Największe osiągnięcia socjalizmu odc.3

Całkowite zrujnowanie dużego kraju (nieco większego od Polski), bogatego i zasobnego w surowce (m.in. ogromne złoża diamentów), w ciągu życia jednego pokolenia, wydaje się czymś zupełnie niemożliwym. A jednak miało miejsce, a wydarzyło się wskutek wprowadzenia radykalnego socjalizmu. Socjalizm zrujnował kraj i wpędził w nędzę 10 milionów jego mieszkańców. Tym krajem jest Zimbabwe, którym od 36 lat rządzi marksista Robert Mugabe, stojący na czele partii o nazwie  Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe – Front Patriotyczny (ZANU-PF). Opisując największe osiągnięcia socjalizmu, nie mogłem nie napisać o przypadku Zimbabwe, gdyż jest to przypadek niemalże kliniczny. Tragiczne skutki socjalizmu w tym nieszczęśliwym kraju, widać szczególnie wyraźnie na tle sąsiedniej Botswany. Botswana jest najbogatszym krajem afrykańskim, a Zimbabwe – najbiedniejszym. Ale zaledwie 40 lat temu było odwrotnie: Zimbabwe (wówczas Rodezja) była krajem najbogatszym, a sąsiednia Botswana – najbiedniejszym. Botswana postawiła na wolność i kapitalizm, Zimbabwe na etatyzm i socjalizm. Dziś dochód narodowy na głowę mieszkańca Botswany wynosi około 20.000 dolarów, zaś na mieszkańca Zimbabwe – około 800 dolarów. Jest taki żart, który mówi, że gdyby na Saharze wprowadzić socjalizm, to za kilka lat zabrakłoby tam piasku. To tylko żart, ale w Zimbabwe zdarzyło się coś prawie równie groteskowego: po wprowadzeniu socjalizmu i znacjonalizowaniu kopalń diamentów, wszystkie kopalnie zbankrutowały. Największe na świecie złoże diamentów – Marange – nie jest dziś eksploatowane.

Zimbabwe jest byłą kolonią brytyjską, która ogłosiła jednostronnie niepodległość w roku 1964. Jednak powstały rząd Iana Smitha, składający się wyłącznie z przedstawicieli białej mniejszości, nie był uznawany przez społeczność międzynarodową. W kraju obowiązywał apartheid czyli segregacja rasowa; czarna większość pozbawiona była wielu praw. To jednak nie przeszkadzało krajowi dynamicznie się rozwijać, a na szczególnie wysokim poziomie stało rolnictwo. Pod koniec lat 70-tych biały rząd zgodził się na zrównanie praw wszystkich mieszkańców i wolne wybory, w wyniku których do władzy doszedł Robert Mugabe. Trzeba jednak powiedzieć, że nie od razu zdecydował się na skrajnie socjalistyczne eksperymenty. Przez kilka kolejnych lat gospodarka toczyła się jeszcze siłą rozpędu, chociaż dochód narodowy przestał rosnąć. Mugabe, kandydując w roku 1987 na urząd prezydenta, obiecał miejscowej ludności dwie rzeczy: wygnanie z Zimbabwe białych i radykalne zmiany dla czarnej ludności. Obydwie obietnice spełnił. Tyle tylko, że zmiany dla czarnej ludności były zmianami na gorsze: ich byt pogorszył się w sposób drastyczny, a ponadto rozgorzały krwawe walki międzyplemienne, które wcześniej były skutecznie wyciszane przez Brytyjczyków a później przez rząd Iana Smitha. Dziś ponad 70% populacji Zimbabwe żyje za mniej niż dwa dolary dziennie, zaś bezrobocie wynosi… ponad 80%. Zimbabwe nie ma też własnej waluty, gdyż dolar zimbabweński przestał istnieć po jednej z największych hiperinflacji w dziejach świata: w roku 2008 wyniosła ona 516 trylionów procent rocznie (516 000 000 000 000 000 000) co oznacza, że ceny podwajały się co 31 godzin.

Najtragiczniejsze dla Zimbabweńczyków decyzje socjalistycznego rządu, to chaotyczna nacjonalizacja, a szczególnie odebranie farm białym farmerom i oddanie ich czarnym kombatantom walk o niepodległość. Doprowadziło to w krótkim czasie do częściowego upadku przemysłu i całkowitego upadku rolnictwa. Zaczęło brakować żywności, a także prądu, benzyny, wody i wielu innych towarów. Transport publiczny przestał istnieć, pozamykano poczty i urzędy. Jedyną instytucją, która funkcjonowała w miarę sprawnie, była policja. Rząd walczył z kryzysem w sposób typowy dla socjalizmu. Np. w roku 2008, gdy szalała największa inflacja, powołano Urząd Monitoringu i Stabilizacji Cen. Pierwszym dekretem nowego urzędu było ogłoszenie nowych cen, wielokrotnie niższych od aktualnie obowiązujących. Ogłoszono też, że jakakolwiek próba sprzeciwu wśród handlowców będzie ścigana przez specjalne oddziały Policji Handlowej, powołanej do walki ze spekulantami, a karą miało być skonfiskowanie towaru, zamknięcie sklepu i areszt dla właściciela – nawet do pięciu lat. Jak łatwo się domyślić rozradowany tłum rzucił się na zakupy (czy to nam czegoś nie przypomina?), wielbiąc mądrość rządzących. Jak jeszcze łatwiej się domyślić, następnego dnia nigdzie nie było już żadnych towarów: oficjalny rynek przestał istnieć, a ceny na czarnym rynku znacznie wzrosły.

Największe osiągnięcia Roberta Mugabego leżą w sferze gospodarczej, ale trzeba pamiętać, że ma on także wielkie osiągnięcia w sferze politycznej. Jego dyktatorskie rządy opierają się na fałszowaniu wyborów i terrorze. Ale, choć trudno w to uwierzyć, ma on ciągle wielu zwolenników wśród obywateli. Bowiem upadkowi kraju towarzyszy agresywna propaganda, która ciągle wskazuje nowych wrogów, którzy są winni pogarszania się sytuacji. A lud w to wierzy. Rozgorzały też z nową siłą walki plemienne, a wzajemna nienawiść jest tak wielka jak nigdy dotąd. Robert Mugabe ma 92 lata i jego czas zapewne się kończy. Jednak szkody jakie wyrządził swojemu krajowi będą niełatwe do naprawienia, zaś czas potrzebny na ich naprawę liczony będzie w pokoleniach.

Czy możliwe jest, żeby w Polsce pojawił się w przyszłości jakiś rodzimy Robert Mugabe? A może już się pojawił, tylko na razie tego nie dostrzegamy?

3 komentarze

  1. Mateusz 15/11/2016
  2. Marek 15/11/2016
  3. Bodek 15/11/2016

Zostaw komentarz