Moda i styl: pytania i odpowiedzi vol.30

moda i styl

Od poprzedniej publikacji z cyklu pytań i odpowiedzi minęło już prawie pół roku, zatem zebrało się trochę ciekawych pytań czytelników, które dotyczą spraw na tyle ogólnych, że warto je przedstawić szerszemu gronu. Przypomnę, że na wszelkie pytania, które docierają do mnie w formie komentarzy na blogu, Facebooku i Instagramie, jak również drogą mailową i za pośrednictwem innych komunikatorów, odpowiadam na bieżąco – nie później niż następnego dnia po otrzymaniu pytania. Ale niektóre pytania – wraz z moimi odpowiedziami – zapisuję w dedykowanym folderze by je później opublikować w takim wpisie jak dzisiejszy. Zatem zapraszam do lektury.

Nazywanie smokingu strojem formalnym jest niepoprawne. „Formalny” strój raczej brzmi jako strój służbowy (np. urzędnika – zwłaszcza wyższego), a nie stój na wielką galę. Smoking to jest strój wieczorowy, galowy, a nie „formalny”. Tomasz.

Gdy się twierdzi, że jakieś określenie jest nieoprawne to warto powołać się na słowniki lub piśmiennictwo, bo inaczej można się nadziać na rafę. I tak jest właśnie w przypadku Tomasza. Określenie „strój formalny” jest w języku polskim stosunkowo młode, ale już gruntownie zadomowione i odnotowują je prawie wszystkie słowniki języka polskiego, np. Wielki słownik języka polskiego PAN. Prawdopodobnie weszło do naszego języka w pierwszych dekadach XX wieku jako bezpośrednie tłumaczenie anglojęzycznego: formal attire. Nasza rodzima leksykografia i literatura z zakresu protokołu dyplomatycznego dzielą strój męski na kategorie: (1) strój wieczorowy najbardziej formalny (white tie), (2) strój wieczorowy formalny (black tie), (3) strój wizytowy – nieformalny (ciemny garnitur). Mniej więcej do połowy XX wieku używano nieco innych określeń, mianowicie za strój męski wieczorowy/formalny uchodził frak, zaś smoking był nazywany strojem półformalnym. Ta klasyfikacja została zarzucona ze względu na niemal całkowite wyjście fraka z użycia i obecnie smoking określa się jako strój formalny wieczorowy a jego odpowiednikiem dziennym (czyli strojem formalnym dziennym) jest żakiet. Znacznie wcześniej, to znaczy w wieku XIX (np. słownik Lindego z początku XIX w. i późniejsze słowniki wileńskie), używano innych określeń: „strój galowy”, „ubiór oficjalny” i „ubiór uroczysty” zaś na frak mówiło się: „suknia paradna” (sic!). One z kolei nie są w użyciu obecnie – z wyjątkiem służb mundurowych, gdzie (oficjalnie – w regulaminach umundurowania) obowiązuje określenie: „mundur galowy”, które jednak nie przenosi się do cywila. Warto też wiedzieć, że w wojsku – powyżej „munduru galowego” stoi „mundur wieczorowy”, którego elementem jest… półfrak.

Czy czarne, licowe sztyblety, trzewiki albo botki z zamkniętą przyszwą stanowiłyby akceptowalne obuwie do garnituru wieczorowego zimą? Kacper.

Nie. Według dzisiejszych standardów do wieczorowego garnituru obowiązują czarne wiedenki lub lotniki. Trzeba jednak pamiętać, że wcale nie tak dawno temu trzewiki były obowiązującym obuwiem do surduta i żakietu, a i do fraka były specjalne buty z podwyższoną cholewką. Zatem zwolennicy zasady, że wszystko co w męskim ubiorze było właściwe kiedyś, jest też właściwe dzisiaj, prawdopodobnie nie zgodzą się z moją opinią.

Szanowny Panie, czytam Pańskiego bloga regularnie i chciałbym podziękować za Pańską pracę. Jednocześnie piszę do Pana z prośbą o pomoc/poradę w kwestii mankietów francuskich. Otóż temat dotyczy zbyt dużej szerokości – co jak zauważyłem po wpisach na Pańskim blogu, nie jest to dla Pana kwestią obcą. Czy zna Pan może jakieś miejsce, gdzie można zakupić koszulę z mankietami francuskimi, której producent wziął pod uwagę trend węższych rękawów marynarki? Niestety moje dotychczasowe poszukiwania nie przyniosły żadnego pozytywnego rezultatu, a szycie miarowe wykracza poza moje finansowe możliwości. Z wyrazami szacunku, Maciej.

