Historia garnituru

Zostałem niedawno zaproszony do pewnej telewizji, gdzie miałem opowiedzieć o historii garnituru. Zaproszenie ogromnie mnie ucieszyło, gdyż temat jest interesujący i bardzo mi bliski. Wiedziałem, że na rozmowę przewidziano tylko 10 minut, więc musiałem starannie wybrać te sprawy, które należało poruszyć, żeby w przewidzianym czasie przemknąć przez ponad 200 lat, a jednocześnie dostatecznie dużo uwagi poświęcić stanowi obecnemu. Już na miejscu okazało się, że gościem programu jest też pani, która miała opowiedzieć o garniturach damskich. W dodatku pani towarzyszyły trzy modelki ubrane przez nią w garnitury, a ich prezentacja też miała się zmieścić w założonych 10 minutach. W efekcie o historii garniturów nie zdołałem wiele powiedzieć. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bowiem postanowiłem poświęcić temu tematowi blogowy wpis. I nawet się zdziwiłem jak to się mogło stać, że do tej pory jeszcze tego nie zrobiłem 🙂

W sieci można znaleźć wiele tekstów na temat historii męskiego garnituru i co ciekawe większość z nich wywodzi tę historię mniej więcej od roku 1700. To wydaje mi się sporą przesadą, gdyż według mnie już nie to, że garnitur, ale pierwsze jego zwiastuny pojawiły się dopiero 100 lat później. Bo jeśli przyjąć, że garnitur wywodzi się od stroju dworskiego, to ten – w całym okresie rokoko, czyli w latach 1720-1780 – żadną miarą nie przypominał garnituru we współczesnym rozumieniu tego słowa. Pomijając nawet formę, kolory, hafty, koronki, tkaniny (dominacja jedwabiu), podkreślić należy wygląd spodni, które były zapinane pod kolanem, a łydki były obleczone w pończochy.

historia garnituru

Francuski strój dworski z okresu rokoko.

Przełom w modzie męskiej nastąpił dopiero po roku 1800, czyli po rewolucji francuskiej i po upadku roli Paryża jako centrum mody i jednoczesnym wzroście znaczenia Londynu na tym polu. Garnitur nie pojawił się rzecz jasna z dnia na dzień, ale początek procesu, w którego wyniku powstał, można dość dokładnie umiejscowić w czasie. A co ważniejsze można wskazać jego ojca: był nim Beau Brummell  – najsłynniejszy dandys wszech czasów.

historia garnituru

Beau Brummell. Fot. Hulton Archive

Beau Brummell (właśc. George Bryan Brummell 1778-1840) to postać bardzo ciekawa, dlatego warto poświęcić jej nieco uwagi. Na pytanie kim był Beau Brummell najłatwiej odpowiedzieć używając współczesnego słownictwa: był… celebrytą i influencerem. Brylował na salonach dzięki swojej dbałości o ubiór oraz o higienę, co w tamtych czasach wcale nie było oczywistością. Jego zalecenie codziennej kąpieli – szokowało, a twierdzenie, że braku kąpieli nie zatuszują perfumy i pudry – wywoływało zdziwienie. Brummell słynął także z poczucia humoru i ciętego języka; potrafił być duszą towarzystwa. Nic dziwnego, że cieszył się przyjaźnią wielu wpływowych osób, w tym najważniejszej postaci tamtego czasu – księcia Walii Jerzego, późniejszego króla Jerzego IV. A także Georga Byrona – jednego z najwybitniejszych poetów angielskich. Utrata przyjaźni Jerzego IV była początkiem kłopotów Brummella i zwiastunem jego późniejszego upadku. Ale nad tym nie będę się rozwodził.

Piękniś (tak można przetłumaczyć przydomek: Beau) Brummel był sprawcą największej rewolucji w dziedzinie męskich ubiorów (i ogólniej: męskiego wizerunku), jaka dokonała się w XIX wieku. Jest też powszechnie uważany za pomysłodawcę garnituru w takiej postaci jaką znamy do dziś, chociaż z tym nie do końca można się zgodzić. Jednak bez wątpienia zapoczątkował proces, który do powstania garnituru doprowadził.

historia garnituru

Beau Brummell – akwarela Richarda Dightona.

