Pokochajcie flanele

Flanele to jedne z najpiękniejszych materiałów na garnitury i marynarki. Oczywiście mam na myśli flanele wełniane, bowiem flanele bawełniane, z których szyje się pościel, piżamy, koszule i wiele innych produktów – na garnitury się nie nadają. Za to dobrej jakości flanele wełniane mają w sobie wyjątkowy urok i jakąś siłę przyciągającą, która powoduje, że flanelowy garnitur po prostu chce się mieć. W czym tkwi ta siła? Moim zdaniem decydujące znaczenie ma fakt, że tkanina flanelowa – w znacznie mniejszym stopniu niż tkanina z gładkiej wełny – odbija światło, a w znacznie większym stopniu – je pochłania. To powoduje, że barwę tkaniny postrzegamy jako miękką, zaś wzory na niej – jako rozmyte. Trzeba dodać, że są to efekty miłe dla oka. Pozytywne wrażenie potęguje rzeczywista miękkość tkaniny, przyjemny chwyt, wrażenie ciepła i miłe skojarzenia z dziecięcym kocykiem lub pluszową maskotką. Wrażenie ciepła, o którym wspomniałem, nie jest wyłącznie wrażeniem subiektywnym; tkanina flanelowa rzeczywiście ma dobre własności termoizolacyjne, znacznie lepsze niż wełna gładka. To z kolei narzuca zastosowanie flaneli na marynarki i garnitury zimowe. Latem ubranie z flaneli byłoby nie tylko za ciepłe, ale stanowiłoby pewien dysonans, podobnie jak ubranie lniane noszone zimą.

Za twórców tkaniny flanelowej uważa się powszechnie Walijczyków, chociaż różne źródła podają też inne miejsca jej narodzin. Za Walijczykami przemawia nazwa (flannel), która pochodzi od walijskiego słowa gwalen, oznaczającego rzecz wykonaną z wełny. Flanela powstaje wskutek drapania powierzchni wełny przy pomocy specjalnych szczotek drucianych, w wyniku czego na powierzchni tkaniny powstaje okrywa włókienna, czyli ten znany wszystkim miły w dotyku meszek. Na tym można by zakończyć rozważania na temat powstawania flaneli, ale byłoby to dużym uproszczeniem. Bowiem trzeba wiedzieć, że w przeszłości flanele oznaczały tkaniny nieco inne niż dziś, a w dodatku były one czymś w rodzaju wełen gorszego sortu. A to dlatego, że nie przeszły procesu czesania, w pewnej fazie swojego powstawania, o czym dalej. Emancypacja flaneli od materiału na codzienne ubrania klas niższych w XIX wieku, do obecnej pozycji luksusowej tkaniny na eleganckie garnitury dżentelmenów i dandysów, jest procesem bardzo ciekawym i wartym poznania.

Jak wiadomo wełna powstaje z runa, czyli sierści zwierząt (najczęściej owiec, ale także kóz, wielbłądów, lam, królików i innych). Poszczególne włókna są skręcane ze sobą w procesie przędzenia, w wyniku którego powstaje przędza – półprodukt do tkania gotowej tkaniny. Zanim jednak dojdzie do przędzenia, runo przechodzi różne procesy przygotowawcze (np. usuwanie zanieczyszczeń, rozluźnianie), po czym jest poddawane czesaniu. Czesanie ma za zadanie uporządkowanie włókien oraz oddzielenie włókien długich od krótkich. Ale czesanie nie jest procesem niezbędnym do tego, żeby uzyskać przędzę. Można prząść także z runa nieuporządkowanego i składającego się z włókien zarówno krótkich, jak i długich. Przędze uzyskane w obu przypadkach różną się od siebie, co widać na poniższym rysunku. Przędza wełny zwanej czesaną lub czesankową jest bardziej gładka i jednolita. Natomiast drugi typ przędzy nosi nazwę zgrzebnej. Przędza zgrzebna nie jest tak gładka jak czesana, bowiem sterczą z niej na boki krótkie włókna, które nie zostały usunięte podczas czesania. W ślad za tym także tkanina utkana z przędzy zgrzebnej nie jest gładka, lecz szorstka i włochata. Niegdyś wełna zgrzebna uchodziła za gorszą odmianę wełny, za to jej uzyskanie było znacznie mniej pracochłonne, a zatem tańsze. Dziś pozycja wełny zgrzebnej jest znacznie wyższa i znajduje ona różne zastosowania, gdzie jej szorstkość jest zaletą a nie wadą. Typowym przykładem wełny zgrzebnej jest tweed, o którym żadną miarą nie można powiedzieć, że jest gorszy od wełny czesankowej. Jest inny.

