Teksty konkursowe

Poniżej teksty nadesłane na konkurs Van Thorn: Co to znaczy być dobrze ubranym?, które nie zmieściły się we wpisie podsumowującym konkurs.

Winien jestem jeszcze jedno wyjaśnienie. Otóż dwóch czytelników źle zrozumiało regulamin konkursu i przysłało mi teksty zawierające 2500 słów (zamiast 2500 znaków). Po zwróceniu im uwagi, przysłali także teksty zgodne z regulaminem, które normalnie startowały w konkursie. Jednak tworząc niniejszy wpis doszedłem do wniosku, że będzie ciekawe jeśli przedstawię ich pełne prace. Włożyli w nie bardzo dużo pracy i stworzyli poważne eseje. Szkoda by było pominąć je, zatem w poniższym zestawieniu znajdują się w pełnej objętości. Przy okazji dziękuję Mateuszowi i Piotrowi za ich pracę i gratuluję dobrego pióra.

KAMIL

Co to znaczy być dobrze ubranym?

Być dobrze ubranym to dwie rzeczy- mieć strój odpowiedni do okazji i czuć się w nim dobrze. Tak abym to ja nosił ubrania, a nie one mnie.

Dlaczego lubię się dobrze ubierać?

Ponieważ uwielbiam znać rzeczywistość która mnie otacza – słyszę na ulicy język którego nie rozumiem? mam ochotę się go nauczyć. Tak samo było z ubraniami, raz złapanego bakcyla nie da się usunąć- z każdą przeczytaną książką i szytą na miarę rzeczą czuję, że odkrywam coraz to nowe horyzonty w moim życiu.

JAKUB

Pytanie: „co to znaczy być dobrze ubranym?” towarzyszy mi od dawna. Wielokrotnie zastanawiałem się nad tym jak powinienem się ubierać, gdyż jak powszechnie wiadomo „jak cię widzą tak cię piszą”. Z drugiej zaś strony to co na siebie zakładam nie powinno być przebraniem. Po długich refleksjach, dyskusjach w gronie przyjaciół i znajomych oraz godzinach spędzonych na wertowaniu blogów modowych doszedłem do wniosku, iż nie jest ważne w co będę ubrany. Niezależnie czy będzie to garnitur z najwyższej półki, marynarka czy sweter z sieciówki a nawet najzwyklejszy dres i trampki ubiór powinien wyrażać to kim się jest i co chcielibyśmy nim przekazać. Ważnym jest również by garderoba była spójna z wartościami, którymi się kierujemy (nasz styl życia) oraz to by była dopasowana (dobrze skrojona). Wiadomym jest przecież, że nic nie wygląda gorzej niż zbyt długie, porozciągane lub co gorsza zaniedbane ubranie, które jest przecież naszą wizytówką.

Na co dzień uwielbiam chodzić w marynarkach i garniturach, chodź nie stronię od dresów (kocham sport). Niezależnie od tego co mam na sobie chcę się ubrać dobrze, tj. ubrać tak by całość była spójna i wyrażała dokładne przemyślenie każdego elementu stroju, nawet gdy na pierwszy rzut oka całość wygląda jak kolorystyczny chaos. Wszelkie te zabiegi dają mi zarówno poczucie elegancji jak i wewnętrznej siły do stawiania czoła problemom dnia codziennego. Jednocześnie gwarantują mi satysfakcję z podjętych decyzji stylistycznych oraz to, że mój ubiór wyraża w stu procentach to kim jestem.

WOJCIECH

Być dobrze ubranym, czyli być ubranym odpowiednio

W dzisiejszych czasach coraz więcej osób interesuje się ubiorem i przykłada wagę do swojego wyglądu. Utarło się, że to kobiety spędzają wiele czasu na tym, aby dopracować swoją prezencję do perfekcji, ale nie jest, a przynajmniej nie powinno to być prawdą. Każdy z nas może starać się wyglądać dobrze, płeć nie ma żadnego znaczenia. Mówi się, że książki nie należy oceniać po okładce, ale w rzeczywistości aby sięgnąć po dany tytuł, musi on nas do siebie zachęcić wizualnie, gdy leży na półce. Podobnie jest z człowiekiem. Aby jednak wyglądać dobrze, należy znaleźć odpowiedź na pytanie, co to znaczy być dobrze ubranym?

Moja odpowiedź to być ubranym odpowiednio. Odpowiednio do danej sytuacji, okoliczności czy towarzystwa. Są sytuacje, gdzie należy wyglądać tylko i wyłącznie elegancko, ale są też takie, gdzie zbyt formalna stylizacja zostanie źle odebrana przez innych. Być dobrze ubranym, to znaczy wybierać rzeczy ze swojej garderoby umiejętnie. Wspaniały smoking będzie wyglądał absurdalnie w czasie porannego spotkania, a nawet piękne brązowe brogsy nie sprawdzą się podczas wieczornego balu. Rozwinięciem definicji bycia dobrze ubranym jest też dbanie o detale. Pozornie na każdym weselu zdecydowana większość mężczyzn wygląda tak samo. Każdy ma na sobie koszulę, garnitur i eleganckie buty. O tym, czy jest się jednak dobrze ubranym świadczą małe rzeczy, które dostrzeże nawet osoba nie będąca znawcą mody. Chodzi tutaj o dopasowanie stroju względem sylwetki, utrzymanie klasycznych i sprawdzonych proporcji oraz dbałość o szczegóły takie jak zadbane i wypolerowane buty, interesujące dodatki czy elegancka, ale nienachalna biżuteria.

Dlaczego ja lubię ubierać się dobrze? Jest kilka powodów, które wydają mi się najważniejsze i mogą być też wskazówką dla innych. Po pierwsze, dobry ubiór jest często utożsamiany z klasą i ogładą, a przecież niemal każdy chce być odbierany, jako osoba dobrze wychowana i kulturalna. Po drugie, gdy mam świadomość że wyglądam dobrze, to tak też się czuję. Jestem wtedy pewny siebie, tryskam energią i mogę skupić się na działaniu, nie martwiąc się już o to, jak postrzegają mnie inni. Po trzecie osoba ubrana dobrze zazwyczaj zwraca na siebie uwagę, ale w sposób pozytywny. Niestety, wiele osób próbuje wyróżnić się swoimi stylizacjami i mimo że im się to udaje, ich strój może być odbierany jako nieadekwatny do sytuacji. Wśród tych ludzi, osoba ubrana odpowiednio i klasycznie zostanie dostrzeżona, ale nie przez to, że jej stylizacja jest krzykliwa, a przez to że jest właściwa na tle tych, którzy ubrali się źle. Nie można oczywiście być zbyt ortodoksyjnym w tym względzie i odrobina luzu czy nonszalancji nie zaszkodzi, ale ważne aby nie przekroczyć granicy dobrego smaku.

PIOTR

„Dlaczego frak miałby dobrze leżeć dopiero w trzecim pokoleniu?”

Stoję przed witryną jednej z pracowni krawieckich w centrum miasta i zastanawiam się nad przesłaniem hasła reklamowego. Widocznie marka postanowiła rzucić rękawicę znanemu powiedzeniu. Może i słusznie, bo dla wprawnego krawca uszycie dobrze dopasowanego stroju nie stanowi wielkiego wyzwania. Jednak przekaz ukryty w przysłowiu wydaje mi się być skierowany nie do rzemieślnika, a do użytkownika – bo czy ktokolwiek nie mający pojęcia o klasycznej, męskiej elegancji może ubrać frak? Może, ale nie będzie w niego ubrany, a jedynie przebrany.

Wieczór, żona czyta w łóżku. Siedzę przy biurku słuchając muzyki, najlepsza byłaby Metallica,  zwłaszcza jeden z ich mocniejszych albumów, mógłby to być „St. Anger”, ale słuchać go cicho to jak tańczyć w miejscu – bez sensu, a nie chcę obudzić dzieci. Więc Paulo Conte. Drink zdążył się zagrzać, ale i tak na dnie została jedynie odrobina „Gentlemana Jacka”, ciekawe czym kierowali się u Danielsa nazywając go gentleman? W końcu bogacz nie musi nikogo przekonywać, że jest bogaty. Czy ta zasada stosuje się też do mnie? Czy wystarczy, że będę „gentle”? Pastuję nosek mojego oxforda już od godziny, przede mną otwarta skrzynka pucybuta, przypominam sobie, że mój dziadek miał taki stołek w którym trzymał potrzebne przybory i co sobotę czyścił buty na niedzielę. Dziwne, ale nie pamiętam, aby mój ojciec miał taki zwyczaj, zawsze twierdził, że w ogóle nie lubi krawatów, pomimo że dziadek bez takiego nie wyszedłby z domu. Ale dziadek był przedwojenny, elegancję ma we krwi, a tata to już czasy PRL-u, kiedy mężczyzna w garniturze był podejrzany – może tajniak, na pewno ktoś z partii. O smokingu w ogóle nie mogło być mowy, to byłoby jawne przyznanie się do bycia burżujem – wrogiem ludu. Dziadek zmarł, gdy byłem mały, a ja zostałem bez wzorca do naśladowania.

Dziś idąc w tweedowej marynarce, spoglądam spod ronda homburga na przyjaciół, zastanawiam się, na co jeszcze zdecydują się mężczyźni w imię wygody? Ubrani w luźne t-shirty i sportowe buty rozmawiają czekając na hot dogi. Ich rozmowa też ma w sobie coś z lenistwa, nieelegancko i niedbale wyrażane stwierdzenia, byle coś mówić. Nie mają czasu nawet usiąść i zjeść, hot dog na stojąco i dalej w drogę. Już wsiedli do samochodu i dziwią się dlaczego nic nie zamówiłem, odpowiadam, że wieczorem zjem w restauracji. Pytają, po co tak się wyróżniam ubiorem i zachowaniem? Jednak nawet na myśl im nie przychodzi, że to właśnie oni się różnią, ale to zrozumieją dopiero mój syn i pewnie mój wnuk – w trzecim pokoleniu.

GRZEGORZ

Lubię czytać książki pięknie wydane, czuć kawę i smak herbaty w porcelanowej filiżance, wsłuchać się w muzykę w nastrojowym pokoju, zachwycać się cieniami rzucanymi przez światło świecy.

Wszystko ma swoje miejsce i czas. Dlatego wszystko wymaga oprawy.

To znaczy być dobrze ubranym i lubić dobrze się ubierać.

Wełna, len, jedwab i bawełna. Zapach skóry. Dopasowana koszula jak jesienna, górska mgła. Starannie dobrany krawat to zimowy wodospad. Garnitur niczym budzący się wiosną ogród. Poszetka będąca letnim zachodem słońca…

Tęsknię za niedzielnym spacerem w ulubionej marynarce. Tęsknię za pracą
w kamizelce. Tęsknię do szelek w gabinecie i wiązania sznurowadeł w garderobie. Uwielbiam rozchylić poły płaszcza na deptaku i zapach szalika. Muzyka…

Czuję się wtedy dobrze. Wygodnie. I wiem, że dotyk tkaniny pieści nie tylko mnie, ale i wzrok innych. To tak jakby czytać poezję, zachwycać się malarstwem.

