Księga zdziwień odc.50

W 50 odcinku księgi zdziwień postanowiłem się zdziwić niepolitycznie. Jak sądzę, taka moja deklaracja na wstępie, wywołała zdziwienie moich czytelników, zatem pierwszy efekt zdziwień już został osiągnięty. Wyjaśnię od razu, że dzisiejszy pakiet zdziwień jest z obszaru zachowań kierowców w ruchu wielkomiejskim, więc dla czytelników na co dzień nie jeżdżących samochodami, może być trochę abstrakcyjny. Ale można to sobie łatwo wyobrazić. Otóż dziwi mnie niezmiernie, jak bardzo kierowcy potrafią sobie nawzajem utrudniać życie. Zupełnie bezinteresownie i bezsensownie. Wprawdzie kierowca, który wykonuje jakiś niemądry manewr nie utrudnia życia sobie, lecz kierowcom znajdującym się za nim, więc w zasadnie mogłoby go to nie obchodzić. Ale gdyby przez chwilę pomyślał to doszedłby do wniosku, że na kolejnym skrzyżowaniu on może być tym z tyłu, któremu utrudni życie ktoś jadący przed nim, kto powtórzy dokładnie to samo, co on zrobił chwilę wcześniej. Taka refleksja powinna go skłonić do unikania głupich manewrów, no a gdyby wszyscy ich unikali… itd. I właśnie fakt, że zdecydowana większość kierowców jednak wykonuje manewry utrudniające życie innym – bardzo mnie dziwi.

Czas przejść do konkretów. Wyobraźmy sobie skrzyżowanie ze światłami, na którym wąska ulica (po jednym pasie ruchu w każdą stronę) krzyżuje się z ulicą szeroką o trzech pasach ruchu. Samochody stoją na wąskiej ulicy jeden za drugim. Część kierowców zamierza skręcić w prawo a część pojechać prosto (przyjmijmy, że skręt w lewo jest zabroniony). Załóżmy, że trzej pierwsi chcą skręcić w prawo a kilku kolejnych pojechać prosto. Pierwszy kierowca zaczyna manewr skrętu zajmując skrajny prawy pas spośród trzech dostępnych, po czym zatrzymuje się przed przejściem dla pieszych, po którym idą ludzie. Drugi kierowca powinien go ominąć, zająć pas środkowy i też zatrzymać się przed przejściem. Trzeci kierowca powinien zrobić podobnie, zajmując pas lewy. Trzy skręcające samochody stałyby sobie przed przejściem, czekając aż piesi go opuszczą, a w tym czasie kierowcy, którzy zamierzali jechać prosto, spokojnie pokonywaliby skrzyżowanie. To jest całkowicie logiczne i oczywiste, ale prawie nigdy się nie zdarza. Przeważnie jest tak, że drugi w kolejce kierowca nie omija tego pierwszego i nie ustawia się obok niego, lecz stoi za nim – skutecznie blokując pozostałych. Gdy piesi opuszczą przejście, wtedy pierwszy kierowca rusza, a za nim rusza drugi i trzeci. Przeważnie następuje wtedy zmiana świateł i kierowcy chcący jechać prosto zostają, czekając na kolejną zmianę. Gdyby trzej skręcający kierowcy zachowali się racjonalnie, skrzyżowanie pokonałoby kilka, albo nawet kilkanaście, samochodów więcej. To z kolei, przemnożone przez dziesiątki skrzyżowań wpłynęłoby na poprawę płynności ruchu, a więc zmniejszenie korków. No ale jest jak jest. Opisana sytuacja nie tylko mnie dziwi, ale także irytuje. Ale mam kolegę, który przyjmuje to ze stoickim spokojem powtarzając maksymę, którą sam wymyślił: samochody jak kaczki – jeden za drugim.

Podobną sytuację obserwuję na rondzie, na którym dość często zdarza mi się zawracać. Jest to rondo Zesłańców Syberyjskich w Warszawie; duże z wieloma pasami ruchu i zwykle jest tam duże natężenie ruchu. Gdy jedzie się w stronę centrum miasta ma się przed rondem dwa pasy do skrętu w lewo, jeden pas do jazdy prosto i jeden pas do skrętu w prawo. Z kolei na samym rondzie są cztery pasy: jeden do skrętu w lewo i aż trzy do jazdy prosto. Moje zdziwienie jest tam jeszcze zwielokrotnione, gdyż powodem zamieszania i poważnego utrudniania życia innym, są kierowcy ciężarówek, którzy przecież powinni być bardziej od innych kierowców wyczuleni na potrzebę zachowania płynności ruchu. Otóż z dwóch pasów do skrętu w lewo, kierowcy ciężarówek wybierają przeważnie ten lewy, gdzie tworzą długi sznur wielkich pojazdów. Ale gdy już rozpoczną manewr wjeżdżania na rondo, to natychmiast próbują się przemieścić na prawy pas na rondzie. I w ten sposób blokują zarówno tych, którzy skręcają ze skrajnego lewego, jak i tych skręcających z pasa drugiego od lewej. Po prostu ciężarówki stoją na rondzie na ukos, blokując wszystkie pasy. A wystarczyłoby, żeby przed rondem zajęły nie skrajny lewy pas, tylko ten drugi od lewej. Wtedy wjeżdżając na rondo mogłyby bez problemu zająć pas skrajny prawy, drugi od prawej, lub trzeci od prawej. Zmieściłoby się wtedy na rondzie kilka ciężarówek, które nikogo by nie blokowały.

Motoryzacyjnych zdziwień mógłbym wymienić znacznie więcej, ale sam nie mam pewności kiedy jest to jeszcze zdziwienie, a kiedy już irytacja, żeby nie użyć jakiegoś mocniejszego słowa. Zdarzają się np. w Warszawie takie miejsca, gdzie zielone światło dla skręcających w lewo pali się tylko około 10 sekund. To wbrew pozorom wcale nie jest mało i jeśli mielibyśmy do czynienia ze sprawnymi kierowcami, to kilkanaście samochodów mogłoby w tym czasie przejechać. Ale nic z tych rzeczy! Bo pierwszy kierowca rusza po 4 sekundach od zapalenia się zielonego światła, a następny po 3 – 4 kolejnych. Standardowo przejeżdżają trzy samochody (później często jeszcze jeden lub dwa – na czerwonym świetle). Może powinienem wprowadzić nowy cykl: zamiast księgi zdziwień – księga wkurzeń?!

3 komentarze

  1. Arkadiusz 01/12/2016
  2. Nebelwerfer 02/12/2016
    • Jan Adamski 02/12/2016

Zostaw komentarz