Niebiesko-Czarni

Niebiesko-Czarni

Zespołu Niebiesko-Czarni na pewno nie można zaliczyć do nurtu rocka progresywnego. Jednak w schyłkowym okresie swojej działalności, czyli w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, zespół otarł się o rock progresywny w swoim najważniejszym dziele – rock operze Naga. Słuchając dzisiaj nagrań Niebiesko-Czarnych z tamtego okresu łatwo dojść do wniosku, że miał on ogromny potencjał, który jednak nie został w pełni wykorzystany. Stało się tak głównie za sprawą idiotycznej polityki państwowego przedsiębiorstwa PAGART, które pełniło rolę impresariatu, oraz państwowej wytwórni płytowej Polskie Nagrania. Obie te instytucje zakwalifikowały Niebiesko-Czarnych jako zespół big-bitowy i nie pozwalały na żadne muzyczne eksperymenty. Piosenki miały być krótkie, teksty – banalne bez śladów głębszej myśli, muzyka nieskomplikowana i zagrana w najprostszym metrum.

Jeśli dziś Niebiesko-Czarni stają się tematem mojego wpisu, to dzieje się tak dlatego, że niedawno wydana została płyta ‚Niebiesko-Czarni. Ostatni kosmyk nocy’, która jest zbiorem niepublikowanych dotąd nagrań zespołu z lat 1971-1974. I to nagrań nie byle jakich. Poza kilkoma piosenkami typowo popowymi, zawiera materiał muzyczny bardzo interesujący, właśnie ocierający się o rock progresywny, albo wręcz po prostu będący rockiem progresywnym. Płyta została wydana w kolekcjonerskim nakładzie 400 egzemplarzy, przez wydawnictwo Kameleon Records, które specjalizuje się starym polskim rocku. Jednak nie idzie na łatwiznę i nie korzysta z nagrań wytwórni Polskie Nagrania, lecz wyszukuje nieznane dotąd nagrania spoczywające w archiwach radiowych (polskich, czeskich, rosyjskich, niemieckich i innych), a także korzysta z innych źródeł. Nagrania są remasterowane i wydawane z pietyzmem zarówno jeśli chodzi o jakość dźwięku, jak i stronę edytorską.

Zespół Niebiesko-Czarni został założony w roku 1962 w Gdyni. Był jednym z pierwszych profesjonalnych polskich zespołów rockowych (big-bitowych lub big-beatowych – jak się wtedy mówiło) i pierwszym, który zaprezentował się w szerokim świecie – występując w 1963 r. w paryskiej Olimpii i nagrywając płytę dla wytwórni Decca. Swoje największe triumfy zespół święcił w latach 1966 – 1969, kiedy to ukazały się płyty: Niebiesko-Czarni (1966), Alarm (1967), Mamy dla was kwiaty (1968) i Twarze (1969). Styl zespołu to były proste rockowe piosenki śpiewane przez różnych wokalistów i różne wokalistki, których sporo przewinęło się przez zespół. Przełom w estetyce muzycznej grupy nastąpił w roku 1971, kiedy to zespół przebywał na muzycznym tournée w USA. Podczas pobytu w USA zespół wzbogacił się o nowoczesne instrumenty (organy Hammonda, gitara Gibson model Les Paul) i wzmacniacze, a także o muzyczne doświadczenia. Członkowie zespołu obejrzeli m.in. bijący wówczas wszelkie rekordy popularności – musical Hair.

Po powrocie do Polski zespół zaczął pracować nad rock operą Naga, zmieniło się też wyraźnie jego brzmienie; stało się cięższe i bardziej soczyste, z licznymi solówkami na gitarze, organach i saksofonie, z elementami zapożyczonymi z rocka progresywnego i jazzu. Prace nad rock operą udało się sfinalizować i po raz pierwszy została ona wystawiona w Teatrze muzycznym w Gdyni 22 kwietnia 1973 roku, a także wydana na dwóch płytach Polskich Nagrań. Wydawnictwo to wołało o pomstę do nieba. Po pierwsze wydanie dwupłytowego albumu leżało poza możliwościami technicznymi państwowej firmy; rock operę wydano więc na dwóch niezależnych płytach z wyjątkowo szpetnymi okładkami. W Polskich Nagraniach obowiązywała wówczas doktryna, że na jednej stronie płyty winylowej nie można zmieścić więcej niż 18 minut muzyki (w Europie zachodniej i USA standardem było 20 – 22 min., ale bywały też płyty, na których mieściło się ponad 25 min. na stronie). Dlatego utwory zostały niemiłosiernie okrojone – głównie z fragmentów instrumentalnych. A co najgorsze jakość techniczna nagrań była skandaliczna; wyeksponowane zostały wokale zaś warstwa instrumentalna została wyciszona, spłaszczona i niemal zupełnie pozbawiona dynamiki, ograny Hammonda prawie przestały być słyszalne.

