Buty żeglarskie – wygoda i styl
Buty żeglarskie, znane także pod anglojęzycznymi nazwami: boat shoes lub deck shoes, łączą w sobie sportowy charakter i wygodę ze sporą dozą elegancji. Mają bardzo szerokie spektrum zastosowania i są bardzo stylowe. No i mają bardzo ciekawą – stuletnią – historię.
W każdym artykule o butach żeglarskich można przeczytać historię o amerykańskim żeglarzu-amatorze, który wymyślił antypoślizgowe podeszwy butów, dręczony poślizgami w jakie wpadał na mokrych pokładach jachtów. W połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku Paul Sperry – bo o nim właśnie mowa – zauważył, że jego cocker spaniel o imieniu Prince bez problemu biega po tafli zamarzniętego jeziora, nie wpadając przy tym w poślizg. Po przyjrzeniu się opuszkom na jego łapach zauważył, że mają one zygzakowato biegnące spękania – jakby mikro rowki. Wyciął więc nożem podobne rowki w gumowych podeszwach swoich butów i stwierdził, że zabieg ten radykalnie poprawił przyczepność butów do podłoża, szczególnie gładkiego i mokrego. I tak powstały podeszwy butów idealnych dla żeglarzy. Jak przystało na Amerykanina, Sperry postanowił zarobić na swoim odkryciu i założył firmę Sperry Top-Sider, produkującą antypoślizgowe buty dla żaglarzy. Dopisało mu szczęście, gdyż w roku 1939 amerykańska marynarka wojenna (US Navy) zamówiła w jego firmie ogromną partię butów dla swoich marynarzy. Firma Sperry Top-Sider nabrała wiatru w żagle.
Historia ta brzmi bardzo pięknie, wręcz romantycznie, jest jednak jeden mały szkopuł. Otóż antypoślizgowe buty z gumową podeszwą z zygzakowatymi nacięciami, wymyślił i opatentował w roku 1923 (dziesięć lat przed Sperrym), inny Amerykanin: John F. Sipe. Niestety jego pomysł nikogo w owym czasie nie zainteresował. Wprawdzie podejmowano próby jego zastosowania w oponach, ale stwierdzono, że ich przyczepność nie poprawia się dzięki zygzakowatym rowkom (sic!). Tym niemniej proces rowkowania nazwano – od nazwiska Johna – siping, a same rowki: sipes. Jeśli dodam, że sipes tłumaczy się na polski jako lamele, a siping jako lamelowanie, to każdy doceni wagę pomysłu Johna. Wszak dzisiaj trudno sobie wyobrazić opony zimowe – bez lameli.

Nawet jeśli pierwszym, który wpadł na pomysł lameli na podeszwie był John F. Sipe, to jednak Paul Sperry wymyślił inne elementy, które wyróżniają buty żeglarskie i które zdecydowały o ich wyjątkowym sukcesie. A te elementy są tak bardzo charakterystyczne, że buty żeglarskie różnych marek – różnią się od siebie bardzo nieznacznie. Oczywiście mam na myśli klasyczne buty żeglarskie, a nie takie przetworzone przez “modne trendy”, których jest na rynku bardzo dużo. Charakterystyczne elementy klasycznych butów żeglarskich to: podeszwa z białej gumy łączona z cholewką przy pomocy szycia a nie klejenia, cholewka ze skóry (licowej, nubuku lub zamszu) ze skórzaną wyściółką-podszewką, rzemyk okalający stopę, przechodzący przez metalowe oczka, stanowiący równocześnie sznurowadła, doszyty płat skóry przykrywający podbicie. To zewnętrzne szycie łączące boki cholewki z jej górną częścią, jest takie samo jak w mokasynach. Dlatego często się zdarza, że buty żeglarskie bywają mylnie nazywane mokasynami. Spotkałem się nawet z określeniem: “mokasyny żeglarskie” co uważam za równie kuriozalne jak np. “sandały wysokogórskie”.
Każdy z elementów wymienionych w akapicie powyżej i powtórzonych w infografice, ma swoje racjonalne uzasadnienie. O antypoślizgowych lamelach już wspomniałem. A dlaczego podeszwa koniecznie z białej gumy? Żeby nie zostawiała śladów na pokładzie. Po co rzemyk okalający stopę? Żeby jego zaciśnięcie zapobiegło przypadkowemu “zmyciu” butów przez falę przewalającą się przez pokład. Dlaczego skórzane sznurowadła? Żeby nawet zmoczone dawały się łatwo rozwiązać. Dlaczego cholewka i i jej wewnętrzna wyściółka koniecznie skórzane? Żeby częste przemakanie i suszenie butów nie miało dla nich negatywnych skutków.
