Polski rząd realizuje recepty Chaveza

polski rząd

Czy polski rząd, wzorując się na systemie chavezowskim i systematycznie wprowadzając kolejne elementy tzw. rewolucji boliwariańskiej, doprowadzi Polskę do takiego stanu w jakim jest obecnie Wenezuela? Miejmy nadzieję, że nie, jednak na razie wszystko zmierza w tym kierunku. Oto właśnie wprowadzona została jedna z ważnych recept Hugona Chaveza na powstanie socjalistycznego raju, czyli ustawowy zakaz podnoszenia cen. Wprawdzie ma razie tylko cen energii, w dodatku obudowany całym systemem rozwiązań quasi rynkowych, ale od czegoś trzeba zacząć.

Hugo Chavez został wybrany na prezydenta Wenezueli w roku 1998 i pozostał na tym stanowisku do chwili swojej śmierci, w roku 2013. Zaraz po wyborze na urząd, proklamował tzw. rewolucję boliwariańską, będącą syntezą idei Simóna Bolívara (żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku przywódcy ruchu wyzwolenia Ameryki Południowej spod hiszpańskiego panowania) i komunizmu. Podstawowym założeniem tej rewolucji było zniwelowanie różnic pomiędzy klasą średnią a większością Wenezuelczyków żyjących wówczas w wielkiej nędzy. Zaś sposobem na osiągnięcie celu było powszechne rozdawnictwo, które miało wyrwać z biedy ogromne rzesze ludzi.

Każdy system rozdawnictwa przynosi pozytywne efekty w pierwszym okresie, natomiast efekty długofalowe są zawsze negatywne, gdyż demotywują do pracy, osłabiają rozwój gospodarczy (wskutek nieuchronnego zwiększania podatków) oraz stanowią zarzewie kryzysu, przy każdym zachwianiu koniunktury, gdy zaczyna brakować budżetowych pieniędzy. Rewolucja boliwariańska działała dopóty, dopóki rosły ceny ropy naftowej zapewniając budżetowi stałe zwiększanie przychodów (Wenezuela ma największe na świecie zasoby ropy naftowej). Niestety oprócz ogromnych transferów socjalnych rząd Wenezueli zaczął podporządkowywać gospodarkę, ideologii socjalistycznej. W myśl tej ideologii znacjonalizowano całe sektory gospodarki, w tym sektor wydobycia i handlu ropą naftową. Nałożył się na to spadek cen ropy na rynkach światowych, co spowodowało eksplozję zadłużenia kraju. Gdy państwa i instytucje finansowe przestały udzielać Wenezueli kolejnych kredytów, nastąpiło załamanie gospodarki i wybuch hiperinflacji, która doprowadziła do całkowitego upadku waluty. Zaczęło brakować żywności, mieszkańcy miast zostali pozbawieni najbardziej elementarnych usług (dostaw energii elektrycznej i wody), upadła służba zdrowia z powodu całkowitego braku leków, nawet tych podstawowych. Dziś w Wenezueli panuje zupełny chaos, a faktyczną władzę sprawują gangi. Poziom życia (a właściwie wegetacji) warstw najuboższych spadł znacznie poniżej poziomu sprzed rewolucji boliwariańskiej.

Zanim doszło do całkowitego upadku kraju, jeszcze za życia Hugona Chaveza, na powstające bolączki zaczęto stosować lekarstwa, które nie tylko nie leczyły, ale jeszcze pogarszały sytuację. Jednym z takich lekarstw był pomysł na zakaz podnoszenia cen, połączony z systemem kontroli jego przestrzegania i drastycznymi karami dla osób i firm, które go nie przestrzegały. Jak łatwo się domyślić zakaz ten nie przyczynił się do stabilizacji cen lecz spowodował zniknięcie wszelkich towarów z oficjalnego rynku i rozkwit rynku czarnego, kontrolowanego przez mafie.

