Moda i styl: pytania i odpowiedzi vol.21

Nadszedł czas na kolejną porcję pytań czytelników dotyczących różnych aspektów mody męskiej, oraz moich na nie odpowiedzi. Pytania docierają do mnie za pośrednictwem różnych komunikatorów – ostatnio coraz więcej za pośrednictwem DM, czyli komunikatora na Instagramie. To stosunkowo młode narzędzie komunikacyjne, zdobywające szybko coraz większą popularność. Moim zdaniem testem na popularność komunikatora jest liczba prób oszustw lub wyłudzeń dokonywanych za jego pośrednictwem. A tych na DM jest coraz więcej. I to najróżniejszych: od tak bardzo prymitywnych, że aż zabawnych (ktoś chce mi podarować kilka milionów dolarów), do bardzo wyrafinowanych. Do tej ostatniej grupy zaliczam zaskakująco liczne (otrzymuję ich kilkanaście tygodniowo) próby nawiązania przyjacielskich relacji przez młode, atrakcyjne kobiety, przeważnie przedstawiające się jako Amerykanki i prezentujące na Instagramowym koncie swoje zdjęcia w bardzo skromnym (żeby nie powiedzieć: symbolicznym) odzieniu. Przesyłane wiadomości są bardzo miłe, a chęć nawiązania przyjacielskich relacji i wymiany korespondencji, sprawia wrażenie autentycznej i płynącej z głębi serca. Zapytacie zapewne: gdzie tu próba oszustwa lub wyłudzenia? Tego niestety nie wiem. Żeby się dowiedzieć musiałbym wspomniane relacje nawiązać – czego nie robię. Nie mam jednak najmniejszej wątpliwości, że chodzi wyłącznie o pieniądze i że jakiś spec od tych spraw (albo jakiś algorytm) ocenił na podstawie publikowanych przeze mnie postów, że moje zasoby muszą być na tyle duże, że warto wielokrotnie ponawiać próby wciągnięcia mnie do gry. Jest to tak bardzo intrygujące, że czasami mam nawet pokusę przejścia do kolejnego etapu, żeby się dowiedzieć na czym polega istota tego biznesu. A może ktoś z czytelników wie o co w tym chodzi? I zechce się podzielić swoją wiedzą?

Powyższe rozważania to oczywiście tylko dygresja i czas przejść do pytań czytelników i moich odpowiedzi. Przypominam jeszcze tylko, że pytania są pisane niebieską kursywą a moje odpowiedzi – zwykłą czcionką.

Przymierzam się do pozyskania jakiegoś stroju na nadchodzący ślub syna. Myślę o popielatym żakiecie, spodniach w paski, białej koszuli i muszce (kamizelka?). Ślub i przyjęcie będą miały miejsce na zewnątrz, wczesnym popołudniem, z końcem sierpnia. Popołudnie może być bardzo parne. Innym problemem może być to, że na śluby dziś ludzie ubierają się na najprzeróżniejsze sposoby: jedni mogą występować w garniturach, natomiast inni w koszulach i dżinsach. Jak, Pana zdaniem, byłoby się najwłaściwiej ubrać, żeby nie przedobrzyć w elegancji w stosunku do reszty gości?

