Drugie życie

drugie życie

Tytułowe określenie Drugie życie odnosi się do zespołów rocka progresywnego, które działały w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, a które wznowiły działalność na początku XXI wieku, tworząc nowe dzieła, nie ustępujące tym sprzed lat. Dzisiejszym bywalcom koncertów rockowych trudno byłoby zapewne wyobrazić sobie atmosferę koncertów rocka progresywnego sprzed ponad 40 lat. Każdy wie, że rock to żywioł i żywiołowa jest też reakcja publiczności. Czy zatem do wyobrażenia jest koncert, na którym znieruchomiała publiczność słucha w skupieniu 20-minutowych utworów o skomplikowanym metrum, zmiennym rytmie, często bez wokalu, za to z długimi instrumentalnymi pasażami i wirtuozerskimi solówkami na skrzypcach, instrumentach dętych lub klawiszach? A jednak tak było i ja sam uczestniczyłem w wielu takich koncertach. Pamiętam występ w klubie studentów Politechniki Warszawskiej Stodoła, podczas którego zespół Exodus wykonywał koncert na grupę rockową i orkiestrę symfoniczną. Działo się to pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Zespół Exodus był już wtedy dość znany, choć jeszcze bez dorobku płytowego (płyta The Most Beautiful Day ukazała się w roku 1980), natomiast orkiestra symfoniczna była orkiestrą… klubu Stodoła. Tak! Przy klubie studenckim działała pełnowymiarowa orkiestra symfoniczna złożona ze studentów Akademii Muzycznej w Warszawie. Takie to były czasy.

Rock progresywny swoje apogeum przeżywał w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. To wtedy powstały najwybitniejsze dzieła tego gatunku i wtedy działały najważniejsze zespoły. A obok tych najważniejszych, których płyty rozchodziły się w milionowych nakładach, działały tysiące mniej znanych zespołów w różnych krajach, głównie w Europie i Ameryce Południowej. To może trochę dziwne, ale fala zainteresowania rockiem progresywnym, która w Europie przybrała rozmiar tsunami, w Stanach Zjednoczonych miała rozmiar raczej skromny. Owszem, płyty najważniejszych zespołów europejskich takich jak: Emerson Lake & Palmer, King Crimson, Yes czy Genesis rozchodziły się tam w ogromnych nakładach i trafiały na czołowe miejsca listy Billboardu, ale amerykańskich zespołów progrockowych z prawdziwego zdarzenia – było bardzo niewiele. Jednym z nielicznych był zespół Kansas, o którym pisałem tutaj. Kansas był też jednym z tych zespołów, które miały – po latach – drugie życie. Jednak dziś chciałbym napisać o innym zespole, którego drugie życie (a może już trzecie lub czwarte) rozkwita w sposób niezwykły. Tym zespołem jest włoska grupa Premiata Forneria Marconi znana pod skróconą nazwą: PFM. Właśnie niedawno ukazała się jej kolejna płyta z premierowym materiałem, zatytułowana: Emotional Tattoos.

drugie życie

PFM powstała w Mediolanie w 1970 roku, gdy członkowie dość znanej wówczas grupy o nawie I QELLI poznali Mauro Paganiego – młodego wirtuoza gry na skrzypcach i flecie. Poszerzenie instrumentarium zespołu rockowego o flet i skrzypce nie było w owym czasie czymś oczywistym, ale okazało się strzałem w dziesiątkę; zespół zaczął odnosić sukcesy. Na początku 1972 roku ukazał się debiutancki longplay PFM zatytułowany Storia di un minuto. Zaledwie po tygodniu od premiery krążek trafił do zestawienia najlepiej sprzedających się włoskich płyt. Był to pierwszy przypadek, by grupa rockowa odniosła tak duży sukces komercyjny – w owym czasie we Włoszech królował kiczowaty pop, którego symbolem był festiwal w San Remo. Pod koniec roku do sklepów trafiła druga płyta formacji – Per un amico, która potwierdziła wcześniej obrany kierunek polegający na połączeniu rocka z tradycyjną włoską muzyką symfoniczną. Ważnym krokiem w karierze PFM było podpisanie kontraktu z brytyjską wytwórnią płytową Manticore Records, należącą do członków zespołu Emerson Lake and Palmer. Pierwszym albumem wydanym dla nowej wytwórni była angielska reedycja Per un amico, wydana pod tytułem Photos of Ghosts z końca 1973 roku. Warto dodać, iż słowa, nie będące po prostu tłumaczeniem – na nowo napisał współpracownik King Crimson – Peter Sinfield. Album ukazał się nie tylko w całej Europie, lecz również w Japonii i Ameryce Północnej. Za jego sprawą dokonał się swego rodzaju przełom na najważniejszych wówczas rynkach muzycznych: w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Oto okazało się, że możliwe jest przełamanie dyktatu brytyjsko-amerykańskiego w muzyce popularnej. W 1974 roku do składu PFM dołączył Patrick Djivas, co jest o tyle ważne, że jest on jednym z muzyków, którzy grają w zespole do dzisiaj. Niedługo potem na rynek włoski trafił kolejny longplay grupy – L’isola di niente – bardzo dojrzały pod względem zarówno kompozycyjnym, jak aranżacyjnym, a na rynek brytyjski i amerykański – jego anglojęzyczna wersja The World Became the World. Z promocyjnego tournee po USA powstał materiał, który wydano później pod tytułem Live in USA, zaś w Europie pod tytułem Cook. W 1975 roku wydano longplay Chocolate Kings, w którym brzmienie zespołu uległo lekkiemu zaostrzeniu przechylając się w kierunku hard rocka. Album ten stał się największym sukcesem PFM we Włoszech. Oczywiście trafił również do sklepów w Wielkiej Brytanii, lecz co ciekawe – z inną okładką. Płyta weszła wprawdzie do brytyjskiego zestawienia Top 20, jednak radziła sobie na nim nieporównywalnie gorzej, w stosunku do poprzednich. Po tym wszystkim Mauro Pagani opuścił formację i zdecydował się rozpocząć karierę solową. Ostatnią wielką płytą Premiaty był album Jet Lag, wydany w roku 1976, nagrany z silnymi wpływami jazz fusion. Było to ostatnie wydawnictwo grupy zawierające angielskie teksty i jednocześnie kończyło próby zaistnienia na międzynarodowym rynku prog rockowym. Trzeba dodać, że próby w pełni udane. Później nadeszły gorsze czasy, gdyż zespół się trochę zagubił; rock progresywny tracił popularność, zaś próby zaistnienia w obszarze muzyki pop nie mogły dać dobrych rezultatów. Zespół ciągle koncertował odcinając kupony od dawnej popularności, a także wydawał płyty z muzyką miałką i nijaką. Wreszcie, w połowie lat osiemdziesiątych zamilkł na dobre.

