Power suit – emanacja siły i pewności siebie

power suit

Przyjęło się u nas uważać, że anglojęzyczne określenie Power Suit odnosi się do dwurzędowego garnituru w prążki, w którym tkanina ma kolor granatowy zaś prążki na niej są jasne (białe, szare, niebieskie itp.) i wyraźnie się odcinają od tła. Ale to nie jest zasada bezwzględnie obowiązująca bo często do grupy power suits zalicza się też prążkowane garnitury jednorzędowe i to nie tylko w kolorze granatowym. Elementem stałym są prążki czyli cienkie paski rozstawione czasem gęściej, czasem rzadziej. Moim zdaniem na miano power suit zasługują wyłącznie te garnitury, w których prążki rozstawione są szeroko: 2 – 3 cm. Ale to znów nie jest zasada tylko mój prywatny pogląd wynikający z faktu, że tkaniny z wąsko rozstawionymi prążkami (poniżej 1,5 cm) po prostu mi się nie podobają.

Bardzo ciekawa jest analiza nazwy power suit. Powyżej zdefiniowałem co ona oznacza i jak jest rozumiana w Polsce. Jest to typowy anglicyzm, który się powoli zadomawia w języku polskim bo nie ma u nas dobrego odpowiednika. Można wprawdzie spotkać określenia: garnitur władzy, garnitur siły, garnitur emanujący mocą, jednak wszystkie one ustępują pola oryginalnemu power suit. Ale tu pojawia się pewien problem: w języku angielskim power suit oznacza coś trochę innego niż my pod tym pojęciem rozumiemy. Słownikowa definicja (anglojęzyczna) to: stylish suit worn to show confidence (w tłumaczeniu: stylowy garnitur noszony, aby pokazać pewność siebie). Żadnych konkretów i ani słowa o prążkach! Jednak określenie power suit jest znane, używane i często pojawia się w literaturze. Na stronie context.reverso.net można znaleźć kilkadziesiąt przykładów ze współczesnych publikacji oraz z literatury, użycia określenia power suit i ich tłumaczenia na polski. W tłumaczeniach powtarzają się: garnitur, elegancki garnitur, stylowy garnitur, kostium, kombinezon a nawet rynsztunek. Jeden raz pojawia się określenie – garnitur dodający autorytetu i raz – prawniczy garnitur (to ostatnie jest ważne i do niego jeszcze wrócę). W niektórych definicjach power suit z różnych słowników języka angielskiego pojawia się nawiązanie do lat osiemdziesiątych XX wieku a także do pewnych charakterystycznych elementów konstrukcji marynarki jak wkłady barkowe czy usztywnienia przodów. O prążkach – ani słowa.

Wypada się chyba pogodzić z dwoma faktami. Po pierwsze określenie power suit to zapożyczenie, które już w języku polskim funkcjonuje i jest używane – aczkolwiek tylko w wąskim gronie pasjonatów klasycznej mody męskiej. I po drugie: znaczenie tego określenia jest nieco inne w języku polskim niż w języku angielskim. Jednak jeśli przypomnimy sobie takie filmy jak Wall Street (1987), Wall Stret: pieniądz nie śpi (2010) – oba w reżyserii Olivera Stone’a – czy Wilk z Wall Street (2013) Martina Scorsese to zauważymy, że granatowe garnitury w prążki noszą w nich Gordon Gekko (w tej roli Michael Douglas) i Jordan Belfort (Leonardo DiCaprio), czyli faceci silni, pewni siebie i zdecydowani choć przy okazji bezwzględni i cyniczni. W każdym razie power suits bardzo pomagają w nakreśleniu ich wizerunku.