Szkoda, że tak mało czytamy i rzadko malujemy…

PIOTR

Kiedy widzę kogoś dobrze ubranego, to coś w środku krzyczy we mnie: WOW! Chcę wyglądać dokładnie tak samo! A potem z euforią siadam przy komputerze, mając jeszcze przed oczyma i w głowie ten obraz, który wywołał we mnie taki zachwyt i wyszukuję w Internecie, gdzie można coś podobnego kupić.

Być dobrze ubranym, to znaczy stworzyć pewnego rodzaju symbiozę z ubraniem, tak, by ono żyło z człowiekiem i stało się poniekąd jego drugą skórą. Wtedy nie widać ubrania, tylko widać człowieka i to, co sobą reprezentuje, kim jest. Ubranie mówi tak wiele…

A dlaczego lubię dobrze się ubierać? Może to trochę przyziemne i egoistyczne, ale po prostu – by dobrze się czuć ze sobą i w sobie.

PIOTR

Spacerując ulicami miast, odwiedzając kawiarnie czy restauracje, często odnoszę wrażenie, że współczesny sposób dobierania stylizacji coraz rzadziej stawia nam granicę przyzwoitości, schludności lub adekwatności do okazji. Są jednak sytuacje, wobec których nawet największa indywidualność ucichnie, by zaprezentować się z jak najlepszej strony: egzamin na uczelni, spotkanie w sprawie pracy czy uroczysta kolacja. Te sytuacje wciąż mi pokazują, że bycie dobrze ubranym, to sztuka savoir-vivre’u, która zawsze będzie aktualna.

Być dobrze ubranym, to schludność i czystość, bez których nawet najlepiej skrojony garnitur będzie prezentował się źle. Brak zachowania proporcji przy wyborze marynarki czy spodni sprawi, że najlepszy materiał zblednie wobec wiszących rękawów i pofałdowanych spodni. Nieumiejętność zestawienia kolorów poszczególnych części garderoby wprowadzi estetyczny niesmak i poczucie zaburzenia przyjemnej dla oka równowagi, tak jak dobór dodatków, które często odgrywają kluczową rolę w kontrolowaniu formalności naszego ubioru.

Należy jednak podkreślić, że dobry ubiór to nie tylko dopasowanie do naszej budowy ciała i poczucie kolorystycznego porządku. Dobór stroju do okazji, to wyraz zachowania reguł grzeczności, które odgrywają szczególną rolę w kształtowaniu odpowiednich postaw w każdym społeczeństwie. Smoking, zestaw koordynowany czy stylizacja casualowa, zrobią wyjątkowe wrażenie tylko wtedy, gdy pojawią się w przyjaznym sobie środowisku. Adekwatny do sytuacji ubiór pozwala nam też poczuć się po prostu dobrze. Czy pojawienie się w jeansach i flanelowej koszuli podczas obrony pracy magisterskiej doda nam pewności siebie? Zdecydowanie nie, a przy okazji w oczach komisji oceniającej będziemy wyglądać niepoważnie w stosunku do tak istotnego wydarzenia, które waży losy naszego życia zawodowego.

Przez większość swojego życia ubierałem się młodzieżowo i sportowo. Pewnego dnia poczułem, że już nie mam osiemnastu lat, a moja garderoba nie pozwala mi poczuć się dobrze na różnego rodzaju okazjach. Rozpocząłem przygodę z modą męską i odkryłem zachwycający świat wielu możliwości. Choć jestem dopiero na początku zmiany swojej garderoby, to już dziś jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak wiele zastosowań ma zwykła męska marynarka, niebieska koszula czy flanelowe spodnie. Sama zmiana obuwia ze sportowego na klasyczne brogsy sprawiła, że moje poczucie własnej wartości poszło w górę. Odczuwam niesamowitą przyjemność, gdy mogę się dobrze ubrać wychodząc z narzeczoną na spacer, idąc do restauracji czy spotykając się ze znajomymi. Myślę, że zasady dobrego ubioru są właśnie po to, abyśmy czuli się po prostu dobrze. Poprawiając estetykę własnego ubioru przyczyniamy się także do poprawiania estetyki naszego otoczenia. Choć określenie „świat staje się piękniejszy” może się wydawać niektórym infantylne czy śmieszne, to jednak czuję, że jest w tym wiele prawdy.

MIKOŁAJ

Jestem 16 letnim chłopakiem, więc w świat męskiej mody dopiero wkraczam. Już od 4 klasy lubiłem się elegancko ubierać na szkolne wyjścia, wigilie, itp. W 5 klasie podkradłem ojcu złoty krawat, w którym poszedłem na szkolną wigilę. W 6 klasie kupiłem w Zarze (czasy kiedy jeszcze była wełna, a nie plastik) marynarkę z ładnymi klapami i świetnym materiałem. Była szara i dopasowałem do niej cały zestaw. Jako jedyny z moich rówieśników, ubierałem się naprawdę porządnie kiedy trzeba było. Więc, mam to już od dawna. Dlaczego warto być dobrze ubranym? To dodaje pewności siebie, koszula bardzo polepsza męską sylwetkę, zwłaszcza wpuszczona w spodnie (czego unikają moi rówieśnicy). Kiedy wychodzę gdzieś ze znajomymi, to zawsze zakładam koszulę z chinosami i czasem klubową marynarkę. Nie chce być zbyt oficjalny, ale taki zestaw jest wystarczający na takie sytuacje. W dodatku, takie stroje dodają dojrzałości i powagi, nie mówiąc już o dobrym wyglądzie. Czuję się pewniej, po prostu lepiej. Wolę oksfordki od sneakersów i bardzo lubię klasyczną modę męską. Trzy częściowe zestawy, szerokie klapy, płaszcze.

PATRYK

Dzisiejszy świat… jeśli się przyjrzymy zauważyć możemy na każdym kroku: markowe bluzy, rurki, sportowe buty, koszule, jeansy, dziś niemal każdy ubiera się podobnie. Gdzie się nie obejrzymy tam przeceny, świat zwariował na temat ubioru. Każdy zwraca uwagę na to jak się ubiera.

Co to znaczy być dobrze ubranym?

Odpowiedź dla mnie jest prosta, być dobrze ubranym oznacza wyróżniać się na tle innych elegancją i klasą. Inaczej mówiąc ważne jest, aby zauważyć można było u takiej osoby lekka ekstrawagancje (pozytywne znaczenie), wyróżnienie się na tle innych oryginalnością, szykownością. Niestety w dzisiejszym świecie (jeśli chodzi o ubiór) stawiamy na to, co noszą wszyscy. Oczywiście dla innych być dobrze ubranym oznaczać będzie to w czym się czujemy dobrze. Coś w tym jest, jednak uważam, że trzeba również postawić na estetykę. Każdy ma podobny jeden uniwersalny styl. Ktoś dobrze ubrany powinien poprzez ubiór prowokować drugą osobę do zwrócenia na siebie uwagi. Nie chodzi o to, żeby ubierać się jak klaun. Tutaj chodzi o gustowność.

Dlaczego lubię dobrze się ubierać?

Może właśnie z tego powodu o którym pisałem wyżej. Jednak czy musimy ,,wariować” na temat tego co przynosi nam nowe jutro, czy musimy nosić wszystko ,,markowe”? Świat na tym punkcie oszalał. Jest bardzo dużo metod, aby ubrać się dobrze nie mając na sobie nic ,,markowego”. Zajrzyjmy do szafy rodziców, dziadków. Pójdźmy nawet do salonów odzieży używanej, czy to coś złego? Skorzystajmy z usług krawieckich. Problem z rozmiarami rozumiem jak mało który (dopasowana koszula w tali = za krótkie rękawy). Niech osoby, które to czytają uwierzą mi, że jeśli wszystko będzie dobrze dopasowane będziemy wyglądać bardzo oryginalnie wyróżniając się. Kiedy się wygląda świetnie nie można odejść od lustra. Ubierając się dobrze mam satysfakcję, że sam się sobie podobam. Oczywiście nie popadajmy w narcyzm. Jednak gdy wyglądamy dobrze, mamy również duże powodzenie u kobiet, wykładowcy patrzą na Ciebie inaczej i ludzie traktują Cię z powagą.

IRENEUSZ

Otóż porównując siebie samego dziś i powiedzmy kilkanaście lat temu, trudno byłoby postronnemu obserwatorowi, a może nawet i mi samemu rozpoznać jedną i tę samą osobę. Swój ówczesny „styl” określiłbym jako …brak stylu, czy wręcz brak potrzeby jego posiadania. Dołączywszy do tego – niestety wciąż jeszcze typowy dla części mężczyzn – „zestaw obowiązkowy” w postaci garnituru ze studniówki, z jedyną biała koszulą i również samotnym (w dodatku poliestwowym) krawatem, to chyba dobrze rozumie Pan o czym mowa.

Przechodząc do sedna sprawy uważam, że do elegancji w ubiorze ale tez ogólnie w życiu, tj. w zachowaniu, mowie, piśmie, etc., trzeba zwyczajnie dorosnąć. A to o tyle ważne, że prawdziwa elegancja zawsze musi wiązać się ze szczerością rozumianą jako autentyczność czy po prostu taki styl życia. I tu drobna dygresja. Trochę żal patrzeć na „elegancję” na pokaz, czyli wszelkiego rodzaju lansowanie się w mediach, modnych lokalach – wszystko dla zaspokojenia potrzeby przypodobania się czy to opinii publicznej, szefowi, kobiecie, etc.

Elegancja więc zawsze musi mieć wymiar zarówno zewnętrzny – ubiór, fryzura, ale moim zdaniem musi mieć wymiar zwłaszcza wewnętrzny, przez co rozumieć trzeba autentyczną potrzebę trzymania stylu, a może nawet radość z tego, że w dzisiejszych czasach taki styl życia się reprezentuje. Dla mnie jako osoby pracującej z ludźmi stosowny ubiór ale też odpowiedni sposób zachowania się to wyraz szacunku tym wszystkim, z którymi czy na polu zawodowym, czy prywatnym mam do czynienia.

Elegancki ubiór to zawsze kwestia częściowo subiektywna. Weźmy choćby pod uwagę to, że jeszcze do niedawna żelazne zasady męskiego ubioru dziś podlegają ewolucji w kierunku większej autonomii w doborze kolorów, faktur czy wreszcie stylów części garderoby.

Nie ma co ukrywać, że wciąż dla wielu „adeptów” męskiej elegancji najpoważniejszą barierą jest cena dobrych jakościowo ubrań. I tu sądzę, że ważne jest postawienie zdrowej granicy, do której powinna sprowadzać się licytacja na to, od jakiego poziomu poniesionych wydatków można nazwać się mężczyzną elegancko ubranym. Dla porównania przywołałbym przykład który oprócz klasycznej mody męskiej jest moją wielką miłością, tj. dawnej motoryzacji. To wszystko tak jak z dawnym Jaguarem – bez pretensjonalnej krzykliwości i emanacji blichtrem, za to z tym „czymś”, co nie do końca zależne od powierzchowności ale co albo się ma, albo nie.

