Marynarka bespoke

Podczas porządkowania garderoby odkryłem niespodziewanie zapomniany kupon materiału na marynarkę. Pozostał mi z czasów gdy firma Bonus MG szyła mi ubiory na letnią edycję Pitti Uomo w roku 2019. Zdecydowałem się wtedy na dwurzędową marynarkę z wełnianego tropiku w kolorze jasnozielonym, która zresztą okazałą się bardzo udana i godnie się prezentowała na florenckich targach. Do dziś należy do moich ulubionych i często ją noszę a od czasu do czasu pojawia się także w różnych blogowych wpisach. Po uszyciu marynarki na Pitti Uomo pozostał kupon tkaniny na drugą marynarkę, ale włożyłem go do jednej z szuflad w garderobie i zupełnie o nim zapomniałem. I właśnie ostatnio na niego trafiłem, a ponieważ tkanina ma wyjątkowo piękny odcień zieleni, postanowiłem uszyć z niego kolejną marynarkę – tym razem jednorzędową.

Wśród mojej garderoby szytej na miarę przeważają rzeczy szyte w systemie MTM (Made To Mesure) czyli wykonane w przemysłowej szwalni, na podstawie standardowego wzoru tyle tylko, że indywidualnie zmodyfikowanego i dostosowanego do mojej sylwetki. Wykrój jest wykonywany indywidualnie ale już samo szycie jest typowym procesem w ciągu technologicznym danej szwalni. Szlachetniejszym sposobem szycia na miarę jest szycie bespoke czyli u krawca. Więcej na temat szycia MTM i bespoke można przeczytać we wpisie Dwa oblicza szycia na miarę.
Tym razem zdecydowałem się właśnie na szycie bespoke a na wykonawcę marynarki wybrałem pracownię pana Aleksandra Grekowicza, która jest też znana pod nazwą Tiestore.pl. Moje oczekiwania, poza dwoma, nie odbiegały od standardu letniej, nieformalnej marynarki czyli: lekkiej konstrukcji bez wkładów barkowych, umiarkowanie szerokich klap (10 cm) i umiarkowanie wysokiej kozerki, nakładanych kieszeni, położenia górnego guzika na wysokości talii, długości nieco poniżej linii końca pośladków, długości rękawów do kostki stanowiącej zakończenie kości łokciowej oraz wszycia rękawów spalla camicia. Owe dwa nietypowe wymagania to: trzy guziki przy rękawach (zwykle są cztery) i obszerność nieco większa od obowiązującej dziś mody (5 cm w teście wirtualnego guzika). Oczywiście wszystkie moje oczekiwania zostały spełnione a ekstra dodatkiem od krawca były: ręczne obrębienia butonierki i dziurek od guzików oraz ręczne stębnowanie. No i trzeba powiedzieć, że ten ostatni dodatek robi piorunujące wrażenie. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że łączna długość stębnowań wynosi około 430 cm. Tak! Ponad cztery metry!


