Marynarka Norfolk
Marynarka Norfolk to dziś jeden z najrzadziej spotykanych – ale też najciekawszych – elementów klasycznej męskiej garderoby. Jeśli już się gdzieś pojawi to jest dość powszechnie mylona z kurtką safari, do której jest wprawdzie nieco podobna zewnętrznie, ale całkiem inna jeśli brać pod uwagę przeznaczenie i użyte do szycia tkaniny. Choć z drugiej strony zarówno marynarka Norfolk jak i kurtka safari wywodzą się ze strojów myśliwskich – stąd zresztą to podobieństwo, sprowadzające się do istnienia na froncie obydwu – czterech dużych kieszeni z patkami zapianymi na guziki.

O ile kurtka safari wywodzi się z ubiorów podróżników po tropikach (dlatego jest uszyta z lekkich, przewiewnych tkanin), o tyle marynarka Norfolk wywodzi się ze strojów myśliwskich angielskiej arystokracji i przeważnie jest uszyta z tweedu. Została spopularyzowana w drugiej połowie XIX wieku za sprawą księcia Walii, późniejszego króla Edwarda VII, którego wiejską rezydencją był Sandringham House w Norfolk. O myśliwskim rodowodzie marynarki świadczą przede wszystkim tzw. box pleats, czyli zakładki na plecach, przy wszyciu rękawów. Ich zadaniem było zapewnienie większej swobody ruchów przy składaniu się do strzału. Także liczne i obszerne kieszenie wiążą się z myśliwskim rodowodem: te na piersi powstały głównie z myślą o zapasowych nabojach, te po bokach – z myślą o innych rekwizytach związanych z polowaniami.

Pierwotne marynarki Norfolk miały też zapinany pasek na poziomie talii, który występuje także w niektórych współczesnych modelach, częściej jednak jest zastępowany przez dragon (czyli pasek na plecach), albo wręcz przez ozdobne przeszycie imitujące pasek. Trzeba jednak rozróżnić marynarki Norfolk rzeczywiście używane podczas polowań od tych jedynie stylizowanych na Norfolk ale w rzeczywistości przeznaczonych do codziennego użytkowania. Tych pierwszych w zasadzie nie spotyka się poza Wielką Brytanią, te drugie też należą do rzadkości ale tu i ówdzie się pojawiają jako dandysowski rarytas. Ciekawy jest też fakt, że autentyczne marynarki na polowania, które można kupić w sklepach myśliwskich, mają wielkie, pudełkowe kieszenie boczne natomiast rzadko mają kieszenie piersiowe. Czyżby kwestia zapasowych naboi straciła na aktualności?

W Polsce marynarki Norfolk pojawiają się od czasu do czasu w ofercie Zack Roman i właśnie z butiku tej marki pochodzi marynarka, którą prezentuję poniżej. I jest to nie tylko marynarka ale cały garnitur uszyty z efektownego tweedu Donegal. Garniturowi Norfolk towarzyszą: koszula Tommy Hilfiger, wełniany krawat vintage Munrospun, buty Meka, okulary Persol.








