Pieniądze się znajdą

pieniądze

Pieniądze się znajdą to fraza jaką słyszymy zwykle od polityków szykujących się – przed wyborami – do przekupienia kolejnej grupy wyborców. Np. z wypowiedzi Jarosława Kaczuńskiego dla Super Expressu (artykuł opublikowany w dniu 10 września) dowiadujemy się, że: pieniądze na to [program 500+ dla emerytów] się znajdą, los emerytów będzie poprawiany. Wspomniana fraza występuje niekiedy w innych formach – najczęściej pod postacią zdania: pieniądze na to muszą się znaleźć oraz – znacznie rzadziej: pieniądze na to się znalazły. Przekaz dla ciemnego luda jest zawsze bardzo jednoznaczny: problem braku pieniędzy nie istnieje. Pieniądze są; trzeba tylko dobrze poszukać. Nasi poprzednicy byli nieudolni i nie potrafili ich znaleźć (lub – co gorsza – rozkradali), my jesteśmy sprawni więc potrzebne pieniądze znajdujemy i rozdajemy tym, którym się należy. Zapewne ciemny lud wyobraża sobie, że są gdzieś dobrze poukrywane skrzynie z dolarami, które złym politykom służą jako prywatne żerowisko, zaś dobrzy politycy je odnajdują i rozdają potrzebującym.

Odpowiedź na pytanie gdzie politycy znajdują pieniądze – jest banalnie proste: znajdują je w kieszeniach obywateli, z których je dyskretnie i bez rozgłosu wyciągają, żeby później rozdać, przy gromkim aplauzie propagandy. Oczywiście rozdają tylko część zabranych wcześniej pieniędzy: tę która zostaje po potrąceniu kosztów poboru i kosztów rozdawnictwa. Jest jeszcze druga metoda znajdowania pieniędzy. Jest nią pożyczanie od zagranicznych bankierów. Z tym, że jest to tylko odmiana wyciągania pieniędzy z kieszeni obywateli z jedną różnicą: wyciąga się nie z kieszeni obecnie płacących podatki, lecz z kieszeni przyszłych podatników; często nawet przyszłych pokoleń podatników. Ta metoda jest znacznie bardziej perfidna od zwykłego, bieżącego fiskalizmu, bowiem obciąża dzisiejsze dzieci (a nawet dzieci, które się jeszcze nie urodziły), które są zupełnie nieświadome losu jaki im szykują politycy.

Obecny rząd znajduje pieniądze głównie u zagranicznych bankierów. Rządowa propaganda stara się wprawdzie wmówić obywatelom, że pochodzą one z uszczelnienia systemu podatkowego i ukrócenia szarej strefy, ale w rzeczywistości owo rzekome uszczelnienie i ukrócenie jest zręczną manipulacją Mateusza Morawieckiego i z rzeczywistością ma niewiele wspólnego. O istocie tej manipulacji pisałem we wpisie Harce VAT-owskie, zaś o faktach potwierdzających moje tezy – we wpisie Król jest nagi. Natomiast dane na temat wzrostu zadłużenia naszego kraju są niepokojące. W pierwszym półroczu roku 2018 zadłużenie wzrosło o 27,7 mld złotych co oznacza, że cały program 500+ i prawie całe dopłaty do emerytur w tym czasie zostały pokryte z pożyczek. Nikt nie ma chyba wątpliwości, że konsumpcja za pożyczone pieniądze to prosta droga do katastrofy w stylu greckim! Tym bardziej, że dzieje się to w czasie, gdy nasza gospodarka znajduje się w szczycie koniunktury, zaś wzrost PKB przekroczył 5%. Czyli w okresie gdy powinno następować spłacanie zadłużenia a nie jego powiększanie. Aż strach pomyśleć co będzie, gdy nastąpi odwrócenie trendu i nadciągnie spowolnienie gospodarcze lub – nie daj Boże – recesja.

Gdy politycy beztrosko zapewniają, że pieniądze się znajdą to pamiętajmy, że albo podwyższą podatki, albo zadłużą kraj na kolejne miliardy. A najpewniej i jedno, i drugie.

3 komentarze

  1. mmm777 11/09/2018
  2. Wojciech Pajak 13/09/2018

Dodaj komentarz