Księga zdziwień odc. 63

przemysł spotkań

Byłem przekonany, że mam dobre rozeznanie w różnych gałęziach przemysłu i nic mnie tu zaskoczyć nie może. Jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałem o gałęziach przemysłu, o których istnieniu nie miałem pojęcia! Już dość dawno temu dowiedziałem się np. o istnieniu przemysłu pogardy. Niestety gdy chciałem prześledzić sprawozdania finansowe przedsiębiorstw z tej branży, to natknąłem się na poważną barierę. Okazało się bowiem, że żadne z przedsiębiorstw tej gałęzi przemysłu nie jest notowane na giełdzie. Na niczym spełzły także moje poszukiwania w Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS), gdzie takiej gałęzi przemysłu w ogóle nie wyodrębniono. Dałem więc za wygraną i tylko pilnie słucham, gdy ktoś napomknie o przemyśle pogardy, z nadzieją, że czegoś się dowiem. Byłoby np. bardzo ciekawe wiedzieć, jakie banki kredytują przedsiębiorstwa reprezentujące tę gałąź. To by wiele wyjaśniło. W ostatnim czasie moje zdziwienie jeszcze wzrosło, gdy dowiedziałem się że istnieje przemysł spotkań.

Okazuje się, że przemysł spotkań to gałąź rozwijająca się bardzo dynamicznie. Jej rozwój wynika głównie z wielkich inwestycji dokonywanych z pieniędzy publicznych, ale niemałe znaczenie mają środki unijne. Bowiem Unia Europejska uznała, że przemysł spotkań ma przed sobą wielką przyszłość (w przeciwieństwie np. do przemysłu stalowego, który UE tępi) i chętnie dofinansowuje inwestycje, szczególnie te lokowane w regionach słabo rozwiniętych. Z artykułu na stronie Mazowieckiej Regionalnej Organizacji Turystycznej możemy się dowiedzieć, że: ‚Spotkania to kluczowy element naszej kultury i cywilizacji, a zatem branża spotkań ma w skali globalnej i lokalnej bardzo ważną rolę do odegrania’. Jeszcze więcej możemy się dowiedzieć z raportu: Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2016 przygotowanego przez Poland Convention Bureau Polskiej Organizacji Turystycznej. Np. tego, że przemysł spotkań kreuje znaczną liczbę miejsc pracy oraz, że ma niemały udział w tworzeniu PKB.

przemysł spotkań przemysł spotkań

Jak wspomniałem powyżej, przemysł spotkań rozwija się dynamicznie dzięki inwestycjom samorządowym w różnego rodzaju centra kongresowe i stadiony. Trzeba bowiem wiedzieć, że współczesne stadiony, oprócz funkcji sportowych, spełniają też rolę centrów spotkań i konferencji, czyli są elementami przemysłu spotkań. Sceptycy twierdzą wprawdzie, że środki włożone w budowę takich centrów nigdy się nie zwrócą, zaś one same będą przynosić straty, które trzeba będzie pokrywać z budżetów samorządów, ale takie twierdzenia są nieuzasadnionym wotum nieufności wobec menedżerów przemysłu spotkań. Dowodem na to, że obiekcje sceptyków nie mają racji bytu jest Stadion Narodowy. To znaczy sceptycy mają rację w pierwszej części swojego twierdzenia: środki wydane na budowę Stadionu Narodowego nigdy się nie zwrócą. Ale już w sprawie strat zupełnie się mylą. Bo odkąd potężna państwowa spółka energetyczna PGE dorzuca rokrocznie do budżetu stadionu kilkanaście milionów złotych – straty zniknęły. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. I własnie na tym polega dynamiczny rozwój przemysłu spotkań.

Na bogatego sponsora, który będzie pokrywał straty, liczą też zapewne włodarze Lublina, którzy zafundowali sobie niedawno piękny nowy stadion za 140 mln złotych. Inwestycja inwestycją, ale koszty funkcjonowania obiektu będą tak duże, że budżet miasta może tego nie wytrzymać. W biznes planie założono, że tempo rozwoju przemysłu spotkań będzie na tyle duże, że już za 10 lat stadion zacznie przynosić zyski. Mało kto jednak w to wierzy. Ale lubelskie 140 milionów to drobiazg w porównaniu z 400 milionami, jakie pochłonęła budowa krakowskiego centrum kongresowego (ICE). Czy istnieje szansa na to, że ICE będzie na siebie zarabiać (o zwrocie środków na budowę nie ma nawet co marzyć)? Otóż szansa taka istnieje, a jako przykład rentownego projektu realizowanego przez ICE, może posłużyć grant współfinansowany przez rząd szwajcarski. Całkowity koszt tego projektu wyniósł 792 tysiące złotych, z czego rząd Szwajcarii pokrył 713 tysięcy. A na czym polega ten dochodowy projekt? Otóż chodzi o: ‚Sterowanie przemysłem spotkań w Krakowie: ocenę i monitorowanie wpływu ekonomicznego przemysłu spotkań na gospodarkę Krakowa przy wykorzystaniu dobrych praktyk ze Szwajcarii’. To jest po prostu genialne! Przemysł spotkań będzie się rozwijał dzięki temu, że publiczne pieniądze z różnych krajów będą szły na ocenę i monitorowanie przemysłu spotkań. Istne perpetuum mobile.

W wielkich bólach powstawało Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach. Początkowo miało kosztować 252 mln złotych, ale budowa nie szła zgodnie z harmonogramem więc władze miasta zerwały kontrakt z wykonawcą. Nowy wykonawca podjął się budowy za 280 mln złotych. Ale to tylko część kosztów, bowiem na stronie MCK można wyczytać, że całkowity koszt inwestycji wyniósł: 378.642.872,11. Centrum już funkcjonuje, ale nie ujawnia swojego biznes planu. Na razie ma być finansowane z budżetu miasta, a później się zobaczy. Zdaje się, że główny pomysł biznesowy polega na wyciąganiu pieniędzy od spółek państwowych. Może o tym świadczyć ogromna impreza pod nazwą: Festiwal Tauron Nowa Muzyka, finansowana przez państwowego giganta – spółkę Tauron.

Wybrałem tylko kilka z licznych przykładów publicznych inwestycji w przemysł spotkań; jest ich bardzo wiele gdyż każde miasto ma ambicje posiadania okazałego centrum kongresowego. Taka moda. Warto zauważyć, że przemijająca już moda na chodniki we wsiach lub aquaparki, miała jakieś pozytywy z punktu widzenia lokalnych społeczności. Moda na przemysł spotkań, to tylko obciążenie dla budżetów samorządowych. Dziury łata się pożyczkami lub emisją obligacji miejskich, ale prędzej czy później trzeba będzie podnieść podatki.

Dodaj komentarz