Księga zdziwień odc. 49

Chyba nie może dziwić, że awantura wokół ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej trafia do mojej Księgi zdziwień. Nie dziwi oczywiście intencja władzy, która jest czytelna i dość oczywista: ciągłe podgrzewanie atmosfery wokół katastrofy i wmawianie opinii publicznej, że jest jeszcze coś do wyjaśnienia. Jak widać po sondażach, zmasowana propaganda daje pożądane efekty, to znaczy wzrasta odsetek osób, które uważają, że nie wszystkie sprawy dotyczące katastrofy zostały wyjaśnione, a nawet takich, które przyjmują tezę o zamachu. Gdyby tej propagandy zaniechać, to gawiedź szybko by o sprawie zapomniała, a w pamięci pozostałaby ewentualnie zbitka słów: ‚katastrofa smoleńska’. No a skoro katastrofa, to nie zamach. Dla obecnej władzy jest to nie do przyjęcia, bowiem budowanie legendy na prozaicznej katastrofie lotniczej (skądinąd – tragicznej, jak każda katastrofa lotnicza), jest niepoważne. Co innego oprzeć legendę na zamachu, zaplanowanym i przeprowadzonym przez sprzysiężone potęgi, wrogie wobec Polski. Taka legenda idealnie by się wpisała w romantyczne, martyrologiczno-cierpiętnicze, polskie tradycje. Więc sprawę katastrofy trzeba podgrzewać i dostarczać wciąż nowych ‚dowodów’. Prawdopodobnie zostało już z góry zaplanowane, że takie dowody ‚znajdą się’ na szczątkach ofiar, zatem niezbędne są ekshumacje. Nie wiem jakie te dowody będą, ale prawdopodobnie ‚znajdą się’ jakieś ślady materiałów wybuchowych. Przecież jednym z najbardziej elementarnych sposobów ‚wrobienia’ stosowanym chętnie przez różne służby na całym świecie, jest podrzucanie narkotyków do samochodu, a następnie ich ‚wykrywanie’ podczas jakiejś kontroli.

Więc cała akcja ekshumacyjna, zupełnie mnie nie dziwi. Ale przecież, w celu ‚odnalezienia’ śladów materiałów wybuchowych, nie trzeba ekshumować wszystkich ofiar. Wystarczyłoby kilka (w skrajnym przypadku nawet jedna). Można było przyjąć zasadę, że ekshumuje się tylko te ofiary, których rodziny wyrażą na to zgodę. Jestem pewien, że zgód byłoby wystarczająco dużo, szczególnie gdyby rodziny uprzedzić o tym, jakie to kluczowe dowody zostaną odnalezione. W ten sposób uniknięto by skandalu i traumy tych rodzin ofiar katastrofy, które uważają całą operację za zwyczajne bezczeszczenie zwłok.

Tajemnicą poliszynela jest, że planowana jest wielka uroczystość ‚pożegnania’, czyli ponowny pogrzeb ofiar, który będzie jednym z głównych elementów strategii przejścia od ‚katastrofy’ do ‚zamachu’. Tę część planu także można by było zrealizować z udziałem szczątków nie wszystkich ofiar, lecz tylko niektórych. Tym bardziej, że wszystkich i tak nie uda się zebrać, bowiem niektóre szczątki zostały skremowane.

Jednym słowem jest się czemu dziwić.

Jedna odpowiedź

  1. mirek 05/11/2016

Zostaw komentarz