Niestety jeśli chodzi o mankiety francuskie to wszyscy producenci koszul szyją je według tych samych standardów i nie chcą słyszeć o żadnych zmianach. Wiem, bo próbowałem to zmienić w koszulach mojej kolekcji w eGARNITUR i napotkałem na zdecydowany opór. W efekcie nie ma koszul w mojej kolekcji 😉
Sposób jaki mogę Panu polecić to wymiana mankietów w zakupionej koszuli. To oczywiście dodatkowy koszt ale zdecydowanie mniejszy niż w przypadku szycia na miarę całej koszuli. Na pewno wymianę mankietów można zrobić w tiestore.pl ale w zasadzie każda dobra krawcowa specjalizująca się poprawkach krawieckich, może to zrobić.

Witaj, Janie! A cóż to? Czarne buty do beżowych spodni? Czyżby beż nie podpadał pod brąz? I mógł być łączony z czarnym obuwiem? Nie krytykuję Twoich stylizacji, bo wyglądają znakomicie jak zawsze, ale po prostu się dziwię połączeniu czerń + beż (czyli prawie brąz). Pozdrawiam, Piotr.
Przepraszam za pomyłkę: chodzi mi o czarne buty do beżowego płaszcza.
moda i styl

Zgadza się: brąz/beż i czerń nie pasują do siebie i takich połączeń należy unikać bo wyglądają obiektywnie źle. Pozostaje pytanie co to znaczy: połączenie? Czy np. brązowy krawat trzeba wykluczyć gdy nosi się czarne buty? I na to nie ma już prostej odpowiedzi – trzeba po prostu zdać się na wyczucie. Dodatkową niepewność wprowadza okrycie wierzchnie, które jest trochę jak zewnętrzna ingerencja w stylizację. Oczywiście reguły doboru kolorów (o czym pisałem we wpisie Dobieranie i łączenie kolorów) pozostają w mocy ale trzeba też większą wagę przykładać do ogólnego wrażenia.
W tym konkretnym przypadku połączenie grafitowych spodni z beżowym trenczem nie budzi żadnych wątpliwości, ale gdyby spodnie były czarne to już mogłoby to źle wyglądać (choć i tak – moim zdaniem – byłoby akceptowalne ze względu na ową wspomnianą „osobność” garnituru i płaszcza). Z kolei zastosowanie brązowych butów do grafitowych spodni byłoby już dużą wpadką. Oczywiście omyłkowo wspomniane przez Ciebie połączenie czarnych butów z beżowymi spodniami też wyglądałoby fatalnie. Jednym słowem liczy się ogólne (subiektywne) wrażenie a zasady łączenia kolorów mają w tym pomagać a nie przeszkadzać. Warto też dodać, że bardzo ścisłe trzymanie się tych zasad jest po prostu bezpieczne dla kogoś kto nie ma pełnego zaufania do swojego wyczucia; trzymając się ich – na pewno nie popełni błędu. Gdybym założył szary lub czarny płaszcz byłoby bardzo poprawnie. Tyle tylko, że trochę nudno.
Gdy zamieszczałem we wpisie zdjęcie, o którym dyskutujemy to miałem świadomość, że ktoś może sobie zadać pytanie jakie Ty sobie zadałeś. Dlatego napisałem kilka słów wyjaśnienia i miałem nadzieję, że one rozwieją wszelkie wątpliwości. Najwyraźniej nie rozwiały co ma tę dobrą stronę, że sprowokowały dyskusję, a ta zawsze jest pożyteczna. Tym niemniej przytoczę też owo wyjaśnienie z wpisu: to jest – jak na moje zwyczaje – bardzo nietypowa sytuacja, bowiem czarne buty zakładam wyłącznie do garniturów wieczorowych, a tu niespodziewanie prezentuję je w ciągu dnia i to przy słonecznej pogodzie, w dodatku w zestawie z beżowym trenczem. Nie jest to oczywiście żaden błąd tym niemniej czuję się w obowiązku wyjaśnić, że zdjęcie zostało zrobione przy okazji, gdy szedłem wraz z żoną na miejsce sesji zdjęciowej, podczas której miałem zaprezentować garnitur w kolorze grafitowym. Stylizacja miała z założenia charakter wieczorowy a sesja zdjęciowa miała miejsce w pomieszczeniu zamkniętym, przy sztucznym oświetleniu. A ponieważ dzień był chłodny, trzeba było założyć płaszcz, który później oczywiście zdjąłem i w sesji nie brał on już udziału. A po drodze powstało to jedno zdjęcie.