Żakiet uważam za najwłaściwszy i najbardziej elegancki ubiór na ślub. Kamizelka jest obowiązkowym elementem żakietu i nie można z niej zrezygnować. Marynarka żakietowa w kolorze popielatym to właściwy wybór, podobnie jak sztuczkowe spodnie. Kamizelka powinna być w kolorze pastelowym; błękitnym, beżowym itp. Do żakietu nosi się krawat (ewentualnie plastron) a nie muszkę. Alternatywą żakietu (o nieco obniżonym stopniu formalności) jest garnitur żakietowy, w którym kamizelka i spodnie są uszyte z tego samego materiału co marynarka. Kolor popielaty jest właściwy.
Nie należy rezygnować z eleganckiego ubioru tylko dlatego, że – jak Pan przewiduje – pewna część gości będzie ubrana luźno, czyli niewłaściwie z punktu widzenia rangi wydarzenia. Jeśli tacy goście się pojawią to wyłącznie będzie świadectwem ich niezbyt dużej kultury osobistej i absolutnie nie powinno być powodem równania w dół.
Pozostaje jeszcze kwestia ubioru pana młodego. Jeśli będzie on miał na sobie żakiet to chapeau bas! Wraz z synem wyznaczy Pan najwyższy standard i będzie kontynuatorem najlepszych tradycji weselnych i ogólnie sartorialnych. Natomiast jeśli syn wystąpi w zwykłym garniturze, to Pana ubiór będzie miał wyższy stopień formalności niż jego. A wiele osób twierdzi, że nie wypada ubrać się na ślub/wesele bardziej formalnie od pana młodego. Ja uważam, że takie twierdzenie nie ma racjonalnego uzasadnienia. Nie widzę przeszkód, żeby ktoś z gości, a już szczególnie ojciec pana młodego, miał na sobie ubiór bardziej formalny od ubioru głównego bohatera uroczystości. Taki ubiór tylko podkreśli szacunek do pary młodej i będzie świadczył o wysokiej kulturze i klasie osoby, która się na taki ubiór zdecyduje. Jednak powyższa uwaga nie dotyczy sytuacji, gdy para młoda zawczasu komunikuje gościom, że życzy sobie aby stroje były nieformalne (bo np. wesele odbywa się w leśniczówce, schronisku górskim itp.). Wtedy należy uszanować życzenie nowożeńców i ubrać się stosownie do zaleceń.

Czy, zdaniem Pana, we współczesnej elegancji jest miejsce dla butów w stylu hiszpańskim? Myślę o butach z podwyższonym obcasem – takich jakich używa się w tańcach flamenco.

Wszystko co nawiązuje do tradycyjnych strojów z różnych regionów Europy i świata, można wykorzystywać we współczesnych stylizacjach. Trzeba to jednak robić z wyczuciem, gdyż pomieszanie konwencji może czasami dać nie najlepszy efekt. Klasyczna elegancja ma swoje dość ścisłe wymogi i pozostawia niewielkie pole do eksperymentów. Moim zdaniem buty flamenco nie nadają się do garnituru, podobnie jak nie nadają się kowbojki lub ghillie brogues. Te ostatnie (do tradycyjnych strojów szkockich) nie dorobiły się nawet polskiej nazwy.

Pan w wielu artykułach sugeruje, żeby nie używać Victori. Sugeruje Pan Alberta. Dlaczego? Piotr.

Staram się raczej niczego nie sugerować; zawsze powtarzam, że każdy powinien wybrać taki węzeł jaki mu się najbardziej podoba. Ale też zwracam uwagę, że powinien to być wybór świadomy, po przetestowaniu przynajmniej kilku różnych węzłów. Krytykuję natomiast taką postawę, że stosuje się jakiś węzeł tylko dlatego, ze jest jedynym jaki się zna i nigdy nie próbowało się zastosować innego. Ja sam lubię Alberta gdyż wydaje mi się ciekawy i jest rzadko spotykany. Victoria też jest OK – pisząc o tym węźle zawsze podkreślam, że jest to węzeł najchętniej wiązany przez Włochów. Victoria i Albert są węzłami podwójnymi i niekiedy (gdy krawat jest bardzo gruby) dają nie najlepszy efekt i wtedy trzeba zastosować węzeł pojedynczy. Najpopularniejszym węzłem pojedynczym jest four-in-hand i jest to też węzeł najczęściej przeze mnie stosowany.

Panie Janie, co pan sądzi o powrocie szerokich krojów? Na tę chwilę widać to szczególnie wśród młodzieży podążającej za trendami. Ostatnio w centrum handlowym, dosłownie wszyscy młodzi ludzie paradowali w szerokich spodniach. Czy moda garniturowa lat 90 niebawem wróci także do popularnych sklepów z garniturami czy to chwilowy powrót sieciówek z odzieżą każualową. Pozdrawiam, Michał.

