Cały naród buduje swój samochód elektryczny

Bezpośrednio po II wojnie światowej Warszawa leżała w gruzach. Zniszczenie były tak duże, że wręcz trudno było sobie wyobrazić odbudowę. Jednak odbudowę podjęto, a rząd rzucił hasło: cały naród buduje swoją stolicę’. Pomimo wielkiej rezerwy jaka panowała wobec komunistycznej władzy, hasło spotkało się z bardzo żywym odzewem, a wśród ludzi zapanował autentyczny entuzjazm. Jak wiemy Warszawę udało się odbudować, chociaż na różnych etapach podchodzono do tego różnie. Dzisiejsza władza też stara się porwać naród wielkimi projektami takimi jak: użeglownienie Wisły i Odry i połączenie ich kanałem, budowa centralnego portu lotniczego czy upowszechnienie elektromobilności. Hasło: cały naród buduje’ wydaje się wracać, chociaż nikt nie wypowiada go dosłownie. Jak wiadomo historia lubi się powtarzać jako farsa i nie inaczej jest także tym razem. Bo głównym celem władzy nie jest – zdaje się – wybudowanie czegokolwiek, lecz stworzenie propagandowej otoczki i wrażenia, że dokonujemy rzeczy wielkich i epokowych. Widać to dobrze po odpalonym z wielką pompą, programie użeglownienie Wisły i Odry. Jeszcze się na dobre nie zaczął, a już został zarzucony. Wprawdzie w ministerstwach nadal istnieją różne komisje, które produkują mnóstwo analiz i studiów wykonalności, ale żadnej werwy już w tym nie ma, że o pieniądzach nie wspomnę. Zaś naród o sprawie zapomniał.

Rząd doszedł do słusznego wniosku, że żeglowność polskich rzek to temat mało porywający, wręcz nudny, ale za to samochody na pewno zainteresują wszystkich. I rzucił hasło, że do roku 2025 będzie jeździło po polskich drogach, milion elektrycznych samochodów wyprodukowanych w Polsce, w oparciu o polską myśl techniczną. Że jest to całkowicie niemożliwe udowodniłem m.in. we wpisie Polska liderem elektromobilności. Ale, jak wyżej wspomniałem, nie chodzi o produkowanie czegokolwiek, lecz o efekt propagandowy czyli dostarczenie rozrywki gawiedzi. Że tak jest świadczą wypowiedzi ważnych urzędników oraz sposób działania spółki ElectroMobility Poland, która jest spółką państwową (jakżeby inaczej) i odpowiada za realizację rządowego ‚programu rozwoju elktromobilności’. Spółka zaczęła z wielkim przytupem, od… ogłoszenia konkursu na karoserię samochodu elektrycznego. No bo po co się zajmować płytą podłogową, napędem, akumulatorami itp, skoro to nie przyciągnie uwagi masowej publiki. Karoseria to co innego: każdy się na karoserii zna i każdy będzie się czuł w obowiązku wypowiedzieć swoją opinię. Kilka dni temu spółka ElectroMobility Poland ogłosiła wyniki pierwszego etapu konkursu: spośród wszystkich nadesłanych prac – 66 zakwalifikowano do dalszego etapu. Niektóre z nadesłanych wizualizacji, zaczerpnięte ze strony konkursowej, stanowią ilustracje do niniejszego wpisu. Celowo je pomniejszyłem, żeby nie było pokusy zastanawiania się; który ładniejszy, który brzydszy? Bo nie ma to żadnego znaczenia, przecież żaden z nich nie zostanie zrealizowany.

Bardzo zadowolony z wyników konkursu jest szef projektu ElectroMobility Poland – Piotr Zaremba. W wywiadzie dla Business Insider Polska roztacza on wizję miliona elektrycznych samochodów, które będą całkowicie polskiej konstrukcji i w Polsce produkowane, będą przy tym piękne, niezawodne i tanie. Kto chce – niech wierzy. Póki co, papier zniesie wszystko. Pan Zaremba wygłasza też kilka bardzo trafnych opinii, jak np.: ‚Dziś, by produkować samochody, nie trzeba budować fabryki’; ‚Jest w nich [w projektach konkursowych] dużo sentymentu do tego, co kiedyś było w polskiej motoryzacji dobre’; ‚Dla nas kluczowe jest pytanie o produkt – zanim przejdziemy do fazy budowy, musimy go dodefiniować’; ‚Prototypy, którymi już będzie można się przejechać, pojawią się w przyszłym roku’ i inne w tym stylu. Najbardziej pokrzepiło mnie na duchu spostrzeżenie, że przed przystąpieniem do fazy budowy, samochód trzeba ‚dodefiniować’. Moim zdaniem trzeba go też zaprojektować, ale się nie upieram i przyjmuję do wiadomości, że w dzisiejszych czasach wystarczy ‚dodefiniowanie’.

Entuzjazm dla polskiego samochodu elektrycznego studzą nieco specjaliści z przemysłu motoryzacyjnego, których opinie pojawiły się m.in. w artykule w Bankier.pl. Ich zdaniem niektóre z projektów zgłoszonych na konkurs ‚mogłyby co najwyżej aspirować do konkursu plastycznego w szkołach podstawowych’. Zaś jeden z cytowanych w artykule ekspertów podejrzewa, że organizatorom konkursu chodziło raczej o posiadanie ładnych obrazków na ścianę, bowiem ‚z ideą powstania samochodu nie ma to nic wspólnego’.

Mnie się wydaje, że propaganda związana z rządowym pomysłem elektromobilności jest na wyjątkowo niskim poziomie. Na kilometr widać, że to kompletna lipa i że nic się nie trzyma kupy, a jedynym jej celem jest narobienie szumu, wydanie kilkuset milionów z budżetu i zapewnienie intratnych posad swoim ludziom złaknionym dorwania się do publicznych pieniędzy.

7 komentarzy

  1. mat 23/06/2017
  2. a 23/06/2017
    • Arti 23/06/2017
  3. Bodek 23/06/2017
  4. J.Ty. 24/06/2017
  5. taxus 29/06/2017

Dodaj komentarz