Panie Janie, próbowałem znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytania na Pana blogu czy w innych miejscach w Internecie, ale nie znalazłem żadnej satysfakcjonującej. Zapytam więc tą drogą bo sprawa – choć wydaje się drobna – bardzo mnie intryguje. Mianowicie, jak to jest z kieszeniami marynarki tzn. czy bardziej formalnie jest gdy są one na wierzchu, czy schowane do środka? Jaka jest też ogólna zasada – chować/nie chować np. na okazję ślubu i wesela? Przy z okazji pozwolę sobie również na kolejne pytanie. Jak po upływie lat zapatruje się Pan na obuwie brązowe na okazje o podwyższonej formalności jak właśnie śluby i wesela? W Pana wpisach dominował raczej głos, aby postawić na wyłącznie czarne obuwie, ale w niektórych komentarzach sam Pan zaznaczył, że pogląd ten nieco ewoluował. Ciekawi mnie to zarówno z perspektywy pana młodego jak i gościa? W tym samym kontekście (Pan młody/gość) zastanawia mnie również postawienie na derby aniżeli na oksfordy. Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam, Paweł.

Rozumiem, że chodziło Panu o patki na kieszeniach ciętych a nie o kieszenie jako takie: cięte lub nakładane (czyli „na wierzchu”). Bo wiadomo powszechnie, że kieszenie nakładane są dużo mniej formalne od ciętych a i wśród ciętych też jest gradacja formalności: skośne są mniej formalne od prostych a proste z dodaną biletówką są mniej formalne od prostych bez biletówki.
Natomiast jeśli chodzi o patki na kieszeniach to trzeba zacząć od tego, że są one niedopuszczalne w smokingu. Niejako z rozpędu przyjęło się, że garnitur wieczorowy nabiera większej wagi i formalności jeśli patki wsunie się do wnętrza kieszeni. Ale to nie jest żaden wymóg i można tak robić a można też pozostawić patki na wierzchu kieszeni marynarki garnituru wieczorowego. Ja sam raczej nie chowam patek do wnętrza kieszeni ale mam przyjaciela, który przeważnie to robi – także w garniturach dziennych a nawet letnich-lnianych. Można to sprawdzić na jego koncie instagramowym franz_1955.
Nic się nie zmieniło w kwestii zasady, że do garnituru wieczorowego obowiązują tylko i wyłącznie buty czarne. Najlepiej wiedenki lub lotniki, ale angielki też uznałbym za dopuszczalne w kontekście postępującej każualizacji. Mniej formalne modele – np. monki czy loafersy – do garnituru wieczorowego się nie nadają. Tym niemniej sztywna etykieta już od kilkudziesięciu lat ulega stopniowemu rozluźnianiu, a nie ma czegoś takiego jak kodeks ubioru, który by bezwzględnie obowiązywał. Np. czarne loafersy, które uznałem za niedopuszczalne do garnituru wieczorowego, w USA są często używane w takim kontekście. W dzisiejszych czasach wytyczne co do obowiązujących zasad ubioru pochodzą z niezliczonej liczby źródeł i są dość płynne (nad czym boleję). Można się natknąć na najróżniejsze opinie – często sprzeczne ze sobą. Także obserwacja ubiorów osób uchodzących za ikony klasycznej elegancji może nierzadko zmylić. O ile król Karol III pozostaje niezachwianym wzorcem o tyle przyszły król Zjednoczonego Królestwa – książę Wilhelm (nazywany u nas Williamem wbrew zasadom języka polskiego) – potrafi czasami zadziwić sporą dawką nonszalancji wobec kanonów.
A na pytanie czy wypada iść na wesele w brązowych butach odpowiem nie wprost: ja bym tego w żadnym wypadku nie zrobił. Ale z drugiej strony – idąc na wesele nie założyłbym np. beżowego garnituru, co dziś robi zaróno wielu panów młodych jak i gości weselnych. No a jeśli beżowy garnitur, to przecież nie czarne buty do niego, tylko brązowe.