drugie życie

Drugie życie rozpoczęło się w roku 1997 kiedy to Flavio Premoli (klawisze) reaktywował grupę zapraszając do składu Franza Di Cioccio (perkusja, śpiew), Patricka Djivasa (gitara basowa) oraz Franco Mussidę (gitara, śpiew). W tym składzie (bez skrzypiec) nagrana została płyta koncepcyjna Ulisse (1997), przypominająca trochę rock operę. Płyta nie była najwyższych lotów, jednak została przyjęta zaskakująco przychylnie przez włoski rynek muzyczny. Zespół intensywnie koncertował oraz pracował nad nowym materiałem. W 2000 roku do sklepów trafił longplay Serendipity, a dwa lata później fani otrzymali zapis japońskiej trasy koncertowej – Live In Japan 2002. Znalazły się na nim również dwa nowe utwory, nagrane wspólnie z Peterem Hammillem (Van der Graaf Generator). Warta odnotowania jest też płyta koncertowa Piazza del Campo, wydana w roku 2005 wspólnie z dawnym liderem – Mauro Paganim. W 2005 roku ukazała się nowa studyjna płyta Dracula, będąca rock operą, inspirowaną opowieścią o legendarnym wampirze. Po wydaniu krążka z powodów zdrowotnych, z grupą pożegnał się Premoli. Ale w międzyczasie (w roku 2002) do zespołu dołączył grający na skrzypcach i klawiszach – Lucio Fabri, który występował już z PFM w latach 1979 – 1987. W 2006 roku swoją premierę miał niezwykły album PFM – Stati di Immaginazione. Jego niezwykłość polegała na tym, że był w całości instrumentalny, w klimacie bardzo spokojnym i melodyjnym, z przepięknymi wstawkami łagodnej gitary akustycznej. Było to dzieło bez wątpienia wybitne, już nie to, że nawiązujące do najlepszych płyt zespołu z lat siedemdziesiątych, ale wręcz je przewyższające. W roku 2013 ukazało się kolejne wybitne dzieło zespołu – podwójny album kompaktowy: PFM in Classic, da Mozart a Celebration. To jedna z tych płyt, do których bardzo często wracam. Pierwszy kompakt zawiera transkrypcje kilku znanych dzieł muzyki klasycznej (Mozarta, Saint-Saënsa, Dworzaka, Mahlera, Prokofiewa, Rimskiego-Korsakowa i Verdiego) na grupę rockową i orkiestrę. W nagraniu, obok PFM, uczestniczyła orkiestra symfoniczna, którą dyrygował Bruno Santori. Niby nie ma nic nadzwyczajnego w rockowych przeróbkach klasycznych utworów orkiestrowych (robił to m.in. Keith Emerson już w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku), a jednak w płycie PFM jest pewna świeżość, która sprawia, że słucha się tego z największą przyjemnością. Drugi kompaktowy krążek z zestawu PFM in Classic, da Mozart a Celebration zawiera kilka znanych utworów z pierwszego życia PFM, na nowo zaaranżowanych i wykonanych wspólnie z orkiestrą. Wielka muzyczna uczta.