Taki scenariusz na razie chyba Polsce nie grozi, ale pomysł z ustawowym zakazem podnoszenia cen właśnie został przyjęty przez Sejm. Warto zauważyć, że projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz o zmianie niektórych innych ustaw, poparło 389 posłów na 409 głosujących. Czyli 95%. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że główne uregulowania ustawy (obniżenie podatku akcyzowego na energię i quasi podatku zwanego opłatą przejściową) są jak najbardziej godne poparcia. Skojarzenia z systemem chavezowskim budzi jedynie tzw. zamrożenie cen energii w 2019 roku na poziomie z I półrocza roku 2018. Chodzi o to, że gdyby się okazało, że mimo obniżki wymienionych powyżej podatków, ceny detaliczne energii i tak miałyby być wyższe od tych z roku 2018, to wówczas zaczyna działać ów zakaz podnoszenia cen. Ale jednocześnie spółki, które miałyby na tym tracić, mogą ubiegać się od rekompensatę ze specjalnie utworzonego w tym celu państwowego Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny 🙂

Ponieważ często robię sobie żarty z różnych idiotycznych pomysłów na powiększanie biurokracji, zatem czuję się w obowiązku wyjaśnić, że tym razem to dzieje się naprawdę. Taki fundusz, z taką nazwą, został powołany do życia ustawą, o której piszę. I zasilony z budżetu kwotą czterech miliardów złotych. Teraz zostaną zatrudnieni urzędnicy, którzy będą funduszem zarządzać. To znaczy przyjmować od spółek wnioski o rekompensaty, rozpatrywać je i dzielić pieniądze. W związku ze spodziewaną lawiną takich wniosków – zespół urzędników musi być odpowiednio liczny, a w związku ze spodziewaną komplikacją tychże wniosków – urzędnicy muszą mieć wysokie kwalifikacje (czytaj: być wysoko wynagradzani). Tak działa socjalizm.

Projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz o zmianie niektórych innych ustaw powstał w ministerstwie finansów, jest zatem projektem rządowym. Jako taki, był w Sejmie rekomendowany przez samego premiera Mateusza Morawieckiego. Ale dla rządowych projektów ustaw konstytucja przewiduje dość długą i skomplikowaną ścieżkę legislacyjną (z konsultacjami międzyresortowymi, konsultacjami społecznymi itp.). Dlatego obecny rząd wszystkie swoje projekty ustaw przeprowadza przez Sejm jako projekty poselskie, przy których owa ścieżka nie jest wymagana. Postępowanie rządu w tej sprawie jest oczywiście złamaniem konstytucji, ale do tego wszyscy przyzwyczaili się już tak bardzo, że nawet opozycja nie protestuje.

Premier Mateusz Morawicki zachwalając rządowe przedłożenie stwierdził, że jego rząd bohatersko ratuje obywateli przed podwyżkami cen energii, przeznaczając na ten cel aż 9 miliardów złotych. Nie od rzeczy będzie więc przypomnieć dwa fakty. Po pierwsze owe 9 miliardów złotych rząd zabiera najpierw obywatelom pod postacią różnych podatków. Patrząc na zbiór obywateli Polski jako całość, nie tylko nic na tej operacji nie zyskujemy, ale wręcz tracimy. Tracimy tyle, ile pochłoną jej dodatkowe koszty – m.in. pensje urzędników od sprawiedliwego dzielenia pieniędzy z Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny. Po drugie polski rząd sam przyłożył się do zwiększenia cen energii poprzez całkowite zamknięcie polskiego rynku energii i jego opanowanie przez państwowe monopole oraz poprzez zmuszanie spółek energetycznych do wydatkowania ogromnych kwot na cele polityczne: podtrzymanie upadającego górnictwa, sfinansowaniem tuby propagandowej pod nazwą Polska Fundacja Narodowa, wyłożenie ogromnych środków na mrzonkę jaką jest program elektromobilności, tworzenie funduszy venture capital itp. Ogromne znaczenie dla wzrostu cen energii miało też zablokowanie przez rząd rozwoju energetyki odnawialnej, co skutkuje coraz większymi kwotami wydawanymi na pozwolenia na emisję CO2 (których cena rośnie zgodnie z założeniami pomysłodawców). Pisałem o tym wielokrotnie w moich felietonach przewidując, że za rządowe fanaberie zapłacimy wszyscy w postaci wyższych rachunków za prąd.

Rozwiązanie, które zaproponował polski rząd nie leczy przyczyn choroby wzrostu cen energii, lecz jedynie łagodzi objawy (więcej na ten temat można przeczytać tutaj). Na przełomie lat 2019/2020 problem wybuchnie ze zdwojoną siłą. Na szczęście z dorobku Hugona Chaveza (a także jego następcy Nicolasa Maduro) można zaczerpnąć jeszcze sporo ciekawych pomysłów.

One Response

  1. Szymon 30/12/2018

Dodaj komentarz