Podsumowując, bycie elegancko ubranym mężczyzną to rzecz jasna ogrom tematu i pole do dyskusji. Chcąc jednak zakończyć jakimś konkretem mogę powiedzieć, że to umiejętność i potrzeba stosownego do okoliczności ale też własnego nastroju ubioru, gdzie od tej zewnętrznej powłoki ważniejsza musi być autentyczność, potrzeba elegancji na co dzień w życiu, a może najważniejsze to posiadanie tego „czegoś” w sobie.

MATEUSZ

Według zasad savoir-vivre’u, na dobry wygląd składają się: umiar i prostota, staranność w ubiorze, szykowność, dostosowanie ubrania do okoliczności czy odpowiednie dodatki. Nie ma jednej, sztywnej definicji „bycia dobrze ubranym”, istnieją za to pewne wymogi, których spełnienie z pewnością przyczyni się do lepszego wyglądu. Niniejszym tekstem postaram się dołożyć cegiełkę ode mnie dla ogromnego świata mody męskiej.

Abym mógł odpowiedzieć na postawione pytania muszę poruszyć kwestię sprezzatury gdyż jest to nieodłączny element nie tyle mody męskiej co wyrażania własnego „ja”. A przecież tym oto jest poniższy tekst – ma on na celu nie tylko przedstawienie mojej opinii ale również mnie samego. Gdyby zabrakło tego elementu w świecie mody męskiej, to indywidualny styl i cała otoczka która z tym jest związana niczym nie wyróżniałyby się na tle zwyczajnej codzienności. Definicję sprezzatury przeczytałem raz i zapamiętałem, iż jest to świadome łamanie zasad mody męskiej. Jednakże czytając artykuł na ten temat na Pańskim blogu dowiedziałem się również, że jest formą wyrażania własnego „ja” (dla siebie, nie dla innych) przy pomocy rodzaju ubioru i sposobu jego noszenia. Ważnym aspektem jest poczucie komfortu podczas noszenia własnej kreacji. Uważam, że stosowanie sprezzatury jest podobne do stosowania prawa. Gdy osiągniemy wiedzę z kilku jego gałęzi, wtedy bardzo sprawnie można się między nimi poruszać. W świecie mody męskiej, gdy poznamy więcej niż kilka podstawowych zasad a temat nas pochłonie, wtedy zupełnie naturalnie tworzyć będziemy własny styl dodając do niego trochę tego i trochę tamtego w rezultacie tworząc coś wystarczająco wyróżniającego się, indywidualnego, co wyraża własne „ja”. Będziemy balansować między wieloma zasadami oraz cienką granicą nonszalancji a niechlujstwa na tyle sprawnie, że nie popełnimy faux pas.

Być dobrze ubranym to nie tylko być ubranym zgodnie z sobą a przy tym wyglądać modnie, to również przestrzeganie pewnych kanonów dotyczących dress code’u, który zależny jest od zaistniałych wydarzeń, otoczenia w którym przebywamy, czy chociażby naszego wieku. Nie na darmo wspomniałem o sprezzaturze, ponieważ nie możemy być samolubami. G=dyby każdy ubierał tylko takie ubrania w których dobrze się czuje, to nastała by anarchia w świecie mody męskiej a następnie jej szybki koniec. Dlatego bardzo ważna jest znajomość zasad oraz umiejętność ich stosowania aby ubierać się odpowiednio do zaistniałej sytuacji i swojej sylwetki ale potrafiąc się wyróżnić z tłumu tworząc unikalny styl, wyrażający siebie, jednocześnie wpasowując się w szeroko przyjęte normy aby uniknąć widoku zniesmaczenia na twarzach ludzi. Uważam, że surowe przestrzeganie zasad mody męskiej jest skrajnością, a te nie są dobre, ani w jedną ani w drugą stronę. Dlatego proponuję umiar i dystans w tychże tematach a wtedy zobaczycie, że poczujecie się znacznie lepiej.

Dobry i odpowiednio dopasowany strój podnosi atrakcyjność (fizyczną jak również interpersonalną) osoby, która takowy strój nosi. Kiedy jestem dobrze ubrany, moja pewność siebie wzrasta a to z kolei procentuje podczas poważnych rozmów czy negocjacji. Pewność siebie przyczynia się do poprawy humoru. Dobry humor sprawia, że emanuję pozytywną energią. Wszystko to wpływa na lepsze postrzeganie mojej osoby przez otoczenie. Przeprowadziłem wiele badań empirycznych z których wynika, że dobrze ubrany jest równoznaczny z lepiej traktowany. Dla przykładu podam sytuację, w której nosząc ubrania sportowe byłem stale obserwowany przez podejrzliwego ochroniarza w znanej sieci sklepów. Przykład ten dowodzi, iż elegancko ubrany człowiek wzbudza również ufność.

Mówi się, że osoby dobrze wyglądające są uznawane za bardziej rozrywkowych, szczęśliwych czy mających większe powodzenie w życiu. Niejednokrotnie przekonywałem się, że osoby z mojego otoczenia tak mnie właśnie postrzegają, a przecież jestem normalnym mężczyzną, któremu elegancja sprawia czystą przyjemność.

Dobrze ubierająca się osoba, zazwyczaj przypisywana jest do ludzi sukcesu, do kogoś, kto sporo reprezentuje swoim życiem a na koncie posiada większe osiągnięcia. Ubierając się jak osoby z wyższych sfer, pretenduję do tego aby otoczenie postrzegało mnie za przynależącego do nich. Jednakże nie tylko pretenduję, gdyż w parze z zachowaniem tym idzie praca nad sobą do doskonalenia się w wielu dziedzinach, która jest zjawiskiem pozytywnym i pożądanym. Dzięki takiemu podejściu mam motywację do nieustającego rozwoju i osiągania kolejnych, wysoko postawionych celów.

Dobry ubiór i zadbane ciało sprawiają lepsze wrażenie, zarówno pierwsze jak i kolejne wrażenia, owocujące w lepsze kontakty oraz to jak mnie postrzega i ocenia otoczenie. Ludzie w otoczeniu są przyjaźniejsi względem mnie, a to pomaga budować wartościowe relacje i poznawać ciekawe osoby. Łatwiej również osiągać cele mając przychylne otoczenie, nad którymi w końcu tak intensywnie pracujemy.

Dobra prezencja zwiększa szansę otrzymania lepiej płatnej pracy lub awansu. Tacy ludzie reprezentują sobą nie tylko dobry wygląd ale również pożądane cechy takie, jak rzetelność, szczerość czy uczciwość. Jak widać, strój mówi o nas znacznie więcej niż widać na pierwszy rzut oka. Dobrze ubrany człowiek świadczy o tym, że zwraca uwagę na detale, że jest wyczulony na punkcie piękna i potrafi docenić wspaniałość przyrody czy dobrze wykonaną pracę w postaci wspaniałego dzieła na płótnie czy świetnie zaprojektowanej rzeczy. Osoby przykładające wagę do detali zazwyczaj przykładać będą ją również podczas wykonywanej pracy, której wyniki przełożą się na lepsze wynagrodzenie, rozwój firmy i sprawią, że pracownik zostanie szybciej dostrzeżony a nawet awansowany.

Na wyższej uczelni dobrze ubrany student wygląda na bystrzejszego aniżeli typowy „dres”, który swoim ubiorem okazuje lekceważenie i wyraźny brak szacunku wobec instytucji, otoczenia czy wykładowców, którymi niejednokrotnie są osoby w podeszłym wieku i o wybitnych osiągnięciach intelektualnych. Dobry ubiór to również odpowiednie dodatki, czego idealnym przykładem jest obraz bystrego oraz atrakcyjnego nauczyciela (wyglądającego niczym ekspert) w którego rolę wcielił się Matt Bomber jako Neal Caffrey. Myślę, że powyższe słowa najlepiej zobrazuje to zdjęcie:

Warto nadmienić, że podczas ładnej pogody gdy mam dobry humor to ubieram się tak aby wyrazić swój stan emocjonalny. Z kolei dobry ubiór sprawia, że moje samopoczucie znów ulega poprawie. Taki zabieg w znacznym stopniu pozytywnie wpływa na mój stosunek do siebie. Moja pewność siebie, pogląd o własnej atrakcyjności dostają tymczasowego „kopa”. Tego typu działanie sprawia, że otoczenie odbiera mnie jako osobę śmielszą, radośniejszą, atrakcyjniejszą oraz pewną siebie. A skoro pewną siebie, to również asertywną, potrafiącą stawiać na swoim i osiągać ambitne cele. Te wszystkie atuty nie czynią mnie człowiekiem sukcesu ale z pewnością prostują ścieżkę do tego tytułu.

Na ubiór składa się znacznie więcej kwestii aniżeli się może wydawać na pierwszy rzut oka. Odpowiedni ubiór dostosowany do wieku, humoru czy pogody pozwala klarowniej wyrażać nasze emocje. A przecież to jest sedno klasycznej mody męskiej. Odpowiedni ubiór pozwala wyróżnić nas na tle szarej codzienności, pozwala poczuć się choć trochę wyjątkowym. To jest to, co wyróżnia nas, dżentelmenów od reszty społeczeństwa, dlatego musimy nieść dobry przekaz swoim zachowaniem oraz wyglądem wnosząc do szarości dnia codziennego trochę koloru, inspiracji i radości. Tego życzę Wam i sobie.

Zbliżając się ku końcowi, nie sposób pominąć równie ważnych kwestii. W końcu wygląd to nie wszystko. To również ciężka praca nad sobą: swoim ciałem, umysłem, stylem czy gracją. Wygląd zewnętrzny zawsze będzie niekompletny jeżeli nie dopracujemy swojego wnętrza, bowiem nie wystarczy dobrze się ubrać, ale trzeba wiedzieć jak zachować się w wymagającej a nawet niespodziewanej sytuacji, co powiedzieć, jak rozumieć drugą stronę i odpowiednio reagować. Poza wiedzą i umiejętnościami należy również kierować się w życiu właściwymi zasadami, jak np. uczciwość, pracowitość, rzetelność, szczerość czy dyskrecja. Uważam, że nie będzie przesadą rozszerzenie definicji „dobrze ubranego” mężczyzny o szeroko rozumiane „wnętrze” człowieka. Aby móc nazywać siebie dżentelmenem nie wystarczy bowiem przeczytać książki na temat mody męskiej. Trzeba również wprowadzić zasady w życie, trzeba obserwować autorytety, inspirować się nimi, ciągle się rozwijać czy wiele pracować nad sobą.

Osoby dobrze ubrane to częstokroć pasjonaci mody męskiej. To pokazuje, że jesteśmy ludźmi z pasją, ubierającymi się tak a nie inaczej, ponieważ to kochamy. Takie podejście do życia docenia wiele osób i wbrew pozorom łatwo jest poznać czy ktoś nosi idealnie skrojony garnitur z wyższej półki z obowiązku czy z przyjemności.

WOJCIECH

Co to znaczy „być dobrze ubranym” to dość obszerne zagadnienie i wbrew pozorom wcale nie jednoznaczne. Według mnie to bardzo dobrze, bo gdyby tak było, to życie pasjonatów męskiej elegancji byłoby znacznie nudniejsze.