Panie Janie, czy facetowi w wieku podeszłym (65+) bardziej jest do twarzy z wąsami czy może bez? Michał.

To nie jest kwestia estetyki tylko kwestia mody. Jeśli ktoś bezrefleksyjnie ulega modzie to podświadomie przyjmuje, że estetyka i moda są tożsame. A nie są. Dziś wąsy są bardzo modne pod warunkiem, że towarzyszy im broda. Jeśli brody nie ma – to same wąsy są niemodne. Czyż to nie jest podejście co najmniej dziwaczne? Ale moda jak to moda – nie takie dziwaczności proponowała. Ale że ktoś to przyjmuje jako obowiązujący standard estetyki i sam mu ulega – to jednak mnie dziwi. Warto zauważyć, że kiedyś było odwrotnie – mężczyzna bez wąsów nie był mężczyzną w pełnym tego słowa znaczeniu (stąd pogardliwe określenie: „gołowąs”). Za jakiś czas moda znów się zmieni ale w jakim kierunku? Nie wiadomo. Ja obstawiam szał bokobrodów. A moja recepta to nie ulegać modom tylko mieć własny styl. I nie przejmować się uszczypliwymi uwagami tych co zawsze wiedzą lepiej i na wszystkim się znają. Co zresztą nie dotyczy tylko wąsów, bród, bokobrodów itp. ale wszelkich innych rzeczy. Np. sugeruję nie nosić modnych dziś kusych garniturków z krótkimi marynarkami i biodrówkami-rurkami, lecz zwyczajne garnitury o klasycznych proporcjach.

Panie Janie, często wspomina Pan o tzw. „spadzie spodni” jako o pożądanym efekcie nogawek spodni. I tu pojawia mi się zgrzyt: w kolekcji garniturów firmy Bonus MG, sygnowanej Pana nazwiskiem, próżno szukać spadu nogawek. Zakupiłem 2 garnitury (podobnie jak mój brat) i obaj stwierdzamy ze nogawki (po całości) są dosyć wąskie. Od razy uprzedzę ze nie mam masywnych nóg. Mógłby Pan wyjaśnić jak to możliwe, że promuje Pan jedno w social mediach, a niejako „sprzedaje” zgoła coś innego? Doprecyzowując chodzi mi o kolekcję „Jan Adamski”, nie czepiam się pozostałego asortymentu, który faktycznie może sobie podążać za współczesnymi slim trendami. Pozdrawiam, Michał.

Nie mogę się zgodzić z twierdzeniem, że spodnie w mojej kolekcji nie mają spadu. Bo przecież po to jest możliwość zamiany spodni żeby każdy wybrał takie jakie mu odpowiadają. Prawdopodobnie popełnił Pan jeden z dwóch błędów w doborze spodni (a może oba). To znaczy albo wybrał Pan spodnie w tym samym dokładnie rozmiarze co marynarka nie zważając na ich szerokość w udach i łydkach, albo wybrał Pan spodnie na podstawie ich szerokości w pasie, znów nie zważając na ich obszerność w udach i łydkach. Przy wielu okazjach przypominam o tym, że dobierając spodnie należy się kierować głównie ich obszernością – a co za tym idzie wygodą – a pozostałe parametry (szerokość w pasie, długość) ewentualnie korygować w drodze poprawek krawieckich. Jeśli kupuje się w sklepie internetowym eGARNITUR to warto wcześniej poradzić się obsługi (można np. podać obwód łydki i/lub uda i prosić o dobranie odpowiednich spodni). Jeśli kupuje się w sklepie stacjonarnym to warto przymierzyć spodnie w różnych rozmiarach żeby się zorientować w różnicach między nimi i – broń Boże – nie kupować takich, które nie mają spadu. A jeśli się już takie wybrało to mieć pretensje wyłącznie do siebie.
Dość obszernie omawiałem ten temat we wpisie: Kupowanie spodni. Na co zwracać uwagę. Polecam też wpisy: Spodnie z wysokim stanem w mojej kolekcji? oraz: Jak nosić spodnie garniturowe.