Wracając do sytuacji na naszym rodzimym podwórku warto zwrócić uwagę, że garnitury o których mowa zawsze cieszyły się ponadprzeciętną popularnością w środowiskach biznesmenów, finansistów, menedżerów czy prawników. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku zdobyły nieco szerszą popularność i trafiły do tzw. masowych klientów ale w XXI wieku wróciły do swojej elitarnej bańki i trochę się w niej zamknęły. Co jednak nie powinno dziwić zważywszy, że garnitur w prążki to zdecydowanie nie jest garnitur pierwszego ani nawet drugiego wyboru. Czyli na taki garnitur decyduje się ktoś kto ma już co najmniej kilka innych, standardowych garniturów. A poza tym ktoś kto nie boi się wyróżniać w tłumie i skupiać na sobie uwagi. Jednym słowem: mężczyzna zdecydowany i pewny siebie. I stąd właśnie tytuł wpisu: Power suit – emanacja siły i pewności siebie.

W tym wpisie postanowiłem emanować siłą i pewnością siebie przy pomocy dwóch garniturów. Oba pochodzą z kolekcji zaprojektowanej przeze mnie dla eGARNITUR z tym, że jeden z nich (jednorzędowy) jest już od kilku lat niedostępny. Nosił nazwę GORDON (tak, tak – to nawiązanie do Gordona Gekko) i był jednym z najchętniej kupowanych garniturów z mojej kolekcji. Co samo w sobie było niemałą sensacją bo przeciętni klienci na ogół stronią od garniturów w prążki. Gdy po bez mała czterech latach od premiery GORDONA w kolekcji pojawił się garnitur CESARE (drugi z dziś prezentowanych) – też spotkał się z ciepłym przyjęciem chociaż tutaj bariery były już dwie: oprócz prążków na tkaninie doszła jeszcze dwurzędowa marynarka, ogólnie niezbyt chętnie kupowana. Ale obok barier pojawiła się też pokusa w postaci wyjątkowo pięknej flaneli od Vitale Barberis Canonico. No i kwintesencja tego co rozumiemy pod pojęciem power suit.

Zaczynam prezentację od garnituru CESARE, któremu towarzyszą: koszula Tiestora, krawat Dignito, poszetka Poszetka, buty Meka, szelki Profuomo, zegarek Orient. W czasie sesji zdjęciowej w okolicach Placu Europejskiego w Warszawie, miały miejsce silne porywy wiatru stąd moja fryzura jest w lekkim nieładzie na niektórych zdjęciach. Autorką zdjęć jest Małgorzata Adamska.

power suit power suit power suit power suit power suit power suit power suit power suit power suit power suit

Garniturowi GORDON towarzyszą: koszula Tiestora, krawat Akzente, poszetka Poszetka, buty Meka, zegarek Junghans, okulary Polo Ralph Lauren. Autorką zdjęć jest Małgorzata Adamska.

power suit power suit power suit power suit power suit power suit

Udostępnij wpis

Podobne wpisy

0 0 głosów
Ocena arykułu
guest
28 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
MMG
MMG
9 miesięcy temu

Coś jednak w tym jest, że dwurzędówka emanuje siłą mocniej niż wersja jednorzędowa. Może chodzi o to, że szerokie, głęboko zachodzące na siebie klapy wyraźniej podkreślają linię barków i kształt litery V męskiego korpusu. Wrażenie jest dodatkowo potęgowane przez prążki, choć akurat to dotyczy obu wersji.

Elegant z Mosiny
Elegant z Mosiny
9 miesięcy temu
Odpowiedz do  Jan Adamski

Rozpięta marynarka dwurzędowa pojawia się na blogach “przez Ciebie”. Bo to Ty przedstawiłeś szerszej publice Lino Ieluzziego 😉

Być może są na rynku bardziej wpływowe wydawnictwa, ale Twoja działalność nie pozostaje bez echa. Wielokrotnie spotykałem się ze skopiowanymi grafikami Twojego autorstwa, więc ludzie tu zaglądają. Potem widzą: O, Adamski wrzucił gościa, którego na IG obserwuje kilkaset tysięcy osób, w rozpiętej marynarce dwurzędowej, więc to musi być modne. Też tak zrobię.

Choć dla mnie nawet Lino wygląda w rozpiętej marynarce dwurzędowej… hmm… Niestosownie.