Trendy modowe powtarzają się co jakiś czas i obecnie obserwujemy początek przechodzenia od super-slimu do krojów bliższych klasyce, czyli bardziej naturalnych. Czy nastąpi przegięcie w drugą stronę i powrót do workowatych ubrań z lat 90-tych? Chyba raczej nie, gdyż tamte ubiory były po prostu nieestetyczne. Z drugiej strony słynni kreatorzy mody nie raz udowadniali, że poczucie estetyki i dobrego smaku nie jest czymś co by mogło ich powstrzymać w twórczym zapale. Zatem nie wiem co będzie „modne” w przyszłości ale też nie bardzo mnie to interesuje. Klasyczna męska elegancja jest ponadczasowa a ja nieodmiennie przestrzegam przed nadmierną fascynacją modowymi trendami.
Muszę jednak dodać, że byłbym bardzo ukontentowany gdyby tzw. masowi klienci zaakceptowali obszerniejszy krój spodni i szersze nogawki. Projektując kolejne garnitury do mojej kolekcji mógłbym wtedy wrócić do koncepcji klasycznych spodni garniturowych, która to koncepcja została odrzucona przez klientów dwa lata temu, gdy wchodziły do sprzedaży pierwsze garnitury z mojej kolekcji.

Janie, od dłuższego czasu śledzę Twój blog i przejrzałem większość wcześniejszych wpisów, ale nie znalazłem odpowiedzi na swoje pytania.
1) Co myślisz o krawatach i muszkach typu knit, tj. robionych na drutach albo szydełku? Z czym można je łączyć?
2) Uważasz, że szara kamizelka jednorzędowa będzie pasować z czarnym garniturem?

Rzeczywiście dawno nie pisałem o knitach i dobrze, że mi przypomniałeś temat: spróbuję coś napisać. Knity uważam za bardzo stylowe krawaty o obniżonym stopniu formalności. Idealnie pasują do stylizacji smart każualowych – np. marynarka połączona z dżinsami i do tego koszula button down. Poza tym knity bardziej pasują do marynarek z tkanin grubych, o przestrzennej fakturze, niż do tych z tkanin cienkich i gładkich.
Szara kamizelka będzie pasować do czarnego garnituru i nawet taki zestaw będzie nawiązywał do strollera.

Panie Janie, mam marynarkę jak na załączonym zdjęciu. Czy do tego typu marynarki z kieszeniami naszytymi na zewnątrz (wszystkie 3 takie są) pasuje poszetka? Jeśli tak to czy jakaś konkretna w kontekście materiału/ koloru/ wzoru? Marynarka jest granatowa – skład głównie wełna.

Marynarka z nakładanymi kieszeniami rzeczywiście ma mniejszą formalność od marynarki z kieszeniami ciętymi. Jest idealna jako blezer – do łączenia zarówno ze spodniami garniturowymi (w innym kolorze), jak i chinosami, dżinsami, sztruksami. Oczywiście poszetkę można (i moim zdaniem – należy) nosić w każdej marynarce a także w płaszczu – jeśli ma brustaszę. Kolor poszetki może być w zasadzie dowolny; może nawiązywać do koloru innego elementu zestawu, ale nie musi. Tkanina poszetki – dowolna, ale nie błyszcząca.

Szanowny Janie, ja też noszę muszki ale mam za każdym razem dylemat, czy zakładać muszkę do koszuli bez plisy? Z twoich stylizacji, które są dzienne wynikałoby, że muszka z koszulą bez plisy bardziej nadaje się do takich właśnie stylizacji dziennych. Czy mam rację? Ja staram się rozgraniczać je i do stylizacji wieczorowych zakładam koszulę z plisą. Czy to dobry trop, czy może spotkałeś się z jakimiś zasadami w tym temacie? Pozdrawiam, Piotr.

Jest taka zasada, że do smokingu obowiązuje koszula z krytą plisą lub z guzikami jubilerskimi. Niektórzy – zupełnie bezpodstawnie – twierdzą, że ta zasada automatycznie przenosi się na wszystkie stylizacje, do których zakłada się muszkę. Moim zdaniem jest to absurdem, bowiem strój składający się np. z dżinsów, kamizelki i koszuli z muszką, wyglądałby idiotycznie gdyby użyć koszuli z guzikami jubilerskimi lub krytą plisą. Uważam, że do garnituru wieczorowego – gdy zakłada się muszkę – można ewentualnie włożyć koszulę z krytą plisą, ale z guzikami jubilerskimi – już nie. Koszula z odkrytymi guzikami też będzie OK w takiej sytuacji – najlepiej jeśli guziki będą wtedy z masy perłowej. W przypadku dziennego garnituru i kolorowej muszki – kryta plisa nie pasuje, aczkolwiek nie jest błędem.

