Program Wisła

W połowie 1978 roku było już jasne, że gierkowski program unowocześniania Polski, kończy się wielką klapą. Wszystko funkcjonowało źle; przemysł ledwo zipał, w sklepach brakowało towarów, obywatele nie widzieli przed sobą żadnych perspektyw, byli zniechęceni i niechętni władzy. Władza, która kurczowo trzymała się socjalistycznych dogmatów, nie miała pomysłów na poprawę tego stanu rzeczy. Jedynym pomysłem było wzmaganie ofensywy propagandowej. W tej atmosferze, 16 czerwca 1978 roku, XII Plenum KC PZPR uchwaliło Program Wisła, który miał porwać naród, ukazać mu świetlaną przyszłość i przywrócić zaufanie do władzy. ‚Zespoleni w służbie krajowi, wyznaczamy sobie cele ambitne, na miarę najlepszych tradycji i najgorętszych aspiracji naszego narodu. To, co wspólnie dziś podejmujemy, określa teraźniejszość i przyszłość Ojczyzny, tworzy jej siłę i zasobność, umacnia jej godną pozycję w Europie i świecie. UCZYŃMY Z WISŁY SYMBOL ROZKWITU SOCJALISTYCZNEJ POLSKI, SZLAK WIODĄCY W PRZYSZŁOŚĆ’ mogliśmy przeczytać w uchwale XII Plenum. Zastosowano tu po raz pierwszy trik dotąd nieznany w partyjnych dokumentach: kluczowe zdanie zapisano drukowanymi literami. Trybuna Ludu wybiła je na czołówkę, próbowano sztucznie wywołać entuzjazm. Na darmo. Naród wiedział swoje, wielokrotnie wyprowadzony w pole, nie miał już za grosz zaufania do władzy.

Kilka dni temu Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej ogłosiło wielki program wskrzeszenia transportu śródlądowego. Jak zapowiedział wiceminister Jerzy Materna; zostanie przywrócona żeglowność rzek, w tym Wisły, poprawi się bezpieczeństwo przeciwpowodziowe, powstaną nowe mosty, a turystyka i gospodarka otrzymają potężny bodziec stymulujący rozwój. Wisła stanie się symbolem rozkwitu naszej ojczyzny, szlakiem wiodącym w przyszłość. Minister Materna cieszy się z bardzo dobrego przyjęcia programu ze strony społeczeństwa i przedsiębiorców. Wyraźnie widać wykluwający się entuzjazm, tak potrzebny po latach nieudolnych rządów poprzedników, które doprowadziły Polskę do ruiny. To co jest teraz wspólnie podejmowane, określa teraźniejszość i przyszłość naszego kraju, tworzy jego siłę i zasobność, umacnia jego godną pozycję w Europie i na świecie.

Program Wisła a.d. 1978 ruszył pełną parą. Powołano Komitet ds. Zagospodarowania Wisły oraz pełnomocnika rządu, którym został wicepremier prof. Kazimierz Secomski. Stworzono jego biuro urządzone z niebywałym przepychem: eleganckie gabinety, ozdobione efektownymi wykresami, makietami przyszłych rozwiązań hydrotechnicznych i statków wiślanych, oraz kolorowymi mapami zajmującymi całe ściany. Zgromadzono ekipę naprawdę dobrych fachowców od wszystkich dziedzin gospodarki wodnej. Ruszyła ogromna praca na papierze, w którą zaangażowanych zostało wiele instytucji. Pomyślano nawet o luksusowych statkach wycieczkowych, które miały kursować po Wiśle. Cały program upadł dwa lata później, wraz z upadkiem ekipy Gierka, ale trzeba dodać, że od początku nie miał on żadnych szans na realizację, ze względu na gigantyczne koszty, których zadłużone po uszy państwo nie było w stanie udźwignąć.

Minister Jerzy Materna roztacza imponujące plany programu Wisła/Odra: prace projektowe zajmą około dwóch lat, później na brzegach rzek pojawią się koparki i ruszy wielka budowa, która pochłonie 61,5 miliarda złotych (31,5 mld na Wiśle i 30 mld na Odrze), z czego 11 miliardów będzie kosztował nowy kanał Wisła – Odra. Skąd rząd weźmie na to środki? Okazuje się to bardzo proste: powstanie potężna państwowa spółka (setki dobrze płatnych etatów do obsadzenia!), która zostanie wyposażona w ogromny kapitał, na który zrzucą się duże państwowe spółki, głównie energetyczne (bo są to nieliczne państwowe spółki, które ciągle utrzymują płynność). Program uzyska wsparcie z funduszy unijnych w ramach planu Junckera. A reszta potrzebnych środków zostanie ‚wykreowana’. W kreacji środków zostanie wykorzystana metoda wypróbowana przez rząd Tuska, który utworzył spółkę Polskie Inwestycje Rozwojowe. Metoda polega na tym, że jeśli spółka dysponuje odpowiednio dużym kapitałem założycielskim (to najczęściej nie jest gotówka, lecz tzw. aport, czyli np. akcje innych państwowych spółek), to może ‚ściągnąć’ z rynku kapitałowego środki kilkukrotnie większe od jej kapitału. Te środki to nic innego jak pożyczka, uzyskiwana albo w formie kredytu z banków, albo z rynku finansowego dzięki emisji obligacji. Czyli są to środki, które trzeba będzie w przyszłości spłacić (obligacje wykupić). A z czego? I czy znajdzie się jakiś bank lub instytucja finansowa, która zechce podjąć ryzyko finansowania projektu wprawdzie słusznego i pięknego, ale z niespiętym biznesplanem? No właśnie! Do tego potrzebne są państwowe banki, które nie będą się przecież domagać spłacania kredytów zaciągniętych przez państwowe spółki. A państwowe banki pojawią się w ramach realizacji innego programu: programu repolonizacji! Ale to już całkiem inny temat.

2 komentarze

  1. Bodek 25/11/2016
    • Jan Adamski 25/11/2016

Zostaw komentarz