MMG
MMG
9 miesięcy temu
Odpowiedz do  Elegant z Mosiny

Myślę, że to dużo szersze zjawisko, na które składa się wiele przyczyn, a jedną z nich opisuję poniżej. Pan Jan nie ma na ten fenomen wielkiego wpływu, a jeśli już, to raczej hamuje ten “niezwykle niebezpieczny trend” rozpinania dwurzędówek. ;-P

Ostatnio byłem świadkiem, jak w salonie Lavard facet z nadwagą przymierzał ewidentnie za mały garnitur. Było to w outlecie i zapewne rozmiarówka była ograniczona. Więc facet mówi do ekspedientki, że spodnie za ciasno opinają go w pasie, a ona odpowiada, że “z czasem się rozbiją”. Klient zgłasza następnie, że nie jest w stanie zapiąć marynarki. Odpowiedź: “przecież dzisiaj marynarek się już nie zapina; tak jest teraz modnie…”
Z podobną sytuacją spotkałem się też w innym sklepie, kiedy przymierzałem zbyt wąską każualową dwurzędówkę.

Wcisnąć towar – to jedyne co liczy się dla sprzedawcy. I mamy taki efekt, że mężczyźni kupują te za małe marynarki i nie zapinają ich, bo nie są w stanie. A nawet jeśli kupią je we właściwym rozmiarze, to również ich nie zapinają, bo dowiedzieli się w sklepie, że “tak jest niemodnie”.

Elegant z Mosiny
Elegant z Mosiny
9 miesięcy temu
Odpowiedz do  MMG

Mój wpis miał, a nawet nadal ma, żartobliwy charakter, a zjawisko, o którym piszesz istnieje od wielu lat i niestety ma się dobrze.

Wiele lat temu byłem na dużych targach ślubnych. Jedna rozmowa bardzo utkwiła mi w pamięci. Podszedłem do stoiska z garniturami i zapytałem z jakiej wełny mają garnitury. Pan z rozbrajającą szczerością odpowiedział, że z żadnej, bo sprzedają poliestrowe – nie gniotą się, a poza tym i tak zaraz po wejściu na salę marynarka wyląduje na krześle. Wytrzeszczyłem oczy i odszedłem.

Innym problemem jest to, że nie każdy ma figurę z wykroju danego garnituru. Ja na przykład nie mogę kupić go w dowolnym sklepie, bo spodnie od pasującej marynarki będą za małe (duży ukłon w stronę BonusMG – audycja nie zawiera lokowania produktu). Dlatego czasem opisane przez Ciebie zjawisko jest pewnym kompromisem. Dopóki mowa o za małej marynarce jednorzędowej, to defekt można ukryć kamizelką. Gorzej, jeśli marynarka jest za duża.

Profesjonalizm sprzedawców też pozostawia dużo do życzenia.

Barba
Barba
9 miesięcy temu
Odpowiedz do  MMG

Poziom kultury oraz kompetencji osób pracujących w handlu jest dramatycznie niski !!! Nie ma już szkół handlowych a wiedza wyniesiona z domu nie istnieje. P.S. Dlaczego do tych rozpiętych marynarek wszyscy uparli się nosić czerwone i długie krawaty ? To mało eleganckie i kojarzy się z czasami szczęśliwie minionymi……? Pozdrawiam serdecznie.

Elegant z Mosiny
Elegant z Mosiny
9 miesięcy temu
Odpowiedz do  Barba

Tak krawiec kraje, jak mu materiału staje. Jeśli w sklepie są (dla ułatwienia wywodu) ubrania są w rozmiarze S/M/L, to nie ma opcji, by ktoś niski i korpulentny, albo wysoki i szczupły znalazł coś, co będzie dobrze leżało. Sprzedawca zaś ma premię od sprzedaży, więc potem albo masz za długie rękawy, albo nie dopinasz się w brzuchu. Poza tym wiele aspektów dotyczących sprzedaży ubrań, to kwestia gustu. Jeden woli brązowe buty, inny czarne. Jeden marynarkę w kratę, drugi w prążek i tym będzie się kierować przy doradzaniu klientowi. To jestem w stanie zrozumieć, choć nie koniecznie zaakceptować.

