Minister, który nienawidzi przedsiębiorców

Jacek Kapica. Foto: biznes.interia.pl

Pod takim tytułem ukazał się, na portalu Bankier.pl, artykuł Jana Pińskiego o działaniach Jacka Kapicy, wiceministra finansów, szefa służby celnej. Według autora działania ministra są przede wszystkim wrogie wobec przedsiębiorców, ale też niekorzystne dla zwykłych obywateli, przynoszące straty budżetowi i szkodliwe dla państwa polskiego. W przeszłości organizacje przedsiębiorców dwukrotnie składały w prokuraturze zawiadomienie o przestępstwach popełnianych przez ministra Kapicę. W 2013 roku zrobiła to organizacja zrzeszająca przedsiębiorców z branży hazardowej, zarzucając ministrowi niezgodne z prawem działania zmierzające do likwidacji automatów do gier. Jak łatwo się domyślić, prokuratura błyskawicznie umorzyła sprawę. Po rozpatrzeniu odwołania, sąd nakazał jednak wznowić śledztwo i sprawa jest w toku. W 2014 roku Związek Przedsiębiorców i Pracodawców złożył doniesienie o niezgodnych z prawem działaniach ministra w sprawie naliczania akcyzy za skażony alkohol przemysłowy. Na razie prokuratura zapoznaje się z wnioskiem.

Schemat działania ministra Kapicy jest zawsze taki sam; w pewnym momencie ministerstwo przyjmuje nową interpretację obowiązujących przepisów. Na przedsiębiorców nasyłane są kontrole i wstecznie jest im naliczana akcyza za okres objęty kontrolą. Taki schemat daje urzędnikom nieograniczone możliwości manipulacji: po pierwsze do jednych przedsiębiorców wysyła się kontrole, do innych – nie, po drugie u jednych kontroluje się jeden wycinkowy okres, u innych kilka takich okresów, po trzecie jednym przedstawia się protokół już w kilka dni po zakończeniu kontroli, w przypadku innych opracowywanie protokołu trwa kilka miesięcy lub nawet lat itd. itd.

Na czy więc polegają te kontrowersyjne działania ministra, które jedni nazywają delikatnie; niezgodnymi z prawem, a inni bardziej brutalnie – przestępczymi? Poniżej cztery jego sztandarowe działania, które są jednocześnie czterema wielkimi i kosztownymi klęskami. Kosztownymi dla szykanowanych przedsiębiorców i dla nas, zwykłych podatników, bo przecież nie dla ministra Jacka Kapicy. Ten ma się świetnie, pobiera ministerialną pensję i awansował w mundurowej służbie celnej na generała, czym zapewnił już sobie na przyszłość, generalską emeryturę.

Foto: forum.ioh.pl

.

1. Jednoręcy bandyci

Po wybuchu afery hazardowej w 2009 roku (przypomnę: afera polegała na tym, że niektórzy politycy próbowali „załatwić” biznesmenom z branży hazardowej korzystne dla nich decyzje legislacyjne; tak przynajmniej wynikało z podsłuchanych rozmów) minister Kapica wydał wojnę automatom do gier (tzw. jednorękim bandytom). Trzeba tutaj dodać, że automaty takie są całkowicie legalne, a przedsiębiorcy którzy z nich czerpią zyski mają koncesje wydane przez ministerstwo finansów i płacą podatki w wysokości określonej w ustawie. Ale przecież wiadomo, że prawo nie jest żadną przeszkodą dla ważnego urzędnika, w dodatku w stopniu generała. Tak więc na przedsiębiorców zwaliły się kontrole służby celnej, które zaczęły konfiskować automaty na masową skalę. Skonfiskowano przeszło 10 tysięcy automatów, a ich operatorom postawiono zarzuty karno-skarbowe. Akcja ta cały czas trwa i kolejne automaty są konfiskowane. Sytuacja zmieniła się jednak o tyle, że pierwsi przedsiębiorcy, którzy padli ofiarą służby celnej i którzy się odwołali, zdołali już zakończyć procedury prawne, czyli uzyskać prawomocne wyroki sądów w swoich sprawach. Wszystkie dotychczasowe wyroki są takie same: uniewinnienie przedsiębiorców, nakaz zwrotu automatów oraz wypłaty odszkodowania. To jest dopiero początek lawiny; kiedy już cała się przetoczy suma wypłaconych z budżetu odszkodowań sięgnie… 8 miliardów złotych. Nie do wiary! Wszystko za sprawą jednego człowieka!

