Blog o klasycznej męskiej elegancji, modzie i stylu
Śpieszmy się kochać krawaty, tak szybko odchodzą
Dobrze zawiązany krawat to pierwszy poważny krok w życiu. Te słowa to cytat ze sztuki Oscara Wilde’a „Kobieta bez znaczenia” (ang. A Woman of No Importance), wystawionej po raz pierwszy w londyńskim Theatre Royal Haymarket, w roku 1893. Choć trzeba brać poprawkę na szczególne zamiłowanie autora sztuki do elegancji – Oscar Wilde jest uważany za jednego z najważniejszych dandysów w historii mody męskiej – to jednak stwierdzenie dobrze oddaje ducha tamtych czasów: żeby coś znaczyć – trzeba było elegancko się ubierać. A krawat był symbolem owej elegancji; swoistą kropką nad „i”.
Podobny w duchu jest cytat z powieści Gail Carriger „Bezgrzeszna” (ang. Blameless): Odwieczne pytanie: kto przechodzi większe katusze, człowiek w kiepsko zawiązanym krawacie czy ludzie skazani na jego widok? Tyle tylko, że sztukę Wilde’a i powieść Carriger (wydaną po raz pierwszy w roku 2010) dzieli 117 lat! Czy w tym czasie nic się nie zmieniło w podejściu do męskich krawatów? Oczywiście zmieniło się bardzo wiele! A poza tym zawsze istnieli też przeciwnicy krawatów, którzy postrzegali je jako pewną formę zniewolenia, lub przynajmniej – bezmyślnego poddania się konwenansom. Np. w filmie Herberta Rossa „Tajemnica mojego sukcesu” (1987) pada takie stwierdzenie: Coś się dzieje z mężczyzną, kiedy zakłada krawat. Odcina dopływ krwi do jego mózgu. W polskiej popkulturze najbardziej znane powiedzenie na temat krawatów padło w filmie Stanisława Barei „Miś” (1980): Klient w krawacie jest mniej awanturujący się. Ale nie wiadomo czy chodzi o to, że krawaty noszą zwykle mężczyźni o spokojnym usposobieniu, czy może założenie krawata przemienia mężczyznę z krwiożerczego macho w łagodnego baranka.
W tytule tego wpisu posłużyłem się parafrazą pierwszego wersu wiersza księdza Jana Twardowskiego „Śpieszmy się”, żeby wyeksponować to co wszyscy obserwujemy w ostatnich latach – stopniowe zanikanie krawatów. Gdy kilkanaście lat temu pracowałem w spółce należącej do najbogatszego Polaka, jej ówczesny prezes (dziś właściciel znanego klubu piłkarskiego) zwykł był przychodzić do pracy w eleganckim garniturze i białej koszuli, ale bez krawata. W owym czasie było to jeszcze zachowanie z gatunku ekstrawaganckich, bowiem zwyczajowy kod ubraniowy menedżerów na wysokich stanowiskach, był bardzo formalny. Z czasem zaczął ulegać rozluźnieniu a przełomem, który wszystko zmienił była pandemia Covid 19.
Jednak zanim doszło do pandemii, krawaty już zaczęły stawać się coraz rzadsze. Nie stało się to oczywiście z dnia na dzień, ale moim zdaniem da się wyznaczyć swoistą cezurę. Za taką uważam moment, gdy znani blogerzy modowi, odwołujący się do klasycznej męskiej elegancji, zaczęli się pokazywać bez krawatów. To zresztą nie było zerwanie z krawatami w stu procentach, ale tak mniej więcej w osiemdziesięciu 😉 Otwarte pozostaje pytanie na ile nigdy nie lubili krawatów i w dogodnej chwili postanowili się od nich uwolnić, a na ile krawaty – owszem – lubili i lubią, ale ich nie zakładają bo dziś jest to passé. Rzecz jasna zupełnie bez znaczenia jest, która opcja wchodzi w grę, ale rzecz jest ciekawa. Warto też zwrócić uwagę na ubiory uczestników Pitti Uomo. Kilkanaście lat temu, przytłaczająca ich większość nosiła krawaty – dziś proporcje się odwróciły.