Jak każdy zapewne zauważył, wszystkie moje dotychczasowe rozważania kręcą się wokół jedynego zastosowania butów żeglarskich – jako butów na łódkę. I rzeczywiście w pierwszym okresie po ich powstaniu, gdy firma Sperry Top-Sider była ich wyłącznym producentem, były to buty na łódkę. Ale każda osoba, która paradowała w takich butach po deptakach nadmorskich miejscowości, wysyłała czytelny sygnał do otoczenia: “jestem właścicielem jachtu zacumowanego w pobliskiej marinie”. Jak łatwo się domyślić, chętnych do wysyłania takich sygnałów, przybywało jak grzybów po deszczu. Oczywiście niezależnie od tego czy byli właścicielami jachtów, czy też nie. A nawet niezależnie od tego czy mieli cokolwiek wspólnego z żeglarstwem, czy też nie. Buty żeglarskie nie mogły też ujść uwadze studentów uczelni Ligi Bluszczowej i dość szybko stały się jednym z wyróżników stylu preppy.
Przełomowym dla popularności butów żeglarskich był rok 1980, kiedy to wydawnictwo Workman Publishing wydało książkę autorstwa Lisy Birnbach: The Official Preppy Handbook. Od chwili publikacji tej książki, wszystko co związane z elitarnym stylem utożsamianym z prestiżowymi amerykańskimi uniwersytetami, stało się obiektem pożądania milionów młodych Amerykanek i Amerykanów.

Dziś buty żeglarskie znajdują się w ofercie większości marek obuwniczych i odzieżowych. Bardzo często są jednak przetworzone zgodnie z aktualnymi “modnymi trendami”, albo według zasady maksymalnego cięcia kosztów. Rzecz jasna nie ma w tym niczego złego, wszak każdy wybiera takie buty jakie mu się podobają lub jakie leżą w zasięgu jego możliwości finansowych. Ja jednak nie mogę się przekonać do butów żeglarskich, których forma odbiega od klasycznego wzorca.

W pierwszym akapicie tego wpisu zaznaczyłem, że buty żeglarskie mają bardzo szerokie spektrum zastosowania. Trzeba jednak pamiętać, że są to letnie buty każualowe i do garniturów raczej się nie nadają. Użyłem słowa “raczej”, bo w niektórych przypadkach można ich użyć nawet do garnituru. Np. do lnianego garnituru w jasnym kolorze, do garnituru z bawełny seersucker itp. Jednak żywiołem butów żeglarskich są letnie, luźne stylizacje z udziałem szortów lub chinosów. Buty należy wtedy zakładać bez skarpet, lub – co najwyżej – z krótkimi skarpetkami nie wystającymi ponad krawędź cholewki – tzw. stópkami. Aczkolwiek noszenie butów żeglarskich ze skarpetkami nie jest zakazane i może mieć zastosowanie w stylizacjach na chłodniejsze dni, z udziałem np. dżinsów, sztruksów lub spodni flanelowych. Gdy jednak mamy na sobie letnie spodnie z cienkiej bawełny lub lnu i buty żeglarskie, to skarpetki będą zgrzytem. A już zupełnym nieporozumieniem będą wtedy, gdy założymy szorty.
Tak się złożyło, że od początku istnienia bloga nigdy nie zaprezentowałem żadnej stylizacji z udziałem butów żeglarskich. Bo też przeważnie pokazuję zestawy z udziałem marynarki i krawata lub muszki i sięgam wtedy zawsze po eleganckie buty garniturowe, które zresztą uwielbiam. Jednak na co dzień – szczególnie latem – zakładam chinosy i koszulę z podwiniętymi rękawami lub koszulkę polo i do tego mokasyny lub właśnie buty żeglarskie. Natomiast nigdy nie noszę szortów 😉 Więc żeby pokazać stylizację z udziałem butów żeglarskich i szortów, poprosiłem o pomoc mojego syna Grzegorza. Poniżej efekt naszej wspólnej sesji zdjęciowej, w której występuje w komplecie cała nasza rodzina. Tyle tylko, że mojej żony Małgorzaty nie widać, gdyż to ona robi zdjęcia 🙂
Grzegorz ma na sobie koszulkę polo Tommy Hilfiger, szorty Hugo Boss, zegarek Fossil i buty żeglarskie Sebago z granatowego nubuku. Ja włożyłem koszulę Wólczanka, lniano-bawełniane spodnie Bytom, zegarek R.U.Braun, okulary The Bespoke Dudes i zamszowe buty Sebago. W skład mojej drugiej stylizacji wchodzą: spodnie Bytom, marynarka Carl Gross, koszula Wólczanka, fular i pasek EM Men’s Accesories, kapelusz Modesto Montecristi, poszetka Poszetka.com, okulary Fielman i buty Sebago – tym razem ze skóry licowej.


