Marynarki to piękne stroje ale tylko na fotografii i w pozycji nieruchomej. W praktyce (noszeniu) to taka mała niedogodność. Proszę popatrzeć na mężczyzn pracujących ,,za biurkiem” – jak taka marynarka wygląda! W ogóle uważam, że marynarka jest kiepskim ,,wynalazkiem” jako strój dla mężczyzn. Anka.

Dobrze leżąca marynarka potrafi zatuszować niedoskonałości sylwetki mężczyzny i wyeksponować jej zalety. M. in. dlatego garnitur jest najbardziej eleganckim strojem dla mężczyzny. W ostatnich dekadach następuje jednak odwrót od elegancji w kierunku wygody i strój nieformalny oraz swobodny wkracza w coraz nowe obszary zarezerwowane dotąd dla strojów formalnych. Mimo to każdy mężczyzna przynajmniej kilka razy w życiu sięga po garnitur – wtedy gdy chce wyglądać uroczyście, podniośle i elegancko.
Gdy marynarka ma klasyczną konstrukcję i jest uszyta z tkanin dobrej jakości, nie traci swego uroku w czasie normalnego użytkowania. Zapewniam, że nie traci go podczas długotrwałego siedzenia za biurkiem – a wiem coś o tym.

Wpadł mi taki pomysł do głowy, może głupi, banalny, ale nie daje mi jakoś spokoju i chciałbym zasięgnąć Pana opinii. Myśli Pan, że sztruksowy smoking miałby rację bytu? W głowie powstała mi taka koncepcja: ciemnogranatowy dwurzędowy smoking (w kroju podobnym do tego z załączonego zdjęcia): wywijany mankiet, szalowy kołnierz, lampas, guziki itd. wykonane z czarnego atłasu, do tego czarna atłasowa muszka, czarne aksamitne eskarpiny lub Albert slippers i koszula z krytą plisą. Wiadomo, że byłby to produkt bardzo niszowy, zdecydowanie dla jakiegoś fascynata, czy dandysa. Nadto, ewentualne zastosowanie takiego ubrania na okazje pokroju wizyta w teatrze, bal noworoczny, karnawałowy itd. Pozdrawiam, Bartosz.

Sztruksowy garnitur nigdy nie będzie smokingiem choćbyśmy nie wiem jak bardzo starali się go do smokingu upodobnić. Podobnie zresztą jak marynarka do palenia nigdy nie będzie marynarką smokingową, a bywa tak u nas nazywana wyłącznie wskutek zabawnego zbiegu okoliczności: wszak po angielsku to: smoking jacket 🙂
Muszę przy okazji zauważyć, że kultura smokingowa jest obecnie w fazie upadku (nie tylko w Polsce) i smokingi w klasycznej postaci w zasadzie nie występują (patrz: stroje Roberta Lewandowskiego na różnych galach). W ich miejsce pojawiają się bardzo nieraz wydumane ubiory smokingopodobne. Np. wyjątkową furorę robią ostatnio różne wariacje na temat smokingu tropikalnego – najczęściej w postaci śnieżnobiałej, bawełnianej marynarki z klapami pokrytymi czarnym poliestrem. Podobno był to przebój studniówek 2023, co bez wątpienia jest zasługą Roberta Lewandowskiego.
Ja uważam ubiory smokingopodobne za wyjątkowo pretensjonalne, ale nikomu nie odmawiam prawa do takich strojów, jakie sobie wymarzy i jakie uważa za: wystrzałowe/ modne/ oryginalne/ nowoczesne/ piękne* (*niepotrzebne skreślić). Boleję tylko nad tym, że takie przebrania bywają nazywane smokingami. A gdyby tak nazwać je: jokingami?