Beau Brummell przede wszystkim narzucił prostotę męskiego stroju; zrezygnował w wymyślnych ozdób, haftów, koronek i żabotów, a jako główną ozdobę wprowadził krawat – wiązany do obowiązkowo białej koszuli. Po drugie – zastąpił zestaw bryczesy plus pończochy – długimi spodniami. Po trzecie – spopularyzował wełnę jako podstawowy materiał na męskie stroje, zastępując nią jedwab. I po czwarte – wprowadził kaftany z wyłogami, które z czasem przyjęły postać klap marynarek. O sprawie higieny wspomniałem już wcześniej, ale warto jeszcze dodać, że Brummell zalecał rezygnację z peruk, strzyżenie włosów i – przede wszystkim – zaniechanie używania pudru do włosów/peruk. Zresztą wpływ na wyeliminowanie pudru (który w XVIII wieku był powszechnie i w dużych ilościach stosowany przez mężczyzn) miał w mniejszym stopniu Brummell, a w większym – premier rządu Jego Królewskiej Mości, sir William Pitt, który nałożył na puder wysoki podatek. Z tytułu tego podatku miało wpłynąć do budżetu 210 tysięcy gwinei, a w pierwszym roku wpłynęło zaledwie 46 tysięcy, zaś w kolejnych wpływy spadły do zera. Po prostu część elegantów zrezygnowała z peruk, część kupowała puder na czarnym rynku, który natychmiast powstał. Czy premier co i rusz wprowadzający nowe, wymyślne podatki, kogoś wam nie przypomina?

Postać Brummella obrosła wieloma legendami: higiena i ubieranie się zajmowały mu podobno około 5 godzin dziennie, w tym bardzo dużo czasu zajmowało mu wiązanie krawata. Jeśli z efektu nie był zadowolony, to krawat po prostu wyrzucał i sięgał po nowy. Żeby osiągnąć efekt lustra na noskach butów, kazał je polerować szampanem i to takim w najlepszym gatunku. Zapytany kiedyś o to, ile elegancki dżentelmen powinien przeznaczać na stroje odparł, że nie należy z tym zbytnio przesadzać i 300 funtów rocznie w zupełności wystarczy. Dodać tu muszę, że ówczesne 300 funtów odpowiada dzisiejszym 700 – 800 tysiącom 🙂

Pora porzucić Pięknisia Brummella i skupić się na dalszych losach garnituru. Trzeba będzie jednak przywołać jeszcze jedną postać, która odegrała niepoślednią rolę w stworzeniu garniturowego stylu, który dziś dominuje na całym świecie. Ale o tym nieco dalej.

W języku polskim słowo garnitur ma szersze znaczenie niż tylko elegancki ubiór męski. Oznacza komplet; np. komplet przedmiotów służących do jednego celu lub zespół ludzi o zbliżonych kompetencjach, a męski garnitur to też komplet, składający się z marynarki, spodni i (ewentualnie) kamizelki. Z kolei słowo suit oznaczające garnitur w języku angielskim, pochodzi od francuskiego suivre, co znaczy naśladować. Bo kluczem garnituru jest to, że marynarka, spodnie i kamizelka stanowią komplet i są uszyte z tego samego materiału. Tak pojmowany garnitur ukształtował się już po śmierci Brummella, w drugiej połowie XIX wieku czyli w epoce wiktoriańskiej. Trzeba jednak pamiętać, że powstał jako ubiór nieformalny dzienny, o niezobowiązującym charakterze. Ubiorem formalnym dziennym, długo jeszcze pozostawał surdut, w miarę upływu czasu zastępowany przez żakiet. A te składały się z czarnej, długiej marynarki i spodni w szaro-czarne paski (czasami w kratkę lub pepitkę).

historia garnituru

Ilustracja (tzw. fashion plate) z amerykańskiego magazynu Sartorial Arts Journal z roku 1901, pokazująca zgodną koegzystencję surduta, żakietu i garnituru.

