Kolejka pod choinkę

kolejka pod choinkę

Kolejka pod choinkę to było marzenie chyba wszystkich chłopców w okresie mojego dzieciństwa. Jednak taka kolejka była wówczas droga i trudno dostępna. Wprawdzie państwowa sieć handlowa (niepaństwowwych sieci handlowych wówczas nie było) Centralna Składnica Harcerska, importowała niewielkie partie kolejek NRD-owskiej marki PIKO, ale ich kupienie nie było łatwe, pomimo wysokiej ceny. Więc nie dostałem nigdy w dzieciństwie prawdziwej kolejki na baterie, która jeździłaby po torach ułożonych na podłodze w pętlę.

Późno bo późno, ale wszystko wskazuje na to, że w końcu otrzymam kolejkę pod choinkę. Jak mogliśmy się ostatnio dowiedzieć, rząd – za pośrednictwem państwowego PFR – kupił 99,77% akcji Polskich Kolei Linowych (PKL) od funduszu inwestycyjnego Mid Europa Partners. A PKL to przede wszystkim kultowa kolejka linowa na Kasprowy Wierch. Prezent trzeba docenić tym bardziej, że nie był tani; kwota transakcji nie została wprawdzie ujawniona, ale można ją odgadnąć z dostępnych informacji. Wiadomo, że właściciel wyceniał wartość spółki na 524 miliony złotych. Z kolei premier Mateusz Morawiecki powiedział, że cena zakupu była “dobra”, z czego można wyciągnąć wniosek, że była niższa od wyceny właściciela. Spece od tego typu transakcji szacują, że mogło to być 400 – 500 milionów. Czyli niemało, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że pięć lat temu, państwowa spółka PKP, sprzedała PKL funduszowi Mid Europa, za 215 milionów.

Warto jednak wiedzieć, że rząd polski prowadził negocjacje z Mid Europa w sposób charakterystyczny dla siebie, czyli nękając partnera przy pomocy instytucji sobie podległych. Np. Tatrzański Park Narodowy stwierdził, że PKL nie ma prawa do służebności gruntu pod linami kolejki (nikt tego nie kwestionował przez 80 lat istnienia kolejki) i w styczniu tego roku zażądał od spółki aby: zaniechała przewozów koleją linową na Kasprowy Wierch i do końca stycznia ją zdemontowała. To nie jest żart! To są metody stosowane dziś przez nasz rząd (można o tym przeczytać tutaj). Oczywiście po przejęciu PKL przez państwowy PFR, Tatrzański Park Narodowy wycofa swoje żądanie i wszyscy będą udawać, że sprawy nie było. Ale sprawa była i jest, zaś hańba jaką okrył się rząd jest niezmywalna. Odbiła się też szerokim echem w świecie biznesu, głównie poza granicami Polski.

Prawdę mówiąc kolejka pod choinkę niezupełnie jest prezentem dla mnie i pozostałych obywateli RP. Przede wszystkim jest to prezent dla funduszu Mid Europa, podobnie jak niedawny prezent dla rodziny Czartoryskich, w niemal identycznej kwocie. Pan Matthew Strassberg – partner współzarządzający funduszem, transakcję skomentował skromnie jako: udane wyjście z inwestycji. Muszę podkreślić, że nie bulwersuje mnie różnica pomiędzy ceną sprzedaży PKL przez PKP, a ceną zakupu przez PFR. Taka jest logika funduszy inwestycyjnych: kupują spółki, restrukturyzują, inwestują, rozwijają i sprzedają drożej. Fundusz Mid Europa zainwestował sporo; m.in. 49,7 mln złotych, które zapłacił za większościowy pakiet akcji spółki Kolej Gondolowa Jaworzyna Krynicka, powiększając tym samym aktywa PKL. Bulwersuje mnie natomiast sam fakt nacjonalizacji; bo właściwie po co?