Pierwszym i absolutnie niezbędnym warunkiem jest jakość tkanin i materiałów. Ciężko dobrze wyglądać w czymś co podrażnia naszą skórę, bądź sprawia, że nadmiernie się pocimy. Wysokogatunkowe materiały nie tylko dobrze wyglądają ale także dobrze „współpracują” z naszym ciałem. Dobre jakościowo tkaniny mają jeszcze jeden istotny atut – trwałość. Przekonałem się o tym na własnej skórze za sprawą pewnej koszulki polo, którą mój tata jako student kupił w latach 70, pojechawszy w wakacje pracować do Francji. Od tamtej pory minęło ponad 45 lat, a nadal zdarza mi się zobaczyć w niej mojego tatę, gdy odwiedzam w weekend rodziców.

Myli się jednak ten, kto uważa, że wystarczy nosić ubrania dobrej jakości żeby dobrze wyglądać. Poszczególne elementy ubioru muszą ze sobą współgrać i stanowić spójną całość. Rzecz jasna nie oznacza to, że nie można łączyć ze sobą różnych tkanin, kolorów czy wzorów.

Kolejną cechą, charakteryzującą dobrze ubranego mężczyznę, jest dostosowanie ubioru do pogody, pory roku czy okazji. Lniany garnitur noszony zimą bądź marynarka z tweedu lub flaneli założona w upalny lipcowy dzień wyglądać będą co najmniej podejrzanie. Zestaw wieczorowy połączony z butami w kolorze innym niż czarny na pewno zostanie już odebrany jako gafa.

Co zatem sprawia, że lubię się dobrze ubierać i uważam, że warto przywiązywać do tego uwagę? Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli jest się odpowiednio ubranym to można osiągnąć wszystko. W wielu sytuacjach sukces zależy od pierwszego wrażenia, a to jak wiadomo można zrobić tylko raz. Z tego powodu warto się wcześniej przygotować – dobrze ubrany mężczyzna emanuje pewnością siebie a także wydaje się bardziej interesujący. Odpowiedni strój świadczy również o szacunku zarówno do osoby, z którą się spotykamy jak i dla nas samych. Jeśli mówi się, że jesteśmy tym co jemy, to dlaczego nie pokusić się o stwierdzenie, że jesteśmy tym co na sobie nosimy?

Oczywiście dobry ubiór nie jest celem samym w sobie, jednak w wielu kręgach w Polsce elegancko ubrany mężczyzna (szczególnie młody) uważany jest za narcyza. Sprawia to, że wiele osób świadomie nie dba o to, co na siebie zakłada. W ten sposób stają się oni zakładnikami tego, co myślą o nich inni. Przełamać ten stereotyp zdolni są jedynie zdecydowani i pewni siebie mężczyźni. Zrozumienie tego paradoksu to pierwszy krok do sukcesu.

Na koniec podzielę się małym sekretem – nawet jeśli się do tego nie przyznajemy to większość z nas chce przynależeć do jakiejś społeczności. Dla jednych będzie to grupa kibiców drużyny piłkarskiej, dla innych grupa zawodowa. Dla mnie jest to społeczność dobrze ubranych mężczyzn i wbrew pozorom dołączenie do niej może zająć więcej czasu niż zdobycie licencji pilota, czy skończenie studiów prawniczych.

MICHAŁ

Gdy po raz pierwszy zetknąłem się z naprawdę dobrze ubranymi ludźmi – ubranymi tak dobrze, że sam zapragnąłem zmienić swój dawny sposób ubierania się – zacząłem analizować, dlaczego tak bardzo się wyróżniają? Dlaczego ich ubiór, z pozoru stonowany, jest jednak tak efektowny?

Analizę zacząłem oczywiście od lektury. Szybko odkryłem, że wiedza jest ważną częścią dobrego ubioru. Zapewne są osoby, którym sama intuicja wystarczy do kreowania efektownych zestawień kolorystycznych, zgrabnego układania proporcji i trafnego doboru dodatków – w końcu styl opiera się właśnie na wyczuciu. Jednak znajomość sprawdzonych przez dziesięciolecia parametrów poszczególnych części garderoby i ich zestawień pomaga mi wyrabiać taką intuicję. Przyglądając się elegantom, dzięki którym rozpoczęła się moja przygoda z dobrym ubiorem, zauważyłem też, że nie stronią od odrobiny ekstrawagancji przejawiającej się w niezauważalnych na pierwszy rzut oka szczegółach. Choćby znaleźli się w tłumie osób ubranych w podobny sposób, ich ubiór wciąż mógłby ich wyróżniać. A to za sprawą ciekawych spinek do mankietów, nietypowych splotów tkanin, szczegółów, które pozwalają wyrwać się kreacji poza schematy.

Kolejna kwestia nie dotyczy samego ubrania, lecz sposobu jego noszenia. Bez względu na to, czy w t-shircie, czy w garniturze, jedni ludzie wyglądają zupełnie zwyczajnie, a inni ubrani w podobny sposób wprost błyszczą. Różnice zauważam w nastawieniu. Gdy ktoś uważa garnitur za coś, co zakłada się z przymusu, nie ma szans w nim dobrze wypaść. T-shirt założony od niechcenia jako pierwsza rzecz znaleziona w szafie również nie da spektakularnego efektu. Lecz osoba, która starannie dobrała elementy garderoby i jest świadoma, że będzie w nich wyglądała świetnie, rzeczywiście zrobi fantastyczne wrażenie. Jest tutaj również pewien aspekt techniczny. Przykładowo trudno czuć się dobrze w nieprzepuszczającej powietrza odzieży w środku lata, a czując się źle, ciężko również dobrze wyglądać. Stąd konieczność odpowiedniego doboru ubrania, nie tylko ze względu na okazję na jaką je zakładamy, ale też ze względu na funkcjonalność i dostosowanie do panujących warunków otoczenia.

Reasumując, dla mnie być dobrze ubranym, to na podstawie swojej wiedzy i wyrobionej lub wrodzonej intuicji skomponować strój, który będzie adekwatny do sytuacji, wygodny, a zarazem efektowny i pozwalający w jakiś sposób wyrazić swój indywidualizm.

Z samego tworzenia kreacji można czerpać przyjemność, a zdobywanie wiedzy o modzie (w szczególności klasycznej) jest wyjątkowo zajmujące. Gdy ponadto wypracowane stylizacje są udane, ich noszenie może stać się dodatkowym źródłem pozytywnego nastawienia, a także wzbudzać pozytywne reakcje spotykanych osób. Dlatego właśnie lubię być dobrze ubranym.

PAWEŁ

Fakt że klasyczna męska elegancja była  jest i zapewne jeszcze długo będzie piękna, jest banalny ale czy nie o to chodzi? W kulturze trendy zmieniają się co kilka lat ba, co kilka miesięcy! W teorii ma to być wyraz ponad ogólnego stylu, wybijającego z tłumu. Jednak świat pełny jest właśnie takich osób, noszących cokolwiek co tylko pojawi się w sieciówce, to nudnie powtarzalne. I nie byłoby w tym nic złego, każdy ubiera się jak chce i nic mi do tego. Problem pojawia się gdy uświadomimy sobie że za ubiorem kryją się cechy, emocje, czyli odbicie tego jacy jesteśmy. Moim zdaniem dzisiejszy świat pełen jest ludzi gotowych wydawać pieniądze na rzeczy niepotrzebne, nieestetyczne by tylko zyskać aprobatę w otoczeniu. Za tym idzie takie samo wnętrze, jak żaglówka gotowa płynąć tam gdzie zawieje wiatr. W opozycji do tego stoją wszystkie nurty prawdziwego indywidualizmu jak na przykład moda klasyczna, jest jak przyroda taka sama od lat, a jednak zachwyca. Jedyne co trzeba zrobić to pochylić się nad nią, osoba zagoniona z umysłem uwiązanym do najszybszych przyjemności nie doceni  przyrody, tak samo jak klasyki, jedno wiąże się z drugim. Rozum zamknięty na przeżywanie życia nie weryfikuje tego czy to co robi jest dobre i ślepo podąża za trendem. Nie chcę popadać w skrajność, ludzie niech ubierają się jak chcą, w pewnym sensie jest dzięki temu nam prościej ocenić to jaki drugi człowiek może być pod skorupą ubrań. W moim odczuciu to właśnie moda klasyczna charakteryzuje ludzi zastanawiających się na życiem, doceniającym jego piękno. Bo czy ktoś kto nie szanuje życia będzie dbał by ubrać się przynajmniej schludnie?

Tak właśnie mi się wydaje, nasze czyny jak i szczery styl, niewymuszony przez otoczenie płyną z obfitości naszego serca i umysłu.

KRZYSZTOF

Bycie dobrze ubranym to ciekawy temat. Z jednej strony dla mnie bazę stanowi klasyka wypracowana dekady temu. Z drugiej strony wplatane są nowoczesne „twisty” tu i ówdzie. To ważne dla mnie. Nie wiem, czy ma to związek z tym, że mieszkam na Ziemiach Odzyskanych, ale jakoś (może i przez to) potrzebuję poczucia posiadania jakichś korzeni, których, mieszkając tu, za bardzo nie mam. Niech nawet tym łącznikiem będzie marynarka, ale niechże coś będzie. Nowoczesny „twist” jest zaś po to, żeby nie wyglądać jak rekonstrukcja historyczna z lat 50-tych, bo nie o to chodzi, i po to, aby pokazać, żem ciągle młody człowiek i nie noszę się dziadkowo, mimo że mam na sobie akurat marynarkę, a latem do tego kapelusz panamski.

Ważny jest dla mnie jeszcze jeden aspekt: nie wyróżniać się (za bardzo) z otoczenia. Całkiem nie wyróżniać się nie da, bo obecnie człowiek w spodniach na szelkach uwagę na siebie zwróci. Nie ma innej możliwości. Nie mniej jednak trzeba jakoś wpleść się w otoczenie, a zatem odpadają wyzywające kraty i jaskrawe kolory (może z wyjątkiem różu, który kocham miłością przedziwną i nie uważam za niemęski). Uważam, że mężczyzna dobrze ubrany to nie taki, który wygląda jakoby go żywcem wzięto z Pitti Uomo (nawet jeśli ma na sobie 100% klasyki, to konwencja Pitti jest jaka jest), ale taki, który z tłumu nie wystaje za bardzo.

Być dobrze ubranym to też trzymać się pewnej konwencji, swoisty ideał środka lub, z francuska, comme il faut. Za szerokie klapy są tak samo złe jak za wąskie, za wysoka kozerka tak samo zła jak za niska. Staram się czerpać z zasad brytyjskiej arystokracji, której wszystko służy wiele lat. Na tyle długo, żeby zawsze się prezentować jak należy i wytrwać lata. I dotyczy to nie tylko ich ubrań.