Końcowy efekt jest moim zdaniem więcej niż dobry. Tym co przede wszystkim rzuca się w oczy jest kolor; tkanina rzeczywiście robi doskonałe wrażenie. Ale kolejnym elementem nie do przegapienia jest sposób wszycia rękawów; z charakterystycznymi zmarszczeniami. Wygląda efektownie i intrygująco jednak trzeba pamiętać, że nie każdy obserwator podzieli te zachwyty. Wiem z doświadczenia, że wiele osób postrzega takie zmarszczenia jako niedoróbkę. No trudno; trzeba się z tym pogodzić 😉
Myślę, że nie do przegapienia są także stębnowania, których jest naprawdę dużo (patrz: kieszenie). Zapewne moi czytelnicy wiedzą, że jestem przeciwnikiem maszynowych stębnowań, które dziś są absolutnie powszechne (obecne m.in. w poliestrowych garniturach za 500 zł). Tu muszę wyjaśnić, że stębnowania były w przeszłości wyróżnikiem szycia na miarę – u krawca. Jeśli kunszt krawca był odpowiednio wysoki (bo nie zawsze taki był) to wykonywał on misterne i bardzo pracochłonne stębnowania, które czyniły garnitur lub marynarkę niepowtarzalnymi. Ale w chwili gdy wymyślono maszyny do stębnowania, firmy szyjące garnitury dla masowych odbiorców rzuciły się na nie jak szczerbaty na suchary. Wszystkie garnitury zaczęły mieć stębnowania, które zresztą reklamowano jako wyróżnik stylu i klasy. Tyle tylko, że w rzeczywistości stały się zaprzeczeniem stylu, a o klasie to już w ogóle szkoda gadać. Ale zapewne droga czytelniczko / drogi czytelniku zadajesz sobie teraz pytanie: czy ręcznie wykonane stębnowania są do odróżnienia od tych maszynowych, obecnych wszędzie? Odpowiem na to, że nie ma to żadnego znaczenia. Ja wiem, że mam marynarkę ręcznie stębnowaną. Bardzo mi się to podoba i jestem z tego dumny. A co sobie ktoś pomyśli na jej temat nie ma dla mnie żadnego znaczenia. A poza tym: ile osób wie co to w ogóle jest stębnowanie?
Tyle tytułem wstępu. Teraz czas przejść do prezentacji stylizacji opartych na mojej nowej marynarce. Przygotowałem dwie; nieco różniące się charakterem. Bo wprawdzie marynarkę trzeba określić jako typowo letnią, ale przecież pogoda bywa latem różna. Dlatego przygotowałem stylizację na dzień ciepły i słoneczny oraz na dzień chłodny i pochmurny. W pierwszej towarzyszą marynarce: spodnie i poszetka Bonus MG, koszula Tiestore, krawat Poszetka, buty Yanko, zegarek Citizen, szelki Profuomo. W skład drugiej stylizacji wchodzą: spodnie Norman, koszula Emanuel Berg, krawat i poszetka Bonus MG, buty Bexley, kapelusz Polkap, zegarek Citizen, szelki Profuomo. Autorką zdjęć jest Małgorzata Adamska.



















Janie! Piękna marynarka i piękne zdjęcia ! A Ty jesteś jak wino, z wiekiem wyglądasz coraz lepiej i dostojniej ! Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dobrego dnia. Twój stały czytelnik 🙂
Dziękuję za miłe słowa 🙂
Chirurgiczny rękaw miast “udawanych’ guzików, pięknie skrojona. Wyglądasz dostojnie, Janie. Choć kolor zielony jest dla mnie za odważny trochę…
Ale i tak najbardziej podoba mi się ten cieniusieńki citizen na przegubie. 🙂 Od kilku lat jestem posiadaczem takowego (dzięki Twojemu blogowi) i bardzo go lubię.
MM
Dziękuję 🙂
Mnie też fascynuje cienkość koperty Citizena (5 mm). Kilka lat temu był też dostępny inny, o grubości koperty 3 mm! Niestety sporo kosztował i poskąpiłem – czego dziś żałuję. Bo zegarek zniknął z oferty i ani ten, ani inny podobny już się nie pojawił. Oczywiście można postawić na ultra cienkie zegarki Piaget, Bulgari czy Richard Mille, ale na nie musiałbym odkładać kilkadziesiąt lat (nic nie jedząc i nic nie kupując). Więc chyba nie dam rady 😉
O ultra cienkich zegarkach pisałem m.in. we wpisie Bicie zegarkowych rekordów.
Janie… Dum spiro spero. Może Ci się uda kiedyś kupić takie cacko. Niezbadane są wyroki Opatrzności/Boga/Losu* 🙂
A możesz mi przypomnieć co to za czasomierz, ten 3mm-owy?
… i ile kosztował?
Maciejek
– – –
*) niepotrzebne skreślić.