Zanim jednak definitywnie pożegnamy krawaty, warto sobie przypomnieć jakie były początki. Dość powszechnie przyjmuje się, ze krawat wymyślili Chorwaci, co jednak nie w pełni odpowiada prawdzie. Jednak trudno zaprzeczyć, że francuska nazwa cravate wywodzi się od słowa Croate, czyli Chorwat, zaś szeroka popularyzacja krawatów zaczęła się w roku 1660 kiedy to król Francji Ludwik XIV, zachwycony chustami wiązanymi na szyjach żołnierzy najemnego regimentu jeźdźców chorwackich, postanowił je wprowadzić na salony. Trzeba jednak pamiętać, że ozdobne chusty wiązane na szyjach żołnierzy możemy zobaczyć już w słynnej terakotowej armii chińskiego cesarza Qin Shi Huanga (III w. p.n.e.) oraz u rzymskich legionistów uwiecznionych w marmurze na kolumnie Trajana (II w. n.e.). Innowacją wprowadzoną przez Chorwatów, był sposób potraktowania chusty: główną ozdobą nie była ona sama, lecz misterny węzeł jakim była zawiązana. Współczesna forma krawatów ukształtowała się dopiero na przełomie XIX i XX wieku, m.in. za sprawą słynnych dandysów takich jak: Oscar Wilde, Salvador Dali czy Fred Astaire.
Krawaty podlegały oczywiście modom; zmieniała się ich forma, konstrukcja (z wkładami lub bez), rodzaj i kolorystyka tkanin, wzornictwo, a także węzły jakimi były wiązane. Ciekawe, że najpopularniejszy węzeł wszech czasów (czyli windsor i jego odmiana półwindsor), którego autorstwo niesłusznie jest przypisywane królowi Edwardowi VIII (po abdykacji – księciu Windsoru) powstał głównie po to, żeby cienkie krawaty jakie wówczas szyto, mogły utworzyć ładne, wypełnione węzły. Dlatego niezbędne było wielokrotne zapętlenie – żeby stworzyć odpowiednią masę węzła. Król/książę Edward – ówczesna światowa ikona stylu – faktycznie nosił krawaty z masywnymi węzłami ale w rzeczywistości były to węzły four-in-hand tyle tylko, że wiązane na krawatach z bardzo grubymi wkładami, szytych specjalnie dla niego. Prawdopodobnie wymyślono masywny węzeł i nazwano go windsorem gdyż doskonale imitował węzły krawatów księcia Windsoru – tańszym kosztem.

Ironią losu jest to, że krawaty odchodzą w zapomnienie w czasach gdy piękno i różnorodność materiałów z jakich są szyte – osiągnęły niezrównanie wysoki poziom. W dodatku ich ceny – oczywiście nie w wartościach bezwzględnych, lecz relatywnie w stosunku do przeciętnych zarobków – maleją. Krawaty z żakardowego jedwabiu, szantungu, grenadyny, a także z wełny, lnu oraz najprzeróżniejszych mieszanek, wyglądają doprawdy imponująco. Tymczasem rynek krawatowy się kurczy: w Polsce ten spadek w ujęciu wolumenowym szacuje się na 50 – 60% w ciągu 10 lat. Kluczowe jest jednak to, że nastała moda na nienoszenie krawatów. Moda jak to moda; może być chwilowym kaprysem, a może być początkiem trwałego trendu. Moim zdaniem mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem i krawaty prawdopodobnie znikną definitywnie. Dziś ciągle jeszcze mamy do czynienia z sytuacją gdy krawat odgrywa rolę ceremonialną; jest akcentem podkreślającym ważność wydarzenia. Pytanie tylko: jak długo jeszcze? Bo np. nie sposób nie zauważyć, że spora część panów młodych nie zakłada już dziś krawata na własny ślub. Jak będzie na studniówkach 2027? Wkrótce się dowiemy, ale gdy padną dwa ostatnie krawatowe szańce (śluby i studniówki), to już nic nie powstrzyma zmian.
Oczywiście krawaty nie znikną w stu procentach; zawsze znajdą się osoby gotowe je nosić i ja do takich osób się zaliczam. Dla mnie krawat jest nie tylko ozdobnym uzupełnieniem stroju ale także ważnym elementem kulturowego dziedzictwa. Zrywanie z kulturowym dziedzictwem było zawsze cechą rewolucji, przeważnie tych o proweniencji lewicowej. Ale ostatnimi czasy możemy zaobserwować niezwykłe zbliżenie ideowe ruchów skrajnie lewicowych z ruchami skrajnie prawicowymi i można odnieść wrażenie, że niechęć do krawatów jest jednym z elementów, który te ruchy łączy. Elementem drobnym i bez większego znaczenia ale oba ruchy są zgodne, że byłoby ze wszech miar pożądane gdyby krawat definitywnie zniknął, jako symbol starego porządku. Przy takim nacisku ze wszystkich stron jest mało prawdopodobne żeby krawat się obronił. Pozostaje nam kochać krawaty dopóki jeszcze istnieją.