W pierwszych dekadach XX wieku na garnitur zwykło się było mówić, że to męska zbroja, co miało dwojakie znaczenie. Po pierwsze garnitur w pewnym sensie odgradzał mężczyznę od świata zewnętrznego, a po drugie przypominał nieco zbroję swoją sztywną konstrukcją i różnymi wkładami nadającymi mu kształt, który wówczas był pożądany. Garnitur był nie po to, żeby mężczyzna czuł się w nim wygodnie, lecz po to, żeby się jak najkorzystniej prezentował. Wyidealizowane fashion plates z tamtego okresu – pochodzące głównie ze Stanów Zjednoczonych – pokazują przystojnych, uśmiechniętych mężczyzn w idealnie leżących garniturach z długimi marynarkami z mocno wypchanymi i poszerzonymi ramionami i szerokimi spodniami z wysokim stanem.

historia garnituru

Ilustracje Laurenca Fellowsa.

Lata trzydzieste ubiegłego wieku uchodzą za złoty okres męskiej elegancji. Ale to jednocześnie okres wielkiego kryzysu i powolnego wychodzenia z niego w kolejnych latach dekady. Eleganckie garnitury szyte na miarę nie dla każdego były dostępne, ale nie było też chyba nikogo, kto by o nich nie marzył. Bo garnitur, kapelusz i eleganckie buty (szyte na miarę przez szewca) były wyznacznikami statusu społecznego. W owych latach trzydziestych, pewien krawiec z Neapolu – o nazwisku Vincenzo Attolini – postanowił nieco uprościć konstrukcję marynarki, pozbawić ją niektórych usztywnień i wkładów, inną metodą wszyć rękawy i podnieść pachy.  Nowy styl szybko przypadł do gustu Neapolitańczykom, a później także Włochom z bogatszej północy kraju. Ale musiało minąć wiele czasu zanim włoski standard szycia garniturów przyjął się na całym świecie. Dziś bezapelacyjnie dominuje, a współczesne garnitury już nie są zbroją lecz drugą skórą. Oczywiście pod warunkiem, że są dobrze skrojone i uszyte z naturalnych tkanin dobrej jakości. A to wcale nie jest takie oczywiste.

historia garnituru

Vincenzo Attolini.

W latach sześćdziesiątych XX wieku garnitury stały się bardziej dostępne gdy wprowadzono przemysłowe metody krojenia i szycia, a przede wszystkim gdy czasochłonne i pracochłonne usztywnianie marynarek przy pomocy płótna z włosiem, zastąpiono przyklejaniem fizeliny. Duży wpływ na spadek cen garniturów miało wprowadzenie tkanin z włókien poliestrowych, które królowały w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Zmienił się też wówczas krój garniturów: marynarki stały się bardziej dopasowane i taliowane, a spodnie wąskie w biodrach i udach, za to rozszerzane poniżej kolan (tzw. dzwony).

Bo chociaż ogólna koncepcja klasycznego garnituru pozostawała bez zmian w zasadzie od chwili jego powstania, to różne elementy składowe zmieniały się pod wpływem aktualnej mody, narzucanej przez tzw. dyktatorów mody, którzy od lat pięćdziesiątych aż do końca XX wieku odgrywali kluczową rolę w kształtowaniu masowych gustów. Głównie w modzie damskiej, ale męskiej także. Później tę rolę częściowo przejęły globalne sieci handlowe wypuszczające własne kolekcje i przeznaczające gigantyczne środki na ich promocję i reklamę. Wcześniej – wspomniani dyktatorzy/projektanci – mieli zapewnioną bezpłatną reklamę dzięki ogromnemu zainteresowaniu prasy (głównie magazynów dla kobiet) ich kolekcjami.

