Tesla

W ostatnich dniach, na giełdzie w Nowym Jorku, miały miejsce dwa symboliczne wydarzenia. Najpierw (3 kwietnia) kapitalizacja spółki Tesla (48 mld dolarów) przekroczyła kapitalizację legendy amerykańskiej motoryzacji – spółki Ford. W kilka dni później, przy dalszym wzroście ceny akcji Tesli, jej kapitalizacja wyniosła 51 mld dolarów i przekroczyła kapitalizację innego motoryzacyjnego giganta – General Motors i stała się najdroższą spółką motoryzacyjną notowaną na giełdzie. Można by to skwitować stwierdzeniem, że oto nowe wypiera stare. Producent ‚ekologicznych’ samochodów pokonał stare, zasiedziałe koncerny, w dodatku będące symbolem źle postrzeganego kapitalizmu. Tylko czy rzeczywiście pokonał?

Samochody Tesla są piękne, wygodne i nafaszerowane elektroniką. Co najważniejsze nie emitują do atmosfery spalin, bowiem napędzane są silnikami elektrycznymi, a nie spalinowymi. Nikt przecież nie sięga myślowo głębiej i nie zadaje sobie pytania, czy czasem wyprodukowanie energii elektrycznej, którą ładuje się akumulatory Tesli, nie spowodowało wyemitowania do atmosfery większej ilości zanieczyszczeń, niżby wyemitował silnik spalinowy. Albo ile trujących związków litu trafiło do gleby w związku z produkcją akumulatorów. Nie będę tego jednak analizował a skupię się na samej kwestii wartości spółek. Tesla, która jest dziś warta 51 mld dolarów wyprodukowała w roku 2016; 76,3 tys. samochodów, odnotowała przychody na poziomie 7 mld dolarów i stratę netto w wysokości 675 mln dolarów. Z kolei General Motors (wart nieco mniej niż 51 mld dolarów),  wyprodukował w tym samym czasie ponad 10 milionów pojazdów, osiągając zysk 9,4 mld dolarów. Nieco mniejszy Ford wyprodukował w roku 2016 – 6,7 mln pojazdów.

Na pierwszy rzut oka widać, że z tą wyceną giełdową jest coś nie w porządku. Tak znaczne przewartościowanie spółki, jak ma to miejsce w przypadku Tesli, zwykło się określać mianem bańki spekulacyjnej. Czy wycena Tesli jest bańką spekulacyjną? Nie ma mądrych, którzy potrafią odpowiedzieć na to pytanie. Bowiem giełdowi analitycy potrafią doskonale wytłumaczyć dlaczego coś się potoczyło w określonym kierunku, ale nie nie potrafią zawczasu przewidzieć w jaki to będzie kierunek. Spółka Tesla rozwija się bardzo dynamicznie. W pierwszym kwartale roku 2017 sprzedała o 69% samochodów więcej, niż w pierwszym kwartale roku poprzedniego. Wkrótce ma się pojawić nowy model (Tesla 3), który będzie prawdopodobnie hitem sprzedażowym. Jednak do wielkości produkcji GM czy Forda jest jeszcze bardzo, bardzo daleko. Trzeba też pamiętać, że samochody elektryczne są dużo droższe od tradycyjnych i trudno zakładać, że w dającej się przewidzieć przyszłości wyprą je z rynku. Chyba, że rządy zakażą używania samochodów spalinowych lub obłożą je wysokim podatkiem, co skądinąd wydaje się niemal pewne. I zapewne na to liczą ci, którzy kupują dziś akcje przewartościowanej spółki Tesla, płacąc za nie po 312 dolarów.

Moja opinia, że czeka nas w przyszłości zakaz używania samochodów spalinowych, dziś brzmi trochę obrazoburczo, ale kierunek coraz ściślejszych regulacji wszystkich dziedzin życia uważam za nieuchronny i przesądzony. Przynajmniej w naszym kręgu kulturowym. Przełomem będzie moment opodatkowania powietrza, którym oddychamy. Proszę się nie śmiać; nastąpi to wcześniej niżby się mogło wydawać. Pamiętajmy, że w krajach europejskich trwa właśnie operacja opodatkowywania wody – w jednych już obowiązuje, w innych jeszcze nie. W Polsce miała zacząć obowiązywać od początku 2017 roku, ale termin jej wprowadzenia został przesunięty. Opodatkowanie powietrza, zakaz używania soli (jest przyczyną chorób układu krążenia), zakaz grillowania, zakaz produkcji i sprzedaży świec i wiele, wiele innych – to tylko kwestia czasu. Trzeba jednak mieć na uwadze, że kraje, gdzie wszystkie te regulacje zostaną wprowadzone, po prostu przestaną się rozwijać (Europa już przestaje – wzrost w ciągu ostatnich 10 lat wyniósł zaledwie 6%) i będą coraz słabsze w porównaniu z krajami, w których będzie panować wolność. I ostatecznie zostaną przez te kraje przejęte. Nie nastąpi to zapewne za życia tego ani następnego pokolenia, ale że nastąpi – jest niemal pewne. Chyba, żeby syte społeczeństwa Zachodu przebudziły się z letargu i jak za czasów swoich pradziadków postawiły na wolność i nieskrępowaną ludzką przedsiębiorczość. Ale to wydaje się raczej niemożliwe.

3 komentarze

  1. Przemysław 13/04/2017
  2. Jacek 13/04/2017
  3. Mad 13/04/2017

Zostaw komentarz