Miałem przyjemność odwiedzić i poznać od kuchni, słynną warszawską pracownię obuwia Jan Kielman, która wykonuje buty na zamówienie, nieprzerwanie od 1883 r. Moim przewodnikiem był pan Jan Kielman, przedstawiciel piątego pokolenia tej – zasłużonej dla warszawskiego rzemiosła – rodziny. A ponieważ imię Jan jest nadawane pierworodnym w rodzinie, co drugie pokolenie, mój gospodarz jest zatem Janem III.
Wszystko zaczęło się od Jana I, który w roku 1880 przybył do Warszawy i rozpoczął terminowanie w jednym z licznych wówczas zakładów szewskich. Po trzech latach zdobył tytuł mistrzowski a następnie otworzył własną pracownię przy ulicy Chmielnej 3. To był świetny adres; trudno było o lepszy w ówczesnej Warszawie. Ulica Chmielna miała pozostać miejscem lokalizacji firmy na stałe. Dzisiaj firmowy salon mieści się przy Chmielnej 6, zaś warsztaty – nieopodal.
Firma Jan Kielman rozwijała się dynamicznie zdobywając coraz to nowych klientów, zatrudniając nowych pracowników oraz szkoląc uczniów i czeladników. Największy swój rozkwit przeżywała w okresie międzywojennym, gdy zatrudniała ponad 30 szewców, kilkunastu cholewkarzy i wielu uczniów i czeladników. Należała wówczas do bardzo elitarnego grona kilku najznamienitszych warszawskich pracowni szewskich, a do jej stałych klientów należeli m.in.: prezydent Ignacy Mościcki, generał Władysław Sikorski, Jan Kiepura, Adolf Dymsza, Mieczysława Ćwiklińska, Stefan Wiechecki. W firmie wspomina się do dziś zamówienie na parę oficerek, jakie złożył w roku 1921, francuski major przebywający w misji wojskowej w podwarszawskim Rembertowie, Charles De Gaulle. Późniejszy generał i prezydent Republiki Francji.
II Wojna Światowa a szczególnie Powstanie Warszawskie były najtrudniejszym doświadczeniem firmy. W Powstaniu sklep i pracownia uległy całkowitemu zniszczeniu, spłonęły dokumenty, narzędzia, zapasy, kopyta; dosłownie wszystko. Członkowie rodziny i pracownicy albo zginęli, albo się rozproszyli. Po wojnie podnoszenie firmy ze zgliszcz było – prawdę mówiąc – budową od podstaw nowej firmy. Przy czym pojawiły się zupełnie nowe trudności, bowiem władze PRL rzucały kłody pod nogi prywatnemu biznesowi. Szykany, prześladowania, nękanie kontrolami, blokowanie elementarnych inicjatyw, były na porządku dziennym. Ten trudny czas udało się przetrwać, zaś sama firma przechodziła w ręce przedstawicieli kolejnych pokoleń. Co ciekawe, choć szewstwo jest zawodem typowo męskim, to duży wkład w rozwój firmy Jan Kielman, miały kobiety – żony panów Kielmanów z kolejnych pokoleń.
Dziś firma znów przeżywa dobry okres, co jest m.in. wynikiem wzrostu zainteresowania wśród klientów, unikalnymi wyrobami wykonywanymi ręcznie, na indywidualne zamówienie. Takie wyroby są oczywiście drogie w porównaniu z masową produkcją fabryczną, ale mają w sobie niezaprzeczalny urok. Nie bez znaczenia, dla popularności unikalnych rzemieślniczych produktów, jest także ogólny wzrost zamożności społeczeństwa, który nastąpił u nas w ciągu ostatniego ćwierćwiecza.
Buty w firmie Jan Kielman do dziś wykonywane są dokładnie tymi samymi metodami co pod koniec XIX wieku. Zabytkowych maszyn do szycia używa się wyłącznie podczas zszywania cholewek, natomiast wszystkie etapy łączenia cholewki z podeszwą – czasochłonna i żmudna praca wykwalifikowanych szewców – są wykonywane ręcznie. Trzeba jednak dodać, że firma wykonuje także buty z podeszwą klejoną. Ma to miejsce wtedy, gdy buty ze względu na swoje specjalne przeznaczenie, mają bardzo cienką podeszwę (np. specjalistyczne buty do tańca). Natomiast w większości butów połączenie cholewki z podeszwą jest szyte, przy czym stosowanych jest kilka metod tego szycia. Podstawową jest szycie sztuprowe, będące pierwowzorem najpopularniejszej metody szycia maszynowego: Goodyear. Każdy miłośnik butów wysokiej klasy słyszał o tej metodzie (mówi się też Goodyear Welted, lub w skrócie: GW). Nazwa wzięła się od nazwiska konstruktora maszyny, która umożliwia łączenie podpodeszwy z pasem okalającym cholewkę. Pas jest elementem pośrednim, do którego później jest przyszywana właściwa podeszwa. Mówienie o metodzie Goodyear kryje w sobie pewną nieścisłość, bowiem taki sposób szycia butów był znany znacznie wcześniej, zanim Charles Goodyear Jr. skonstruował swoją maszynę. On tylko zmechanizował proces. Jeśli buty szyje się ręcznie, bez użycia maszyny, to nie można oczywiście mówić, że powstają one metodą Goodyear. Używa się wtedy przeważnie nazwy: metoda pasowa lub rzadziej: metoda ramowa. Szczegółową informację o różnych metodach łączenia cholewek z podeszwami można znaleźć na stronie firmy.