Drogi Janie,
chyba wszyscy czytelnicy Twojego bloga wyjechali na urlop i nie mają dostępu do sieci. Dziękuję za interesujący wpis. Od ponad 30 lat buty żeglarskie są moim podstawowym obuwiem noszonym w mieście w okresie od maja do września. Buty żeglarskie której z wymienionych przez Ciebie marek (Sebago, Sperry, Timberland) oceniasz najwyżej?
Pozdrawiam
To rzeczywiście dość niezwykłe, żeby po tygodniu od publikacji nie było ani jednego komentarza 😉 Ale już od dość dawna ciężar komentowana przeniósł się do Facebooka. Prawdopodobnie tam jest bardziej poręcznie wrzucić komentarz ze smartfonu. To jest zresztą zjawisko o bardziej ogólnym charakterze: ruch na wszelkich stronach internetowych systematycznie maleje a w mediach społecznościowych rośnie. Np. moje posty na TikToku miewają ponad tysiąc komentarzy (sic!) przy zaledwie 5 tysiącach followersów. Na Instagramie komentarzy jest mniej (przy 64 tys. followersów) ale tam z kolei moje konto jest odgórnie i sztucznie ograniczane przez algorytmy (choć nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego).
Nie podejmuję się wskazać, która z wymienionych przeze mnie marek jest lepsza, a która gorsza. Wszystkie są OK (i jeszcze wiele innych nie wymienionych) i na jednych stopach będą lepiej leżały buty Sebago, na innych Sperry a na jeszcze innych Timberland.
Janie, wszystkie prawdziwe buty żeglarskie są mokasynami, na takiej zasadzie jak wszystkie kwadraty są też prostokątami. Po prostu boat shoes to podzbiór mokasynów, czyli b utów szytych “od góry” szwem mokasynowym.
Polecam wpis: Loafersy i mokasyny – dlaczego są nagminnie mylone ze sobą?
Czytałem ten wpis i podtrzymuje to, co napisałem.
Buty żeglarskie, np. Sperry Top-Sider, to SĄ mokasyny.
Powstają dokładnie w ten sposób jak opisujesz tutaj
“Mokasyny powstają w odwrotnej kolejności. Kawałek skóry, który stanowi podeszwę, wywija się do góry tworząc w ten sposób boki cholewki. Do tych boków doszywa się płat skóry na podbiciu, który tworzy górną część cholewki. Szew łączący obie części jest szwem zewnętrznym i jest najbardziej charakterystycznym wyróżnikiem mokasynów. Ale gdy wywinie się do góry skórę podeszwy, żeby utworzyć boki cholewki, to powstaje jej nadmiar. Skórę rozcina się zatem z tyłu, usuwa jej nadmiar, a następnie zszywa w charakterystyczny sposób, typowy dla mokasynów. Takie szycie na zapiętku mają wszystkie mokasyny. Ta nadmiarowa skóra daje o sobie znać także w miejscu łączenia boków cholewki z górnym płatem skóry na podbiciu, gdzie powstają charakterystyczne zmarszczenia.”
Tyle, że potem jeszcze doszywa się Blake’iem tę gumową podeszwę do spodu buta.
Zobacz sobie jak wyglądają przecięte na pół na kanale Rose Anvil.
Buty żeglarskie Sperry to własnie klasyczna konstrukcja mokasynowa.
Uwielbiam Sebago z zamszu. Jak już się ułożą nie mają sobie równych. Bez skarpetek jak tylko pogoda pozwala i nie tylko na łódkę 🙂
Moje materiałowe/denimowe Sebago bardzo brzydko się zestarzały i o dziwo rozkleiły pod piętą. Gdyby ktoś rozważał zakup tego modelu w wariancie inym niż skóra, to nie polecam.