Buty na co dzień – eleganckie i wygodne

 buty na co dzień

Dla osób, które spędzają w pracy po kilkanaście godzin dziennie, a jednocześnie są zobowiązane do przestrzegania dreskodu garniturowego, problem eleganckiego a jednocześnie lekkiego i wygodnego obuwia, jest absolutnie priorytetowy. Każdy kto pracuje we wspomnianym powyżej trybie, na ogół sam wypracowuje swoje własne recepty na wygodne buty. Zwykle na początku jego drogi są tanie buty na klejonej, gumowej podeszwie, któregoś z popularnych producentów. Katusze jakie przeżywają stopy obute w takie buty przez kilkanaście godzin na dobę, skłaniają jednak do poszukiwań czegoś bardziej komfortowego. Przełomem w tych poszukiwaniach jest zwykle konstatacja, że wygoda i komfort użytkowania są nie do pogodzenia z niską ceną obuwia. I gdy strefa poszukiwań przesunie się z popularnych sklepów obuwniczych i sieciówek, ku sklepom specjalistycznym, oferującym buty renomowanych marek, rozwiązanie problemu nie nastręcza już większych kłopotów. Ci, którzy obuwnicze eksperymenty mają już za sobą, są przeważnie zgodni co do tego, że najlepsze eleganckie i wygodne buty na co dzień, to angielki (derby) wykonane metodą bolońską. To właśnie te buty prezentuję na zdjęciu głównym wpisu.

Na czym polega tajemnica butów bolońskich? Ich wygody, lekkości i miękkości umożliwiającej złożenie ich na pół? Żeby to wyjaśnić muszę poświęcić kilka zdań metodom szycia skórzanych butów wysokiej klasy. Wywód nie będzie zbyt skomplikowany, gdyż są zaledwie dwie podstawowe metody: Goodyear i Blake. Trzeba oczywiście pamiętać, że każda z tych metod ma swoje odmiany, które niekiedy otrzymują własne nazwy. I tak właśnie stało się z butami, o których piszę. Nazwa ‚buty bolońskie’ to moja propozycja nazwy polskojęzycznej – w publikacjach na ten temat najczęściej można się spotkać z innymi nazwami: Sacchetto Bolognese, Bolognese Flex, Bologna Flex, Bologna Construction Shoes, Bologna Shoes, zaś w polskojęzycznych: buty szyte metodą bolońską.

buty

Pojęcie: ‚metody szycia butów’ w zasadzie należałoby zawęzić do pojęcia: ‚metody łączenia cholewki z podeszwą’ bo to własnie tu występują różnice. W metodzie Goodyear (pisałem o niej obszernie we wpisie: Buty szyte metodą Goodyear) podpodeszwa jest przyszywana tzw. szwem poziomym do skórzanego pasa (zwanego niekiedy ramą) okalającego but i dopiero ten pas jest łączony z podeszwą szwem pionowym. Można się spotkać z innymi nazwami tej metody: ramowa lub pasowa, ale dość powszechnie używa się nazwy Goodyear na cześć Charlesa Goodyeara Jr., który skonstruował maszynę do zszywania podpodeszwy z pasem. Warto zwrócić uwagę, że powszechnie się sądzi, iż Charles Goodyear wymyślił samą metodę szycia, co nie jest prawdą. On tylko zmechanizował proces szycia, bo metoda była znana od dawna i stosowana przez szewców do szycia ręcznego. Literki Jr. za nazwiskiem są ważne, żeby nie pomylić konstruktora maszyny z jego ojcem – Charlesem Goodyearem – wynalazcą procesu wulkanizacji i ojcem współczesnego przemysłu gumowego.

Metoda Blake polega na bezpośrednim połączeniu podeszwy, cholewki i podpodeszwy, szwem pionowym. Jest zdecydowanie prostsza od metody Goodyear, ma jednak w porównaniu z nią dość istotną wadę. Szew, który łączy podeszwę z wnętrzem buta, bardzo ułatwia przenikanie wilgoci, zatem buty tego typu zupełnie się nie nadają do noszenia w czasie deszczu, lub zimą, gdy na chodnikach pojawia się topniejący śnieg. Ale prawdę mówiąc żadne buty ze skórzaną podeszwą nie nadają się do eksploatacji w takich warunkach. Chyba, że zastosuje się prostą metodę opisaną przeze mnie we wpisie Łatwe rozwiązanie trudnego problemu.

