Blog o klasycznej męskiej elegancji, modzie i stylu
Nowy dandyzm czy sartorialny blamaż?
Zapewne wszyscy, którzy śledzą na Instagramie konta znanych postaci świata męskiej elegancji, lub obserwują relacje z kolejnych edycji Pittti Uomo, zauważyli nowy trend zdecydowanie wkraczający do tego świata. Mam na myśli rezygnację z krawatów, przy jednoczesnym głębokim rozpinaniu koszul (najczęściej trzy rozpięte guziki). Jest to zjawisko tak powszechne, że nie może być mowy o jakiejś incydentalnej fanaberii tego i owego sartorialisty lub dandysa, lecz jest raczej kierunkiem wybranym z rozmysłem. Czy kierunkiem trwałym czy chwilowym – okaże się w przyszłości. Na razie nowy trend stał się bardzo „modny”. Od razu dodam, że mnie się nie podoba, jednak nie zamierzam go krytykować, ani tym bardziej – wyśmiewać. Po prostu odnotowuję fakt, że wiele osób, których styl ubierania cenię, a nawet podziwiam, uległo temu trendowi. Jednak czynię to nie bez zdziwienia.

Snując kilka lat temu rozważania na temat sartorializmu napisałem, że jest duża różnica pomiędzy tymi mężczyznami, którzy noszą garnitury i krawaty bo muszą, a tymi, którzy chcą i lubią to robić. Było dla mnie oczywiste, że sartorialista, dandys, elegant, czy jakkolwiek inaczej byśmy go nazwali, jest tym, który przykłada dużą wagę do swojego ubioru i – przede wszystkim – lubi to robić. Krawat (czasami zastępowany przez muszkę lub fular) jest najważniejszym ozdobnikiem eleganckiego, męskiego ubioru. Co to za sartorialista, dandys czy elegant, który z utęsknieniem wypatruje okazji, gdy wreszcie będzie mógł zrzucić krawat, rozpiąć kilka guzików koszuli i poczuć się wyzwolonym? A tak to właśnie wygląda.
Jest bardzo wielu mężczyzn, którzy nie cierpią krawatów i niemal nigdy ich nie noszą. Czasami jednak muszą sięgnąć po ten ozdobnik, gdyż tak nakazują dobre obyczaje (udział w pogrzebie), tradycja (własny ślub), wymogi dreskodu (praca) lub presja otoczenia (różne uroczystości rodzinne). Jednak czują się w krawatach jak w chomątach i oczywiście pozbywają się ich gdy tylko sytuacja na to pozwala. W takim podejściu nie ma oczywiście niczego złego; każdy ubiera się tak jak uważa za stosowne. Musi się jednak liczyć z ironią, kpiną, lub nawet pogardą innych, gdy jego ubiór bardzo rozminie się z okolicznościami.
Ale przecież ludzie, których widzimy na zdjęciu głównym wpisu oraz na pozostałych zdjęciach (zaczerpniętych z ich kont instagramowych), to nie są reprezentanci średniej z polskich ulic. Noszą dobrze skrojone garnitury, uszyte przez renomowanych krawców, z doskonałej jakości tkanin. Przy czym problemem jest nie tyle brak krawatów ile fakt głębokiego rozpinania koszul i ukazywania torsu (nierzadko owłosionego). Tworząc niegdyś wykaz najczęstszych błędów modowych, wymieniłem w nim głęboko rozpiętą koszulę ukazującą owłosiony tors. Dodałem wtedy, że ten styl kojarzy mi się nieodmiennie ze stylem słynnych aktorów porno z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku i wzbudza mój sprzeciw estetyczny. Nadal tak uważam, dlatego mam kłopot z jednoznacznym zakwalifikowaniem trendu, o którym tu piszę. Może to jest nowy dandyzm i od teraz będzie oznaką wyrafinowanego stylu? A może to tylko chwilowa aberracja i wszystko szybko wróci do normy?




Styl, który jest przedmiotem moich dzisiejszych rozważań, zdobył już sobie dość liczne grono zwolenników w Polsce, a to głównie za sprawą niektórych influencerów modowych i lifestylowych, którzy go dość ochoczo podchwycili. Ciekawe, że nie wkroczył jeszcze do sklepów naszych czołowych producentów garniturów, gdzie ciągle widzimy modeli prezentujących garnitury i marynarki, z krawatami zawiązanymi pod szyją. Wyjątkiem jest marka Lancerto, która w swojej ofercie marynarek pokazuje często zdjęcia, na których modele są bez krawata, zaś ich koszule mają dwa rozpięte guziki. Ale właśnie te dwa rozpięte guziki wprowadzają trochę zamieszania. Bo nie jest to już ogólnie przyjęty każual (jeden rozpięty guzik), ale nie jest jeszcze nowy trend, który dziś omawiam (trzy lub więcej rozpiętych guzików). Może to jakiś trend przejściowy 🙂


Wydaje mi się, że nowy trend powinien mieć jakąś nazwę, która by go jednoznacznie identyfikowała. Pierwsze co mi przyszło do głowy to: styl pępkowy (koszula rozpięta do pępka), jednak kryje się w nim zbyt duża ironia, a poza tym – co by nie mówić – koszula nie jest rozpięta aż do pępka. Inny pomysł: styl rozchełstany, ma także zabarwienie zdecydowanie pejoratywne, a jak zaznaczyłem na wstępie, nie jest moją intencją jego dyskredytowanie ani ośmieszanie. Tytułowy: nowy dandyzm jest z kolei zbyt nobilitujący, na co nowy trend zdecydowanie nie zasługuje. Może ktoś z czytelników zaproponuje jakąś ciekawą nazwę?