Powyższa sprawa ma obecnie bardzo humorystyczną kontynuację. Otóż ponieważ wygranie odszkodowania na drodze sądowej jest niemal pewne, powstała branża fikcyjnych automatów. Za niewielkie pieniądze kupuje się zdezelowane automaty, instaluje i składa doniesienie do urzędu celnego. Przychodzi kontrola i konfiskuje automat, a właścicielowi stawia zarzuty. Właściciel kieruje sprawę do sądu i czeka. Musi tylko uzbroić się w cierpliwość, bo okres oczekiwania może wynieść 3 – 5 lat. Ale za to odszkodowanie, jakie uzyska będzie dziesięciokrotnie , a może dwudziestokrotnie większe od kwoty, jaką zainwestował. Przyznam jednak, że nie jest mi do śmiechu. Bowiem na te odszkodowania będziemy musieli złożyć się wszyscy.

.

2. Karetki pogotowia

To bez wątpienia najbardziej perfidne działanie ministra Kapicy i skłaniające do zastanowienia się czy aby na pewno działa on całkiem bezinteresownie?

Produkowane w Polsce karetki pogotowia zyskały doskonałą renomę zarówno w kraju, jak i za granicą. Są to pojazdy specjalne, więc jako takie są zwolnione z akcyzy, którą są obłożone samochody osobowe. Ale oto 1 marca 2009 roku urzędnicy ministra Kapicy doszli do wniosku, że jednak karetki są… samochodami osobowymi. Zgodnie ze sprawdzonym schematem, nasłane na producentów karetek kontrole, naliczyły wstecz gigantyczne kwoty zaległego jakoby podatku. Absurdalność całej sprawy potęguje fakt, że urzędnicy ustalili, iż wartość takiego „samochodu osobowego” (czyli podstawę wyliczenia akcyzy) liczy się wraz z całym jego wyposażeniem medycznym, które nierzadko jest droższe od samego samochodu. Żaden z producentów nie byłby w stanie przełknąć takich kwot. Gdyby doszło do egzekucji oznaczałoby to upadłość wszystkich polskich producentów karetek. To oczywiście wykreowałoby popyt na karetki importowane, który obecnie jest niewielki ze względu na ceny. Na szczęście wygląda na to, że branża karetkowa się obroniła; egzekucja podatku została zawieszona, a w Sejmie dobiegają końca prace nad ustawą, która jednoznacznie zwolni karetki z akcyzy. Tak oto Sejm obronił jedną z branż naszej gospodarki przez rządem. Gdyby żył Bareja mógłby zrobić niezły film na tej kanwie.

.