I tu dochodzimy do sedna flaneli. Niegdyś flanela była tkana wyłącznie z przędzy zgrzebnej i stąd jej niezbyt wysoka pozycja. Tak było mniej więcej do początków XX wieku. Jednak w miarę rozwoju dziewiarstwa wymyślano różne sposoby uszlachetniania tkanin. Tkane były np. wełny, w których wątek stanowiła przędza zgrzebna, a osnowę – przędza czesana. Wreszcie zaczęto też wytwarzać flanele z wełny czesankowej wysokiej jakości. Takie flanele miały wszystkie zalety dobrych wełen czesankowych, a przy tym niepowtarzalną włochatą fakturę, przyjemny chwyt i piękny wygląd. Nic zatem dziwnego, że zaczęły zdobywać uznanie eleganckich mężczyzn, którzy dostrzegli ciekawą alternatywę dla tweedu. Wkraczanie flanelowych garniturów na salony zaczęło się w Ameryce, mniej więcej w latach trzydziestych ubiegłego wieku, natomiast w Europie – po wojnie. Uważa się, że niebagatelną rolę w spopularyzowaniu flaneli, jako materiału na eleganckie, dzienne garnitury, odegrał film z 1956 roku; The Man in the Grey Flannel Suit, z ówczesną ikoną stylu i bożyszczem kobiet – Gregorym Peckiem w roli głównej. Film był wyświetlany także w Polsce a ciekawostką jest fakt, że polski tytuł nie był wiernym tłumaczeniem oryginału i brzmiał: Mężczyzna w szarym garniturze. Dlaczego garnitur Pecka przestał być flanelowy? Albo uznano, że przymiotnik ‚flanelowy’ jest w nim zupełnie zbędny, albo (co bardziej prawdopodobne) obawiano się wybuchu mody na flanelowe garnitury, co jawiło się ówczesnym władzom PRL jako źródło potencjalnych kłopotów. Bo trzeba wiedzieć, że w owym czasie władze już i tak miały niemało kłopotów z bikiniarzami, czyli ówczesnymi dandysami. Bikiniarze, oprócz tego, że ubierali się w sposób daleki od socjalistycznych standardów, to jeszcze stanowili ośrodek buntu przeciwko władzom.

Mój stosunek do flanel jest entuzjastyczny; uważam je za materiał piękny i bardzo stylowy. Początkowo zamierzałem nawet nadać temu wpisowi tytuł: Kocham flanele’ jednak zrezygnowałem z tego zamiaru doszedłszy do wniosku, że mogłoby się to zbytnio kojarzyć z wypowiedzią wicepremiera Mateusza Morawieckiego, który oświadczył jakiś czas temu, że kocha budżet państwa. I to z wzajemnością! A ponieważ nie chciałbym być w żadnym stopniu kojarzony z panem wicepremierem, więc ostatecznie wybrałem rodzaj apelu do czytelników: ‚Pokochajcie flanele’. Jednak bez podnoszenia kwestii wzajemności.

Postanowiłem przedstawić kilka moich flanelowych stylizacji w dwóch odcinkach. W dzisiejszym wpisie prezentuję zestawy koordynowane składające się z flanelowych marynarek jednorzędowych połączonych z flanelowymi spodniami, zaś na początku marca przedstawię wersje dwurzędowe: zestaw koordynowany i garnitur. Na pierwszy ogień idzie marynarka i kamizelka marki Norman w bardzo wyzywającym kolorze, połączona ze spodniami z kolekcji Va Banque marki Próchnik. Marynarka i kamizelka są uszyte z flaneli włoskiej marki Fratelli Tallia Di Delfino, zaś spodnie z szarej flaneli marki Vitale Barberis Canonico. Zestaw uzupełniają: koszula Osovski, muszka EM Men’s Accesories, buty Yanko, skarpetki Wólczanka, poszetka Van Thorn. Tłem do zdjęć były wnętrza Pałacu na wodzie w Łazienkach królewskich w Warszawie.

Drugi zestaw prezentowałem już przy okazji Pitii Uomo, dlatego zamieszczam tylko trzy zdjęcia. Użyłem tych samych spodni co w pierwszym zestawie i przy tej okazji kilka słów komentarza. Otóż spodnie z szarej flaneli uważam za absolutne must have każdego eleganckiego mężczyzny. Są one niezwykle uniwersalne bowiem pasują prawie do wszystkiego – z wyjątkiem ubiorów typowo letnich. Np. absolutnie idealny i absolutnie klasyczny zestaw utworzą z granatowym blezerem z metalowymi, złotymi lub srebrnymi guzikami. Marynarka oraz koszula wchodzące w skład drugiego zestawu pochodzą z kolekcji Va Banque Próchnika, buty to produkt firmy Nord, krawat pochodzi od Republic of Ties, kapelusz od Witleather, zaś okulary od Persol.

11 komentarzy

  1. Agar i Piżmo 11/02/2017
    • Zbyszek 20/02/2017
  2. Mateusz 11/02/2017
    • Jan Adamski 11/02/2017
    • Chris 12/02/2017
    • Tomek 13/02/2017
  3. Sir Arthur 12/02/2017
  4. Chris 12/02/2017
  5. spokojny 13/02/2017
    • Jan Adamski 13/02/2017
  6. Damian 28/02/2017

Zostaw komentarz