Warto zauważyć, że forma garnituru tworzyła się w procesie trwającym dziesiątki lat, w którym następowała naturalna weryfikacja różnych pomysłów; te które miały korzystny wpływ na wygląd mężczyzny – pozostawały na stałe, a te które miały wpływ negatywny – były szybko eliminowane. Dlatego klasyczny garnitur jaki ostatecznie ukształtował się w okresie międzywojennym, miał formę niemal doskonałą. A jeśli tak, to tzw. modne trendy nie mogły już wnieść niczego dobrego, a czasem przynosiły efekty wręcz katastrofalne. W historii garnituru są dwa okresy, które odcisnęły szczególnie negatywne piętno na jego formie. Pierwszy obejmuje ostatnią dekadę XX wieku, a drugi zaczął się około roku 2010/2012 i trwa do dzisiaj.

Lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku zapisały się w pamięci brzydkimi, workowatymi garniturami, które tak bardzo zniekształcały męską sylwetkę, że przypominała średniowiecznego pokutnika obleczonego w worek. W dodatku spora część mężczyzn kupowała garnitury nie tyle na swoją sylwetkę, ile na swoje ego. Czyli o jeden numer za duże 🙂 To w tamtych latach utrwaliło się, że nogawki spodni i rękawy marynarek koniecznie muszą być za długie, który to trend okazał się niezwykle żywotny i trwa do dzisiaj. Do tego błyszczące tkaniny, białe skarpetki i buty z kolorowymi podeszwami.

historia garnituru

Próbka stylu z lat 90-tych XX wieku.

Było oczywiste, że po workowatej modzie końca XX wieku, musi nadejść moda na slim. Ale żeby aż tak? Początek XXI wieku wcale nie wyglądał źle. Powrót do klasyki z wyraźnym wpływem stylu włoskiego, jawił się bardzo atrakcyjnie. Katastrofa nastąpiła na początku drugiej dekady, gdy zapanowało istne szaleństwo zwężania i skracania. Jednak to skracanie nie objęło nogawek i rękawów, które pozostały za długie, za to dolna krawędź marynarek znalazła się niewiele poniżej pasa, a zapinany guzik przeniósł się z talii na mostek. Całość wieńczą klapy o szerokości sznurówek, a kropkę nad “i” stawiają tkaniny: poliester znów rządzi – jak pół wieku wcześniej.

historia garnituru

Garnitury z aktualnej oferty kilku sklepów internetowych.

Ale początek XXI wieku zapisze się w historii garnituru przede wszystkim jako totalny rozjazd pomiędzy garniturami dla masowych klientów, oferowanymi przez duże sieci, a garniturami koneserów stylu, sartorialistów i dandysów. Ich garnitury – najczęściej szyte na miarę – mają klasyczne proporcje, są szyte z naturalnych tkanin, z wielką dbałością o detale. I chociaż spodnie mają przeważnie wąskie nogawki u dołu, to posiadają klasyczne zakładki przy gurcie i zachowują prawidłowy spad. Marynarki są taliowane, ale nie opinają sylwetki, pozostawiając niezbędny luz. Mankiety w spodniach wróciły do łask, ale nie są obowiązkowe; pozostają opcją do wyboru. Jednak tylko w garniturach nieformalnych, bowiem garnitury wieczorowe i smokingi – mankietów mieć nie mogą.

historia garnituru

Moi przyjaciele, których garniturowe stylizacje cenię i podziwiam: Luca, Fabio, Giorgio i Andy.

Pisząc o historii garnituru nie sposób nie wspomnieć o roli kina. Słynni hollywoodzcy amanci zawsze nosili eleganckie garnitury (oraz kapelusze, ale już inna kwestia), a takie postacie jak Humphrey Bogart, Clark Gable, Cary Grant, Gregory Peck, Sean Connery czy Roger Moore były w swoich czasach ikonami stylu. Ale oprócz filmów, w których garnitury pełniły po prostu rolę kostiumów, były też filmy, w których odgrywały one rolę znacznie większą – były niemalże elementami fabuły. I przeszły do historii. Jednym z takich filmów był Amerykański żigolak z roku 1980, w reżyserii Paula Schradera, z Richardem Gere w roli głównej. Garnitury do filmu zaprojektował mało jeszcze wówczas znany projektant Giorgio Armani. Amerykański żigolak miał kluczowe znaczenie dla jego późniejszej, imponującej kariery.