Nie rozumiem i nie akceptuję natomiast ignorancji w podstawowych rzeczach – nieumiejętność zawiązania muszki, brak wiedzy co to są sztuczkowe spodnie, czy nieodróżnianie oksfordów od derbów.

Ostatnio edytowane 9 miesięcy temu przez Elegant z Mosiny
Maciejek
Maciejek
9 miesięcy temu
Odpowiedz do  Elegant z Mosiny

Oho.. Podziwiam Twój optymizm: nie sądzę, aby większość sprzedawców uznała wspomniane przez Ciebie kwestie za podstawowe. To jest – IMHO – dla nich wyższa szkoła jazdy.
Co więcej, to szkoda, że nie można zadać sobie trudu i spytać ilu czytelników nawet tego bloga umie zawiązać muszkę… Odnoszę wrażenie, że mniej niż myślisz, niestety…
Co do zasady – pełna zgoda. 🙂
Pozdrawiam, M
PS – swoją drogą, zauważyłeś, że muszkę zasadniczo wiąże się identycznie jak sznurówki, w olbrzymim uproszczeniu, rzecz jasna? M

Elegant z Mosiny
Elegant z Mosiny
9 miesięcy temu
Odpowiedz do  Maciejek

Może i mam zbyt wygórowane oczekiwania, ale my chyba wciąż mówimy o “salonach” z męską “odzieżą wizytową”, prawda? Nie mam takich oczekiwań wobec pracowników działów odzieżowych supermarketów, tzw. multibrandów typu Van Graaf, czy TK Maxx, ani nawet sklepów z poliestrowymi garniturami na 299 zł.

Sytuacja z muszką przydarzyła mi się osobiście, w sklepie pewnej marki powiązanej z najdłuższą polską rzeką. Kupowałem ich kilka, bo była oferta w stylu 2 w cenie 1, czy 2+1, już nie pamiętam. Szukałem gładkich, jedwabnych, a takie mieli w ofercie Lantiera (tak, wiem, wygadałem się). Facet zrobił oczy jak połdolarówki i z otwartymi ustami przyglądał mi się, jak przy lustrze wiązałem ją, by przymierzyć. Pół żartem spytałem wtedy go, czy miał z tego szkolenie, na co odparł, że… nie… Wtedy ja wybałuszylem oczy.

Maciejek
Maciejek
9 miesięcy temu
Odpowiedz do  Elegant z Mosiny

Rozumiem… Ja z kolei kiedyś w Galerii uczyłem jedną z przemiłych ekspedientek wiązać muszkę. Najpierw na mojej szyi, potem na jej.
Swoją drogą, miała niezły dekolt, dlatego “robiłem za instruktora” z prawdziwą przyjemnością.
To jedna z takich sytuacji, w której wiedza popłaca, jak mówili rodzice… 🙂
Pozdrawiam, Maciej

Elegant z Mosiny
Elegant z Mosiny
9 miesięcy temu

Do matury podchodziłem w prążkowanym garniturze. Zdałem. I to nie najgorzej.

Jeśli jesteśmy przy filmach, to osobiście bardzo podoba mi się garnitur Harry’ego Harta z Kingsmanów. Prążek jest nieco subtelniejszy, przez co (w mojej ocenie) nadaje mu wiecej szyku i elegancji, przy zachowaniu “emanacji” pewnością siebie.

1000036021
Maciejek
Maciejek
9 miesięcy temu
Odpowiedz do  Elegant z Mosiny

No właśnie… Myślałem, że mi się zdaje, ale nie, jest tak jak sądziłem: Harry Hart ma rękawy centymetr, może dwa, dłuższe niż Jan na zdjęciach. I chyba nieco lepiej to wygląda.
A co do drobnych prążków – pełna zgoda: bardziej eleganckie, z większą klasą, w tym “suit’cie” jest więcej “power’a”. 🙂
Pozdrawiam,
M

Elegant z Mosiny
Elegant z Mosiny
9 miesięcy temu
Odpowiedz do  Maciejek

Też uważam, że rękawy w dwurzędowcu Jana mogłyby być nieco dłuższe. Z kolei Hart mógłby mieć dosłownie pół centymetra krótsze.

