Księga zdziwień odc. 107

księga zdziwień

Księga zdziwień penetruje dzisiaj enklawę spółek Skarbu Państwa, a konkretnie proces przejmowania państwowej spółki Energa przez państwową spółkę Orlen. Rzecz jasna nie dziwi mnie fakt, że taki proces ma miejsce. Wiadomo, że budowanie “narodowych czempionów” to swoista obsesja premiera Mateusza Morawieckiego. Według jego wizji najlepiej by było, gdyby cała polska gospodarka to była jedna wielka, państwowa spółka. Byłaby największą spółką na świecie i byłaby powodem naszej wielkiej narodowej dumy. Premier Morawiecki jakoś nie pamięta, że w naszej niedawnej historii już był taki czas, gdy cała gospodarka była w rękach państwa, choć podzielona była na wiele przedsiębiorstw. I nie było to doświadczenie, z którego można byłoby być dumnym, a wręcz przeciwnie.

Państwowe spółki są faktycznie zarządzane nie przez zarządy, lecz przez ministerialnych urzędników. Natomiast przez polityków traktowane są jak łup, z którego należy wydrenować jak najwięcej pieniędzy na prywatne lub partyjne cele. Tak było zawsze przez 30 lat po transformacji, ale ostatnio proces ten przybrał rozmiary huraganu, który przetacza się przez państwowe firmy. Partyjne kadry rzucane na odcinek drenowania spółek, przelewają się przez nie jak fala: od jednej spółki do drugiej. Np. w państwowej Enerdze, w ciągu ostatnich pięciu lat, prezes zmienił się… 11-krotnie. Jaki wpływ na spółki ma taka polityka – najlepiej pokazuje ich wycena giełdowa. Kurs akcji wspomnianej Energi zmniejszył się z ponad 25 zł w roku 2015 do 7,20 zł obecnie. Kurs Jastrzębskiej Spółki Węglowej, który jeszcze w roku 2018 wahał się wokół 100 zł za akcję, dziś wynosi 20 zł. Kurs Polskiej Grupy Energetycznej spadł z 20 zł do 7 zł, Grupy Azoty – ze 100 zł do 25 zł, Tauronu – z 5 zł do 1,50 zł itd. Nawet taki monopolista jak PGNiG, którego biznes wydawać by się mógł całkowicie odporny na fanaberie rządzących, zmniejszył swoją wycenę z 7 zł do 3,70 zł za akcję.

Wracam do głównego wątku dzisiejszego zdziwienia, czyli do przejmowania Energi przez PKN Orlen. Operacja ta raczej nie ma żadnego uzasadnienia biznesowego. Wydaje się, że jedynym powodem łączenia giganta paliwowego z gigantem energetycznym są potrzeby budżetowe rządu. Po prostu Orlen kupi od rządu pakiet akcji Energi – płacąc gotówką, która wpłynie do budżetu. A poza tym nic się nie zmieni, to znaczy Energa nadal będzie zarządzana przez urzędników z ministerstwa, którzy będą wydawać polecenia Zarządowi. Jedyną zmianą będzie to, że w walnych zgromadzeniach Energi nie będzie już uczestniczył reprezentant Skarbu Państwa, lecz reprezentant Orlenu.

Nie wiadomo ile akcji Energi, Skarb Państwa sprzeda Orlenowi. Jeśli wszystkie posiadane, to do budżetu wpłynie 1,5 miliarda zł. Bowiem w swoim wezwaniu, Orlen zaoferował 7 zł za jedną akcję Energi. Kurs giełdowy Energi jeszcze w połowie stycznia 2020 r. oscylował w okolicach 7,50 zł za akcję, zatem wezwanie do sprzedawania po 7 zł wydaje się absurdalne. Zwykle jeśli wzywający jest rzeczywiście zainteresowany nabyciem pakietu kontrolnego akcji spółki, to oferuje cenę znacznie przekraczającą kurs giełdowy, gdyż tylko w ten sposób może zachęcić posiadaczy akcji do ich zbywania na swoją rzecz. Ale przecież tym razem wszystko jest na niby. Wiadomo, że to Skarb Państwa sprzeda swoje akcje, co zapewni Orlenowi przejęcie kontroli nad spółką. Trzeba było zatem ustalić taką cenę, która zniechęcałaby posiadaczy akcji Energi do ich zbywania na rzecz Orlenu. Bo po co Orlen miałby płacić więcej niż wspomniane 1,5 mld zł? Przecież więcej akcji niż 51,51% (tyle ma Skarb Państwa) nie jest mu potrzebne do kontroli nad Energą.

A dlaczego cena 7 zł jest zniechęcająca do tego, żeby posiadacze akcji zdecydowali się na ich sprzedaż? Bo prawie na pewno kupowali te akcje drożej. Wystarczy spojrzeć na wykres cen giełdowych akcji Energi od początku notowań, żeby zauważyć, że cena poniżej 7 zł za akcję (i to bardzo nieznacznie poniżej) występowała jedynie w krótkim okresie pomiędzy sierpniem a listopadem 2019 roku. Można też zauważyć, że wartość księgowa spółki Energa według aktualnego sprawozdania finansowego, wynosi ok. 25 zł na akcję (wskaźnik C/WK wynosi 0,28). Wartość księgowa spółki to jej aktywa pomniejszone o zobowiązania. Cena giełdowa spółki nie ma bezpośredniego związku z wartością księgową (często jest od niej wielokrotnie wyższa, a niekiedy też niższa), ale tak się składa, że średni wskaźnik C/WK dla spółek notowanych na warszawskiej giełdzie wynosi 1,03, czyli ich cena giełdowa jest mniej więcej taka sama jak wartość księgowa.

Dopiero po tych wszystkich wywodach mogę wyjaśnić co mnie dziwi w opisywanej sprawie. I to bardzo! Otóż Zarząd spółki Energa właśnie wydał komunikat, że cena 7 zł za akcję spółki to jest “cena godziwa”. Nie będę się rozwodził nad znaczeniem pojęcia “cena godziwa” gdyż każdy intuicyjnie czuje, że jest to cena w sam raz: nie za wysoka, ale przede wszystkim – nie za niska. No jak to? Zarząd dopiero co podpisał sprawozdanie, z którego wynika, że wartość księgowa to 25 zł, a tu nagle twierdzi, że cena godziwa to 7 zł? Toż przecież robi z siebie głupka przyznając pośrednio, że albo kłamie, albo uznaje, że księgi handlowe spółki to jedna wielka lipa. A już zupełnie humorystycznie wygląda informacja, że Zarząd – wydając opinię – oparł się na raporcie wykonanym na jego zlecenie przez firmę Deloitte. Dlaczego humorystycznie? Bo firma Deloitte wsławiła się niedawno bardzo pozytywnym (wręcz laurkowym) raportem na temat kondycji spółki GetBack, wydanym na krótko przed jej bankructwem 🙂 Więc w obecnym raporcie na temat Energi, firma Deloitte zastrzegła, że nie jest to dokument, na którego podstawie: akcjonariusze powinni opierać swoją decyzję dotyczącą odpowiedzi na wezwanie (cytat za: Bankier.pl). Czyli mówiąc ludzkim językiem uprzedzili inwestorów, że raport jest lipny 😉

No i czy to wszystko może nie dziwić? Księga zdziwień niestety nie dotarła do informacji jakie wynagrodzenie firma Deloitte zainkasowała za swój genialny raport.

Dodaj komentarz