3. Skażony spirytus

Producenci spirytusu w Polsce działają pod stałym nadzorem urzędników urzędu celnego. Tacy urzędnicy kontrolują poszczególne etapy produkcji, zatwierdzają ilości, plombują zawory  i zbiorniki. Swego czasu pracowałem u jednego z największych polskich producentów spirytusu, miałem więc okazję przyjrzeć się temu z bliska. Wniosek z działania celników jest jeden: mysz się nie prześliźnie. Szczególną uwagę urzędnicy przykładają do skażania spirytusu technicznego. Muszę tu wyjaśnić, że czysty spirytus jest sprzedawany do celów spożywczych producentom wódek (wówczas jest obłożony wysoką akcyzą), lub do celów technicznych (np. jako rozpuszczalnik, płyn do spryskiwaczy itp.) i wówczas nie jest obciążony akcyzą, ale musi zostać skażony. Są bardzo precyzyjne przepisy dotyczące skażania spirytusu. Samo skażanie polega na dodaniu do spirytusu określonego związku chemicznego. Taki skażony spirytus kompletnie się nie nadaje do konsumpcji (ale polegam tu na informacjach od technologów, gdyż osobiście tego nie sprawdzałem). Proces skażania odbywa się pod ścisłą kontrolą urzędnika urzędu celnego, który sprawdza certyfikaty dodawanego związku chemicznego i jest obecny przy operacji skażania, po której plombuje zbiornik i podpisuje stosowny protokół. Niezależnie od tego kontrolowani są później odbiorcy skażonego spirytusu, ale to już inna kwestia.

I nadszedł czas na wkroczenie ministra Kapicy z jego sprawdzonym działaniem. Oto pewnego dnia do producenta spirytusu przychodzi kontrola, która przynosi nową interpretację procesu skażania. Okazuje się, że dotychczasowy, stosowany od lat, proces skażania nie był właściwy. W związku z tym skażony w ten sposób spirytus nie był spirytusem technicznym, tylko spirytusem spożywczym. Więc należy się akcyza. Co to oznacza dla producenta najlepiej widać na liczbach. Kontrola, która odbywała się w czasie, gdy pracowałem u producenta spirytusu, obejmowała okres pół roku. Zakwestionowano cały skażony spirytus i naliczono zaległą akcyzę w kwocie… 430 mln złotych. Za pół roku! Zapowiedziano też kontrolę za kolejne pół roku oraz za następny rok. Nie miało to już jednak znaczenia, gdyż po pierwszej kontroli firma już była bankrutem. Wielkość jej rocznej sprzedaży wynosiła bowiem 340 milionów złotych, a zysk (w najlepszych latach) około 1o milionów. Musiałaby więc pracować 43 lata, żeby zarobić na naliczoną akcyzę! Takimi kontrolami są od lat nękani wszyscy producenci spirytusu. Do tej pory jakoś się bronią, ale kwoty wydawane na prawników idą w miliony. W każdej chwili może wyjść z urzędu wezwanie do zapłaty, a to oznacza natychmiastową upadłość każdej z firm. Uważam, że dotychczas takie wezwania nie wyszły z jednego powodu: podwładni ministra Kapicy uważają jego koncepcje za sprzeczne z prawem, absurdalne i szkodzące gospodarce. Więc je sabotują. Wygląda na to, że w tej sprawie przedsiębiorców bronią przez rządem… urzędnicy. Ale to tylko moja hipoteza.

.

4. Akcyza na tytoń i alkohol

Minister Kapica jest zwolennikiem dużych i systematycznych podwyżek stawek akcyzy na wyroby tytoniowe i alkohol. I rzeczywiście stawki te rosną, co prowadzi do… zmniejszenia wpływów do budżetu z tego tytułu. Pisałem o tym tutaj. Dodam tylko, że podnosząc akcyzę na wyroby tytoniowe od 1 stycznia 2013 r. Kapica szacował, że budżet zarobi na tym dodatkowe kilkaset milionów. Tymczasem według szacunków Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową – zebrał około 800 mln zł mniej. Podobna sytuacja ma miejsce w wypadku alkoholu, gdzie po podwyżce akcyzy od początku 2014 roku, wpływy w pierwszym półroczu tego roku były o około 100 mln zł niższe niż w 2013 r. Nie dziwi też, że nastąpiło załamanie legalnego rynku wyrobów tytoniowych, a 1/3 wypalanych w Polsce papierosów pochodzi z przemytu. Kto w tej sprawie obroni nas przed rządem? Nadzieja już chyba tylko w Bogu.

Jedna odpowiedź

  1. Wiesław 18/10/2014

Zostaw komentarz