Jednolity podatek

jednolity podatek

Rząd właśnie poinformował, że zaprzestaje prac nad tzw. jednolitym podatkiem, który miał zacząć obowiązywać od 2018 roku. Słuszna idea poległa w konfrontacji z lewicowym doktrynerstwem, pazernym fiskalizmem i zwyczajną niekompetencją ministra Henryka Kowalczyka. Zaś sposób prac nad koncepcją tego podatku trafi zapewne do podręczników, jako przykład na to, w jaki sposób nie należy dokonywać reform systemu fiskalnego. Bo trzeba wiedzieć, że jednolity podatek byłby bardzo istotną reformą upraszczającą system podatkowy oraz obniżającą koszty poboru. Mógłby też, jeśliby takie założenia leżały u podstaw jego wprowadzenia, obniżyć podatki. Przyjęcie zasady, że przy okazji podniesie się podatki, czyniło cały projekt bezsensownym i nadającym się do wrzucenia do kosza. I tak właśnie się stało, ale cała sprawa wymaga nieco dokładniejszych wyjaśnień.

jednolity podatek

System podatku od dochodów osób fizycznych jest u nas bardzo skomplikowany i posiada szereg poważnych wad. Składają się na niego: progresywny podatek dochodowy z kwotą wolną i dwoma progami, składki na ubezpieczenie emerytalne i rentowe, na fundusz pracy i fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych (częściowo potrącane z płacy pracownika, a częściowo dokładane przez pracodawcę), składki na ubezpieczenie chorobowe i zdrowotne (częściowo wchodzące w skład podatku, a częściowo dopłacane przez podatnika). Największą wadą tego systemu jest fakt, że bardzo wysoki podatek płacą osoby zarabiające bardzo mało, wręcz na granicy egzystencji. Podatnik zatrudniony na pełnym etacie i pobierający najniższe wynagrodzenie, otrzymuje miesięcznie na rękę 1.355,69 zł, natomiast łączny podatek jaki płaci wynosi 875,60, co stanowi prawie 40% kwoty jaką wypracował. Warto zauważyć, że wysokość podatku wynosi aż 66% jego płacy netto. Gdyby w przypadku takiego pracownika fiskus ograniczył swoją pazerność do np. 10%, to jego płaca netto wzrosłaby do ponad 2.000 zł, czyli niebotycznie.

jednolity podatek

Pieniądze z podatku zwanego ‚składką ZUS’, które wpływają do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, nie wystarczają na pokrycie bieżących świadczeń emerytalnych i rentowych. Różnica (obecnie jest to około 46 mld zł rocznie) jest dopłacana z budżetu. Ale to nie koniec budżetowych dopłata do emerytur. Jest jeszcze KRUS (renty rolników), który jest dofinansowywany z budżetu kwotą około 16 mld zł rocznie oraz tzw. emerytury mundurowe, dopłaty do których są w budżetach odpowiednich ministerstw. Jednym słowem system jest bardzo skomplikowany, a pieniądze krążą po różnych instytucjach i funduszach, zanim trafią do odbiorców. Co ciekawe emerytury są także opodatkowane. ZUS pracowicie oblicza to opodatkowanie i wyliczony podatek odprowadza do budżetu państwa. Tylko po to, żeby z tego budżetu otrzymać dopłaty do emerytur, od których znowu potrąci podatek i odprowadzi do budżetu.

jednolity podatek

Idea, żeby ten skomplikowany system zastąpić jedną prostą i łatwą do obliczenia daniną, wydaje się słuszna. Co najważniejsze, stosunkowo łatwo można by wtedy zmniejszyć obciążenia podatkowe osób najmniej zarabiających. Taki projekt przedstawiła Platforma Obywatelska w 2015 r., tuż przed wyborami. Był to element kampanii wyborczej i trudno dziś ocenić, czy po ewentualnym wygraniu przez PO wyborów, byłaby wola do jego wprowadzenia. W końcu przez poprzedzające kampanię osiem lat rządów – takiej woli nie było. W każdym razie projekt był spójny i logiczny. Zakładał zmniejszenie obciążeń podatkowych osób najmniej zarabiających, przy utrzymaniu dotychczasowych obciążeń dla osób pobierających wyższe wynagrodzenia. Z punktu widzenia budżetu koszt tej reformy miał wynieść około 10 mld złotych, co znaczy, że o tyle mniej wpłynęłoby z tytułu podatków. Byłaby to największa obniżka podatków w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. Należy przypuszczać, że tak znacząca obniżka podatków przełożyłaby się na przyspieszenie tempa rozwoju gospodarczego, co z kolei dałoby wzrost wpływów z podatków. Dziesięciomiliardowa luka zostałaby szybko zasypana a życie milionów obywateli uległoby znaczącej poprawie.

jednolity podatek

Jednolity podatek jako idea, powrócił niespodziewanie w roku 2016, zgłoszony przez rząd PiS. Reforma podatkowa miała zostać uchwalona na początku 2017 roku i zacząć obowiązywać od roku 2018. Długie vacatio legis miało umożliwić administracji przygotowanie się do wprowadzenia nowego systemu. Danina miała być prosta i łatwa do obliczenia, naliczana przez pracodawcę i odprowadzana do jednego poborcy, a nie do kilku jak ma to miejsce obecnie. A więc rewolucja, ale rewolucja pozytywna. Niestety przyjęto absurdalne założenie, że reforma ma być ‚neutralna dla budżetu’. Ową neutralność dla budżetu wyśmiewałem we wpisie ‚Neutralnie dla budżetu’, bowiem przyjęcie takiego założenia oznacza, że jednym się podatek obniża, zaś innym podwyższa. Jeśli grupa, której podatek się obniża jest liczna, to podwyżki dla pozostałych muszą być bardzo znaczące.