Czy w marynarce ze zdjęcia rękawy są wszyte metodą koszulową? Jaką rolę pełni ten dodatkowy szew? Nie jest to chyba standard w takim wykończeniu rękawa? Pozdrawiam, Bartosz.

moda i styl

Tak, to jest wszycie koszulowe. A oprócz tego mamy tu jeszcze stębnowanie (nie tylko na wszyciu rękawa ale także na klapach i kołnierzu), które – od kiedy wprowadzono maszyny do stębnowania – jest moim zdaniem wykorzystywane w nadmiarze, czego przykładem jest dołączone zdjęcie. Uważam, że stębnowanie (niegdyś występujące wyłącznie w marynarkach/garniturach bespoke) ma sens jeśli jest po pierwsze stosowane z umiarem, a po drugie jest wykonywane ręcznie. Doskonale można to zresztą porównać bazując na zdjęciu, które załączyłeś (stębnowanie maszynowe) i na zbliżeniu wszycia rękawa jednej z moich marynarek bespoke (stębnowanie ręczne – patrz poniżej). Nawet laik dostrzeże różnicę.
moda i styl

Panie Janie, czy aksamitna marynarka smokingowa w kolorze granatowym to dobry pomysł na ślub? Pozdrawiam, Paweł.

Nie! To zdecydowanie zły pomysł z dwóch powodów. Marynarka do palenia (czyli smoking jacket) mieści się wprawdzie w dreskodzie „black tie”, ale ma charakter frywolny a nie oficjalny. Nadaje się na imprezy stricte rozrywkowe i zabawowe, a nie na formalne. No i (to drugi powód) jest strojem wyłącznie wieczorowym – zastosowana w ciągu dnia jest po prostu obciachowa. Zatem ogólnie smoking nie nadaje się na ślub, który zwykle odbywa się w ciągu dnia. Warto tu przypomnieć że ślubnym strojem formalnym (jeśli ktoś się na taki chce zdecydować) jest żakiet a nie smoking.
Dziś mało kto o tym pamięta (w nomenklaturze sieciowych marek odzieżowych pojawiło się nawet pojęcie „tradycyjny smoking ślubny”, które jest wewnętrznie sprzeczne) ale kariera smokingu jako stroju ślubnego zaczęła się od premiery „Ojca chrzestnego” w roku 1972. Tyle tylko, że reżyser – Francis Ford Coppola – ubierając w smokingi gości na weselu córki Vita Corleone chciał pokazać, że mimo iż aspirują oni do elity, to jednak słoma im z butów wystaje i nie potrafią dostrzec oczywistego faktu, że smoking – choć skądinąd bardzo elegancki ubiór – nie jest właściwy na ślub. Większość widzów nie dostrzegła ironii w tej scenie i przyjęła ją za wyznacznik elegancji. Trwa to do dziś a nawet coraz bardziej się utrwala.

Dzień dobry, mam nurtujące mnie pytanie. Chodzi o dwu i więcej krotne różnice w cenie garniturów między różnymi markami, które oferują produkty podobnej – wydawałoby się – jakości. Skąd u nich ceny rzędu 4 i więcej tys. zł za garnitury wykonane z podobnych materiałów i w podobnych fasonach, jak garnitury za 1,5 – 2 tys. zł innych marek? Tak pytam z czystej ciekawości w czym sęk. Arkadiusz.

Różnice w cenach odzieży różnych marek wynikają z wielu powodów ale podstawowym powodem jest wysokość marży. Obecnie dość powszechnie stosuje się politykę wysokich (lub bardzo wysokich) marż bowiem panuje przekonanie, że odzież sprzedaje się głównie w promocjach. Czyli trzeba zastosować taką marżę żeby po promocyjnym obniżeniu ceny garnituru np. o 30% czy 50%, marża nadal pozostawała akceptowalna. Na wysokość marży mają też wpływ koszty ogólne firmy. Jeśli firma nie dysponuje odpowiednim kapitałem własnym i bazuje na kredycie, jeśli nie ma własnych nieruchomości i wynajmuje lokale na sklepy (często w drogich centrach handlowych), magazyny i biura, jeśli ma długi okres rotacji towaru i małe przychody, to musi stosować wysokie marże żeby na to wszystko zarobić.

