Płaszcz i kapelusz w nietypowych kolorach
Zima za pasem zatem czas już najwyższy pomyśleć o zimowym płaszczu! Ja pomyślałem i postanowiłem zdecydować się na coś bardzo nietypowego. Nietypowość mojego płaszcza sprowadza się do koloru, bowiem jeśli chodzi o typ jest to klasyczna, jednorzędowa dyplomatka z jedną modyfikacją (o czym dalej). Za to kolor jest rzeczywiście nietuzinkowy: bordowy ale w dość jasnym odcieniu powodującym, że w niektórych oświetleniach płaszcz wygląda na soczyście czerwony. Ale obie wersje: bordowa i czerwona są moim zdaniem równie atrakcyjne, aczkolwiek – bez dwóch zdań – kontrowersyjne. Kto gustuje w takich klimatach i nie boi się zdecydowanych kolorów – będzie zachwycony. Mam jednak świadomość, że dla wielu osób płaszcz będzie nieakceptowalny.
W moich kolorystycznych szaleństwach nie poprzestałem na płaszczu i także kapelusz sprawiłem sobie w kolorze zdecydowanie nietypowym. Prawdę mówiąc kapelusz kupiłem już jakiś czas temu i zupełnie niezależnie od płaszcza. W czasie październikowych zawodów Wielka Warszawska, na Torze Wyścigów Konnych Służewiec, swoje stoisko miała moja ulubiona marka kapeluszowa Polkap. Nie miałem w planie żadnych zakupów i dlatego skończyło się na zakupie tylko dwóch kapeluszy. Dziś jest okazja żeby zaprezentować pierwszy z nich. Co ciekawe kapelusz ten był oryginalnie wyposażony w bordowy otok, który idealnie zgrał się z płaszczem. Muszę dodać, że wtedy nie myślałem jeszcze o takim płaszczu. Ba! Nie wiedziałem nawet o jego istnieniu. Wszystko złożyło się w jedną całość dopiero później.
Gdy zestawiłem płaszcz z kapeluszem to doszedłem do wniosku, że niezbędny jest jeszcze szalik w kolorze kapelusza. I tu już nie było przypadku: wziąłem ze sobą kapelusz jako wzór i udałem się na poszukiwanie szalika. Wbrew pozorom nie było to wcale trudne; odpowiedni szalik szybko znalazłem i to w odcieniu identycznym jak odcień kapelusza. Tyle tylko, że później się okazało, że na niektórych zdjęciach te odcienie się jednak różnią. Np. na zdjęciu głównym szalik wydaje się nieco ciemniejszy, ale na innych zbliża się bardziej do odcienia kapelusza.

Prezentowany dziś płaszcz pochodzi z firmy 4Gentleman i jest uszyty z wełny z 10-procentowym dodatkiem kaszmiru. Ma formę jednorzędowej dyplomatki z jednym dodatkowym elementem: dragonem na plecach. Trzeba przyznać, że ten dodatkowy element nie tylko nie zakłóca formy płaszcza ale wręcz dodaje mu uroku. Ma poza tym walor praktyczny: można zmieniać położenie guzików i w ten sposób czynić płaszcz luźniejszym lub ciaśniejszym. Muszę jednak dodać, że guziki nie są rozpinane a regulacja dragona musi polegać na ich odpruciu i ponownym przyszyciu w nowym miejscu.

Model kapelusza nosi nazwę Dagmar Classic i w sklepie Polkapu występuje w wielu różnych kolorach. Jest wykonany z wełny z sierści króliczej i ma wykończenie welurowe. Czyli jest to typowy kapelusz pilśniowy. Jednak ta nazwa – kiedyś powszechnie używana i oznaczająca kapelusze najwyższej jakości – niemal zupełnie wyszła z użycia. Do tego stopnia, że nie używają jej nawet firmy kapeluszowe. Dodam jeszcze, że kapelusze pilśniowe z Polkapu są niezrównanej jakości i trudno taką jakość znaleźć w ofercie nawet najbardziej renomowanych światowych marek. Chyba, że któraś z tych marek zleci wykonanie kapeluszy Polkapowi – co zdarza się wcale nie tak rzadko.
Pozostałe elementy prezentowanej stylizacji to: garnitur eGARNITUR (kolekcja JAN ADAMSKI), koszula Emanuel Berg, szalik Lavard, krawat vintage Gilberto, buty dżodhpury Meka, rękawiczki Ochnik, zegarek vintage Łucz.