jednolity podatek

Wspomniałem na wstępie o fatalnym sposobie prac nad jednolitym podatkiem. Prace te były prowadzone w kancelarii premiera, a kierował nimi minister Henryk Kowalczyk. Problem polegał na tym, że co jakiś czas opinia publiczna była karmiona informacjami na ten temat pochodzącymi od różnych ważnych osób (pani premier, wicepremiera Morawieckiego i samego ministra Kowalczyka), które to informacje były albo sprzeczne ze sobą, albo jeżyły włosy na głowie skalą planowanych podwyżek podatku dla niektórych grup. Szczególnie niefortunne były wypowiedzi pani premier, która wydawała się nie do końca rozumieć o co w tym wszystkim chodzi. We wpisie Wywiad sprzed niespełna dwóch miesięcy, zwróciłem uwagę na poważne minięcie się z prawdą przez panią premier w jednym z wywiadów. Co prawda wynikało to przypuszczalnie z pomylenia przez nią słów: ‚realnie’ i ‚relatywnie’, tym niemniej w świat poszła nieprawdziwa informacja, że ludzie dobrze zarabiający płacą w Polsce mniejszy podatek od tych najmniej zarabiających.

jednolity podatek

Największe zamieszanie wywołała informacja, pochodząca od samego ministra Henryka Kowalczyka, że zostanie zniesiona możliwość opodatkowania osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, 19-procentowym podatkiem liniowym. Jednocześnie mowa była o maksymalnej stawce w nowym podatku, na poziomie 40% (wcześniej przebąkiwano 0 50%), co by oznaczało wzrost obciążeń podatkowych dla przedsiębiorców o ponad 100%. Pytanie czy to byłoby złe? Czy nie należy właśnie dowalić wysokim podatkiem ludziom dobrze zarabiającym? Nie ma przecież wątpliwości, że to by się spodobało elektoratowi PiS. Otóż sprawa nie jest taka prosta. Bowiem drobni przedsiębiorcy, czyli osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą i zatrudniające kilku, kilkunastu pracowników, zdani są niemal wyłącznie na własny kapitał. Część swoich zysków przeznaczają na konsumpcję, a część na inwestycje, czyli rozwój swojej firmy. Jeśli podatki są wysokie, to na konsumpcję w zasadzie wystarcza, ale na inwestycje – już nie. Mam wśród moich najbliższych przyjaciół trzy osoby, które mają własne firmy (od ponad 20 lat) i zatrudniają obecnie po około 20 pracowników. Wszyscy zgodnie twierdzą, że o jakichkolwiek inwestycjach zaczęli myśleć wtedy, gdy została wprowadzona możliwość opodatkowania podatkiem liniowym 19%. Wcześniej nie było o tym mowy; zatrudniali po 5 – 6 pracowników i jakoś egzystowali, ale o rozwoju firm nie było mowy. I to jest absolutną regułą wśród drobnych przedsiębiorców. Wysokie podatki zabijają rozwój. Duzi przedsiębiorcy mogą inwestować w oparciu o pieniądze pozyskane z rynku finansowego (kredyty, obligacje, emisje akcji), natomiast mali mogą inwestować wyłącznie swoje zyski. Biorąc pod uwagę fakt, że mali przedsiębiorcy są głównym motorem napędzającym rozwój (działa efekt skali: takich przedsiębiorców jest bardzo dużo), podniesienie im podatków o ponad 100% – zabiłoby rozwój na wiele lat.

jednolity podatek

Jednolity podatek sam w sobie jest rozwiązaniem dobrym, gdyż upraszcza system, czyni go bardziej przejrzystym, łatwiejszym do skontrolowania i tańszym. Jednolity podatek połączony z obniżką daniny płaconej przez najmniej zarabiających – jest rozwiązaniem bardzo dobrym, gdyż znacząco poprawia byt ludzi pobierających niskie wynagrodzenia, oraz zachęca do pracy, przy zachowaniu wszystkich zalet polepszenia systemu podatkowego wymienionych powyżej. Biorąc to wszystko pod uwagę należy żałować, że idea jednolitego podatku została pogrzebana. Z drugiej strony, jednolity podatek połączony ze znaczącym podwyższeniem daniny płaconej przez przedsiębiorców – jest rozwiązaniem złym, gdyż hamuje rozwój gospodarczy. Patrząc z tego punktu widzenia, można się tylko cieszyć, że nie zostanie on wprowadzony.

jednolity podatek

Niestety wszystko wskazuje na to, że rządzący – niezależnie od opcji politycznej jaką reprezentują – nie są w stanie wydostać się z pułapki błędnego myślenia o budżecie. Niemal wszyscy uważają, że budżet powinien być jak największy, żeby państwo mogło dużo wydawać. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie: budżet powinien być jak najmniejszy, a jak najwięcej pieniędzy powinno pozostawać w kieszeniach obywateli. Gdy tak się dzieje, to rozwój gospodarczy przyspiesza, ludzie zarabiają coraz więcej, płacą coraz więcej podatków, co powoduje, że budżet rośnie. Jest w nim więcej pieniędzy, ale stanowią one mniejszy odsetek produktu krajowego. I o to chodzi!

One Response

  1. Mateusz 27/12/2016

Dodaj komentarz