raz, że usłyszało się krytykę absurdalnych poczynań władzy, a dwa, że było się zdolnym do rozszyfrowania aluzji, co świadczyło o inteligencji i przenikliwości. Po przełomie 1989 roku, groźna broń, jaką była ironia, przestała być groźną bronią. Kabarety nagle przestały śmieszyć, zaś rozkwit wolnych mediów przesunął punkt ciężkości w wyrażaniu opinii publicznej.

Dzisiejsza polaryzacja społeczeństwa, która jest wynikiem niemądrej polityki antagonizowania, czy wręcz napuszczania jednych grup na drugie, ma miejsce w sytuacji medialnego pluralizmu. Każda grupa dysponuje środkami do wyrażania swoich opinii, chociaż inna sprawa, że polaryzacja mediów przybrała skalę dotąd nienotowaną. Poza tym istnieje Internet, który staje się głównym ośrodkiem ścierania się opinii. A jednak mam nieodparte wrażenie, że śmiech i ironia wracają, jako oręż walki społeczeństwa z władzą.

Oto w tygodniku Polityka (nr 45, datowanym na 2 – 7 listopada 2016 r.) ukazał się bardzo zabawny tekst o Jarosławie Kaczyńskim i PiS. Tyle tylko, że ani nazwisko Kaczyńskiego, ani nazwa jego partii, nie padają ani razu. Ba! Nie ma nawet najdrobniejszego, bezpośredniego odniesienia do obecnej władzy, jej programu, czy poczynań. Tekst, o którym piszę, to wywiad Jacka Żakowskiego z Mikalem Hemem, norweskim dziennikarzem, który zasłynął jako autor książki: ‚Jak zostać dyktatorem. Podręcznik dla nowicjuszy’. Żakowski radzi się Hema, co powinien zrobić, żeby zostać dyktatorem w Polsce (o czym skrycie marzy). A Mikal Hem, który przeanalizował wiele współczesnych i dawniejszych dyktatur i jest bez wątpienia znawcą tematu, udziela mu precyzyjnych wskazówek. No i jakimś przedziwnym zbiegiem okoliczności, wskazówki Hema są – czasem dokładnym, a czasem powierzchownym – streszczeniem programu Jarosława Kaczyńskiego i PiS.

Żakowski: ‚Od czego mam zacząć, żeby zdobyć w Polsce władzę dyktatorską?’

Hem: ‚W takim kraju jak Polska najpierw musi pan wygrać wybory, a potem zmieniać system. Tak jak Władimir Putin stopniowo przejmować kontrolę nad mediami, sądami, oświatą i gospodarką.’

‚Nad gospodarką też?’

‚Oczywiście. Jeśli chce się pan utrzymać jako dyktator, musi pan zdobyć kontrolę nad zasadniczą częścią gospodarki. Część trzeba znacjonalizować, a resztę uzależnić i nastraszyć na tyle, żeby prywatny biznes nie spiskował z ludźmi, którzy mogliby pana obalić.’

‚Masa pracy.’

‚Zwłaszcza, że musi pan zadbać o pozory legalności, przynajmniej dopóki nie będzie pan miał pełni władzy.’

W tym duchu jest cały wywiad, przy czym zacytowany wstęp jest na dość dużym poziomie ogólności, ale kolejne fragmenty skupiają się na konkretach. Dużo uwagi jest poświęcone przejmowaniem kontroli nad mediami, oraz wspieraniu koncesjonowanej opozycji, która będzie uwiarygodniać dyktaturę. Najbardziej smakowity fragment dotyczy budowania kultu i stawiania pomników. Żakowski ma wątpliwości, czy taki model sprawdzi się w Polsce, która ma złe doświadczenia związane z kultem jednostki. Ale przychodzi mu do głowy pewien szatański pomysł:

‚A gdybym miał jakiegoś zasłużonego bliskiego krewnego, który już nie żyje?’

‚To by było dobre rozwiązanie. W Azerbejdżanie prezydent Alijew budował swój kult na kulcie zmarłego ojca, także prezydenta sprawującego dyktatorską władzę. Wszyscy rozumieli, że kult ojca odnosi się do syna. To bardziej inteligentne niż budowanie swoich własnych pomników. Może pan twierdzić, że jest pan jedynym prawnym kontynuatorem dzieła takiej osoby. Ważne, żeby się pan z nią nie zlał. To pan ma być w oczach ludzi bogiem lub kimś w rodzaju jego wysłannika.’

Wywiad kończy się pesymistycznie dla Żakowskiego, jako pretendenta na dyktatora. Ale w tym pesymizmie można odnaleźć nutkę optymizmu dla nas, zwykłych obywateli. Mikel Hen mówi:

‚Jeżeli pan przegra będzie pan miał problem. Przegrani pretendenci do dyktatorskiej władzy zwykle nie mają przed sobą długiego życia. Zwłaszcza na wolności. (…) Jeśli pan spróbuje i przegra – to pan przegra. I koniec. A jeśli pan wygra, to przeważnie też wcześniej czy później pan przegra.’

2 komentarze

  1. taxus 08/11/2016
  2. A.Pienio 08/11/2016

Zostaw komentarz