Największe osiągnięcia socjalizmu odc.4

W poprzednim odcinku Największych osiągnięć socjalizmu podałem przepis na doszczętne zrujnowanie bogatego i zasobnego w surowce kraju, w ciągu życia jednego pokolenia. Rzecz dotyczyła Zimbabwe i choć trudno w to uwierzyć, socjalizm był w stanie dokonać takiej sztuki. Zaś najbardziej symbolicznym przykładem możliwości socjalizmu jest fakt, że doprowadził on do bankructwa… wszystkie kopalnie diamentów w tym kraju. Dziś ponad 70% populacji Zimbabwe żyje za mniej niż dwa dolary dziennie, zaś bezrobocie wynosi… ponad 80%.

Wenezuela, w której ortodoksyjny socjalizm zaczęto wprowadzać dopiero na początku XXI wieku miała mniej czasu na doprowadzenie do nędzy milionów swoich obywateli, ale jej osiągnięcia na tym polu są imponujące. Poza tym Wenezuela nigdy nie była krajem bogatym i zawsze borykała się z problemem skrajnej nędzy, w jakiej pozostawała część jej obywateli. Gdy w roku 1999 do władzy doszedł marksista Hugo Chavez (sam określający się mianem boliwarianisty, czyli wyznawcy lewicowej ideologii stworzonej przez Simona Bolivara), postanowił poprawić byt swoich współobywateli w sposób prosty i oczywisty: rozdając im pieniądze. Trzeba jednak dodać, że przez pierwsze lata swoich rządów nie był radykalny i uważał, że należy kontynuować dotychczasowy model gospodarki rynkowej, nieco go tylko modyfikując. W miarę upływu czasu zaczął głosić hasła coraz bardziej lewicowe. Wprowadzane programy społeczne wymagały coraz większych środków z budżetu. Zapewnić je miała nacjonalizacja największych przedsiębiorstw prowadzona głównie w latach 2008 – 2010. W tym samym czasie zwiększono trzykrotnie nakłady na służbę zdrowia i rozpoczęto gigantyczny program budowy „tanich” mieszkań. Ogromny zasięg miało też rozdawnictwo ziemi rolnej pochodzącej ze znacjonalizowanych latyfundiów. W samym tylko roku 2009 rozdzielono ponad 5 mln hektarów ziemi pomiędzy bezrolnych chłopów. Hogo Chavez lubił powtarzać, że jego program skierowany jest do „zwykłych ludzi” i szydził z tych, którzy przestrzegali, że na gigantyczne programy społeczne nie ma po prostu środków. Rzeczywiście byt wielu osób poprawił się wskutek rządowej pomocy. Jego pogorszenie – i to znaczne – miało dopiero nadejść.

Rozdawnictwo Chaveza doprowadziłoby zapewne do załamania gospodarczego już w pierwszym okresie jego stosowania, ale z pomocą przyszedł pomyślny zbieg okoliczności, którym był duży wzrost cen ropy naftowej (o 660% w latach 1998 – 2008). To pozwoliło sfinansować wydatki socjalne i utrzymywać niskie ceny żywności, co było kolejnym priorytetem rządu. Wymyślono np. bardzo specyficzny system wymiany waluty. Pochodzące ze sprzedaży ropy dolary, sprzedawano importerom żywności i artykułów pierwszej potrzeby, po zaniżonym kursie. Ci mogli więc importowane produkty sprzedawać konsumentom, po regulowanych przez państwo  – niskich cenach i jednocześnie osiągać zyski. Jednak taka polityka spowodowała rozkwit korupcji. Powstawały firmy powiązane z politykami, których głównym źródłem zarobku nie był handel importowaną żywnością, lecz obrót tanią walutą. Dodatkowo, wskutek agresywnej retoryki, Wenezuela zerwała wszelkie relacje z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, Bankiem Światowym i innymi instytucjami finansowymi, a także ze Stanami Zjednoczonymi i innymi krajami demokratycznymi. Powstałą lukę miała zapewnić ścisła współpraca z Kubą, Chinami i… Białorusią. Wszystko to musiało doprowadzić do katastrofy gospodarczej. Gwoździem do trumny był spadek cen ropy naftowej zapoczątkowany w roku 2014. W budżecie zabrakło pieniędzy, więc trzeba je było pożyczać. Ale główny pożyczkodawca – Chiny – w końcu także zakręcił kurek z pieniędzmi.

Obecnie normalny rynek praktycznie w Wenezueli nie istnieje. Doszło do sytuacji podobnej do tej, jaka miała miejsce w Polsce w latach 80-tych ubiegłego wieku: Wenezuelczycy mają pieniądze, ale w sklepach nie ma towarów. Istnieje oczywiście czarny rynek, na którym ceny są jednak astronomiczne. Rozszalała się inflacja: jej szacunki na rok 2016 mówią o 720%, zaś na rok 2017 – 2.200%. Upadek własnej waluty jest bliski i już dziś na czarnym rynku obowiązują dolary amerykańskie. Doprowadzona do desperacji ludność zaczęła masowo okradać sklepy i magazyny, a kiedy te stały się zupełnie puste, zaczęto organizować napady na transporty żywności. Nastąpiła symbioza najbiedniejszych obywateli z gangami, które rozrosły się do gigantycznych rozmiarów. W miastach rząd ograniczył dostawy wody (do 2 – 3 godzin na dobę) i prądu. Wystąpił całkowity brak leków zarówno z aptekach, jak i w szpitalach. Ludzie umierają na niegroźne – w normalnych warunkach – infekcje, bo brakuje nawet leków najprostszych, a także środków opatrunkowych. Najbardziej podstawowe artykuły (np. papier toaletowy) są racjonowane, ale wszechobecna korupcja sprawia, że towary z państwowych fabryk nie trafiają do sklepów, lecz na czarny rynek.

Hugo Chavez zmarł w roku 2013. Jego następca Nicolas Maduro uważa, że katastrofa gospodarcza jest wynikiem knowań niecnych imperialistów i próbuje ratować sytuację wydając dekrety w najróżniejszych sprawach. Np. niedawno zakazał stosowania żelazek i suszarek do włosów celem poprawy bilansu energetycznego kraju. Byłoby to śmieszne, gdyby nie było tragiczne. Wenezuelska gospodarka jest w zupełnej ruinie, prywatne fabryki zawiesiły produkcję i są okupowane przez zrewoltowane załogi podburzane przez władze. Pensje, po kursie czarnorynkowym, wynoszą od kilkunastu do kilkudziesięciu dolarów amerykańskich. Kraj stoi na krawędzi wojny domowej, bowiem potężne gangi, już prowadzą regularną wojnę z policją i wojskiem cynicznie wykorzystując desperację biedoty. Operacje przeciwko gangom, prowadzone najczęściej w dzielnicach nędzy, są niezwykle brutalne. Organizacja Human Rights Watch ocenia, że w operacjach tych ginie wiele przypadkowych osób (245 udokumentowanych przypadków w roku 2015). Prawdopodobnie pod pretekstem operacji przeciwko gangom, następuje też siłowa rozprawa z opozycją, są to jednak informacje nie potwierdzone.

Czy wielkie osiągnięcia socjalizmu w 30-milionowej Wenezueli są ostrzeżeniem dla innych krajów? To oczywiście pytanie retoryczne, bowiem każdy wie, że nie są. Wystarczy, że rozejrzymy się wokół siebie.

3 Odpowiedzi

  1. mmm777 02/01/2017
    • maciek lepton 02/01/2017
  2. Mateusz 02/01/2017

Zostaw komentarz