Całe to dobre ubieranie się, poza wspomnianym już łącznikiem z tradycją, jest dla mnie elementem codziennej frajdy. Za każdym razem, po obudzeniu się mam przyjemność  z dobierania spodni, koszuli czy poszetki. Taki optymistyczny początek dnia. Poza tym wyjście na ulicę będąc dobrze ubranym też jest dużo przyjemniejsze, a czasami może być też dobre dla zdrowia. Zwłaszcza w czasie większych mrozów dobrze się sprawdza zestaw koszula + krawat + kamizelka + marynarka + szalik + ocieplacz + budrysówka + czapka, który tej zimy uratował mnie przed przeziębieniem. Do tego dochodzi kwestia optycznego poprawiania sylwetki. Nie mam na szczęście problemu z nadwagą, więc efekt, który daje konstrukcja marynarki u mnie jest niewielki, ale jestem niestety dość niski, więc staram się wybierać raczej węższe spodnie, które optycznie dodają mi te 2 cm wzrostu. Wiem na pewno, że muszę się wystrzegać za dużych ubrań, a to jest kwestia paradoksalna: ciężko jest mi na siebie coś kupić w naszym kraju (w przeszłości było z tym nawet gorzej), więc siłą rzeczy omijają mnie koszmarki, które można na pęczki znaleźć w wielu sklepach w Polsce. Ląduję więc tam, gdzie ubrania są lepszej jakości i mam nadzieję, że Van Thorn jest jedną z takich firm.

PIOTR

Z pewnością nie ma prostych i jednoznacznych odpowiedzi  na obydwa, tak postawione pytania.   Bez końca bowiem można by było się spierać czy spodnie powinny sięgać do 2/3 cholewki obuwia a dotykając jego obłożyny (często nie do końca poprawnie nazywana przyszwą) tworzyć jedno załamanie czy jednak lepiej na styl włoski , powinny ledwo sięgać do butów aby przy chodzeniu koniecznie było widać skarpetki a już koniecznie żeby nogawki były poprowadzone tzw. slantem, czyli były nieco dłuższe z tyłu a krótsze z przodu i wreszcie czy (nie)obecny w tym miejscu manszet, będący ich zdecydowanym zakończeniem, nie jest zalecany dla wszystkich, ze względu na posturę i/lub wzrost. Dalej czy mankiety koszuli powinien wychodzić spod rękawów marynarki na grubość papierosa ale nie więcej niż dwóch zaś przy mankiecie podwójnym (francuskim) może on wystawać nieco więcej niż przy jego pojedynczym odpowiedniku oraz czy zawsze (a przynajmniej w znakomitej większości przypadków) wiążąc krawat powinniśmy stosować węzeł prosty, four-in-hand, dający charakterystyczny, stożkowaty kształt (nie wspominając już o  urzekającej „łezce”) czy może warto jednak pójść na kompromis i odważyć się na węzeł Cavendish, który tak naprawdę jest połączeniem dwóch węzłów prostych, w którym jeden jest lustrzanym odbiciem drugiego a owy „złoty środek” uzyskujemy przez to, że wielkością (chociaż oczywiście o zupełnie innym kształcie) dorównuje Windsorowi, którego niewysłowiona popularność jest nad Wisłą  powszechnie znana a nieśmiertelność wynika w prostej zależności od przekazywania go dziada pradziada.  Co do koloru butów Anglicy mają swoje „No Brown in town” a już na pewno, jeśli jest po godzinie osiemnastej, parafrazując słowa Henry’ego Forda: „Możesz włożyć buty w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”. Włosi zaś są pod tym względem nieco bardziej elastyczni,  kochają brązowe buty a przecież komu jak komu ale mieszkańcom Półwyspu Apenińskiego nie można odmówić elegancji, wyczucia czy dobrego smaku. Nosząc srebrną czy nawet złotą spinkę do krawata w oczach, niektórych mogę wyglądać jak kelner (absolutnie nikogo nie urażając), ktoś inny nie zwróci na to kompletnie uwagi a jeszcze inny doceni praktyczność i wygodę jej zastosowania bowiem przeznaczeniem „zwisu męskiego ozdobnego” (handlowa nazwa w ustroju słusznie minionym) nie jest bynajmniej lądowanie w talerzu pełnym zupy. Myślę, że nie przesadzę jeśli powiem, że czasy pod względem ubioru mogą być obecnie nieco trudne dla mężczyzn. Bez niezawodnego wyczucia stylu zapisanemu w kodzie DNA czy też wyniesionego z domu (lub obu czynników jednocześnie) często są oni zagubieni , nie zawsze wiedzą w co się ubrać na niedzielny, proszony obiad, randkę czy quasi biznesowe spotkanie. Zdają  się wtedy na gust ich partnerek czy chociażby dobrych koleżanek, wierząc, że mają one lepsze wyczucie stylu (co pewnie często bywa nawet prawdą).

Próbując w końcu udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi na pytanie: „co to znaczy być dobrze ubranym”, ze swojej strony skłaniałbym się ku kilku starym i chyba trafnym zasadom bo po co wszak wymyślać koło na nowo. Bez wątpienia, w pierwszej kolejności bierzemy pod uwagę okazję czy okoliczności, nie bez kozery przecież, wymienieni wyżej, mieszkańcy Albionu mają swoje underdressed vs. Overdressed. Nie jest to zadanie proste bo chyba każdy z nas niejednokrotnie usłyszał od innych, będąc ubranym w garnitur czy chociażby zestaw koordynowany, niezmienne a po latach już nawet nieirytujące bo siłą rzeczy zaakceptowane pytanie: „Coś się tak wystroił?”. Oczywiście, prawdziwy dżentelmen i mężczyzna pewny siebie będzie w swoim wewnętrznym duchu drwił z tego rodzaju uwag, jednak pewnie nie po każdym takie sformułowania będą „spływać jak po kaczce” i właśnie taka osoba w przyszłości będzie jeszcze bardziej niepewna swojego stylu a wybór pomiędzy koszulą z krawatem czy bez bądź też eleganckich, wełnianych spodni czy jeansów będzie urastał do rangi przeszkody. Bez większego trudu również możemy sobie wyobrazić sytuację odwrotną gdzie znajdując się w większym gronie osób powoli zaczynamy żałować, że finalnie, w ostatnim momencie nie zdecydowaliśmy się jednak założyć chociażby granatowej marynarki, która pozwoliłaby nam się „ukryć w tłumie”.

Uparłem się nieco na naszą dobrą znajomą elegancję a przecież pytanie dotyczyło „dobrego ubioru”, tak jak bym stawiał znak równości pomiędzy tymi dwoma pojęciami. Mimo wszystko mój tekst będzie trochę ciążył w tym kierunku. Można by się było, przynajmniej po trosze, zgodzić z I. Kamińską-Radomską, która w swojej „etykiecie biznesu” pisze iż możemy być pewni, że wyglądamy elegancko kiedy nasz strój jest: „skromny, drogi i konserwatywny”.  Jakkolwiek będąc weteranem okazji głównie (choć nie tylko) na portalu Ebay (zagranicznym, tym z domeną com., uk., de. czy it.) wiem, że w skrajnych przypadkach można kupić dobre i markowe buty za około 1/4 ich ceny a krawat typy seven fold nie musi wcale zaczynać się zawsze od kwoty 100 euro. Skromność z kolei jest pewnym, naturalnym przedłużeniem zasady „mniej znaczy więcej”  bo minimalizm rzeczywiście ma w sobie coś z elegancji, przecież luksusowe marki pojazdów produkowanych na zachód od Odry nigdy nie pozwoliły sobie, w ich najwyższych segmentach, na szalone modyfikacje czy daleko idące, i stojące w sprzeczności z ergonomią, udziwnienia ich wnętrza czy wprowadzenie niezwykle odważnych linii nadwozia, obawiając się właśnie ryzyka związanego z utratą ich najzamożniejszej klienteli mimo oczywiście, że wszystko wokół ewoluuje. Nie sposób więc nie stwierdzić, że w tym zakresie jest to pewien przejaw konserwatyzmu.

Z drugiej zaś strony staramy się podświadomie, czasem zupełnie bezwiednie zobiektywizować nasz elegancki wygląd czy raczej skuteczną drogę do jego osiągnięcia, na przykład przez dodanie jednego czy dwóch, nieco wyróżniających się elementów. Z powodzeniem może to być biała, lniana poszetka, krawat o wyrazistej fakturze, która może zwracać uwagę czy chociażby buty wypastowane na wysoki połysk typu „mirro gloss shine” lub cokolwiek innego mieszczącego się oczywiście w pewnym kanonie dotyczącym ubioru. Nie powinniśmy również kupować odzieży i obuwia niskiej jakości bowiem jak ktoś kiedyś zauważył: „co tanie i tandetne wygląda z reguły właśnie tanio i tandetnie”, należy zatem unikać „odzieżowej margaryny” najniższych lotów.  Stylizacja nie powinna przyćmić noszącego bowiem ma być dodatkiem do swojego właściciela a nie odwrotnie, nie tak rzadko przecież widzi się kogoś kto ubrał się w ten wynalazek jakim jest garnitur ale swoboda jego ruchów, wrażenie ogólne i paradoksalnie pewność siebie są zaburzone. Czy wtedy możemy powiedzieć, że ktoś jest dobrze ubrany? Poprawnie na pewno tak ale czy dobrze czuje się, nawet w niezłym garniturze i pomaga mu on w celebrowaniu jakiejś uroczystości lub jakiegoś wydarzenia (bo o to przecież głównie chodzi)? Pewnie nie.

Kończąc pomału rozważania na temat pierwszej części pytania odnośnie samego znaczenia dobrego ubioru, nie pozostaje mi nic innego jak po raz kolejny przywołać cytat a z czym jednocześnie mam (i zapewne niemała część czytelników) największy problem,  tym razem jego autorem jest hrabia Chesterfield: „Zważ aby nigdy nie mówiono o twoim stroju, że jest zbyt niedbały ani zanadto wystudiowany”, natomiast w nieco skrajnej formie wyraził się D. Fairbanks mówiąc: „Najlepiej ubrany mężczyzna to taki, który zwraca na siebie najmniej uwagi”. Od siebie dodam, że moim zdaniem powinno być jednak zauważalnym, że w stylizację swojego stroju włożyliśmy chociażby minimalny wysiłek i nie jest on zupełnie przypadkowym zbiorem ubrań, który akurat znaleźliśmy w szafie.

Druga część pytania zaś dotyczy tego: ” Dlaczego lubię się dobrze ubierać”. Przyznam szczerze, że z mojej perspektywy odpowiedź jest jeszcze bardziej skomplikowana niż w części dotyczącej samego pojęcia „dobrego ubioru”. Od strony podmiotowej należałoby się zastanowić dla kogo tak naprawdę lubimy się dobrze ubierać, dla siebie czy dla innych a może to i to?

Styl czy jego gorsza, bo przemijająca i często właśnie mniej stylowa, siostra moda jest bez wątpienia pewnym konwenansem, często mówimy, że coś „wypada bądź nie wypada”. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie siedzi samotnie przed telewizorem oglądając serial w smokingu czy eleganckiej, wieczorowej sukni, na przykład w nudny, środowy wieczór. W takim wypadku czulibyśmy się źle sami ze sobą, tak jakby nasz trud w przygotowanie stroju czy fryzury poszedł na zupełne zmarnowanie, w takim przypadku naszą kondycję psychiczną mogłoby nieco uratować tylko zrobienie zdjęcia typu selfie wstawione na portal społecznościowy: Facebook bądź Instagram.