Buty szyte metodą Blake są lżejsze i bardziej podatne od butów Goodyear, zatem lepiej się sprawdzają w codziennym użytkowaniu w długich odcinkach czasu. Aczkolwiek  to buty szyte metodą Goodyear uchodzą za najbardziej luksusowe, zresztą całkiem słusznie. Trzeba jednak pamiętać, że są zwykle droższe od butów Blake, ze względu na trudniejszy i bardziej pracochłonny proces produkcji.

Schemat butów bolońskich.

Buty bolońskie to jedna z odmian butów szytych metodą Blake. Różnica sprowadza się do tego, że nie mają elementu zwanego podpodeszwą, zaś jej rolę przejmuje cienka, miękka skóra, która wyściela cały but od wewnątrz – czyli podszewka. Słowo ‚podszewka’ niezbyt precyzyjnie oddaje rolę jaką spełnia ta cienka warstwa skóry. Właściwsze byłoby słowo: ‚wyściółka’, ale to pierwsze się przyjęło, jako najbardziej oczywiste tłumaczenie angielskiego ‚lining’, zatem nie będę z tym walczył. Podszewka/wyściółka cholewki jest zszyta z podszewką/wyściółką znajdującą się nad podeszwą, tworząc coś w rodzaju torebki okalającej stopę (sacchetto to po włosku: torba, woreczek). I w tej torebce tkwi tajemnica wygody: cienka, oddychająca skóra okalająca stopę, i nieco grubsza, oddychająca skóra cholewki i podeszwy – to jest to! Trzeba też wiedzieć, że do produkcji butów bolońskich wysokiej klasy wybiera się specjalne rodzaje bardzo miękkiej skóry – najczęściej cielęcej lub jagnięcej. W efekcie uzyskuje się but miękki i elastyczny, który można złożyć na pół, tak jak to widać na pierwszym zdjęciu, a nawet niemal zwinąć w rulonik.

Buty bolońskie marki Roberto Morelli dostępne w salonie Van Thorn.

Czas przejść do partnera tego wpisu, którym jest firma Van Thorn oferująca m.in. szycie miarowe, oraz gotowe produkty renomowanych marek, w tym także buty, a wśród nich luksusowe buty bolońskie. Firma ma swój salon w centrum Warszawy, na parterze budynku Warsaw Towers przy ulicy Siennej 39. Warto się tam wybrać nie tylko wtedy, gdy nadejdzie pora na uszycie garnituru lub koszuli na miarę, ale także wtedy gdy chce się dokonać zakupu jakiegoś składnika ubioru, butów lub dodatków. Jest to np. jedno z bardzo nielicznych miejsc, gdzie można kupić krawaty o długości większej niż standardowa, czyli krawaty dla osób wysokich (pisałem o tym obszernie we wpisie: Co to znaczy: ‚ładnie zawiązany krawat’?) W dalszej części wpisu zaprezentuję kilka par butów z oferty Van Thorn, ale najpierw muszę kilka słów poświęcić miejscu naszej sesji fotograficznej. Dzięki uprzejmości firmy Złota 44, gościliśmy na 50 piętrze jednego z najsłynniejszych warszawskich budynków, zwanego ‚żaglem Libeskinda’ (od nazwiska projektanta budynku Daniela Libeskinda). Znajdowaliśmy się mniej więcej na wysokości zegara Pałacu Kultury i mieliśmy zapierający dech widok na Warszawę, niestety spowitą wyraźnym smogiem.

Wybierając stylizacje, w ramach których mógłbym pokazać luksusowe buty z oferty Van Thorn, zrezygnowałem z moich ulubionych zestawów casualowych składających się z chinosów i marynarki i postawiłem na garnitury. To logiczna konsekwencja stwierdzenia z początku wpisu, że problem, o którym piszę, dotyka w głównej mierze osób, które obowiązuje w pracy dreskod garniturowy. Tak się złożyło, że wybrane przeze mnie garnitury pochodzą od czołowych polskich producentów męskiej odzieży: dwa garnitury – od Próchnika, dwa – od Vistuli i jeden od Bytomia.