Jeśli ma się na uwadze to wszystko co napisałem powyżej, to sięgnięcie po płytę Ostatni kosmyk nocy jest olśnieniem. Oto zespół Niebiesko-Czarni, który brzmi jak przystało na grupę rockową! Mamy prawdziwą ucztę muzyczną, z pięknymi i soczystymi pasażami organów Hammonda, porywającymi partiami gitary i dynamicznymi solówkami saksofonu. Do tego dobry wokal w wykonaniu Ady Rusowicz i Wojciecha Kordy. Szczególnie Korda daje popis swoich niesamowitych możliwości głosowych, czego nie słyszeliśmy na katalogowych płytach Niebiesko-Czarnych. Warto dodać, że te niesamowite nagrania zostały zrealizowane dla radia niemieckiego. Wówczas istniały dwa państwa niemieckie: sąsiadująca z Polską – Nieniecka Republika Demokratyczna (NRD) i Niemcy zachodnie czyli Republika Federalna Niemiec (RFN). Nagrania N-C zrealizowane zostały w NRD, która podobnie jak Polska należała do bloku sowieckiego. Czyli nawet w socjalizmie dawało się dobrze nagrać zespół rockowy; kto by pomyślał 🙂

Spośród sześciu nagrań dla niemieckiego radia, które znalazły się na płycie Ostatni kosmyk nocy wyraźnie wyróżniają się trzy. Najbardziej dynamiczny a jednocześnie najbardziej jazzowo-progresywny, wyraźnie inspirowany stylem grupy Colosseum, jest utwór O nagiej prawdzie słuchaj pieśni – zaśpiewany tutaj po niemiecku (niemieckojęzyczny tytuł: Lied über die nackte Vahrheit). Porażająca dawka energii, stopniowanie napięcia, wyśmienita solówka Janusza Popławskiego na gitarze, wirtuozerska gra organów i saksofonu i doskonałe zgranie członków zespołu. Wspaniały kawałek. Równie porywający i także zainspirowany stylem Colosseum (a trochę także Chicago), jest ponad siedmiominutowy blues Cienie na wietrze. W tym utworze zwracają przede wszystkim uwagę nieprzeciętne możliwości wokalne Wojciecha Kordy, ale gra instrumentalistów też jest godna pochwały. Piękne solówki na organach są dziełem Zbigniewa Podgajnego, doskonały jest też Janusz Popławski na gitarze. Wojciech Korda, wykonując wokalizę w końcówce utworu wyraźnie nawiązuje do improwizacji Chrisa Farlowe’a z płyty Live Colosseum. Trzecim utworem, który chciałbym wyróżnić jest cover Them Changes – kompozycja Buddy’ego Milesa znana z licznych wykonań, m.in. Jimmy’ego Hendrixa. Znów mamy do czynienia z potężną dawką energii połączoną z lekkością i naturalnością wykonania. Kolorytu dodaje użycie licznych instrumentów perkusyjnych, zwanych potocznie przeszkadzajkami. Jest na płycie jeszcze jeden utwór, który podoba mi się nie mniej niż trzy wymienione powyżej. To jazz-rockowy kawałek Zostań marzeniem; precyzyjnie skonstruowany i zaaranżowany z doskonałym wokalem (znów Wojciech Korda) i pomysłowymi wstawkami gitary i saksofonu. I oto nagle utwór zostaje brutalnie wyciszony i to w trakcie śpiewu wokalisty – zabieg zupełnie niezrozumiały i psujący pozytywne wrażenie.

Niebiesko-Czarni

Niebiesko-Czarni w składzie z połowy roku 1972. Stoją od lewej: Wojciech Korda, Andrzej Pawlik, Andrzej Nebeski, Ada Rusowicz, Janusz Popławski, Zbigniew Podgajny. Siedzi: Wiesław Żakowicz.

Moje kontakty z Niebiesko-Czarnymi były dość skromne. Jeśli dobrze pamiętam byłem na ich koncercie tylko raz, w roku 1968 lub 1969, w moim rodzinnym Sanoku. Z samego koncertu niewiele pamiętam, ale pamiętam, że byłem wówczas kolekcjonerem autografów i po koncercie udało mi się dostać za kulisy, gdzie członkowie zespołu złożyli swoje autografy w moim albumie, który był do tego przeznaczony. Co ciekawe byłem jedyną osobą z publiczności, która udała się za kulisy, stanąłem więc sam twarzą w twarz muzykami. Byłem tym faktem tak onieśmielony, że nie poprosiłem nawet o imienne dedykacje; dostałem tylko same podpisy. Ale i tak stanowiły one dla mnie bardzo cenną zdobycz, której wielu znajomych mi później zazdrościło.

2 komentarze

  1. Piotr 12/05/2017
    • Jan Adamski 12/05/2017

Dodaj komentarz