Strefy specjalne

strefy

Specjalne Strefy Ekonomiczne (SSE) to wymysł typowo socjalistyczny. Polega on na tym, że wyznacza się pewne obszary, na których ustala się inne zasady funkcjonowania biznesu niż na całym pozostałym terytorium kraju. Inne – to znaczy lepsze. Owa inność sprowadza się głównie do dwóch aspektów: niskich podatków i mniejszej mitręgi biurokratycznej. I to działa! Strefy specjalne przyciągają inwestorów, którzy budują tam swoje zakłady produkcyjne i zatrudniają pracowników. Gminy otrzymują potężne wsparcie w postaci pokaźnych wpływów z tytułu podatku od nieruchomości, rośnie podaż pracy, co przekłada się na wzrost zamożności mieszkańców. Inwestorzy są zadowoleni, gdyż dzięki korzystnym warunkom funkcjonowania uzyskują dodatkową przewagę konkurencyjną, a dzięki niskim podatkom (w tym zwolnieniu z podatku dochodowego) uzyskują większe zyski. To pozwala im powiększać swoje inwestycje w strefie, zatrudniać nowych pracowników itd. Od roku 1994 powstało w Polsce czternaście specjalnych stref, na obszarze około 25 tys. hektarów. Istnienie stref jest sprzeczne z prawem UE ale ustalony został dla Polski okres przejściowy, do 2026 roku, w którym strefy mogą funkcjonować.

Uważam, że Specjalne Strefy Ekonomiczne to wymysł socjalistyczny ponieważ w normalnym kraju i normalnej gospodarce są całkowicie zbędne. Bowiem na całym obszarze kraju, wszystkich przedsiębiorców powinny obowiązywać takie same zasady, zaś niskie podatki i brak barier biurokratycznych powinny sprzyjać inwestycjom i rozwojowi gospodarczemu. No właśnie! Skoro strefy specjalne przynoszą tak rewelacyjne rezultaty i są korzystne dla wszystkich, to dlaczego nie można stworzyć jednej wielkiej strefy obejmującej całą Polskę? Otóż nie można, bo byłoby to sprzeczne: po pierwsze z socjalistyczną doktryną, której w mniejszym lub większym stopniu hołdują kolejne nasze rządy, a po drugie z zasadą ‘dziel i rządź’, która jest u nas podstawą sprawowania władzy. Obecny rząd obrał w gospodarce kierunek skrajnie socjalistyczny (wzorowany na gospodarkach Polski sanacyjnej i gomułkowskiej), więc koncentruje się raczej na utrudnianiu życia przedsiębiorcom (np. wprowadzenie odpowiedzialności zbiorowej za nie swoje przewinienia) i podnoszeniu podatków (np. odrębne opodatkowanie części operacyjnej i finansowej rachunku zysków i strat osoby prawnej).

Jednak korzyści wynikające z ułatwień dla funkcjonowania biznesu w SSE są do tego stopnia wyraźne i widoczne gołym okiem, że dostrzegł je nawet wicepremier Mateusz Morawiecki. Na niedawnym Forum Ekonomicznym w Krynicy przedstawił rewolucyjny program sprowadzający się z grubsza do tego, że cała Polska miałaby się stać jedną wielką Specjalną Strefą Ekonomiczną, w której przedsiębiorcom poluzowałoby się pęta nałożone przez państwo polskie i obniżyło podatki. Byłby to powód do otwarcia szampana i wypicia za dwucyfrowy wzrost gospodarczy, który niechybnie by w takiej sytuacji nastąpił, gdyby nie pewien mały haczyk. Otóż nie wszyscy przedsiębiorcy mają być objęci tym programem, a jedynie ci, których wytypują urzędnicy z zupełnie nowych, powołanych wyłącznie w tym celu, struktur biurokratycznych zwanych Terenowymi Agendami Ministerstwa Rozwoju. Nie, to nie jest żart! Tak to przedstawił wicepremier Morawiecki w Krynicy. Kto nie wierzy może sprawdzić np. w artykule w Newsweeku. Strefy wolności miałyby być wszędzie, ale wstęp do nich byłby możliwy tylko po okazaniu specjalnej przepustki od wicepremiera Morawieckiego. Zatem ani pryncypia socjalistycznej doktryny, ani zasada ‘dziel i rządź’ nie zostałyby naruszone – ta ostatnia nawet wzmocniona. Nad całym pomysłem unosi się wyraźnie duch Hilarego Minca, daleki jestem jednak od tego, żeby go potępiać. Bowiem im więcej przedsiębiorców miałoby korzystne warunki funkcjonowania, tym byłoby lepiej dla rozwoju gospodarczego. Nawet jeśli te lepsze warunki przedsiębiorcy mieliby uzyskiwać za łapówkę. Trzeba pamiętać, że zwolnienie z podatku dochodowego na 10 lat – bo takie jest jądro pomysłu Mateusza Morawieckiego – to nie tylko więcej pieniędzy w firmie, które można przeznaczyć na kolejne inwestycje. To także zwolnienie z konieczności prowadzenia podwójnej księgowości (zarządczej i podatkowej) oraz uwolnienie od widma kontroli podatkowej, która może w każdej chwili wejść i zniszczyć każdą firmę – nawet taką najbardziej uczciwą i kryształowo czystą. Jednak stworzenie cieplarnianych warunków tylko dla firm wybranych przez urzędników stwarza też liczne niebezpieczeństwa, z których najważniejsze to: zachwianie konkurencyjności (bardzo niekorzystne z punktu widzenia gospodarki jako całości) oraz prawdopodobieństwo preferowania firm tzw. swoich – czyli działanie z pobudek politycznych. Biorąc pod uwagę mentalność obecnej władzy można przewidywać, że to drugie niebezpieczeństwo ziści się na pewno.

Warto też zwrócić uwagę, że Terenowe Agendy Ministerstwa Rozwoju musiałyby powstać co najmniej na szczeblu województw, a może nawet na szczeblu powiatów lub gmin. Toż to tysiące etatów do obsadzenia i to takich etatów, na których można sobie będzie nieźle dorobić na boku. I może o to w tym wszystkim chodzi, a cała akcja pod hasłem Strefy Specjalne, to jedna wielka ściema?

8 komentarzy

  1. Wojtek G 21/09/2017
    • Jan Adamski 21/09/2017
      • Wojtek G 21/09/2017
        • J.Ty. 22/09/2017
          • Wojtek G 22/09/2017
  2. Rafael 23/09/2017
    • Jan Adamski 24/09/2017
  3. Łukasz 25/09/2017

Dodaj komentarz