Dekada 2005 – 2015 to pasmo największych sukcesów grupy od połowy lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Tak się złożyło, że w tym czasie miałem okazję dwukrotnie być na koncertach PFM – w roku 2010 (w Rzymie) i 2014 (w Medilanie), co było dla mnie wielkim przeżyciem. W dodatku miałem okazję poznać osobiście Franza Di Cioccio i chwilę z nim porozmawiać.

drugie życie

Moja kolekcja starszych płyt winylowych i nowszych kompaktów zespołu PFM.

Rok 2015 jest dla zespołu cezurą, gdyż w tym roku grupę opuścił śpiewający gitarzysta Franco Mussida (rocznik 1947), który spędził w zespole 45 lat, a wliczając okres zespołu I QUELLI – 48 lat. Franco był jednym z filarów grupy, zatem jego odejście mogło oznaczać kres działalności PFM. Jednak determinacja i wewnętrzna energia Franza Di Cioccio (w końcu nie bez powodu jest perkusistą) spowodowała, że zespół przetrwał, odradzając się do kolejnego wcielenia w składzie: Franz Di Cioccio (perusja, śpiew), Patrick Djivas (gitara basowa), Lucio Fabbri (skrzypce, klawisze), Marco Sfogli (gitara), Alessandro Scaglione (fortepian, organy, syntezatory) Roberto Gualdi (dodatkowa perkusja – zasiada za zestawem perkusyjnym gdy Franz Di Cioccio przejmuje rolę wokalisty-frontmana), Alberto Bravin (klawisze śpiew). Myślę, że śmiało można powiedzieć, że w roku 2015 zakończyło się drugie życie zespołu, a zaczęło – trzecie.

drugie życie

Płyta Emotional Tattoos z roku 2017. W tle gramofon Clearaudio oraz przedwzmacniacz i końcówka mocy Rotel.

Płyta Emotional Tattoos, która miała swoją premierę 27 października 2017 roku, jest niepodobna do poprzednich płyt grupy. Jest to bowiem… zbiór ładnych piosenek. Takie stwierdzenie, w odniesieniu do jednej z najważniejszych grup w historii rocka progresywnego, brzmi niemal jak obelga. Jednak płyty słucha się przyjemnie i sądzę, że znajdzie ona wielu zwolenników. Tyle tylko, że nie jest to rock progresywny. No, może poza instrumentalnym utworem Freedom Square, który jest bardzo dynamiczny i składa się z naprzemiennych solówek klawiszy, gitary i skrzypiec z ciekawymi wtrętami gitary basowej. Skrzypcowa solówka Lucia Fabriego w tym utworze jest jedyną na płycie, która została wyeksponowana poprzez lekkie ściszenie instrumentów tła. Czyli dokładnie tak, jak to było w zwyczaju w utworach rocka progresywnego w latach siedemdziesiątych. Pozostałe solówki (w tym bardzo ciekawe – gitarowe) są wtopione w tło, zatem mało wyeksponowane. To z kolei jest cechą brzmienia ‘nowoczesnego’ jakie dziś dominuje. Oczywiście nie chodzi tu o żadną nowoczesność brzmienia, tylko o wymogi stacji radiowych, które muszą mieć muzykę o zdecydowanie ograniczonej dynamice. Taką muzyczną papkę, która jest tłem przy prowadzeniu samochodu lub wykonywaniu różnych domowych czynności.

Na specjalne wyróżnienie zasługuje jeszcze jeden fragment albumu: fortepianowa solówka Alessandra Scaglione w końcówce utworu It’s My Road. Wypadałoby też wspomnieć o grze gitarzysty, bowiem Marco Sfogli jest muzykiem uznanym i szanowanym w rockowym światku, szczególnie w jego heavymetalowej odnodze. Jego gra na płycie Emotional Tattoos jest ciekawa, zaś solówki (niekiedy o bardzo heavymetalowych inklinacjach) mogą się podobać. Nie sposób jednak powiedzieć o nich, że są porywające, ale na pewno są poprawne, a nawet perfekcyjne z technicznego punktu widzenia.

Pisząc o płycie Emotional Tattoos nie sposób nie wspomnieć o formie wydania. Bo jest ona iście imponująca. Po pierwsze nagrane zostały dwie wersje albumu: włoskojęzyczna i anglojęzyczna, zatem otrzymujemy dwa krążki kompaktowe. Po drugie płyta wydana została także na dwóch płytach winylowych, w pięknym albumie, którego grafika nawiązuje wyraźnie do stylu popularnego w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Z okazji rozpoczęcia trzeciego życia, życzę zespołowi PFM dalszych sukcesów i kolejnych płyt, wolę jednak jego drugie życie. Oficjalną stronę zespołu można znaleźć tutaj.

2 komentarze

  1. Dawid 16/01/2018
    • Jan Adamski 16/01/2018

Dodaj komentarz