Jestem ciekaw, jaką stosuje Pan metodę na perfekcyjny stan swojego eleganckiego obuwia podczas jazdy samochodem. Wiadomo, że podczas manewrowania zmianą biegów, buty mają kontakt z pedałami sprzęgła, hamulca i gazu. Niejednokrotnie zdarza się zahaczyć noskiem buta o pedał sprzęgła hamulca bądź gazu. Mimo najszczerszych chęci dochodzi do uszkodzenia lica buta. Skrzynia automatyczna poniekąd rozwiązuje problem, tym niemniej zawsze jest ryzyko porysowania wypastowanych na lustro nosków butów. Osobiście stosuję metodę nakładania przed jazdą samochodem kaloszy marki SWIMS, choć mam nieodparte wrażenie, że może się zdarzyć tak iż pomiędzy wewnętrzną stronę kaloszy a skórą buta znajdzie się maleńki kamyczek który będzie pustoszył lico. Jestem ciekawy Pana zdania w tej kwestii — być może ma Pan swoją autorską metodę, w której nawet podczas jazdy samochodem obuwie nie będzie porysowane. Pozdrawiam, David.

Buty narażone są na niekorzystne dla nich bodźce nieustannie – nie tylko podczas jazdy samochodem. Być może podczas prowadzenia samochodu z manualną skrzynią biegów to ryzyko jest nieco większe niż podczas normalnego chodzenia, ale nie jest też przesadnie duże. Ja od kilkudziesięciu lat jeżdżę wyłącznie samochodami z automatyczną skrzynią biegów i problemu nigdy nie miałem.
Podczas normalnego użytkowania, na skórze cholewki buta pojawiają się różne zabrudzenia i drobne zarysowania, ale one znikają po zastosowaniu zwykłych środków pielęgnacyjnych czyli kremu i pasty do butów. Mam wątpliwości czy użycie słowa „uszkodzenia” jest w takich przypadkach właściwe. Uszkodzenia też się oczywiście zdarzają (np. głębokie zarysowanie jakimś wystającym gwoździem lub innym ostrym elementem), ale należą one do rzadkości gdyż w eleganckich butach nie chodzi się na ogół po budowach lub gruzowiskach. Trudno mi sobie wyobrazić uszkodzenie cholewki podczas operowania pedałami w samochodzie.
Natomiast inną sprawą (i prawdopodobnie o to Panu chodziło) są ślady pozostawiane na skórze cholewki po jej zetknięciu z czymkolwiek wystarczająco twardym – np. obcasem lub podeszwą drugiego buta. Takie zetknięcia pozostawiają ślady, które można doraźnie wygładzić pocierając poślinionym palcem, chusteczką lub szmatką, oraz całkowicie wyeliminować stosując najpierw krem a później pastę woskową do butów. Ten problem pojawia się szczególnie często gdy noski butów są wypolerowane na lustro – wtedy kontakt takiego lustrzanego noska z czymkolwiek, pozostawia ślad. Po powrocie do domu trzeba nad nim popracować; niekiedy wymaga to wielokrotnego nałożenia pasty i intensywnego polerowania wilgotną szmatką. Przy czym każdy butofil ma w tej materii własne sposoby, np. niektórzy nie używają szmatki lecz poślinionego palca, inni stosują wprawdzie szmatkę, ale nawilżają ją nie wodą a… szampanem (w ostateczności białym winem).
Wspomniał Pan jeszcze o bardzo ciekawej sprawie związanej z noszeniem kaloszy, mianowicie o ewentualności dostania się ziarenek piasku pomiędzy kalosze o buty. To się może zdarzyć i rzeczywiście może powodować zarysowania wypolerowanej skóry cholewek. Rozwiązanie jest równocześnie i łatwe i trudne. Łatwe, bowiem trzeba używać kaloszy, które od wewnętrznej strony mają nie gołą gumę, lecz welurową wyściółkę. Natomiast trudne, bo takie kalosze są rzadkością i kosztują więcej od standardowych, gumowych – jak choćby SWIMS-y. Ja od lat noszę kalosze marki TRETORN z welurowym wnętrzem i nigdy nie miałem problemu z niesfornymi ziarenkami piasku. Ale od Pana Jana Kielmana wiem, że jego klienci skarżyli się na podobny problem.