Dzień dobry, jakie ma Pan zdanie na temat noszenia rozpiętego lub zapiętego trencza z paskiem zaplecionym z tyłu (lub swobodnie zwisającym po bokach)? Paweł.

Paradowanie w rozpiętym trenczu uważam za tyleż nieeleganckie co nieestetyczne. Wszelkie dwurzędowe składniki ubioru (płaszcze, marynarki, a nawet kardigany) mają poły zachodzące na siebie i one wyglądają dobrze tylko wtedy gdy rzeczywiście na siebie zachodzą, czyli gdy są zapięte. Drugi aspekt sprawy jest taki, że im wyraźniejszy jest wojskowy rodowód jakiegoś składnika ubioru, tym większą wagę należy przykładać do jego zapinania. W przypadku trencza ten aspekt odgrywa ważną rolę.
Jeśli chodzi o noszenie zapiętego trencza bez paska (lub z paskiem związanym z tyłu) to jest to po prostu noszenie trencza niekompletnego. Nie ma przymusu żeby płaszcz był całkowicie zgodny z pierwowzorem, może być w różny sposób przetworzony. Ja uważam zgodność z klasycznym pierwowzorem za wartość i odczuwam wtedy dodatkową satysfakcję. Ale nie każdy musi mieć takie podejście.

Czy dyplomatka w kolorze midnight blue nadawałaby się (jako alternatywa dla czarnej) na okrycie wierzchnie noszone na smokingu w tym kolorze albo na smokingu tropikalnym ze spodniami midnight blue? Pozdrawiam, Kacper.

Tak, granatowa dyplomatka z powodzeniem może pełnić rolę okrycia wierzchniego do smokingu; zarówno granatowego jak i czarnego. Jeśli chodzi o smoking tropikalny to dwie uwagi: po pierwsze spodnie mogą być tylko czarne (granatowe są wykluczone), a po drugie dywagacje na temat okrycia wierzchniego nie mają sensu bo smoking taki nosi się albo w tropikach, albo – w strefie umiarkowanej – wyłącznie latem. Z oczywistych względów nie nosi się wtedy okrycia wierzchniego.

Szanowny Panie Janie, bardzo podobają mi się brązowe garnitury, jednak mam problem z doborem kamizelki w zestawach hybrydowych. Czy znalazł Pan może już odpowiedź na tę zagadkę — jakie kamizelki pasują do garniturów w kolorze brązowym? Pozdrawiam, Mateusz.

Kolorystycznie brąz najlepiej współgra z granatem co dotyczy także jasnych odcieni: beż/niebieski. Dobierając kamizelkę, która nie jest jednolita lecz wielokolorowa (np. w kratę) można też posłużyć się zasadą powtórzenia kolorów o czym więcej można przeczytać we wpisie: Dobieranie i łączenie kolorów.

Co myśli Pan o spinkach do krawata. Czy nadają się one na studniówkę? Pozdrawiam, Adam.

Spinki do krawata przechodzą na zmianę okresy popularności i braku zainteresowania. Obecnie mamy chyba do czynienia z tym drugim okresem, tym niemniej można taki dodatek stosować jeśli ktoś ma ochotę. Na studniówce jak najbardziej można się pokazać ze spinką. Przypina się ją mniej więcej na wysokości 1/3 długości krawata licząc od góry. Czasami można się spotkać z twierdzeniem, że spinka ma zabezpieczać krawat przed wpadaniem do zupy, w związku z czym należy ją przypinać u dołu krawata. Ale spinka w tym miejscu wygląda fatalnie i lepiej z niej zrezygnować niż ją nosić tak nisko.

Dzień dobry Panie Janie, czy mógłby Pan podzielić się swoimi top5 ulubionymi markami skarpet garniturowych? I co się najlepiej sprawdza 100% bawełna czy z lekkimi domieszkami? Pozdrawiam, Mateusz.

Nie jestem przywiązany do żadnej marki w kwestii skarpetek do garnituru. Zresztą nie noszę typowych dandysowskich skarpetek, czyli jedwabnych podkolanówek. Natomiast wielką wagę do skarpetek (a także do obuwia) przywiązuje mój znajomy Luigi i może Pan sprawdzić na jego koncie instagramowym w jakie marki celuje. To na pewno będą topowe skarpetki. Mnie w zupełności zadowalają skarpetki z naszych sieciówek: bawełniane z małą domieszką elastanu.

