Księga zdziwień odc. 90

księga zdziwień

Księga zdziwień bierze na tapetę sprawę podatku bankowego, a właściwie niespodziewanego skutku tego podatku polegającego na tym, że w jego wyniku więcej pieniędzy przepłynie z budżetu (czyli od podatników) do banków, niż z banków do budżetu. Na pierwszy rzut oka wydaje się to niemożliwe, wręcz absurdalne, ale to fakt, którego mechanizm opisuję w kolejnych akapitach.

W swoim exposé wygłoszonym 18 listopada 2015 roku, pani premier Beata Szydło zapowiedziała m.in. wprowadzenie dwóch nowych podatków tzw. sektorowych, czyli obciążających te sektory gospodarki, które cieszą się złą sławą wśród gawiedzi: supermarkety (wiadomo: obcy kapitał) i banki (wiadomo: banksterzy). Z podatku od supermarketów nic nie wyszło, natomiast podatek bankowy został wprowadzony ustawą z 15 stycznia 2016 roku o podatku od niektórych instytucji finansowych. Zgodnie z ustawą, stawką 0,44% rocznie zostały opodatkowane aktywa banków, czyli np. nieruchomości, gotówka, papiery wartościowe. Ale z aktywów do opodatkowania wyłączono obligacje Skarbu Państwa. Z podatku bankowego miało wpływać ok. 5,5 miliarda złotych rocznie, co było dość łatwe do wyliczenia: po prostu aktywa banków (które są przez banki publikowane) przemnożono przez wskaźnik 0,44%.

Jednak rzeczywistość okazała się znacząco odbiegać od planów: z tytułu podatku bankowego w roku 2016 do budżetu wpłynęło 3,1 mld złotych, natomiast w kolejnym, 2017 roku – 3,63 mld złotych. Co się stało? Czyżby aktywa banków nagle tak znacząco zmalały?

Muszę tu wyjaśnić, że wielkość aktywów to bardzo ważny parametr, na podstawie którego wyliczane są różne wskaźniki kontrolowane przez Komisję Nadzoru Finansowego. Dlatego bankom zależy na tym, żeby wartość aktywów była jak największa i rzeczywiście aktywa z roku na rok rosną, niekiedy bardzo znacząco. Zatem nie zmalały skokowo w roku 2016, a tylko zmieniła się ich struktura. Bo z punktu widzenia banku struktura aktywów, czyli to jaka ich część to gotówka, jaka nieruchomości, jaka papiery wartościowe, a jaka inne aktywa, nie ma dużego znaczenia – liczy się głównie ich sumaryczna wielkość. I w roku 2016 banki zaczęły masowo kupować obligacje Skarbu Państwa, zmniejszając tym samym podstawę opodatkowania, czyli dokonując optymalizacji.

Kupowanie obligacji Skarbu Państwa to nic innego jak udzielanie przez banki pożyczek rządowi. Jak wiadomo pożyczki są oprocentowane i muszą zostać spłacone w określonym terminie. Oprocentowanie obligacji jest ustalane na aukcjach i zależy od relacji pomiędzy popytem a podażą. Można przyjąć, że w roku 2016 wyniosło ono około 3,5% (dla obligacji 10-letnich). To znaczy, że w roku 2026 rząd wykupi te obligacje płacąc 141,10 zł za każde 100 zł. I teraz najciekawsza informacja: w roku 2016 banki kupiły rządowe obligacje za rekordową kwotę 64 mld zł. W roku 2026 rząd je wykupi płacąc 90,3 mld zł czyli odsetki wyniosą 26,3 mld zł. Tyle pieniędzy przepłynie od podatników do banków w jednym tylko roku 2026.

Oczywiście do roku 2026 będzie do budżetu wpływać corocznie pewna kwota z tytułu podatku bankowego i zapewne co roku będzie ona większa. W ciągu 10 lat może wynieść, powiedzmy, 45 – 50 mld zł. Czyli mniej więcej połowę tego, co w jednym tylko roku 2026 przepłynie z budżetu do banków. A to znaczy, że od roku 2028 bilans: podatek bankowy vs. oprocentowanie obligacji zacznie działać na niekorzyść podatników. Czyli podatek bankowy, który miał jakoby częściowo sfinansować programy socjalne spowoduje, że podatnicy dodatkowo dołożą się do zysków banków. Czy to może nie dziwić?

księga zdziwień

Księga zdziwień odc. 90

One Response

  1. Szymon 27/03/2019

Dodaj komentarz