Czy to nie jest czasem tak, że szersze nogawki, takie 21-23 cm uznać należy za element klasycznej mody, którą uznajesz Janie za właściwą a więc taką, w której w dawniejszych latach klasyki właśnie zakładano spodnie o takich nogawkach z mankietami (21-23 cm), zaś spodnie z szerokością 19 cm to tylko wymysł współczesnej elastycznej mody (zmiennej , a więc nieidealnej w przeciwieństwie do klasycznej mody), która odbiega od tego, co już dawno wymyślono jako obiektywnie ładnego dla mężczyzny?
W moim odczuciu tzw. wąskie nogawki (podobnie jak krótkie płaszcze) to wymysł współczesnej mody i odbiega ona od tego, czego naucza klasyczna moda. Wydaje się, że można to wszystko wrzucić do jednego katalogu, jak: krótkie płaszcze, wąskie nogawki (poniżej 21cm), krawaty śledzie, brak krawata, obuwie sportowe do garnituru, garnitury sportowe, koszule z nadrukami, koszule z krótkimi rękawami, przykrótkie marynarki itd.
Zastanówmy się, czy szerokie nogawki obiektywnie nie sprawiały, że mężczyzna wyglądał dostojniej, moim zdaniem mężczyźni w tych garniturach z nogawkami poniżej 21 cm wyglądają mniej męsko, podobnie jak w kwestii tych krótkich płaszczy, w sytuacji gdy ubierając płaszcz o właściwej długości czujemy się i jesteśmy bardziej dostojni. Zauważmy, że tradycyjna moda (zmienna) właśnie na tych cechach klasycznego ubioru się koncentruje, zawężając nogawki (oszczędność materiału?), podobnie jak skracając płaszcze oraz produkując produkt slim, które są także niemęskie. Pozdrawiam, Sławomir.

Szerokość nogawek rzeczywiście ewoluowała w klasycznej modzie męskiej – w różnych okresach bywało różnie Np. w początkach ery garnituru – w połowie XIX wieku – spodnie były ekstremalnie wąskie, a w pierwszej połowie XX wieku – ekstremalnie szerokie. Jest kwestią do dyskusji, który z okresów uznać za klasyczny. W pierwszych dekadach XX wieku nogawki miały u dołu ponad 30 cm a u ówczesnych trendsetterów sięgały nawet 40 cm. Jeśli spojrzymy na ilustracje Laurence’a Fellowsa z tamtych czasów to zauważymy, że sportretowani mężczyźni mają nieproporcjonalnie długie nogi. Ten zabieg został przez rysownika zastosowany, żeby sylwetki wyglądały na wystarczająco smukłe, czyli zgrabniejsze. Bowiem w spodniach o nogawkach szerokich u dołu ponad 30 cm, mężczyzna o normalnych proporcjach wyglądał nieco przysadziście, zatem niezbyt zgrabnie. Zwężenie nogawek miało korzystny wpływ na postrzeganie sylwetki, dlatego od kilkudziesięciu lat przyjął się taki standard. Problem pojawia się wtedy, gdy nogawki są zbyt wąskie, o czym wielokrotnie pisałem, m.in. ostatnio we wpisie Modowe paradoksy.
W swoim wywodzie posługujesz się przykładowymi wymiarami podanymi w centymetrach. Ale to jest bardzo zwodnicze, ponieważ szerokość nogawek jest zależna od rozmiaru. W garniturze rozmiaru 44, nogawki o szerokości 21 – 22 cm będą wyglądać na bardzo szerokie, ale takie same nogawki w garniturze 68 będą ekstremalnie wąskie, albo wręcz okażą się niemożliwe do założenia przez delikwenta o obwodzie w pasie 122 cm. Zatem jaki rozmiar miałeś na myśli wyrokując, że nogawki węższe niż 21 cm wpływają na „mniej męski” wygląd?

Panie Janie co myśli Pan o krawatach z Wólczanki? Czy rzeczywiscie jedwab w ich krawatach to jedwab, czy może tak jak w Lavardzie i innych sieciowkach i coś kombinują ze składami? Wiem ze ciężko to dostrzec lecz może wie Pan coś więcej na ten temat? I jak ewentualnie mają się krawaty z Wólczanki do krawatow z innych sklepów typu Miler, Poszetka, Republic of Ties? Mateusz.