Spółka PKL trafiła – w roku 2012 – na listę spółek-córek PKP przeznaczonych do prywatyzacji głównie ze względu na potrzeby gotówkowe Polskich Kolei Państwowych, które w owym czasie miały kilka miliardów złotych długu do spłacenia. Ale nie bez znaczenia były też wyniki kontroli wewnętrznej przeprowadzonej w roku 2012, która stwierdziła, iż w PKL miał miejsce nepotyzm, łamanie przepisów, wynajmowanie atrakcyjnych nieruchomości bez przetargu itp. Czyli typowe grzechy spółek państwowych. Jednak prywatyzacja PKL od początku budziła sprzeciw wszystkich sił populistycznych: od skrajnej lewicy do skrajnej prawicy. Trzeba powiedzieć, że sam proces prywatyzacji został przeprowadzony w sposób bardzo profesjonalny i przejrzysty. Złożonych zostało 12 ofert, z czego czterech oferentów znalazło się na krótkiej liście i zostało dopuszczonych do due diligence. Spółka PKP spodziewała się uzyskać cenę nie mniejszą niż 130 mln zł (na taką kwotę opiewała wycena dokonana przez niezależnego audytora). Proces prywatyzacji był prześwietlany przez Najwyższą Izbę Kontroli (raport pokontrolny można przeczytać tutaj), która nie stwierdziła żadnych uchybień. Ostatecznie przetarg wygrała spółka Polskie Koleje Górskie założona przez cztery gminy: Miasto Zakopane, Bukowina Tatrzańska, Kościelisko i Poronin, która przy wsparciu funduszu Mid Europa, zaoferowała cenę 215 mln zł. Po zamknięciu transakcji spółka Polskie Koleje Górskie zmieniła nazwę na Polskie Koleje Linowe. Poszczególni udziałowcy spółki mieli udziały proporcjonalne do wniesionego kapitału, co oznaczało, że faktycznym właścicielem został fundusz Mid Europa.

Po czterech tatach od prywatyzacji, po znaczącym dokapitalizowaniu i głębokiej restrukturyzacji, spółka PKL mogła się pochwalić dobrymi wynikami: rok 2017 zamknął się zyskiem netto na poziomie 18 mln zł, przy przychodach 84 mln. Nic dziwnego, że wiceprezes PFR Marcin Piasecki, z dumą poinformował, że PFR przejmuje spółkę “wysoce rentowną”, zaś prezes Paweł Borys dodał, że spodziewane są “wysokie stopy zwrotu”. Zobaczymy czy ten optymizm nie wyparuje w ciągu kilku najbliższych lat i czy spółka PKL nie zacznie przynosić strat, jak to bywa w spółkach państwowych. W każdym razie otwiera się fantastyczna możliwość do obsadzenia wielu intratnych posad, z czego zapewne władze państwowe i partyjne skwapliwie skorzystają. Zatem kolejka okaże się prezentem pod choinkę nie tylko dla funduszu Mid Europa, ale także dla partyjnych funkcjonariuszy, którzy załapią się na atrakcyjne posady. Przewiduję, że zatrudnienie w spółce zwiększy się z dzisiejszych 300 osób, do 500 – 600 na koniec roku 2019. Nie omieszkam wtedy o tym napisać.

Obserwując falę nacjonalizacji z ostatnich kilkunastu miesięcy nie sposób nie zadać sobie pytania po co rząd ma się zajmować wożeniem turystów i narciarzy w górach? Jak również po co ma się zajmować wożeniem pasażerów taksówkami lub samolotami, hodowlą koni i organizowaniem ich wyścigów, produkcją cukru, uprawą ziemi i setkami innych rzeczy? Tym bardziej, że z reguły robi to mniej skutecznie od prywatnych przedsiębiorców. Ale to jest już temat na kolejny artykuł.

Muszę na koniec wyjaśnić dlaczego nadałem wpisowi tytuł Kolejka pod choinkę, skoro transakcja zakupu PKL przez PFR miała miejsce w październiku. Otóż na razie jest to transakcja warunkowa. Warunkami zawieszającymi są zgody odpowiednich urzędów (np. zgoda prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów), które są spodziewane do połowy grudnia. W sam raz pod choinkę 🙂

Dodaj komentarz