Janie, czy to ten zegarek 3mm?
https://ponadczasowi.pl/sklep/produkt/citizen-ar5044-03e-eco-drive-one-solar-limited-edition
… w magazynie. 🙂
Ale estetyka czarnej tarczy mi nie leży.
Dla mnie ten Twój (nasz…) jest znaaacznie ładniejszy. A cyfry jak z szablonu rotringa z lat 70-tych na białej tarczy są piękne… 🙂
MM
Tak, to ten zegarek! A więc wrócił – dziękuję za odnalezienie 🙂 Ciekawa jest cena. Bo pierwotnie kosztował ok. 12 tys. zł a po jakimś czasie cena została obniżona do ok. 8 tys. zł. Pożałowałem tych 8 tys. a dziś byłbym skłonny tyle wyłożyć. Jednak na wydanie 19,9 tys. zł jednak się nie zdecyduję 😉
Marynarka w takim kolorze to może być jak niebieski blazer – do wszystkiego pasuje 😉 Mi się najbardziej podoba zestaw z granatowymi spodniami. A dlaczego tylko 3 guziki w rękawach?
Marynarki nieformalne mogą mieć mniej guzików niż cztery, która to liczba jest standardem dla smokingów i garniturów wieczorowych. Moim zdaniem trzy guziki wyglądają ciekawiej ale trzeba pamiętać, że mogą też być dwa guziki lub jeden. Jeśli jeden to jest wtedy wielkości podstawowego guzika marynarki. Marynarki (nawet garniturowe) z jednym guzikiem przy rękawach pojawiały się dość często w filmach z bondowskiej serii w okresie gdy w rolę agenta 007 wcielał się Roger Moore.
Powiem szczerze, że jako początkujący w temacie klasycznej elegancji nie posiadam jeszcze na tyle ugruntowanej wiedzy i trudno mi objąć te wszystkie drobne niuanse. Ilość guzików przy rękawie jest właśnie takim uciekającym z pola mojego widzenia szczegółem. W związku z tym mam pytanie, czy trzy guziki przy rękawie marynarki w wełnianym granatowym garniturze w prążek to klasyka czy może jakaś aberracja?
A to nie wynika z mojej wcześniejszej odpowiedzi? Tak, trzy dwa i jeden guzik przy rękawie nieformalnej marynarki (a także dziennego garnituru) to klasyczne rozwiązanie. Dlatego powołałem się na filmy z bondowskiej serii, że w owym czasie garnitury do filmu były szyte przez krawców z Saville Row. Kto lepiej mógłby interpretować klasyczne krawiectwo? Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku takie rozwiązania były powszechnie stosowane a dopiero wraz z rozpowszechnieniem się przemysłowego szycia odzieży przyjął się standard czterech guzików. Ale też nie był bezwzględnie obowiązującym bo np. w pierwszej dekadzie XX wieku bardzo popularne były garnitury z pięcioma guzikami przy rękawie marynarki i nawet dzisiaj można takie jeszcze spotkać w niektórych sieciówkach. To jest przykład modnego ostatnio wśród dużych firm sieciowych “zrywania z nudną klasyką”, natomiast stosowanie trzech guzików w nieformalnych blezerach (np. tweedowych) to jest powrót do klasyki.
Świetna marynarka, leży znakomicie.