Nie znam krawatowej oferty Wólczanki. Kilka lat temu można tam było kupić wyłącznie krawaty o szerokości 6 cm, więc przestałem się nimi interesować. Nie mam zatem pojęcia jaka jest ich jakość myślę jednak, że można mieć zaufanie do podawanego składu tkaniny bo renomowana marka raczej nie pozwoliłaby sobie na oszustwa. Na marginesie warto zauważyć, że producenci nie podają składu wewnętrznych wkładów krawatów, a jest to kwestia równie ważna (a może nawet ważniejsza) jak kwestia tkaniny wierzchniej. Optymalnie jest jeśli wkład jest podwójny i składa się z warstwy wełnianej i bawełnianej. Ale najczęściej jest poliestrowy. Polecam wpis Anatomia krawata.

Ostatnio czytam biografię Arnolda Schwarzeneggera i na jednym z zamieszczonych tam zdjęć występuje on w marynarce o dość dziwnym kroju: trzy guziki, wysoka zabudowa, długie klapy i bardzo duża odległość dolnej krawędzi marynarki od ostatniego guzika. Przypomina ona nieco płaszcz. Czy to jakiś konkretny styl, fason? Krój charakterystyczny dla jakiegoś typu garnituru? Załączam zdjęcie.

Marynarki trzyguzikowe dominowały w modzie męskiej mniej więcej do końca XX wieku. Obecnie też się je czasami widuje, ale bardzo rzadko. Dziś wszędzie poza Włochami dominują marynarki dwuguzikowe, natomiast powszechne w Italii marynarki na 2 i pół guzika to nic innego jak marynarki trzyguzikowe z klapami tak zaprasowanymi, że wchodzą w obszar górnego guzika. Jeśli się chce to ten górny guzik można jednak zapiąć (choć nie widziałem, żeby ktokolwiek to robił) i wtedy marynarka wygląda tak, jak marynarka Arnolda ze zdjęcia.

Mnie zastanawia temat koloru butów. Nie czuję się znawcą, ale zawsze mi się wydawało, że do granatowego garnituru nie wkłada się czarnych dodatków, w tym butów. Ostatnio zdjęcie Andrzeja Dudy dało mi do myślenia – może się mylę… Jakie jest Pana zdanie? Pozdrawiam, Łukasz.

Czarny kolor dobrze współgra z granatem pod warunkiem, że ten granat jest ciemny (tzw. midnight blue). Czarne buty do granatowego garnituru w wieczorowej stylizacji – są wręcz obowiązkowe. Proszę zwrócić uwagę, że granatowe smokingi mają klapy wykładane czarnym jedwabiem i nosi się do nich czarne muszki. No i rzecz jasna – czarne lakierki.

Janie, nurtuje mnie takie pytanie, na które nie potrafię nigdzie znaleźć odpowiedzi: czy ma estetyczne znaczenie, czy koszula do smokingu posiada pierwsze 4 guziki jubilerskie czy wszystkie? Czy ta zasada ma oparcie wypracowane historią tej koszuli czy jest to wymysł handlowy i większego znaczenia nie ma? Pozdrawiam, Szymon.

Z guzikami jubilerskimi jest ciekawiej niż mogłoby się wydawać, chociaż dzisiaj mało kto zwraca na to uwagę. Otóż smoking/frak wygląda bardziej elegancko, jeśli tych widocznych guzików jubilerskich jest mało. Może być nawet tylko jeden (patrz: Fred Astaire), ale dwa też robią dobre wrażenie. Zwróć uwagę na rysunki Laurence’a Fellowsa ze złotego okresu męskiej elegancji (np. tutaj); sportretowani przez niego eleganci w smokingach lub frakach zawsze mają dwa widoczne guziki. Sporadycznie mogą się zdarzyć trzy, ale cztery – nigdy. Porządna koszula smokingowa powinna mieć zwyczajne guziki ułożone tak gęsto jak trzeba ale ukryte pod plisą, oraz ozdobne guziki jubilerskie (dodatkowo) ale tylko dwa lub co najwyżej trzy. Jeśli w końcu pojawią się koszule w mojej kolekcji dla eGARNITUR, to koszula smokingowa będzie tak właśnie miała 🙂

Dzień dobry, mam pewne pytanie, na ktore nie potrafię znaleźć odpowiedzi w sieci. Jak oceniać klapy w marynarce takiej jak na załączonym zdjęciu? Wyglądają trochę retro i nie wiem czy obecnie wypada takie nosić. Pozdrawiam, Łukasz.