Było oczywiście znacznie więcej takich filmów, a później także seriali i nie sposób ich wszystkich wymienić. Wspomnieć warto jeszcze o serii filmów z Jamesem Bondem, ale o tym piszę dość często, więc nie będę tutaj powtarzał. Ciekawostką – być może nie wszystkim znaną – jest to, że Pierce Brosnan, jeden z odtwórców roli Bonda (w latach 1995 – 2002), wystąpił onegdaj w reklamie garniturów Vistuli.

Czy dziś, u progu trzeciej dekady XXI wieku, gdy w męskiej modzie dominuje luz, swoboda i sportowy charakter, gdy covid zamknął nas w domach na długie miesiące, można powiedzieć, że garnitur to przeżytek? Parafrazując Marka Twaina (The report of my death was an exaggeration) powiem, że jest to wiadomość przesadzona i przedwczesna. Bo równolegle ze wzrostem niechęci do garniturów u sporej części męskiej populacji, rośnie jednocześnie grupa tych, którzy lubią i chcą nosić garnitury i – co najważniejsze – wiedzą jak to robić. A poza tym każdy mężczyzna przynajmniej kilka razy w życiu czuje, że powinien włożyć garnitur. Więc garnitury przetrwają, ale zmieni się sposób ich kupowania. Prawdopodobnie znikną garnitury RTW (ready to wear, czyli gotowe do noszenia) zastąpione przez garnitury MBC (made by computer, czyli garnitury z komputera). Będzie to wyglądało tak, że delikwent wybiera tkaninę i dodatki, po czym wchodzi do kabiny, w której jego sylwetka jest skanowana. Komputer przetwarza dane i wrzuca je do plotera, który kroi tkaninę. Wykrój trafia na warsztat szwaczki (na razie nie wyobrażam sobie całkowitego wyeliminowania człowieka z tego procesu), która łączy ze sobą jego elementy i tak powstaje garnitur, który jest do odbioru po 2-3 dniach.

Równolegle z garniturami MBC będzie istniał świat garniturów bespoke, czyli szytych na miarę przez krawca. Jeszcze 20 lat temu wydawało się, że ten świat ginie, a tradycyjne pracownie krawieckie w Polsce można było policzyć na palcach. Dziś to prężnie działający biznes o wielkim potencjale wzrostowym. A trzeba jeszcze dodać, że granica pomiędzy bespoke a MBC będzie się z czasem zacierać, wskutek mniejszej lub większej ingerencji krawca w proces powstawania garnituru MBC. Zatem rokowania dla garnituru są dobre, bo przecież mężczyzna w poprawnie skrojonym garniturze wygląda dużo lepiej niż ten w stroju każualowym czy sportowym. I nikt przy zdrowych zmysłach nie zechce z tego całkiem zrezygnować.

P.S.

I jeszcze coś z innej beczki. Biorę udział w plebiscycie “21 Osób Flexi na XXI wiek”, który ma promować osoby w wieku 50+ aktywne i kreatywne na różnych polach, mające wpływ na kształtowanie rzeczywistości. Proszę o głosowanie na mnie. Głosowanie jest łatwe; wystarczy wejść na stronę plebiscytu, kliknąć pole przy moim nazwisku, podać swój adres mailowy i potwierdzić. Głosowanie ułatwia fakt, że jestem na początku listy – to korzyść wynikająca z nazwiska zaczynającego się na literę “A” 😉 Głosować można wielokrotnie, ale tylko raz w ciągu dnia.

 

10 komentarzy

  1. PS 26/10/2021
  2. kamerdyner_hrabiego 26/10/2021
    • Jan Adamski 26/10/2021
  3. Kolorowa piłka plażowa roz. nr 5 26/10/2021
    • Jan Adamski 26/10/2021
  4. Chris 26/10/2021
    • Jan Adamski 27/10/2021
  5. Akademia Montemarco 27/10/2021
    • Jan Adamski 27/10/2021
  6. jdas 01/11/2021

Dodaj komentarz