Przystojniak, ale ja nie jestem “warszawska laleczka”…
Ja jestem warszawski macho…!!!
Nich Kobiety mu wybaczą. 😉
Piękny płaszcz i świetny kapelusz oraz, co jeszcze ważniejsze, doskonała stylizacja! Tak trzymać, Panie Janie! Chociaż ja chyba bym się nie odważył… 🙂
Stylizacja wygląda na zdjęciach bardzo dobrze, ale bardzo specyficzne są tła – monochromatyczne szare albo z ogromną dominacją ciepłego złotego/żółtego.
Ciekaw jestem, jak by to wypadło w innych scenografiach, np. na tle soczystej zieleni, w scenerii z dużą dozą błękitu na niebie i odbijającego się w wodzie, albo na tle różnokolorowej ulicy, z ludźmi, witrynami sklepów i samochodami.
Myślę, że zdjęcia na tle szarej ściany oraz na tle jesiennych trzcin z jasnym niebem u góry, to są dwie skrajności. Wszystko inne zmieściłoby się prawdopodobnie pomiędzy nimi.
Mylałęm o tym, że nie każdy kolor dobrze wypadnie z bordowym i niebieskim jednocześnie. W duchu koła kolorów, które tu nam prezentowałeś, żółtozielony i błękit powinny być trudnym tłem.
Mam wrażenie, że taki strój w kolorowym otoczeniu, np na Camden Town w Londynie, po prostu by zginął w tłumie…
Kapelusze należą do takich elementów garderoby, które bardzo podobają mi się tylko u innych osób. Sam nigdy bym ich jednak nie nosił. Nie wiem z czego to wynika. Z braku odwagi? Piękny zestaw..
Dziękuję 🙂
Rzeczywiście czasami się tak zdarza (choć rzadko), że kapelusz nie pasuje jakiejś konkretnej osobie. Składa się na to wiele czynników (np. sylwetka, aparycja, kształt twarzy, czy nawet wielkość i kształt nosa) a jedynym niezawodnym sposobem stwierdzenia: “pasuje – nie pasuje” jest subiektywna ocena. Czyli dopóki się nie spróbuje, nigdy nie będzie się wiedziało jak to jest z kapeluszem.
Zgadzam się. Ja na przykład nie potrafię przekonać się do fedory (choć latem namiętnie noszę panamę, czyli de facto fedorę z trawy), ale bardzo chętnie noszę niszowy homburg. @Michał musisz spróbować. Inaczej się nie dowiesz
Po pierwsze, żeby chodzić w kapeluszach potrzeba pewnej odwagi. Ja całe życie uwielbiałem kapelusze i nawet kupiłem sobie trilby i fedorę jeszcze w czasach studenckich. Ale praktycznie nigdy nie miałem dość śmiałości, żeby pokazać się w nich publicznie. Przełom nastąpił dopiero kilka lat temu. Myślę, że wynika to z nabrania pewności siebie w związku ze zdobyciem po trzydziestce jakiejś tam pozycji zawodowej i społecznej, a po części z faktu, że z wiekiem człowiek coraz mniej boi się bycia ocenianym przez innych. I w ten sposób staje się posiadaczem “twarzy do kapelusza”.
Po drugie trzeba znaleźć odpowiedni fason. Myślę, że na każdego w zakamarkach sklepów czeka ten właściwy – trzeba go tylko znaleźć. A potem jeszcze w domu nad parującym czajnikiem uformować swój kapelusz idealny. Pozdrawiam.
Świetny zestaw. Korzystając z okazji chciałbym Ci podziękować za wpis o radzieckich zegarkach. Nie miałem świadomości, że w takiej cenie można kupić zegarek mechaniczny w dodatku z ciekawą historią. Sam, stałem się od kilku dni szczęśliwym posiadaczem, ładnego, minimalistycznego Poljota 🙂
Zapewne odkryłeś też fakt, że często zdarzają się kilkudziesięcioletnie zegarki, które nigdy nie były używane. Czyli są w idealnym stanie. Co jest ważne bowiem powszechnie wówczas stosowane pleksiglasowe szkiełka nie wyglądają najlepiej w używanych zegarkach.
Lipa z tym fałszywym dragonem. Dwie obszyte dziurki to taki gigantyczny koszt. Najlepiej narzekać na fast faszyn.
Zgadzam się, dla wielu osób płaszcz będzie nieakceptowalny. Dla mnie także. Jestem odważny, ale odrozniam odwagę od brawury 😉 Jednak obiektywnie patrząc na to zestawienie, nie ma się do czego przyczepić. Wszystko ze sobą współgra.
Przyznaje gdyby nie to, że mam bordowy plaszcz to już bym szedł do sklepu po niego. Jesień i zimą na ulicy to festiwal czerni. Staram się więc wprowadzić i pokazywać innym, że kolory są super pomysłem.
Janie, złóż Żonie gratulacje za zdjęcia na czarno-białym tle. Świetny pomysł, świetna realizacja, świetne ujęcia. Wyglądają trochę nienaturalnie, ale może dlatego to kapitalne fotografie.
M
Dziękuję 🙂
Na pewnym nowym osiedlu w Ursusie jest kilka domów z takimi muralami na ścianach. Wygląda to bardzo intrygująco chociaż wartość artystyczna tych murali jest mocno dyskusyjna. Być może chodziło o to żeby młodzi sprejowcy nie pomazali tych ścian swoimi bohomazami 😉