Marynarki piękne, tylko trudno mi sobie wyobrazić ich zastosowanie w garderobie współczesnego polskiego eleganta. Do miasta nadają się średnio, a do aktywności na świeżym powietrzu, w lesie, lepsze są jednak współczesne ubrania sportowe – trekkingowe i myśliwskie. Z pewnością w Wielkiej Brytanii, gdzie nie zanikła jeszcze całkowicie tradycja wiejskiej arystokracji i polowań w wielkim stylu, sprawy mają się inaczej. W Polsce spacerowanie po lesie w takim stroju wzbudziłoby zainteresowanie podobne z przyjściem do biura w żakiecie. 🙂 Oczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy taki strój byłby właściwy i superstylowy (Hubertus, poprawiny po wiejskim weselu itp.) lecz to rzadkie wydarzenia i znajdują wtedy zastosowanie także zwykłe marynarki, które każdy ma w szafie. Nie przeczę jednak, że dla leśnika, czy myśliwego może to być przydatny ubiór do pracy lub od święta.
Panie Janie, dlaczego prawy kołnierz w marynarce Cordings jest wydłużony?
Ja widzę możliwość używania marynarki Norfolk (a także garnituru z marynarką Norfolk w składzie) na co dzień. Np. we wszystkie sytuacje, w których właściwy jest garnitur sztruksowy, doskonale się wpisze garnitur Norfolk. A sama marynarka tam gdzie pasuje zwykła marynarka tweedowa.
Marynarki Norfolk – szczególnie te bliższe myśliwskiemu oryginałowi – są zapinane pod szyją. Wydłużony kołnierz w marynarce Cordings ma dziurkę, zaś po drugiej stronie kołnierza jest przyszyty guzik. Nie widać go na zdjęciu bo jest po wewnętrznej stronie.
Kurtki wojskowych mundurów wyjściowych to „norfolki”…
Akurat mija kurtka/marynarka Safarii, ale z akcentami z Norfolk (chciałem coś nietypowego u krawca), to moja najczęściej używana marynarka. W zasadzie inne niemal ciągle wiszą w szafie. Bardzo fajny wybór jak ktoś ubiera się nieformalnie i bardziej luźno: niby marynarka, ale jakby taka inna. Z resztą myślę o uszyciu właśnie klasycznej Norfolk, szczególnie że można zrobić wersję, która by była zapinana niemal pod szyją, czyli by była bardzo praktyczna i w wietrzne dni.
Może to niesłuszne (skoro kilka osób się ze mną nie zgadza), ale dla mnie wiejsko-myśliwskie konotacje tej marynarki wykluczają jej użycie w mieście – a że okazji do jej założenia w scenerii rustykalnej mam jak na lekarstwo, znajduję ją mało praktyczną w moim przypadku. Co nie zmienia faktu, że uważam za stylową i piękną.
Ja już dawno nie trzymam się tej zasady związanej z pierwotnym zastosowaniem odzieży. W przeciwnym przypadku z domu musiałbym wyrzucić brogsy (i w zasadzie nawet wszystkie obuwie nie będące czarnym), sneakersy, bosmankę, trencz, m-65, wspomnianą marynarkę safari, ale także odzież outdoorową, parkę, czapki itd. I w sumie by pozostało odzież oraz obuwie, którego używam najmniej 🙂
Gdzieś kiedyś wyczytałem, że te klasyczne norfolki używane do polowań są szyte z tkaniny przypominającej w chwycie dywan i są nie do zdarcia 🙂
To prawda. Jest to klasa tweedów thornproof (czasem nazywanych też hunting tweed), ewentualnie tkaniny w stylu Dormeuil Sportex.
Jak zawsze ciekawy wpis, ale miałbym pytanie z nim niezwiązane.
Zamierzam niedługo uszyć marynarkę na miarę i rozważam zastosowanie kozerki paryskiej (parisian lapel, cran parisien, Włosi to nazywają bodajże „paszczą wilka”) – nie jest ona zbyt popularna, chyba nie pojawiła się nigdy na blogu i jestem ciekaw fachowej opinii. Podobno w poziomie formalności plasuje się gdzieś pomiędzy klapami ostrymi a otwartymi. Ponieważ docelowo kremowa marynarka ma się nadawać zarówno do zestawów dziennych i wieczorowych (jako smoking tropikalny po zastosowaniu odpowiednich dodatków), to zastanawiam się, czy nie byłoby to dobre i zarazem oryginalne rozwiązanie. Pozdrawiam!
Klapy paryskie to po prostu klapy ostre tyle tylko, że ich linia lekko się rozchodzi z linią kołnierza (co rzeczywiście nasuwa skojarzenie z paszczą). Jeśli Panu się taki sposób szycia podoba – to czemu nie spróbować? Czy klapy ostre-paryskie należy uważać za mniej formalne od ostrych-standardowych? Jeden rabin powie tak, drugi rabin powie siak. Do marynarki frakowej bym je zdecydowanie odradzał, do smokingowej już mniej zdecydowanie, a do smokingu tropikalnego lub marynarki do palenia – voilà!