Z drugiej zaś strony, „nie odkryję Ameryki” jeśli napiszę, że to jak postrzegają nas inni (również przez pryzmat wyglądu zewnętrznego) wpływa na naszą pewność siebie, czasem na możliwość pracy lub awansu, poznanie życiowego partnera/rki a to realnie może wpływać w jakimś zakresie po prostu na nasze życie. Oczywiście każdy z nas prawdopodobnie przeżył w swoim życiu sytuację gdzie „czar prysł”, kiedy widzimy kogoś pierwszy raz, ta osoba potrafi na nas zrobić niemal piorunujące wrażenie, często i stylem ubioru ale… po kilku zamienionych słowach nadchodzi rozczarowanie, na przykład przez niższy niż nam się wydawało na początku, poziom intelektualny rozmówcy czy chociażby obcy dla nas styl bycia tej osoby albo coś zupełnie innego, trudno uchwytne na pierwszy rzut oka. Nierzadko też spotkałem się z sytuacją biegunowo odwrotną gdzie ktoś kto w najmniejszym stopniu nie przykuł mojego zainteresowania, po paru wypowiedzianych zdaniach zaczyna być przeze mnie postrzegany jako bardzo ciekawa osoba czy też świetny fachowiec mimo okropnych butów założonych chyba tylko po to żeby nie być boso albo krawatu zawiązanego w najgorszy możliwy sposób.

Jakkolwiek, co do zasady i jak mawiają chemicy „w warunkach standardowych lub normalnych”, dobrze ubrani (jeśli już dojdziemy do konsensusu co to właściwie oznacza), mamy trochę łatwiej już na starcie, ludzie z reguły dają nam „trochę fory”, na pewno wszyscy to intuicyjnie czujemy. Wielokrotnie zdarzało mi się załatwić jakąś niełatwą sprawę wyglądając ponadprzeciętnie elegancko, nie zawsze się to oczywiście udaje ale zwiększamy wtedy szanse powodzenia. Nie mając na celu aby powyższy tekst był li tylko kompilacją cytatów innych osób a rzeczywiście moją oceną dotyczącą szerokiego tematu jakim jest „noszenie ubrań” mimo wszystko nie mogę nie zawrzeć  tego (cytatu) odnośnie marynarki, która ma być najlepszym przyjacielem mężczyzny, autorstwa P. Bociągi i S. Twardocha w książce: „Sztuka życia dla mężczyzn”, zatem: „(…) Poza tym w dobrze uszytej marynarce dobrze wygląda każdy. Gruby – szczuplej, szczupły – mężniej, stary – młodziej, a młody – doroślej. Głupim dobra marynarka dodaje mądrości, a ubogim – bogactwa”. Ponadto granatowa bądź szara marynarka może z pełnym powodzeniem tworzyć bazę wielu stylizacji mężczyzny, wszak oprócz koszuli możemy założyć pod nią golf a sweter, raczej z cienkiego splotu, godnie zastępuje nieco już zapomnianą (chociaż na nowo wracającą do łask, pewnie po części dzięki serialowi „Mentalista”) kamizelkę.

Natomiast z mojego punktu widzenia jest też inna, dość istotna kwestia, która wynika z inklinacji do tzw. „dobrych ciuchów”. A mianowicie cena, jednakże nie mam na myśli tylko liczbowo wyrażonych złotówek, funtów szterlingów, dolarów amerykańskich czy euro po danym kursie, za które kupuję odzież bądź obuwie i dodatki. Mam na myśli fakt, że kiedy wychodzę z domu widzę na sobie spojrzenia innych ludzi (zarówno mężczyzn jak i kobiet czasem nawet wydawałoby się niewiele rozumiejących dzieci), tych prowadzących samochody i poruszających się pieszo czy środkami komunikacji miejskiej, oczywiście nie wszystkich ale jednak pewnej części. W przeszłości pracowałem codziennie służbowo, głównie w środowisku wiejskim (do dzisiaj stoję na stanowisku, że lepiej funkcjonowało mi się w małych miejscowościach, głównie ze względu ludzi tam zamieszkałych, chociaż sam jestem mieszczuchem), mając kontakt z miejscowymi osobami,  jednocześnie chciałem przy tym wyglądać profesjonalnie, przysłowiowe „przełamanie lodów” było niezwykle trudne, dopiero po kilku minutach rozmowy, kiedy moi rozmówcy przekonali się, że mówię do nich normalnym językiem, jestem uśmiechnięty i nie przyszedłem zająć im ciągnika jako komornik, zaczynali patrzeć na mnie jak „na swojego”. Natomiast, u niektórych od początku do końca widziałem wręcz strach a już na pewno zupełny brak zaufania (również u tych z dużych miast). Wkoło wszyscy mówili mi, że „za dobrze jestem ubrany”, a obecnie trudno mi wyjść z domu bez krawata, chociażby pod swetrem, prawie mi się to nie zdarza więc pojawiał się tu pewien problem.

Kiedy bywam u lekarza a mam pod kołnierzem koszuli fular pierwszym pytaniem jest czy w ostatnim czasie przechodziłem jakąś infekcję górnych dróg oddechowych (sic!). Kiedy tańczę w klubie, który co jakiś czas, gości gwiazdy z całego świata, w centrum, trzeciego już niestety pod względem liczby mieszkańców miasta w Polsce, w swoich szelkach od Alberta Thurstona, jednym ze swoich dwu krawatów seven fold, jakaś dziewczyna, nagle pyta mnie: „dlaczego tak wyglądasz” skonsternowany wyduszam z siebie tylko: „bo taki się urodziłem”, następnie zdarza się, że ludzie ciągną mnie za szelki, pytają czy jestem maklerem giełdowym a za chwile podchodzi obcy Francuz i po angielsku chwali mój tzw. outfit. Szczególnie w Polsce, będący po prostu porządnie ubrany mężczyzna budzi może nie sensację ale na pewno przykuwa uwagę, niektórym taki stan rzeczy odpowiada, a innym nie.

Będąc pierwszy raz w nowym towarzystwie sprawiasz wrażenie bardzo zamożnego (bo pewnie jeśli facet ma takie ciuchy to już naprawdę nie ma na co wydawać pieniędzy), co w moim przypadku jest totalnym nieporozumieniem bo często mogę odstawać „majętnie” In minus od chłopaka w bojówkach, który jeździ lepszym samochodem a rodzice kupili mu piękne mieszkanie. W ogóle wydaje mi się, że spora część Polaków jeździ samochodami, na które ich tak naprawdę nie stać, czy ja zatem jestem od nich bardziej próżny i płytki bo zwracam większą uwagę na ubrania a nie na pasywo jakim jest drogi samochód, którego koszty utrzymania niepotrzebnie drenują kieszeń przeciętnego Kowalskiego mogącego przeznaczyć te pieniądze przecież na wyjazdy lub kupno lepszego domu bądź mieszkania? Na pewno nie. Nie jestem ani bogato ani dobrze urodzony, być może po prostu mam w sobie pewien gen elegancji bo kiedy mając już 10-11 lat i szukając spodni z mamą, ta stwierdziła, że będąc tak wybredny, nigdy nic nie kupię, co finalnie nie do końca okazało się prawdą. Jestem zatem błędnie oceniany przez innych jako osoba o ponadprzeciętnych zarobkach co nie jest przyjemne a przecież nie wypada każdemu z osobna powtarzać: „spokojnie, nie jestem nawet w 1/10 taki bogaty na jakiego wyglądam”, byłoby to kompletnym faux pas. Pytanie po co to wszystko i dla kogo? Może właśnie ta niewiadomego pochodzenia tendencja do starannego doboru odzieży jest przyczyną tego, że potrafię nastawić budzik na  4:30 rano ażeby wylicytować w 100% wełniane spodnie, koloru ecru lub jak kto woli off-white/ivory lub też cream (mała podpowiedź dla szukających takich spodni co wpisywać na platformach aukcyjnych) ze Stanów Zjednoczonych, a następnie poświęcić około 2 lub nawet 3 godzin żeby przyszyć do nich guziki, na których będą trzymały się szelki czy też to, że dwukrotnie je przerabiam u dwóch, różnych krawców, z których usług korzystam częściej aniżeli z usług swojego fryzjera.

Może dlatego, że jestem nieco przekorny (nie ironiczny czy złośliwy a właśnie przekorny) i słysząc o tym, że: „Polacy nie umieją się ubrać, są wręcz pozbawieni stylu” , myślę sobie: „Naprawdę? Chętnie pokażę Ci jak potrafi się ubrać właśnie Polak”. Szczęśliwie widzę jednak w naszym nadwiślański kraju promyk nadziei bowiem będąc z przyjaciółmi na karaoke, w pewnym nieco podrzędnym lokalu, mając na sobie jakąś marynarkę half-canvas, byle jakie brogsy, wełniane spodnie, sweter i krawat ktoś (chłopak) z sąsiedniego stolika zauważył także, że mam zegarek założony na mankiet koszuli (bynajmniej niedrogi, kosztujący nie więcej niż właśnie niezła koszula i to w promocji ale nikt z obecnych przecież o tym nie wiedział). Mimo głośniej muzyki usłyszałem jak jego kolega (obaj bardzo młodzi) tłumaczył mu , że to na pewno nie po to aby się chwalić zegarkiem ale żeby wygodnie odczytywać czas oraz po to żeby lepiej układał się mankiet koszuli w stosunku do rękawa marynarki.

Zatem widzę światełko w tunelu , w końcu bez budzenia kontrowersji być może kiedyś będziemy po prostu dobrze wyglądali. Pisząc ten tekst mam pod szyją czerwony, paisley fular, czy pisanie idzie mi lepiej/łatwiej? Chyba nie ale na pewno jest mi cieplej.

BARTOSZ

Na temat swojego zamiłowania do garniturów, krawatów i poszetek mam dwie teorie: pierwsza mówi, że ową miłość do elegancji zawdzięczam dziadkowi, którego nigdy nie widziałem w stroju innym niż dwu- lub trzyczęściowy garnitur, często uzupełnionym jakimś gustownym dodatkiem. Druga hipoteza wskazuje, że przy pomocy dobrze dobranych strojów starałem się zamaskować swoje kompleksy i odciągnąć uwagę od domniemanej nieforemności własnego ciała.

Niezależnie od tego, którą teorię uznać za słuszną (być może obie?) — lubię się dobrze ubierać. Dobrze, czyli w moim przypadku elegancko. Nasuwa to, rzecz jasna, pytanie o definicję eleganckiego ubioru. Czytując rozmaite blogi modowe spotkałem się z wieloma próbami ujęcia tego terminu w mniej lub bardziej ścisłe ramy pojęciowe. Z żadną nie byłem w stanie zgodzić się w stu procentach — toteż opracowałem własną.

Nadrzędną zasadą mojej elegancji jest stałe balansowanie w obrębie złotego środka pomiędzy konserwatywną klasyką a przesadnym eksperymentem. Niepodobna ubrać brązowe brogsy do smokingu — ale czy pojawienie się w garniturze bez krawata należy bezdyskusyjnie uznać za rażący błąd? Żonglowanie elementami garderoby, które jednocześnie nie sprzeniewierza się najbardziej podstawowym kanonom to najlepsza droga do poczucia swobody, które jest kolejną wyznawaną przeze mnie zasadą.