Darek
Darek
9 miesięcy temu

“Power suit” po śląsku to mogłoby być “fest ancug”…

Maciejek
Maciejek
9 miesięcy temu

Janie,
Jako że nie rzadko przywołujesz włoskie zwroty modowe, z pewnością nie będzie Ci obce słowo “gessato”, którym to włosi określają prążkowane garnitury.
Za Toto Cutugno z piosenki L’italiano: “..con un vestito gessato in blu…”
O ile się orientuję, nie ma ono wydźwięku jednoznacznie pozytywnego, a nieco ironiczny. Prążki to bardzo specyficzny “wzorek”, i odnosząc się do Twego tekstu, dość podobnie odbieram zwrót “power suit”. W niektóych kręgach jest po prostu lubiany.
Pozdrawiam, M
PS – Chyba nawet prezes Boniek skomentował w ten lekko ironiczny sposób garnitur jednego z trenerów naszej narodowej jedenastki, w moim odczuciu równie ironicznie, bo nawiązując do wesela członka mafii.
🙂
M

Sebastian
Sebastian
9 miesięcy temu
Odpowiedz do  Jan Adamski

Konotacje historyczne są ważne i to skojarzenie mafijne we Włoszech jest uzasadnione. Z tego samego powodu w Polsce nigdy nie przyjęły się ubrania w szerokie pasy, bo się kojarzyły ze strojami więźniów obozów koncentracyjnych.

Maciejek
Maciejek
9 miesięcy temu
Odpowiedz do  Jan Adamski

Ależ Janie, ja nie jestem przeciwnikiem prążków. Przeciwnie, bardzo mi się podobają, No, może te nieco delikatniejsze, o których pisze Elegant z Mosiny. Co więcej, baaardzo delikatne niebieskie prążki, takie ledwo widoczne, na jasno-szarym garniturze to (moim zdaniem) jeden z ładniejszych wzorów na garnitur codzienny “ever”.
Pozdrawiam, M
PS – no nie mogłem się powstrzymać przed wstawieniem angielskiego słowa. Ale to dlatego, że to “ever” moim zdaniem jest trudno zastępowalne w naszym języku, bez utraty idei wypowiedzi. Jakieś pomysły na zamiennik “ever”, gentlemen?
M

Darek
Darek
9 miesięcy temu
Odpowiedz do  Maciejek

[…] Jakieś pomysły na zamiennik „ever”, gentlemen? […]

“Zowdy” – po śląsku.

Piotr Słomiński
Piotr Słomiński
2 miesięcy temu
Odpowiedz do  Darek

Wszech czasów. Pisane koniecznie osobno, bo znaczy tyleż samo, co “wszystkich czasów”.

Maciejek
Maciejek
9 miesięcy temu

… i jeszcze jeden komentarz: niezależnie od prążków, prezentowany na zdjęciu nr 1 garnitur leży na Tobie świetnie. W ciemnym i eleganckim “power suit” gra wszystko. Krawat, szelki, zegarek, nawet aglety od sznurówek przy lotnikach – piękna stylizacja.
M

Bartosz
Bartosz
9 miesięcy temu

Oba garnitury (i buty) zapierają dech w piersiach. Jednak Cesare musiałem oddać bo choć marynarka leżała doskonale, to spodnie za bardzo opinały mi łydki i było widać, że jestem niepełnosprawny. Stwierdziłem, że nie mam wyjścia i aby dobrze wyglądać i dobrze się czuć muszę mieć garnitury szyte. A do jednorzędowego dorzuciłbym kamizelkę – też w prążki.

Piotr
Piotr
9 miesięcy temu

Janie, za sprawą wpisu na Twoim blogu zacząłem zwracać uwagę na wyłogi kołnierzyka. Rzeczywiście takie, które sięgają, czy też “chowają się” pod klapami marynarki wyglądają korzystnie. Tymczasem w Twojej drugiej stylizacji wyłogi kołnierzyka nie sięgają klap marynarki. Przyznam, że ten element w moim odczuciu nieco zaburza ogólną bardzo dobrą ocenę całości.