Panie Janie, krawat zawsze wiążę w podwójny windsor. Mam tylko problem z trafieniem odpowiedniej długości. Czy jest jakaś zasada, jak zacząć wiązać węzeł, by końcówka nie sięgała rozporka, ani by nie kończył się na brzuchu? Pozdrawiam, Igor.

Gdy się wiąże któryś kolejny raz to na ogół ma się już wyczucie jeśli chodzi o długość docelową. Tym niemniej i mnie się czasami zdarza rozwiązywać węzeł i robić drugie podejście.
Są tacy, którzy wszywają sterczącą nitkę w miejscu gdzie należy zaczynać węzeł (która to nitka później niknie we wnętrzu węzła). Mnie się to wprawdzie wydaje przesadą ale jeśli problem z długością pojawia się często to warto spróbować tego sposobu.

Mam pytanie czy kamizelka smokingowa (lub pas hiszpański) jest absolutną koniecznością? Czy brak tych elementów to faux pas? Zauważyłem, że duża część producentów dzisiaj zbliża smoking do zwykłego garnituru, pomijając całkowicie oba te elementy garderoby. Pozdrawiam serdecznie, Michał.

Gdy nie ma kamizelki ani pasa smokingowego to ubiór po prostu nie jest smokingiem. Ale na tym polega moda: klienci chcą czegoś co na pierwszy rzut oka jest podobne do smokingu ale nie ma elementów, które ich irytują (podaję w kolejności od najbardziej irytujących): (1) lampasów, (2) pasa smokingowego, (3) wiązanej muszki, (4) wysokiego stanu i zakładek w spodniach, (5) braku szliców, (6) jednego guzika w marynarce zamiast dwóch, (7) braku patek na kieszeniach, (8) marynarki dłuższej niż przeciętna. I producenci takie produkty im podsuwają. Nieliczni nazywają je eufemistycznie „garniturami smokingowymi”, ale większość bezczelnie twierdzi, że są to smokingi.

Dzień dobry Panie Janie. Czy w męskiej garderobie jest miejsce na sweter bez rękawów, coś w rodzaju kamizelki. Wydaje się ta część garderoby dość praktyczna pod marynarkę do koszuli w chłodniejsze dni. Mój ojciec tak się ubierał i oczywiście do tego krawat był nieodłączną częścią ubioru. Pozdrawiam, Arek.

Bezrękawnik zamiast kamizelki to bardzo dobre rozwiązanie. Wprawdzie umiarkowanie pasuje do garniturów ale jest idealne do blezerów, szczególnie tweedowych.

moda i styl

Mam do Pana pytanie dotyczące doboru krawata do koszuli. Czy prawdą jest, że w przypadku garnituru powinno się unikać łączenia koszuli w paski z krawatem w pasy? Pozdrawiam, Patryk.

Generalnie tak. Powinno się unikać takich połączeń bo może powstać wzorniczy chaos. Ale „powinno się” nie znaczy, że koniecznie trzeba. Bo jeśli gęstość i/lub intensywność pasków na koszuli i krawacie będą się od siebie znacznie różnić (patrz zdjęcie powyżej), to takie zestawienie może być całkiem udane. Niestety nie da się określić ścisłych kryteriów co znaczy, że ocena może być tylko subiektywna. Trzeba zdać się na wyczucie i zdecydować czy krawat i koszula tworzą dobry duet czy nie. A jeśli ktoś nie ma zaufania do swojego wyczucia to albo może poprosić o opinię kobietę (statystycznie kobiety mają lepsze od mężczyzn wyczucie kolorów i wzorów), albo zrezygnować z połączeń: paski z paskami.

Jedna zasada jest mi solą w oku: pozostawianie odpiętego dolnego guzika w marynarce dwurzędowej. O ile w jednorzędowej jest to oczywiste ze względów estetycznych i praktycznych, to nie widzę takiego uzasadnienia w marynarkach dwurzędowych. W mojej ocenie wygląda to tak, jakby ktoś zapomniał zapiąć. Co sądzisz o tym, Janie? Pozdrawiam, Paweł.