Na początek wypada mi pokazać buty bolońskie, które widnieją na głównym zdjęciu wpisu. Są to angielki (derby) włoskiego producenta ze środkowych Włoch: Roberto Morelli. Zgięte wpół nie wyglądają zbyt zachęcająco, ale na nogach prezentują się bardzo dobrze. A ich lekkość i wygoda są po prostu zachwycające. Do towarzystwa dobrałem im: garnitur – Vistula, koszulę – Próchnik, krawat – Collection Adam, poszetkę – Wólczanka, skarpetki – no name.

Kolejne buty to model bliźniaczy do poprzedniego – marki Roberto Morelli, tyle tylko, że w kolorze czarnym. Zestawiłem je z dwurzędowym garniturem z Bytomia w kolorze granatowym. Żeby stylizacji nadać charakter dzienny, a nie wieczorowy, zastosowałem koszulę w biało-niebieskie paski – James Button i wzorzysty krawat – Dandy Yourself. Poszetka pochodzi od EM Men’s Accesories, skarpetki od Bytomia, a okulary od Toma Forda.

Kolejne buty to brązowe wiedenki (oksfordy) szyte metodą Blake, pochodzące z włoskiej manufaktury Delavè. Buty są piękne, więc uznałem, że ich godnym partnerem będzie dwurzędowy garnitur marki Próchnik (skądinąd mojego projektu, z kolekcji Va Banque). Uzupełniają go: biała koszula – Tommy Hilfiger, krawat – Duchamp, poszetka – Van Thorn, skarpetki – Nematode i zegarek – Junghans.

Mam wyraźną słabość do monków, a kolejne z prezentowanych butów to nie dość, że monki, to jeszcze wyjątkowo piękne. Stwierdzenie, że buty są piękne jest oczywiście bardzo subiektywne, ale bywają takie sytuacje, że ciśnie się ono na usta. Kształt kopyta, rodzaj i kolor skóry, proporcje poszczególnych elementów cholewki, sposób szycia, czy wreszcie staranność wykończenia sumują się dając końcowy efekt, który odbieramy bardziej lub mniej pozytywnie, a czasami też bardziej lub mniej emocjonalnie. Prezentowane monki są oznaczone marką Van Thorn, a szyte są we Włoszech metodą Blake. Uznałem, że najlepiej się zgrają z moim kraciastym, trzyczęściowym garniturem z Vistuli, który uzupełniłem: koszulą Osovski, muszką Manufaktura Much, poszetką EM Men’s Accesories, skarpetkami Wola i okularami Persol.

Ostatnie z prezentowanych butów wywodzą się z Hiszpanii i pochodzą od renomowanego producenta Leyva. Każde buty tej marki mają swoje nazwy własne. Prezentowane brogsy szyte metodą Blake mają nazwę: Prince of Wales. Ich koniakowy kolor bardzo dobrze pasuje do jasno szarego garnituru w prążki. Garnitur pochodzi z kolekcji Monte Carlo Próchnika. Uzupełniają go koszula – Tommy Hilfiger, muszka – Trendhim, poszetka – Butom, skarpetki – Nematode, okulary – Persol i zegarek – Junghans.

buty

Po wyczerpującej sesji czas na chwilę relaksu 🙂

buty

14 komentarzy

  1. Jakub 07/08/2017
  2. Miro 07/08/2017
    • Jan Adamski 07/08/2017
  3. Paweł Bugała 07/08/2017
    • Jan Adamski 07/08/2017
      • Paweł Bugała 07/08/2017
        • Jan Adamski 07/08/2017
          • Miro 07/08/2017
          • Jan Adamski 08/08/2017
      • Paweł Bugała 09/08/2017
        • Jan Adamski 09/08/2017
  4. Piotrek 08/08/2017
    • Jan Adamski 08/08/2017
      • Piotr 09/08/2017

Dodaj komentarz