Mój pokarm doceniony przez ptaki
Wiele razy pisałem już w moim blogu o karmniku wykonanym przeze mnie z myślą o dzięciołach. Okazał się on strzałem w dziesiątkę i cieszy się wielkim wzięciem a korzystają z niego nie tylko dzięcioły ale także inne ptaki; głównie sikorki. Natomiast mniej miejsca poświęcałem dotąd pokarmowi, który serwuję we wspomnianym karmniku. Dziś postanowiłem napisać o nim nieco więcej gdyż w nieoczekiwany sposób przekonałem się o jego wielkiej wartości dla ptaków. Przejawiło się to w tym, że ptaki różnych gatunków przylatywały tu ze swoimi podlotami (młodymi ptakami, które nie potrafią jeszcze samodzielnie zdobywać pożywienia) i karmiły je pokarmem pozyskanym z karmnika. A trzeba wiedzieć, że pokarm podawany pisklętom i podlotom nie może być byle czym (choć pisklęta zjadłyby wszystko) lecz musi przede wszystkim zawierać odpowiednio dużo białka oraz być pokarmem wysokoenergetycznym. Dorosłe ptaki wybierają taki pokarm instynktownie i najwyraźniej uznały, że pokarm przygotowany przeze mnie spełnia ich wyśrubowane wymagania.
Mój pokarm nie jest w zasadzie niczym szczególnym: to mieszanka mielonych orzechów włoskich i arachidowych oraz mielonych ziaren słonecznika, w proporcjach: po 1/3 każdego ze składników. Zimą – do tak przygotowanej mieszanki – dodaję nieco smalcu co powoduje, że pokarm ma konsystencję łatwą do instalowania w karmniku, a ptakom zapewnia dodatkową, niezbędną dla nich zimą, dawkę tłuszczu. Latem nie dodaję smalcu, więc włożenie pokarmu do cylindrycznych cel karmnika wymaga zastosowania ubijaka. Przy operacji ubijania wydziela się tłuszcz zawarty w orzechach i ziarnach słonecznika, który zapewnia odpowiednią spoistość. To cały sekret pokarmu, który pokochały ptaki.
Muszę jeszcze dodać, że o ile dzięcioły są przystosowane do pionowej pozycji na pniu drzewa (dlatego karmnik ma taką a nie inną formę), o tyle dla innych ptaków jest to pewien problem. Oczywiście radzą sobie z nim sikorki, które mogą zdobywać pokarm w dowolnej pozycji (także zawieszone głową w dół), natomiast zdecydowanie trudniej mają np. szpaki, które potrafią się wprawdzie przyczepić do pnia ale często tracą równowagę i muszą sobie pomagać machaniem skrzydłami. Karmnikową ewolucję przeszły mazurki, które początkowo nie były w stanie korzystać z karmnika i wydziobywały z ziemi to, co inne ptaki strąciły. Ale się nauczyły i obecnie licznie oblepiają karmnik i zawzięcie wydziobują mój pokarm.
Na zdjęciu głównym wpisu widzimy dorosłego samca dzięcioła białoszyjego (po lewej na drugim planie) z dwójką młodych. Są to podloty na granicy samodzielności. Bo już same próbują zdobywać pokarm (patrz: podlot po prawej), ale też chętnie przyjmują pokarm podawany do dzioba przez rodzica, co widać na dalszych zdjęciach.
W dzisiejszym wpisie – wyjątkowo – nie ograniczam się tylko do ptaków. Bo mój ogródek odwiedzają też inne zwierzęta, co pokazuję pod koniec wpisu. Największym fenomenem są jeże! Ale nie dlatego, że się w ogóle u mnie pojawiają (okolica obfituje w jeże i nawet znaki drogowe zalecają szczególną uwagę ze względu na liczne jeże przechodzące nocą przez ulice) ale dlatego, że pojawiają się w takiej liczbie. Oceniam, że każdej nocy odwiedza mnie co najmniej kilkanaście osobników. Obserwuję nieraz 5 – 6 osobników w tym samym czasie w moim ogródku i widzę jak jedne przychodzą, jedzą i odchodzą, a pojawiają się kolejne. Jednak moje obserwacje kończę około 23:00 i nie wiem ile pojawia się ich później. Szacuję jedynie na podstawie ilości pokarmu, który zjadają: może to być nawet ponad 20 jeży. To niewątpliwie fascynujące.
























