Księga zdziwień odc.53

Pod koniec grudnia 2016 r. Ministerstwo Finansów wydało komunikat o przedłużeniu na kolejny rok umowy polskiego rządu i NBP z Międzynarodowym Funduszem Walutowym w sprawie dostępu do tzw. elastycznej linii kredytowej (FCL). Umowa ta jest rodzajem polisy ubezpieczeniowej na wypadek nagłego kryzysu. Gdyby takowy dopadł nasz kraj, to polski rząd mógłby się zwrócić do MFW o udzielenie kredytu w wysokości nie większej niż 8,3 mld euro. Przy dzisiejszym kursie euro daje to ponad 36 mld złotych. Sporo. Ale też opłata jaką wnosi z góry polski rząd do MFW nie jest mała: 16 mln euro, czyli około 70 mln złotych. Wiadomo jednak, że polisa ubezpieczeniowa musi kosztować. Tyle tylko, że istotą polisy jest ewentualne odszkodowanie, czyli klient płaci za polisę, ale w przypadku zaistnienia sytuacji w niej określonej, otrzymuje od ubezpieczyciela odszkodowanie. W przypadku umowy polskiego rządu z MFW, nie otrzymuje się odszkodowania, tylko kredyt, który trzeba będzie spłacić powiększony o odsetki.

Jak napisałem na wstępie sprawa dotyczy przedłużenia umowy na kolejny rok. Bo taka sama umowa była zawierana także w latach poprzednich, przy czym różne były kwoty FCL oraz różne kwoty opłat ponoszonych przez Polskę. Np. FCL na rok 2013 opiewał na kwotę 33,5 mld dolarów, zaś opłata strony polskiej wyniosła 367 mln złotych. W ciągu ostatnich lat Polska nie korzystała ani razu z kredytu FCL, można więc powiedzieć, że sporo pieniędzy z kieszeni podatników przepłynęło do MFW… za nic. Nie byłaby to jednak prawda, bowiem fakt, że kraj ma zapewniony dostęp do elastycznej linii kredytowej działa stabilizująco na kurs jego waluty i zniechęca międzynarodowych spekulantów do ewentualnego ataku na tę walutę. A to nie jest bez znaczenia dla gospodarki i ma swoją cenę.

W całej sprawie nie dziwi mnie sama umowa z MFW i płacenie za coś tak bardzo nieuchwytnego. Dziwią mnie natomiast warunki tej umowy. Są one bowiem dość jednostronne. Mianowicie, gdy zaistnieje sytuacja kryzysowa i kraj zwróci się do Funduszu o kredyt FCL, to MFW ma obowiązek taki wniosek przyjąć i go rozpatrzyć. Po czym może kredyt udzielić lub nie. Może też postawić rządowi kraju dodatkowe warunki, od spełnienia których uzależni jego udzielenie. W dodatku jeśli definitywnie odmówi, to wcale nie zwróci wniesionej z góry opłaty, jakby można przypuszczać kierując się logiką. Trudno sobie wyobrazić, żeby umowę podobnej treści zawarł zwykły obywatel z bankiem albo inną instytucją finansową. A rządy i banki centralne (nie tylko rząd polski i NBP) takie umowy zawierają i… płacą. Czy to może nie dziwić?

One Response

  1. Mir 09/01/2017

Dodaj komentarz