Rzeczywiście – ekstremalnie niskie położenie kozerki powoduje, że marynarka wygląda bardzo staroświecko. To jej jednak w żadnym razie nie dyskwalifikuje; można ją dziś nosić tylko trzeba mieć świadomość, że jest „niemodna”. Ale w byciu „niemodnym” (czyli nieco innym niż większość) nie tylko nie ma niczego niewłaściwego, ale wręcz może to być atutem. Mnie się marynarka podoba i gdybym taką miał to nie wahałbym się jej nosić.

Uczy Pan mody, a sam się Pan nie stosuje do podstawowej zasady – do marynarki wzorzystej nie zakłada się wzorzystej koszuli, tylko jednokolorową, gładką. Marek.

Ogólna zasada jest taka, że wzory można ze sobą łączyć, tylko trzeba to robić z wyczuciem, gdyż efekt łączenia może być czasami udany, czasami dyskusyjny, a czasami wręcz katastrofalny. Dlatego dla ludzi nie mających ani wyczucia, ani wiedzy o zasadach elegancji stworzono zalecenie, że tylko jeden z elementów ubioru może być wzorzysty – pozostałe powinny być gładkie. To jest podejście bardzo bezpieczne – na pewno nie popełni się wtedy błędu – dlatego jest polecane osobom niepewnym swojego stylu, nieobytym, bez wyczucia. Dla osób z większym doświadczeniem i wyczuciem stylu oraz z większą wiedzą, wymyślono zalecenie, że można łączyć ze sobą rozmaite wzory, ale muszą one bardzo wyraźnie różnić się od siebie – np. intensywność wzorów musi być różna, a jeśli łączy się dwa elementy w paski to gęstość tych pasków powinna być wyraźnie różna na obydwu elementach itp. I wreszcie dla osób wyedukowanych modowo, pewnych swojego stylu i mających silne poczucie estetyki jest zalecenie, że kryterium pozwalającym lub zabraniającym łączenia różnych wzorów i kolorów, jest wyłącznie własne wyczucie. Trzeba spojrzeć krytycznie na takie połączenia i ocenić: jest dobrze! albo: jest źle!
Dodam, że takie wyczucie to nie jest żadna wiedza tajemna i jeśli ktoś chce, to dość szybko może się go nauczyć i przy okazji nabrać pewności siebie. Trzeba tylko wierzyć we własne możliwości, obserwować innych, eksperymentować i czerpać radość ze swoich udanych stylizacji. Trzeba się natomiast wystrzegać wiary w dogmaty – gdzieś tam, kiedyś, zasłyszane – bo one często prowadzą na manowce. Tak jak np. dogmat na temat długości spodni garniturowych sięgających z tyłu do obcasa buta. On miał rację bytu kilkadziesiąt lat temu gdy nosiło się szerokie spodnie, ale nie ma racji bytu dzisiaj, gdy nosi się spodnie wąskie. A ciągle są ludzie z uporem powtarzający ten dogmat i próbujący się do niego stosować. Z bardzo złym skutkiem estetycznym.

15 komentarzy

  1. Bartosz 17/04/2023
    • Jan Adamski 17/04/2023
  2. Elegant z Mosiny 17/04/2023
  3. Marek 17/04/2023
    • Jan Adamski 18/04/2023
  4. Michał 18/04/2023
    • Jan Adamski 18/04/2023
  5. Elegant z Mosiny 19/04/2023
    • Jan Adamski 19/04/2023
      • Elegant z Mosiny 20/04/2023
  6. Marek 22/04/2023
    • Jan Adamski 23/04/2023
  7. Marek 22/04/2023
    • Jan Adamski 23/04/2023
  8. Chris 25/04/2023

Dodaj komentarz