Elegancja sprawdza się bowiem najlepiej, jeśli nie jest wymuszona. Dlaczego, u licha, mielibyśmy wbijać się w dwurzędowe marynarki, jeśli czujemy, że opinają nas jak zbroja? Czy koniecznie musimy nosić koszule z mankietami „portofino”, tylko dlatego, że są uznawane za szykowne i stylowe? Stworzenie własnego katalogu elementów garderoby, w których czujemy się najlepiej, uważam za klucz do sukcesu.

Trzecią regułę, do której się stosuję, można opisać angielskim słowem twist; chętnie sięgam zatem po rozmaite dodatki, które — w dzisiejszych czasach w większości zapomniane — potrafią dodać stylizacji wyjątkowego charakteru. W tym względzie szczególnie lubię kapelusze typu fedora; niegdyś klasyczne, dziś już praktycznie niespotykane. Podobnie rzecz ma się z szelkami — choć trudniej je zauważyć. Nieodzownym elementem ubioru jest także dbanie o dobry stan poszczególnych jego elementów; wszak niewypastowane buty czy brudna marynarka mogą zepsuć nawet najbardziej szykowną stylizację.

A co daje elegancki ubiór? W moim przypadku przede wszystkim dobre samopoczucie. Choć może wydawać się to prozaiczne, czuję się po prostu lepiej, gdy zamiast bluzy z kapturem założę koszulę i marynarkę. Co więcej, nie da się nie zauważyć, że wysublimowany styl potrafi otworzyć wiele drzwi: odpowiednio skrojonym garniturem i starannie zawiązanym krawatem wywrzemy lepsze wrażenie na rozmowie kwalifikacyjnej, na egzaminie czy nawet w urzędzie lub w tramwaju.

Styl eleganta może odstraszać: wydawać się zbyt trudny lub po prostu sztywny. Dla mnie jest jednak najlepszym wyborem.

MARCIN

Być dobrze ubranym to nic innego jak wyrażać siebie poprzez swój wygląd. Dobrze odziany człowiek jest to ktoś, kto ma kontrolę nad tym jak postrzegają go inni, a co za tym idzie może dowolnie kreować siebie w społeczeństwie, jako że ludzie nad wyraz często posługują się heurystykami sądzenia nierzadko wystarczy założyć garnitur by być postrzeganym jako osoba o wysokiej pozycji społecznej, inteligentna czy też godna zaufania.

Dla mnie możliwość ubrania się dobrze to coś co wpływa na pewną część mej osobowości. Gdy wkładam elegancką koszulę oraz stylowe buty czuję się osobą kompletną, a moje postrzeganie świata często zmienia się o 180 stopni. Poprzez gustowny ubiór zyskuję na pewności siebie i dobrym nastroju. Gdybym miał wybierać między obudzeniem się w świetnym humorze i wyjściem na spacer w pogniecionym t-shircie i brudnych butach czy też wstaniem lewą nogą i odzianiem się elegancko z pewnością wybrałbym to drugie. Nawet najwspanialej zapowiadający się dzień może stracić swój urok gdy nie zadbamy o to jak się prezentujemy.

Być dobrze ubranym  niekoniecznie  musi się jednak wiązać z ubiorem eleganckim, ponieważ są w życiu sytuacje gdy ubranie koszuli, swetra czy marynarki nie będzie najlepszym wyborem. Osoba potrafiąca ubrać się dobrze musi potrafić odnaleźć się także w momentach gdy wygląd trzeba postawić na drugim miejscu, a prymat ma wieść praktyczność. Rzeczą oczywistą jest iż na siłownię, poranny jogging czy też na szlak górski ubierzemy się przede wszystkim tak by odczuwać możliwie największy komfort, oraz by zapewnić sobie bezpieczeństwo. W tego typu przypadkach  być dobrze ubranym to ubrać się „z głową”, oczywiście nikt nie zabrania nam ubrać się stylowo także i wtedy,  jednakże jest to dużo trudniejsze i z pewnością jest kwestią drugorzędną.

Ubiór z całą pewnością nie jest najważniejsza rzeczą w życiu, i nie determinuje tego jakimi jesteśmy ludźmi, jestem jednak szczerze przekonany co do tego, że bycie dobrze ubranym pomaga nam stać się lepszym wersjami samych siebie, a i nierzadko czerpać z tego profit. Czy z pozoru tak mało istotna rzecz jak ubiór może mieć duży wpływ na nasze życie? Warto się nad tym zastanowić, bo według mnie to zdanie stało się aksjomatem w twierdzeniu zwanym sukcesem.

TYMOTEUSZ

Niemożliwym jest akt definicji jednej odpowiedzi na pytanie które kreuje problem – czym jest coś zrobione dobrze? Nie jesteśmy w stanie tego uczynić lecz możemy to badać przez wprowadzenie filtrów, przez które spoglądamy na rzeczywistość. Skupienie uwagi na jednej płaszczyźnie analizy byłoby próbą zamknięcia nieskończoności w formie. Ze względu na dość relatywne znaczenia pojęcie „dobro” uzyskalibyśmy nic ponad kaleki obraz prawdziwego świata.

Pojęcie „dobrego ubierania” mieści się w ramach przestrzegania dress code’u. Znajomość obyczajów jest istotna, uświadamia o rodzaju ubrania które jest mile widziane podczas wydarzenia. Wiedza konesera i znawcy tematu ułatwi natomiast uniknięcie gafy, spowodowanej nieznajomością szczegółów charakterystycznych stroju. Dokonujemy wobec tego oceny całokształtu wizerunku pod kątem obyczajowym. Zwracamy uwagę na zgodność z kanonami. Należy zwrócić także uwagę na fakt iż stosowne ubranie powinno – co będzie podmiotem kolejnej myśli, być dostosowane do sylwetki. Innymi słowy, by znaczenie  „poprawnie” nabrało bardziej estetycznego rozdźwięku oraz by prezencja była schludna.

Pochylając się nad zagadnieniem rozmiaru wkraczamy w inną płaszczyznę, filtr piękna. Nie ma nic wstydliwego by mężczyzna starał się wyglądać pięknie, w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Co, jak nie wykreowana estetyka ukrywa się pod  pojęciem piękna. Jest ona również relatywna, będzie różna dla wielu kręgów kulturowych jak i dla jednostek z jednego. Nie możemy jednak nie stwierdzić, iż w choćby myśli platońskiej Pleromy (świat ideowy) piękno istnieje, co więcej jest częścią najwyższej idei. Dlaczego by więc do niego nie dążyć?

By prowadzić dyskurs nad pięknem o którym wiemy już że reprezentuje poczucie estetyki, należałoby spróbować zadać kolejne pytanie. Czym wobec tego jest estetyka? Może ona być odpowiednim, miłym w sensie fizycznym i psychicznym połączeniem zjawisk. Czy to barw, faktur, znaczeń, treści, symboli.

Po tak naukowych rozważaniach powróćmy do przyziemnej rzeczywistości, do jej obrazu widzianego „starca szkiełkiem i okiem”. Czy lubię się dobrze się ubierać? Bez dwóch zdań, tak.

Dokonuję tu pewnej oceny priorytetów. Na piedestale stawiam określenie „dobrze” jako poprawny i odpowiedni. Adekwatny ubiór do wydarzenia i otoczenia (nie tylko kanoniczny) jest niezwykle użyteczny. Możemy nim podkreślić szacunek dla kogoś lub tego co się aktualnie dzieje. Ponadto, nie pozwoli nam się wygłupić lub będziemy mogli dzięki niemu przetrwać. Nie ubierzemy przecież chyba lnianych spodni i loafesrów na wyprawę syberyjską, prawda? Nie oznacza to że nie gustuję w żadnym stopniu w estetyce. Kiedy wiem jaki rodzaj ubrania założę w danej chwili, czynię co w mojej mocy by mój wizerunek był estetyczny, schludny i dopasowany. Czasem będzie on być pełen kolorów a niekiedy szary. W końcu orły są szare.

TOMASZ

Przy okazji „dobrego ubioru” niewątpliwie ważną kwestią jest trafne dobranie barw czy zastosowanie klasycznych zasad męskiej elegancji. Jednak nie to jest najistotniejsze, ponieważ ubierając się przede wszystkim powinniśmy dążyć do wyrażenia siebie. Gdy widzimy świetnie ubranych ludzi, możemy odnaleźć różne style, każdy niezwykły na swój sposób, ale co najważniejsze dostrzegamy różne osobowości, emocje i nastroje. Tak niebywałą siłę niesie za sobą z pozoru błaha czynność połączenia różnych fragmentów garderoby.

Osobiście lubię dobrze się ubierać ponieważ mogę w ten sposób ukazać światu cząstkę siebie. Dla moich przyjaciół mój charakterystyczny styl jest czymś unikatowym, czymś co mnie definiuje, czymś co nie może mi zostać odebrane. Dodatkowo tworzenie najróżniejszych kreacji jest olbrzymią przyjemnością. Czasem warto spędzić dłuższą chwilę w garderobie w celu uzyskania końcowego, satysfakcjonującego efektu.

Będąc dobrze ubranym okazujemy także szacunek innym, w najróżniejszych sytuacjach, zarówno podczas kolacji z ukochaną, jak i na spotkaniu biznesowym. Dajemy świadectwo tego, że jesteśmy osobą dbającą o najdrobniejszy szczegół. Dlatego też jestem zwolennikiem wprowadzenia odrobiny elegancji do codziennego życia również wtedy, gdy sytuacja tego od nas nie wymaga.

Moim marzeniem jest, aby świat stawał się coraz bardziej elegancki, aby smokingi towarzyszyły nam na każdej ważnej uroczystości, a nie tylko na ślubie. Jestem przekonany, że jeśli będziemy przykładać wagę do naszego ubioru, z każdym dniem będziemy zbliżać się do tego celu. Na koniec nie pozostaje mi nic innego jak sparafrazować poetę Józefa Czechowicza słowami: Kto dobrze się ubiera – żyje wielokrotnie, kto zaś z krawatem, poszetką, szelkami czy fularem obcować nie chce, na jeden żywot jest skazany.

ŁUKASZ

Dostałem kiedyś taką radę – pamiętaj pierwsze wrażenie sprawia się tylko raz. Można się spierać czy to powierzchowność, materializm czy może kultura osobista. Dla mnie być dobrze ubranym to przede wszystkim być ubranym stosownie do sytuacji. To najważniejsze i zarazem bardzo uniwersalne hasło. Kryje się pod nim zarówno swoboda ubioru jak i pewne ramy narzucające styl. Można odnaleźć tutaj dystans czy ducha zabawy lub z kolei surowy styl i powagę sytuacji.

Dla mnie kluczowa jest dbałość o szczegóły, to od niej zależy czy zostanie osiągnięty sukces.

Niewątpliwie aby zaplanować swój ubiór trzeba być przygotowanym, to składa się na cały wizerunek i przekłada na skuteczność. Nie ważne czy w trakcie spotkania ze znajomymi, spotkania biznesowego czy jak w moim przypadku z pacjentem. Tak ważne w moim przyszłym zawodzie jest pierwsze wrażanie które stanowi dla mnie wyraz szacunku dla drugiego człowieka i profesjonalizmu którym chce się wyróżniać. Chcę przez swój nienaganny ubiór wzbudzać zaufanie i budować profesjonalny i jednocześnie serdeczny wizerunek. Ubierając się dobrze chcę czuć się pewnie i mieć przekonanie że wykonałem jeden z pierwszych kroków aby odnieść zwycięstwo w tym pierwszym wrażeniu. Tak jak w medycynie nie mogę pozwolić sobie na błąd w sztuce. W obu przypadkach mogę zbyt wiele stracić.