Dziękuję 🙂
I otok kapelusza z tego samego materiału co marynarka, jak się domyślam? Nie jestem znawcą, ale jak dla mnie to fajny zabieg, ładnie to się ze sobą komponuje. Czasem ten sam materiał różnych zestawionionych elementów ubioru wygląda źle, ale czasem bardzo dobrze. 🙂
A mam też inne pytanko – jak dobierasz, Janie, szerokość mankietu rękawa, szyjąc na zamówienie? Czy z racji tego, że to sportowa marynarka, robisz go wąski i zakładasz noszenie pod spodem wyłącznie koszul ze zwykłym mankietem guzikowym? Czy może robisz zawsze na tyle szeroki, żeby zmieścił się w nim i ten na spinki? Co prawda z zasady jedno z drugim nie licuje, ale bywają czasem bardzo eleganckie sportowe marynarki i blezery, do których miałoby się niekiedy ochotę założyć coś nietypowego, przełamać regułę, jak np koszulę “pin collar” albo do muchy, z krytą plisą. Takie jednak często mają do kompletu mankiety francuskie… i bywa to problemem.😐
W pierwszej stylizacji sam pokusiłeś się o taki zabieg, zakładając koszulę tab-collar, która – o ile mnie wzrok nie myli – ma mankiety koktajlowe. 😏 Te mankiety są dość obszerne (mam jedną taką koszulę), bliżej im, w moim odczuciu, do francuskich niż zwykłych. I potrafią się trochę klinować w wąskich rękawach sportowych marynarek…
Jak z tą kwestią sobie radzisz? Jak szerokie wyloty rękawów robisz? 🤨
Poruszyłeś ciekawy temat relacji szerokości rękawów marynarki i mankietów koszuli. Kiedyś zacząłem nawet pisać wpis na ten temat ale poniechałem ze względu na dużą liczbę zmiennych, która uniemożliwiała wysnucie jakichś ogólnych wniosków. Rzeczywiście obecnie obowiązująca moda na kusość spowodowała zwężenie rękawów marynarki (co skądinąd wygląda całkiem dobrze) i powstanie problemu blokowania się mankietów na spinki. W masowym szyciu koszul ustaliły się od lat pewne standardy, ale one kompletnie zignorowały zwężenie rękawów marynarki. Stąd problem blokowania się mankietów. Trzeba przy tym pamiętać, że szerokość mankietów idzie w parze z rozmiarem kołnierzyka: im większy jest ten rozmiar tym szersze są mankiety. Uważam, że obecne standardy są źle ustawione i gdy zaprojektowałem kolekcję koszul dla eGARNITUR to ustaliłem mniejszą szerokość mankietów francuskich. Projekt ten został zarzucony ale może i dobrze bo niechybnie pojawiłby się problem, że dla pewnej grupy klientów (ale niewielkiej mniejszości) moje mankiety okazałyby się za wąskie. Wprawdzie dla zdecydowanej większości znikłby problem blokowania się mankietu w rękawie marynarki (dziś bardzo częsty i bardzo upierdliwy), ale sam wiesz jak to jest gdy pojawia się jeden niezadowolony klient. A gdy pojawi się ich kilku lub kilkunastu – a w dodatku takich, którzy są aktywni w social mediach – to już dramat.
Szyjąc na miarę – zarówno koszule jak i marynarki – oczywiście biorę pod uwagę problem mankietów koszuli. I rzeczywiście zakładam – jak przypuszczałeś – że do każualowej marynarki nie będę nosił koszuli z mankietami na spinki. Ale i tak szyję rękawy niezbyt wąskie: 14 – 15 cm. Dla porównania – mankiety w moich koszulach na spinki mają ok. 11,5 – 12 cm szerokości. Poza tym bardzo rzadko noszę koszule z mankietami francuskimi; w zasadzie wyłącznie do smokingu i garnituru wieczorowego. Moim ulubionym typem mankietów są mankiety koktajlowe i takie zamawiam we wszystkich koszulach szytych na miarę (z wyjątkiem smokingowej, rzecz jasna). Mankiet koktajlowy nie powinien w zasadzie mieć szerokości większej niż zwykły mankiet na guziki ale w koszulach gotowych bywa różnie. Z tym, że zawsze jest możliwość przesunięcia guzików i tym samym uczynienia mankietu luźniejszym lub ciaśniejszym.
Bardzo dziękuję za odpowiedź! 🙂
Tak, ja jak najbardziej zgadzam się, że wąskie rękawy wyglądają dobrze. Sam jestem średniego wzrostu, ale szczupły i drobnej budowy, i za szerokie rękawy (nie tylko ich wylot, ale od samego ramienia) to u mnie jeden z głównych kłopotów w doborze marynarek. Za luźny rękaw od razu sprawia, że wygląda to na mnie źle, choćby szerokość w ramionach była dobra i w talii wszystko się zgadzało. Więc ja generalnie lubię, kiedy rękaw nie jest za luźny. Z tego powodu też łatwiej znaleźć mi marynarki sportowe niż formalne, bo te pierwsze z reguły mają rękawy węższe. Ale… tak jak wspomniałem, niesie to ze sobą też ten kłopot z lekkim blokowaniem się innych mankietów koszuli, niż te zwyczajne (nie wiem jak je nazywać, po angielsku mówią na to “barrel cuff”, czyli beczółkowe 🙂 )
Rzeczywiście, mankiety koszulowe są skorelowane z rozmiarem kołnierzyka, i całe szczęście, bo kołnierzyk noszę wąski, więc i mankiety mam względnie smukłe, adekwatnie zresztą do moich nie za szerokich nadgarstków. No ale marynarki też mam wąskie, więc… problem systemowo jakby wygląda wciąż tak samo: czy to w węższych, czy szerszych rejestrach rozmiarowych, stosunek mankietu francuskiego (a bywa że i koktajlowego) do wylotu rękawa sportowej marynarki jest zawsze problematyczny. No chyba, że szyjemy na miarę i celowo zrobimy np wylot rękawa marynarki nieco szerszy… i stąd było właśnie moje pytanie, na ile robisz je inne od konfekcyjnie typowych 🙂
Swoją drogą, ciekawi mnie, czy szerokość rękawa marynarki na całej swojej długości jest jakoś na sztywno związana z szerokością jego wylotu? Oczywiście, w standardowych rozmiarówkach RTW tak to właśnie wygląda, ale czy szyjąc samodzielnie można ten stosunek nieco łamać? Czy niewielkie rozkloszowanie rękawa u dołu, właśnie w celu lepszego współgrania z szerszym mankietem koszuli, to śmiertelna przewina? 😉 Właściwie, to nawet nie tyle rozkloszowanie – wystarczy, że ten rękaw nie będzie się w górę poszerzał (albo nie aż tyle). Bo dla mnie byłoby to zbawienne np w formalnych marynarkach garniturowych. Tam często wylot rękawa jest nieco szerszy, ale idzie za tym cała szerokość w górę, a to już na mnie wygląda niekoniecznie dobrze…
Pamiętam, jak kiedyś parę razy zwężałem rękawy marynarki u krawca – zostawialiśmy dół (wylot), zostawialiśmy pachę (bo tu zmiany byłyby zbyt skomplikowane), a zwężenie było tylko pomiędzy. I w moim ówczesnym mniemaniu poprawiało to ogólny wygląd bardzo! Natomiast nie wiem, czy pod pewnymi aspektami nie wyglądało to może dziwnie/śmiesznie? Za mało jestem wyrobiony, żeby to ocenić :). Ale przyglądam się temu i zastanawiam, bo może w swoich poszukiwaniach formalnych garniturowych marynarek właśnie w tę stronę powinienem iść? Dopasowywać ramiona, klatkę, talię, długość itd, a nie martwić się zbyt luźnymi rękawami, tylko je po prostu zwęzić, zostawiając jedynie odpowiedniej szerokości wylot, pod kątem ewentualnych mankietów na spinki? Hmm…
Mam jednocześnie świadomość swoich sprzecznych trochę oczekiwań 🙂 Bo z jednej strony chcę wąskich rękawów – w takich wyglądam dobrze. A z drugiej chcę mieć możliwość noszenia koszul z francuskimi mankietami. No to: albo rybki albo akwarium! – chciałoby się powiedzieć 🙂 Ale może jednak jest jakiś kompromis, który to trochę godzi? Wciąż poszukuję.
Przy sportowych marynarkach francuski mankiet koszuli to faktycznie zjawisko dość incydentalne, przełamanie reguły (choć zagorzali miłośnicy koszul winchester pewnie by się nie zgodzili – one często są na spinki). Ale już w formalnych marynarkach garniturowych trzeba brać to pod uwagę. A jednocześnie rękaw nie może przecież wyglądać na mnie workowato…
Skwituję to tak: ja bym, Janie, z ogromną radością przyjął węższe mankiety francuskie, tak, jak to planowałeś zaprojektować dla eGARNITUR 🙂 Masz mój głos! Bo ja do mankietu na spinkę nie mam jakichś wielkich uprzedzeń i wcale nie kojarzy mi się on jedynie ze smokingiem czy ślubnymi okazjami. Byłbym skłonny nosić go czasem nawet pod co bardziej eleganckim blezerem. Taka sprezzatura znad Wisły, haha :p Dokładnie tak samo jak łączy się eleganckie oxfordy na skórzanej podeszwie z jeansami i chinosami. Jedyne zastrzeżenie mam właśnie do jego rozmiaru, przez który wszystko trochę przestaje do siebie pasować… 😐
PS: Przyznam, że mam jeszcze kilka innych pytań z dziedziny klasycznej mody męskiej, które chciałbym Ci zadać, ale może lepiej zrobię to w komentarzach pod adekwatnymi do danego pytania wpisami na tym blogu, żeby nie robić bałaganu i żeby inni też mogli z tego sensownie skorzystać.
Ogromnie doceniam fakt, że czytasz te komentarze i na nie odpowiadasz, również pod starymi wpisami sprzed kilku lat!
PPS: Czuję się chwilami nieswojo, zwracając się do Ciebie na Ty, bo dzieli nas jednak pokolenie, ale robię to na wyraźną Twoją prośbę na tym blogu 🙂
Pozdrawiam serdecznie!
Wspomniałem w poprzedniej odpowiedzi, że zrezygnowałem z wpisu na ten temat ze względu na dużą liczbę zmiennych, które czyniły wątpliwą jakąkolwiek konkluzję. I Ty, w powyższych rozważaniach, potwierdziłeś tę dużą liczbę zmiennych, niektóre z nich przywołując. Jeśli masz krawca od poprawek, do którego masz zaufanie, to jest on najlepszym partnerem do dyskusji o takich szczegółach. Na pewno wychodzi z nich coś sensownego a w najgorszym przypadku nauczka, że to nie jest właściwa droga. Bo tutaj – na każdym etapie – potrzebne są praktyczne doświadczenia. Samą teorią nic się wskóra. W moich wpisach schodzę do bardzo głębokich poziomów szczegółowości, ale wszystkiego nie jestem w stanie rozstrzygnąć. Ale to dobrze bo pozostaje pole do własnych przemyśleń i eksperymentów, które przecież dają niemałą satysfakcję.
Wspominasz, że w koszulach szytych na miarę masz mankiet koktajlowy. Czy taki mankiet pasuje do koszuli w prążki lub kratkę czy tylko do gładkiej?
Nie ma przeszkód żeby mankiety koktajlowe znalazły się w koszuli we wzory, chociaż w sklepach takiej koszuli raczej się nie znajdzie. Czasami zdarzają się koszule winchester (kolorowa koszula gładka lub we wzory, z białym kołnierzykiem i białymi mankietami) z mankietami koktajlowymi ale też należą do rzadkości.
Marynarka piękna i stylizacje też. Lecz dla mnie właśnie ten otok w kolorze marynarki to troszkę za dużo. Zaważyłem to też na innych Twoich zdjęciach. Mam skojarzenia z zestawami krawat-poszetka. Stawiałbym na inny odcień zieleni. Pozdrawiam
Piękna rzecz! Może też się kiedyś zdecyduję, choć na razie cena szycia na miarę trochę mnie odstrasza. 🙂
Chodzą słuchy, że taniej już było.
Janie, wspaniała marynarka, ale jeszcze wspanialsza satysfakcja z jej zaprojektowania i własnoręcznego uszycia! Kolor pasuje zarówno do kremowych spodni, jak też do ciemnoniebieskich (lekkie zaskoczenie!) Niewątpliwie dużą rolę odgrywa szeroki krawat w barwach zapewniających łączenie kolorów spodni i marynarki oraz klasyczna koszula. Serdecznie pozdrawiam!
Dziękuję 🙂
Z tym własnoręcznym uszyciem to się trochę zagalopowałeś 😉 Nawet trudno mówić o zaprojektowaniu marynarki przeze mnie bowiem ja tylko sformułowałem moje oczekiwania co do podstawowych parametrów natomiast ostateczna całość to jest jednak dzieło krawca.
Jak zwykle PERFECT!
Dziękuję 🙂
Ja zapytam o spodnie. Czy takie jak prezentujesz, Janie, można kupić w sklepie Bonus MG?
Nie. To był indywidualny projekt sprzed kilku lat.
Panie Janie, marynarka piękna, realizacja bardzo udana. Mam pytanie – jakie zakłady krawieckie w okolicy Warszawy poleca Pan do realizacji podstawowowych poprawek garniturowych? Ostatnio oddawałem spodnie od garnituru kierując się opiniami Google i bardzo się naciąłem. Z góry dziękuję i pozdrawiam!
Dziękuję 🙂
W sprawie poprawek mogę co najwyżej podać kontakt do krawcowej, z której usług ja sam korzystam (ma pracownię w Ursusie). Jeśli to Pana interesuję to proszę o wiadomość via email, Messenger lub ID.
Drogi Janie, mam pytanie pośrednio związane z tematem Twojego wpisu. Oglądając uroczystość zaprzysiężenia Prezydenta Karola Nawrockiego zauważyłem, że nie ma on poszetki (podobnie jak zdecydowana większość polskich polityków). I nic w tym dziwnego, ponieważ na zbliżeniu nie dostrzegłem w marynarce (z pewnością bespoke) brustaszy. Czy to możliwe, czy mam coś z oczami?
Wybacz Macieju ale od czasu wyboru Karola Nawrockiego na prezydenta, zaprzestałem czytania jakichkolwiek tekstów na temat polityki i oglądania w sieci jakichkolwiek materiałów z tym związanych. Zaś telewizji nie oglądam już od kilkudziesięciu lat. Zatem nie widziałem spektaklu, który nazwałeś “zaprzysiężenie prezydenta” i zupełnie mnie nie interesuje jak były ubrane główne postaci i statyści tego spektaklu. Brak brustaszy w marynarce wydaje mi się kuriozalny, ale skoro istnieją marynarki bez klap to dlaczego miałyby nie istnieć marynarki bez brustaszy?
Rozmawiałem kiedyś z wysoko postawionym politykiem i zapytałem go dlaczego on i jego koledzy politycy nie noszą poszetek (poza bardzo nielicznymi wyjątkami). Odpowiedział mi, że to się nie podoba gawiedzi (powołał się na jakieś badania) a przecież istotą bycia politykiem jest właśnie przypodobanie się gawiedzi. Trochę się martwię, że w którymś momencie gawiedzi przestanie się podobać noszenie spodni, ale może do tego czasu znajdzie się jakiś sposób na odfiltrowywanie obrazów z Internetu. Z czego z chęcią będę korzystał.
Dobrze dostrzegłeś.
Kiedy wpis n/t spodni bespoke?
Pisałem o spodniach bespoke we wpisie Jesień w sztruksach i tweedach.
A bespoke ze stębnowaniami i innymi “smaczkami”?
Dzień dobry.
Widząc tylko zdjęcie, nie czytając tekstu, domyśliłem się, że marynarka wyszła spod ręki Mistrza, który stworzył i poprzednią marynarkę. Tę z bawełnianej kory. Marynarka piękna.
Połączenie dobrze pojętej nowoczesności i tradycji.
Pozdrawiam
Dziękuję i gratuluję przenikliwości 🙂 To rzeczywiście marynarka z tej samej pracowni.