Na zdjęciach powyżej widać kolejne kroki łączenia cholewki z podeszwą, czyli najważniejszy etap powstawania buta. Zanim do niego dojdzie, wykonywanych jest wiele innych czynności, począwszy od brania miary i wykonywania kopyta. Powstawanie kopyt jest bardzo ciekawym procesem, bowiem są one ściśle zindywidualizowane i dla każdego klienta trzeba wykonać odrębny egzemplarz. Wykorzystane kopyta są numerowane i gromadzone w bardzo uporządkowany sposób, co umożliwia wykonanie kolejnych par butów dla danego klienta, nawet po wielu latach. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, firma wykonała buty dla prezydenta Charles’a De Gaulle’a, na bazie kopyta z roku 1921. Dziwnym zbiegiem okoliczności kopyto De Gaulle’a nie spłonęło w pożarze w czasie powstania; zostało wydobyte spod zgliszcz po wojnie, przez Wacława Kielmana. Było nie do pomylenia z żadnym innym, bowiem nikt z klientów firmy nie miał tak dużego rozmiaru stopy.
Dominacja pracy ręcznej jest widoczna na każdym kroku w warsztacie firmy. Duże wrażenie robi ręczne wybijanie dziurek. Przy czym rzecz dotyczy zarówno dziurek na sznurowadła, jak i ozdobnych dziurkowań w brogsach. Ręczne wykonanie medalionu na nosku wymaga nie lada precyzji.
Firma Jan Kielman szczyci się tym, że jest w stanie wykonać niemal każde buty, jakie tylko klient jest w stanie sobie wymyślić. Mnie najbardziej fascynuje jeden typ buta, który jest bardzo rzadko spotykany i niezwykle trudny do wykonania. Niewiele jest firm, które są w stanie podjąć się wykonania takich butów; firma Jan Kielman jest jedną z nich. Modelem który mam na myśli są lotniki bezszwowe. Standardowe lotniki, których cholewka jest wykonana z jednego kawałka skóry, mają jeden szew, najczęściej na zapiętku, rzadziej po wewnętrznej stronie pięty. Lotniki bezszwowe, jak sama nazwa wskazuje, nie mają żadnego szwu. Choć trudno to sobie wyobrazić skóra została uformowana na kopycie w taki sposób, że mocno naciągnięta w jednych miejscach i mocno ściśnięta w innych – utworzyła docelowy kształt cholewki. Proces naciągania skóry na kopyto jest bardzo czasochłonny i skomplikowany i nie zawsze kończy się sukcesem. Czasami skóra pęka lub zostają na niej widoczne bruzdy. Wykonawca takich butów musi wziąć na siebie ryzyko, że zanim uda się uzyskać zadowalający efekt, może być kilka nieudanych prób. Akurat tak się złożyło, że mogłem obejrzeć bezszwowe lotniki w trakcie powstawania. Najtrudniejszy etap był już zakończony i można było podziwiać cholewkę z już nadanym ostatecznym kształtem, a przed dalszą obróbką i łączeniem z podeszwą.
Świetny artykuł Janie. Masz niesamowicie lekkie pióro 🙂
Pozdrowienia ze słonecznego – dzisiaj – Poznania
Dobrze, że promuje Pan polskich producentów, ale przydałoby się jeszcze mimo wszystko wspomnieć o widełkach cenowych czy chociaż o minimalnym progu cenowym butów Kielmana, bo to dość istotna informacja.
Jak ktoś pyta o cenę, to znaczy, że go nie stać. Tak samo jak z Rolls Roycem ????
Witam Janie tez chciałem zapytać o ceny, choć sądzę że nie bedą na moją kieszeń pozdr
Podstawowa cena to 2700 zł.
Panie Janie, czy Pan śpi? Obecnie pomnożyć przez trzy ????????
Czy nie widzi Pan, że artykuł (i moja powyższa odpowiedź) jest z roku 2017? A Pana komentarz o 7 lat i dwa miesiące późniejszy? Buty u Kielmana tyle wówczas kosztowały. Dziś są dużo droższe, ale za kolejne 7 lat będą jeszcze droższe.
Lotniki ze zdjęcia – przepiękne. Pozazdrościć. Blog świetny. Pozdrawiam serdecznie.
Dobrze że mamy Polsce firmę z tak długą tradycją. Włosi mają swoje firmy szyjące obuwie od pokoleń tj. Sartore, Berluti, Santoni. Mam nadzieje że nazwisko Kielman stanie się znane zwłaszcza w śród młodego pokolenia.
Potrzebuje oficerki wojskowe rozm 46