MIKOŁAJ

Dlaczego warto być dobrze ubranym? Hm, jest to niezwykle ciekawa teza, ponieważ być może nie warto. Szefowie wielkich spółek, milionerzy, a czasem nawet ministrowie i politycy ubierają się dość biednie, argumentując to czasem niedoborem czasu, koncentracji. Zwyczajny, czarny golf Steva Jobsa był jego charakterystycznym znakiem, choć niezbyt wyszukanym jeżeli chodzi o modę. Jeżeli przypomnimy sobie postacie takie jak Bill Gates, czy też Elon Musk trudno nazwać ich elegantami, choć niejeden z nas chciałby osiągnąć podobne sukcesy. W końcu prezydentem USA został ktoś, kto zdecydowanie nie  ubiera się dobrze.

Niemniej jednak myślę, że to pewnego rodzaju ślepa uliczka, a i nawet Ci, możni i wielcy tego świata mogliby wiele zyskać na zainteresowaniu się, chociażby podstawami mody męskiej. Ponieważ warto ubierać się dobrze, a dobrze znaczy odpowiednio do danej sytuacji. Bardzo łatwo jest zrobić na kimś złe wrażenie ubierając się nieodpowiednio do konwencji. Choć założenie derbów na oficjalną okazję może nie wywołać dużego poruszenia, to trudno sobie wyobrazić łatwiejszy sposób na zepsucie pierwszego wrażenia, niż założenie bardzo formalnego garnituru na zwyczajne spotkanie. Ponieważ na początku rozmowy ludzie zwracają uwagę na to jak wyglądamy, jaki mamy glos, jak mówimy, a dopiero na szarym końcu co mówimy to łatwo może się okazać, że stracimy naszego rozmówcę już na samym starcie.

Jednakże bardzo głupie jest sprowadzenie roli samego ubrania do sprawiania, że inni będą się wokół nas dobrze czuć. Nie mniej ważnie jest to, żebyśmy się sami dobrze czuli będąc ubrani zarówno jeżeli chodzi o samopoczucie fizyczne, jak i psychicznie. Granatowy biznesowy garnitur może nie tylko sprawić, że w urzędzie czy banku zostaniemy wzięci na poważnie, ale także może sprawić że sami siebie weźmiemy na poważnie! Dobrze skoordynowany zestaw dodaje pewności siebie, a odpowiednie materiały zapewnią także komfort w użytkowaniu. Latem – len, zima flanele i ukochane przeze mnie tweedy, sprawią że będziemy nie tylko stylowi, ale także przygotowani na odpowiednie temperatury.

Na końcu bycie dobrze ubranym jest w stanie nas rozwinąć. Choć nietrudno czasem uznać czasu spędzonego na przeglądanie witryn, za zmarnowany to jednak jest to szansa na rozwinięcie poczucia estetyki, dowiedzenie się o innych ciekawych, powiązanych tematach a na końcu spotkanie wielu ludzi o podobnych zainteresowaniach. Tak więc myślę, że warto ubierać się dobrze.

KRYSTIAN

Bycie dobrze ubranym w przypadku mężczyzny bywa często odbierane jako przesadzona fanaberia bądź nawet zarozumialstwo. U kobiet raczej jest to postrzegane jako wymóg wyjścia z domu dalej niż po bułki do osiedlowego sklepu. To spojrzenie, mimo swojej aktualności, ma jednak w sobie więcej prymitywizmu niż można by się spodziewać.

Współczesna doktryna modowa przepędziła z pola rywalizacji klasyczne zasady elegancji zastępując je szeroko rozumianą (a może nie do końca zrozumianą) nowo-czesnością. Na znaczeniu w powszechnej kulturze ubioru zyskały rzeczy markowe, a straciły te dobrze dopasowane. Rozmiary, zamiast dostosowania do różnych długości i szerokości człowieka, raz za razem są zastępowane literami, które z grubsza mają określić to, co powinieneś nosić. Efektem są (tak powszechnie widywane na ulicach) ciągle przydeptywane nogawki zbyt długich spodni, zwisające bluzy do kolan czy rękawy kurtki bądź marynarki spuszczone do połowy dłoni tak, że o uścisk dłoni trzeba się dobrze postarać. Wykreowana w ten sposób rzeczywistość chłodno weryfikuje dbałość o bycie dobrze ubranym. Jesteśmy w stanie kupić coś co na nas źle leży, bo robi tak sporo osób, a my mamy w rękach popularną markę. Zakładamy, że pasuje do naszej sylwetki, bo poprzednio przymierzony model wyglądał gorzej. Pozwala to wyjść ze sklepu nawet umiarkowanie zadowolonym. Na szczęście są osoby, które dostrzegają, że przy takim podejściu nie ma mowy o byciu dobrze ubranym.

Bo być dobrze ubranym to dbać o szczegóły. Takie, jakie dla kogoś mogą być niezauważalne, ale dla innej osoby będą już wyrazem prawdziwej staranności. Lustra na noskach butów, rękawy kończące się na nadgarstkach, ubiór dopasowany do sylwetki, a kolory grające ze sobą razem. Albo po prostu koszulka dobrze leżąca na ramionach i nie odsłaniająca brzucha, bądź nogawki dżinsów kończące się na kostce. Znaczenia nie ma co, ale jak. To szczegóły zdradzają czy ktoś jest dobrze ubrany.

Nie wiem czy mógłbym powiedzieć o sobie, że się dobrze ubieram. Na pewno chciałbym tak o sobie myśleć, jednak sam wiem, że nie zawsze tak jest. Za to zawsze gdy jestem dobrze ubrany to się świetnie z tym czuję. Wiem, że zrobiłem coś w sposób właściwy, tak jak powinienem. Czuję, że pokazuję się z dobrej strony, jako osoba, która przynajmniej o tą jedną, z pozoru prostą rzecz potrafi zadbać. Jest to dla mnie więcej niż po prostu założenie kilku rzeczy na siebie. To bardziej wyraz szacunku wobec siebie i innych, który zawsze pozwala odrobinę wyrazić siebie. Dlatego tak to lubię.

ŁUKASZ

Co to znaczy być dobrze ubranym? Z pewnością nie znaczy to „ubierać się modnie”. Często jest wręcz przeciwnie i należy uważać, aby trendy modowe nie wyprowadziły nas na dalekie od zasad klasycznej elegancji manowce. Nie znaczy to też nosić się drogo lub patrzeć na metki. Powiedziałbym, że bycie „dobrze ubranym” jest wypadkową kilku czynników – przede wszystkim znajomości podstawowych zasad ubioru, staranności oraz naturalności.

Filarem pośród tych podstawowych zasad ubioru jest stosowanie się do reguły „dress for the occasion”, czyli dostosowania ubioru do okazji. Nawet jeżeli ktoś mówi mi, że nie ma potrzeby ubierać się w dany sposób, ponieważ i tak nikt tego nie doceni – nie słucham takich porad. Jeżeli będzie choć jedna osoba, która doceni moje poszanowanie dla wspomnianej maksymy, będę zadowolony – w ostateczności ja sam będę przecież tą jedną, zadowoloną osobą! Co więcej, zawsze bezpieczniej być ubranym w zbyt formalnie do danej okazji, niż w stopniu zbyt mało formalnym.

Oczywiście istnieją również inne zasady, które odwołują się do estetyki ubioru i nie pozwalają nam chodzić w przydługich spodniach, tworzących swoimi załamaniami mało zgrabne harmonijki czy też założyć białych, frotowych skarpet do eleganckiego stroju. Choć z początku wydawać by się mogło, że to jakaś wiedza tajemna, to osobie, która już raz ją posiadła, codziennie kompletowanie ubioru nie sprawia najmniejszego kłopotu.
I wcale nie trzeba do tego znacznego budżetu!

Ważnym elementem jest staranność – nawet najpiękniejsze buty nie będą stanowić o dobrym ubiorze, jeżeli będą ubłocone. Nawet najlepszej jakości krawat, który będzie niechlujnie zawiązany, a węzeł będzie zwisał pod szyją jak postronek – nie będzie dobrą wizytówką.

Istotna jest w tym wszystkim naturalność, która sprawia, że dobrany przez nas strój pasuje do nas, uzupełnia nas, nie przytłacza naszego „ja” i naszej osobowości. Słowem – nie wyglądamy jak przebrani, usiłujący udawać kogoś innego.

Dlaczego lubię dobrze się ubierać? Przede wszystkim dlatego, że w pewnym sensie dobry ubiór i stosowanie powyższych zasad to świetny sposób na wyrażenie szacunku ludziom, których nawet nie znamy i codziennie mijamy na ulicy czy w sklepie – nie mówiąc już o tych, z którymi pracujemy lub spędzamy wolny czas. Ubrać się starannie, z dbałością o schludny, odpowiedni do okazji wygląd – to jak powiedzieć każdej napotkanej na swojej drodze osobie „Dzień dobry!” i uśmiechnąć się promiennie. Mój Tato nauczył mnie, że spodnie dresowe są oczywiście bardzo wygodne, ale zasadniczo nadają się do uprawiania sportu, siedzenia przed telewizorem w domowym zaciszu czy pracy w ogródku. Wygląda więc na to, że wychodząc z domu ubranym niechlujnie i nieodpowiednio do okazji mówimy światu i napotkanym osobom: „Mam was gdzieś, nie chciało mi się”.

Wydaje mi się, że lepiej mówić ludziom promienne „Dzień dobry!”, niż iść w tym drugim kierunku.

DAWID

Dla mnie bycie dobrze ubranym z pewnością oznacza podążanie za kanonami męskiej elegancji, które sprawdzają się w każdej sytuacji. Osoba nosząca elegancki strój powinna utożsamiać się z cechami charakteru dżentelmena, gdyż taki strój w zamyśle jest czymś wyjątkowym i zobowiązuje do pracy nad charakterem, jest dopełnieniem wizerunku eleganckiego mężczyzny do którego powinno się dążyć każdego dnia.

Na co dzień można mnie spotkać w komunikacji miejskiej jadącego do pracy jak setki innych przeciętnie wyglądających ludzi. Jestem stolarzem i nikt, kto mnie wtedy widzi nie jest w stanie stwierdzić, że kiedy tylko nadarza się okazja ten ktoś zamienia kombinezon roboczy na eleganckie ubranie. To mój styl życia. Według mnie ważne jest, aby stylizacja tworzyła unikalny związek między charakterem, a ubiorem noszącej go osoby. W przeciwieństwie do wielu ostrożnych mężczyzn lubię podkręcić swoją stylizację czymś odważnym, czy to butami, czy krawatem. Uważam się za nieskromnie za dandysa ponieważ chcę, aby mój styl przyciągał uwagę ludzi na ulicy. Daje mi to energię do działania, a ta zaplanowana pstrokatość jest również jednym z elementów autoterapii mającej zwiększyć moją pewność siebie w kontaktach z innymi ludźmi.

Dodaj komentarz