Można zapinać dolny guzik w marynarce dwurzędowej ale rzeczywiście robi tak chyba mniejszość noszących takie marynarki. Ja sam czasami zapinam (rzadziej) a czasami pozostawiam odpięty (częściej). I to jest raczej odruchowe chociaż jest pewne racjonalne uzasadnienie. Otóż gdy dolny guzik jest zapięty to należy go rozpiąć przy siadaniu a później pamiętać o ponownym zapięciu. Z drugiej strony tak właśnie jest w przypadku górnego guzika marynarki jednorzędowej i nikomu to nie przeszkadza. W każdym razie to jest kwestia zwyczaju a nie zasady (analogicznie jak w kamizelce jednorzędowej), w przeciwieństwie do marynarki jednorzędowej, w której dolnego guzika nie zapina się z zasady. Ale tu z kolei jest wyjątek jakim jest marynarka do jazdy konnej zwana „marynarką padok”. Ma dwa guziki i obowiązkowo obydwa powinny być zapięte.

Dobry wieczór Panie Janie. Z jakim nakryciem głowy stylizować kurtki Barbour? Np. oliwkową Beaufort lub granatową motocyklową z paskiem. Z góry dziękuję. Pozdrowienia z jesiennego Żnina.

Tylko kapelusz wydaje mi się zbyt formalny. Natomiast od kaszkietu w dół w hierarchii formalności – wszystkie nakrycia głowy są właściwe. Ja bym stawiał na dokerkę lub zwykłą włóczkową czapkę, ale jakaś futrzana uszanka lub skórzana pilotka mogłyby też nieźle wyglądać.

Zamierzam niedługo uszyć marynarkę na miarę i rozważam zastosowanie kozerki paryskiej (parisian lapel, cran parisien, Włosi to nazywają bodajże „paszczą wilka”). Nie jest ona zbyt popularna, chyba nie pojawiła się nigdy na blogu i jestem ciekaw fachowej opinii. Podobno w poziomie formalności plasuje się gdzieś pomiędzy klapami ostrymi a otwartymi. Ponieważ docelowo kremowa marynarka ma się nadawać zarówno do zestawów dziennych jak i wieczorowych (jako smoking tropikalny po zastosowaniu odpowiednich dodatków), to zastanawiam się, czy nie byłoby to dobre i zarazem oryginalne rozwiązanie. Pozdrawiam!

Klapy paryskie to po prostu klapy ostre tyle tylko, że ich linia lekko się rozchodzi z linią kołnierza (co rzeczywiście nasuwa skojarzenie z paszczą). Jeśli Panu się taki sposób szycia podoba – to czemu nie spróbować? Czy klapy ostre-paryskie należy uważać za mniej formalne od ostrych-standardowych? Jeden rabin powie tak, drugi rabin powie siak. Do marynarki frakowej bym je zdecydowanie odradzał, do smokingowej już mniej zdecydowanie, a do smokingu tropikalnego lub marynarki do palenia – voilà!

moda i styl

Czy kwiatek w butonierce nie zabrudzi czasem swoją posoką jasnego materiału marynarki? Zdaję sobie, oczywiście, sprawę, że kwiatek to bardzo tradycyjny i piękny detal. I to właśnie żywy! (choć w sumie to już „umierający”, bo przecież zerwany). Ale jeśli żywy, to i trochę wilgotny…? Pół biedy przy jakimś wzorzystym, luźnym splocie tkaniny, pół biedy nawet gdy barwa materiału jest po prostu ciemna albo ziemista… Ale gładki błękit lub beż niestety pięknie wyeksponuje wszelkie plamki i zazielenienia… a łodyżka może przecież spłatać figla? Nie jest to, rzecz jasna, najwyższej wagi problem, ale jakoś mnie to zaciekawiło. Nie mają ludzie problemu z brudzącymi łodyżkami w butonierce? Jakub.

Łodyżki kwiatków nie wydzielają brudzących płynów jeśli się je osuszy papierowym ręcznikiem przed włożeniem do butonierki. Nie zdarzyło mi się nigdy żeby pozostały jakieś ślady po kwiatku. Tym niemniej jest jeszcze możliwość dodatkowego zabezpieczenia, a przy okazji dostarczenia wilgoci kwiatkowi. Szczegóły we wpisie: Kwiatek w butonierce.

Udostępnij wpis

Podobne wpisy

5 1 głos
Ocena arykułu
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze