Bondowskie inspiracje

Komponując zestawy koordynowane (marynarka + spodnie garniturowe w innym kolorze) lub smart każualowe (marynarka + dżinsy lub chinosy), staram się tak dobierać poszczególne elementy żeby był wyraźny kontrast pomiędzy spodniami a marynarką. Ale to nie jest jedyna możliwa droga bo można pójść też w kierunku maksymalnego zbliżenia kolorystycznego spodni i marynarki. Ta druga droga wydawała mi się zawsze mało ciekawa i mało ambitna (bo dobieranie kolorów spodni i marynarki bywa czasami interesującym wyzwaniem) ale zmieniłem zdanie po obejrzeniu filmu Spectre z bondowskiej serii (2015, reż. Sam Mendes, z Danielem Craigiem w roli Bonda). W filmie tym, w scenach na marokańskiej pustyni, widzimy Bonda w zestawie składającym się z jasnobrązowej marynarki i chinosów w kolorze niemal identycznym jak marynarka (w rzeczywistości spodnie są odrobinę jaśniejsze). W wielu publikacjach dotyczących modowych aspektów filmu można przeczytać, że James Bond ma na sobie w tej scenie jasnobrązowy garnitur, co nie jest zgodne z prawdą.
Ubiór Jamesa Bonda składa się z marynarki uszytej z mieszanki wełny (51%), lnu (41%) i jedwabiu (8%) oraz spodni z bawełnianej gabardyny. Zarówno marynarka jak i spodnie są marki Brunello Cucinelli (tej samej marki jest też pasek). Do tego dochodzą zamszowe trzewiki marki J.Crew oraz biała koszula i dzianinowy krawat (knit) od Toma Forda. Krawat ten był w swoim czasie źródłem niemałej sensacji gdyż jak łatwo zauważyć jest zawiązany za krótko – powinien sięgać do klamry paska a sięga około 10 cm wyżej. Pisano o poważnej wpadce realizatorów filmu ale ja myślę, że był to zabieg celowy, nawiązujący do jednego z wcześniejszych filmów z bondowskiej serii. Bo trzeba tu dodać, że Spectre jest gęsto poprzetykane wieloma odniesieniami do wcześniejszych filmów. Za krótko zawiązany krawat to – moim zdaniem – odniesienie do filmu Diamenty są wieczne (1971, reż. Guy Hamilton, z Seanem Connerym w roli Bonda). W kilku scenach z tego filmu (na marginesie: jednego ze słabszych z całej serii) widzieliśmy Bonda w beżowym lnianym garniturze z pracowni londyńskiego krawca Anthony’ego Sinclaira, kremowej koszuli z mankietami koktajlowymi od Turnbull & Asser i z różowym krawatem zawiązanym węzłem windsorskim. W oczy rzucają się: pokaźna szerokość krawata, ogromny, masywny węzeł i groteskowo mała długość. W dodatku ten kolor! Gdyby krawat został zawiązany węzłem four-in-hand prawdopodobnie miałby właściwą długość a i węzeł nie byłby tak przytłaczający. No ale wyszło jak wyszło i krawat nieodparcie kojarzy się z dziecięcym śliniaczkiem.
Może odbiegnę trochę od głównego tematu ale muszę dodać, że krawat jest nie tylko źle zawiązany ale wygląda bardzo tanio (być może jest poliestrowy). W ówczesnych filmach bondowskiej serii stosowano koszule i krawaty marki Turnbull & Asser, które były doskonałej jakości ale za to nie należały do tanich. I w filmie Diamenty są wieczne Sean Connery nosi niemal wyłącznie krawaty tej marki, poza tym nieszczęsnym różowym. Dlaczego? Otóż scena, w której Bond występuje w tym krawacie kończy się jego wpadnięciem do basenu. Kręcąc film robi się – jak każdy zapewne wie – wiele tzw. dubli każdej sceny (czasami nawet kilkanaście). A jeśli scena kończy się w basenie to do kolejnego dubla trzeba założyć nowy, suchy strój. To by tłumaczyło dlaczego od początku sceny Bond jest bez marynarki: po prostu zaoszczędzono i zamiast moczyć kolejne marynarki kazano Bondowi ją zawczasu zdjąć. Ale krawat musiał się jednak zamoczyć zatem musiano kupić ich odpowiednio duży zapas. No i postanowiono zaoszczędzić i zamiast kupować drogie krawaty Turnbull & Asser, kupiono jakieś tanie krawaty no name. Nie wiem czy moja teoria jest prawdziwa ale myślę, że jest duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie było.

Po tej krawatowej dygresji wracam do głównego wątku i stawiam pytanie: czy zestaw marynarka plus spodnie w kontrastowych kolorach/odcieniach jest ładniejszy lub właściwszy od zestawu w kolorach/odcieniach zbliżonych? Oczywiście nie ma na to dobrej odpowiedzi. Bo po pierwsze ocena każdego zestawu ma charakter bardzo subiektywny, a po drugie – jak to zwykle bywa – diabeł tkwi w szczegółach. Na postrzeganie całej stylizacji mają wpływ nie tylko kolory ale także rodzaj i faktura tkanin, krój poszczególnych elementów i ich dopasowanie do sylwetki, a także niuanse w odcieniach. Czyli zarówno w opcji kontrastowej jak i w opcji kolorystycznie zbliżonej, mogą się trafić zestawy udane i nieudane. A skoro nie można z góry przesądzić, która opcja jest lepsza to trzeba próbować różnych. I właśnie w dzisiejszym wpisie postanowiłem pokazać moje próby oparte na bondowskich inspiracjach.

Głównym elementem mojego pierwszego zestawu inspirowanego strojem Jamesa Bonda ze Spectre jest marynarka Marki M.Ceran. Jest uszyta z mieszanki wełny i jedwabiu, ma nakładane kieszenie i guziki z masy perłowej. Tkanina robi doskonałe wrażenie, co jednak można ocenić przy bezpośrednim kontakcie – zdjęcia nie są w stanie tego oddać. Jej mięsista miękkość sprawia, że marynarka jest nie tylko miła w dotyku, ale też idealnie się układa. Zaś lekki połysk nadaje jej nieco niezwykłości. Za te cechy w głównej mierze odpowiedzialny jest jedwab, którego w składzie jest aż 40%. Marynarka jest uszyta całkowicie na miękko; nie ma żadnych wkładów ani usztywnień wewnętrznych i jest całkowicie pozbawiona podszewki.
Żeby się utrzymać w konwencji z filmu Spectre powinienem był zawiązać za krótki krawat ale nie chciałem tego robić i zastosowałem wybieg: zamiast krawata użyłem fularu. Fular jest dodatkiem mało bondowskim bo – jeśli dobrze pamiętam – James Bond założył fular tylko dwa razy w całej serii – w filmach: Zabójczy widok (1985, z Rogerem Moorem w roli Bonda) i GoldenEye (1995, z Piercem Brosnanem).
Pozostałe elementy stylizacji to: chinosy Bytom, koszula James Button, poszetka Wólczanka, fular i pasek EM Men’s Accesories, zegarek Orient, okulary Fielmann, buty żeglarskie Sebago. Takie buty na pewno nie zdałyby egzaminu na marokańskiej pustyni ale przecież ja tylko czerpię inspirację ze stylizacji Bonda a nie ją kopiuję. Ewentualnych zapalczywych dyskutantów, którzy uwielbiają wytykać mi różne błędy spieszę poinformować, że fular i poszetka – choć podobne – są z zupełnie różnych tkanin (co widać po bliższym przyjrzeniu się). A poza tym: czy zwyczaj, że nie wypada nosić krawata i poszetki z tej samej tkaniny, przenosi się automatycznie na parę: fular/poszetka? Bo nie mam takiej pewności.
Druga stylizacja z użyciem tej samej co poprzednio marynarki, jest nieco bardziej formalna gdyż chinosy zostały zastąpione przez spodnie garniturowe a buty żeglarskie – przez monki. Poza marynarką M.Ceran w skład stylizacji wchodzą: spodnie i krawat Bonus MG, koszula Próchnik, poszetka EM Men’s Accesories, buty Partenope, skarpetki Wola, zegarek Orient, okulary The Bespoke Dudes.
W ostatniej stylizacji z dziś prezentowanych wracam do chinosów ale zestawiam je z inną marynarką w kolorze kremowym. Marynarka jest dwurzędowa i pochodzi z Bonus MG, natomiast stylizacja ma charakter zdecydowanie nieformalny. W jej skład wchodzą: spodnie Bytom, koszula Próchnik, fular EM Men’s Accesories, poszetka Poszetka, buty Meka, zegarek R.U.Braun.











Uważam ten eksperyment za ciekawy i przydatny, ale niestety nieudany (albo odwrotnie: udany: pokazał, że zestawy zbudowane na zasadzie kontrastu są dużo ładniejsze). W zestawach nr 2 i 3 jeden z elementów (spodnie albo marynarka) jest zbyt formalny. Pierwszy zestaw chyba najlepszy, ale też mi się nie podoba. Może te pustynne okoliczności i magia kina spowodowały, że kostium Bonda nie wyglądał najgorzej.
Cóż, mam kompletnie odmienne zdanie, zestawy monochromatyczne są dużo ładniejsze według mnie .
Mnie z kolei bardzo podobają się niskokontrastowe zestawienia, zarówno te konkretne jak i w ogóle. Dlatego nie uważam, aby “eksperyment” wykazał wyższość wysokiego kontrastu nad niskim, jak sądzi Michał.
Stylizacje nr 1 i nr 3 jak najbardziej udane, nr 3 natomiast w mojej ocenie jest totalnie nijaka, tzn. smutna, przygaszona.
Proszę zdecyduj się, czy stylizacja nr 3 jest “jak najbardziej udana” czy “totalnie nijaka”.
Numer 2 jest totalnie nijaka – literówka.
Janie… Takie luźne myśli:
Apaszka to takie coś, że mimowolnie nasuwają się skojarzenia noszącego z lekko podstarzałym, nieco frywolnym jegomościem, który po – powiedzmy – czwartym rozwodzie i gigantycznych alimentach musiał sprzedać zadłużony jacht, a paparazzi przyłapali go z trzema prawie nieletnimi przyjaciółkami, w dezabilu i z szampanem w ręku… Brakuje tylko czapki kapitańskiej…
Berlusconiemu pasowała, ale Tobie ?? Brrr…
– – – –
Ty jesteś gentlemanem w każdym calu, więc stylizacja z apaszką (nr 1) nie uchodzi.
Pozostałe bardzo ciekawe, choć trzecia podoba mi się nieco mniej.
Pozdrawia, M
oops… W trzeciej stylizacji też jest apaszka (fular…) i również: Brr…
Krawat pasuje Ci znaaacznie bardziej.
Skojarzenia to rzecz ważna ale zawsze warto też nabyć trochę wiedzy. Np. czytając wpis: Fular. Do czego nosić? Jak wiązać?
Janie, czytałem oczywiście.
Tylko że to ani na jotę nie wpłynęło na mój gust i upodobania, niestety…
… I dlaczego sądzisz, że tej wiedzy nie miałem i “warto jej trochę nabyć”? Poczułem się dziwnie i niesprawiedliwie osądzony…
Pozdrawiam mimo to, M
Tytułem uzupełnienia jeszcze: nie mam krytycznego stosunku do Ciebie z fularem na szyi, mam skrajnie krytyczny i negatywny stosunek do fularów “in gremium”. To jeden z niewielu elementów garderoby, z których nie mam i nie chcę mieć w szafie żadnego.
A co sądzisz o zestawach smart każualowych z granatem w obu częściach, tj marynarce i chinosach w tym kolorze? Zdarza mi się tak ubrać, ale chyba jednak trudno zestawić granaty tak, aby pasowały, żona zawsze kręci nosem 🙂
PS: wg mnie zestawy koordynowane tylko w kontraście!
Różne odcienie granatu wzajemnie do siebie pasują ale raczej trudno jest znaleźć identyczne jeśli mamy do czynienia z różnymi tkaninami. Zresztą gdy łączy się granatową marynarkę z granatowymi chinosami to usilne dążenie do tego żeby miały identyczne odcienie i temperaturę barwową (czyli były nierozróżnialne) – nie ma chyba sensu.
Ciekawy temat i świetne stylizacje, jeszcze raz się okazuje że monochromatyczne połącznie marynarki i spodni może wyglądać świetnie:)
Dziękuję 🙂 Życzę miłego dnia.
Janie, jak zawsze niezwykle ciekawy artykuł. Muszę przyznać, że sam niedawno założyłem stylizację prawie identyczną jak Twoja pierwsza. Niemniej miałem jasno granatową marynarkę i w takim samym kolorze buty żeglarskie ;D
Mam niemniej pytanie nie związane z tematem artykułu. Jaki ubiór polecasz na obronę pierwszej pracy naukowej? Planuję założyć, granatowy garnitur jednorzędowy z klapami ostrymi marki ZackRoman (https://zackroman.com/garnitur-gatsby-midnight), granatowy jedwabny krawat Pewien Pan oraz czarne Lotniki Mekka (szyte metodą Blake). Niemałego problemu nastręcza mi koszula (oczywiście biała). Niemniej czy na obronę doktoratu dopuszczalna byłaby biała koszula z mankietami koktajlowymi (ewentualnie na spinki)? Czy taka odrobina ekstrawagancji, będzie w złym tonie?
Dodam, że w z obserwacji w moim środowisku naukowy o ile marynarki i krawaty nadal mają się dobrze, to nie spotkałem wielu profesorów stosujących poszetki, czy kamizeli. O koszulach z mankietami innymi niż pojedyncze zapinane na guziki również nie było mowy. Niektórzy potrafili łączyć się zdalnie na egzaminy cząstkowe w podkoszulku.
Dziękuję 🙂
Proponowana przez Pana stylizacja na obronę pracy doktorskiej jest idealna i na pewno zrobi doskonałe wrażenie. Absolutnie nie należy bać się koszul z mankietami na spinki lub koktajlowymi. Są one bardziej formalne od zwykłych mankietów na guziki i – choć są trudne do zauważenia prze zewnętrznych obserwantów – i podnoszą formalność (a więc i elegancję) na wyższy poziom. Nie uważam żeby koszule z takimi mankietami były ekstrawaganckie. Jednak z koszulami na spinki jest pewien problem bo mankiety w takich koszulach są na ogół za szerokie i są przyczyną bardzo irytującego blokowania się rękawów marynarki. Gdyby tak miało być u Pana, to byłby to dodatkowy (i zupełnie niepotrzebny) stresujący element na obronie. Ale szerokość mankietów na spinki jest zależna od rozmiaru kołnierzyka. Jeśli nosi Pan kołnierzyk 39 (lub mniejszy) to problemu nie powinno być. Jeśli nosi Pan kołnierzyk 42 (lub większy) to problem prawie na pewno wystąpi. W takiej sytuacji lepiej jest zrezygnować z mankietów na spinki i postawić na mankiety koktajlowe, które wprawdzie są mniej formalne od mankietów na spinki ale prezentują się równie atrakcyjnie a poza tym wnoszą pewien dandysowski akcent. Albo bondowski – bo takie mankiety były powszechnie stosowane przez Jamesa Bonda w czasach gdy w tę rolę wcielali się Sean Connery czy Roger Moore (ale później także – choć rzadziej).
Niestety – nawet w koszulach o kołnierzyku 37 lub 38 problem ze zbyt szerokimi mankietami na spinki względem współczesnych marynarek występuje…
Niestety gdy zapanowała moda na kusość i rękawy marynarek uległy zwężeniu, producenci koszul nie dostosowali rozmiaru mankietów i taki jest skutek. To prawda, że gdyby zwęzili mankiety to dla około 15% klientów okazałyby się one za wąskie ale teraz są za szerokie dla 85%. Zadziwiające jest to, że żaden z producentów koszul tego problemu nie chce dostrzec. Gdy zaprojektowałem moją kolekcję koszul to głównym argumentem przemawiającym przeciw niej było to, że mankiety na spinki będą za wąskie dla około 15% klientów. Zatem projekt nie wszedł do realizacji.