Prozaiczny temat sznurowadeł
Umiejętność sznurowania butów i wiązania sznurowadeł (sznurówek) każdy nabywa w wieku kilku lat i na zawsze przestaje sobie zaprzątać głowę tym problemem. A czy w ogóle jest jakiś problem? Owszem jest, bowiem sposobów przeplatania sznurowadeł – jak również ich wiązania – jest wiele i nie każdy z tych sposobów ma zastosowanie w klasycznej elegancji. A poza tym w formalnej elegancji wieczorowej obowiązuje zasada, która już nie to, że nie ma dziś zastosowania w codziennej praktyce, ale wręcz została całkowicie zapomniana i w gruncie rzeczy nikt jej nie stosuje. Zaś w owej codziennej praktyce większość panów robi elementarny błąd w wiązaniu tzw. kokardki, wskutek czego owa kokardka układa się nieładnie i ma tendencję do rozwiązywania się.
Na zdjęciach poniżej pokazane są dwa sposoby przeplatania sznurowadeł przez dziurki w kwaterach: krzyżowy i drabinkowy. Obydwa sposoby mają swoje odmiany a poza tym jest wiele innych sposobów sznurowania, jednak tego tematu nie będę rozwijał gdyż każdy chyba wie, że w przypadku eleganckich butów garniturowych trzeba się trzymać sposobu drabinkowego i taki też sposób sugerują producenci butów, gdyż niemal wszystkie buty trafiają do sprzedaży tak zasznurowane. Są wyjątki, ale bardzo nieliczne.


Problem ze sznurowadłami pojawia się na etapie wiązania kokardki – czyli czynności jeszcze bardziej prozaicznej niż przeplatanie przez dziurki. Zapytacie zapewne jak to możliwe skoro każdy stosuje tu sposób najprostszy z możliwych. Otóż nie każdy. Jeśli ktoś miał do czynienia z żeglarstwem to wie, że najpewniejszym i najprostszym węzłem do połączenia dwóch linek jest węzeł płaski zwany też węzłem prostym. Ale wie też, że węzeł płaski łatwo jest zepsuć jeśli niewłaściwie skrzyżuje się wiązane linki w drugiej fazie wiązania. Powstaje wtedy węzeł zwany w żeglarskiej tradycji: babskim, choć nazwa ta mocno trąci mizoginizmem. Węzeł ten jest niepewny i łatwo ulega samorozwiązaniu, a pomylenie obydwu węzłów jest pewnym sposobem na oblanie egzaminu żeglarskiego.
No dobrze, ale co to ma wspólnego z wiązaniem butów? Otóż żeby węzeł był odporny na samorozwiązywanie oraz żeby kokardka układała się prostopadle do osi buta – należy zastosować węzeł płaski. Przy zastosowaniu węzła babskiego mogą się pojawić problemy z rozwiązywaniem się sznurowadeł i – co ważniejsze – kokardka przyjmuje przekrzywione położenie co nie wygląda dobrze. Ponieważ z samego opisu trudno uchwycić istotę problemu dlatego nagrałem wideo, które pokazuje na czym sprawa polega.
Przy wiązaniu butów każdy ma wyrobiony nawyk i albo zawsze stosuje węzeł płaski, albo zawsze węzeł babski, przy czym grupy osób wiążących jednym i drugim węzłem są mniej więcej równe. Jeśli ktoś – po obejrzeniu mojego wideo – dojdzie do wniosku, że używa węzła babskiego, to warto skorygować swój nawyk i już zawsze stosować węzeł płaski. To niby drobiazg ale skoro można robić coś lepiej praktycznie bez żadnego wysiłku to dlaczego nie pójść tą drogą?
Kolejna sprawa związana ze sznurowadłami jest znacznie ważniejsza i ma niemały wpływ na ogólny wygląd stylizacji wieczorowych i formalnych. Mianowicie jest pewna zasada klasycznej męskiej elegancji, która została niemal całkowicie zapomniana. Zasada ta mówi, że sznurowadła czarnych wiedenek lub lotników, które są obowiązkowe w wymienionych stylizacjach, nie mogą swobodnie dyndać przy butach lecz powinny być schowane; należy je wcisnąć pomiędzy stopę a cholewkę. Muszę dodać, że około 100 lat temu (i wcześniej) zasada ta obowiązywała dość szeroko i właściwie we wszystkich sznurowanych półbutach kokardki i końcówki sznurowadeł należało chować. Jednak w owym czasie wszystkie eleganckie męskie ubiory były mocno przesunięte w kierunku formalności zatem i ta zasada obowiązywała powszechniej. Warto jednak zauważyć, że i dziś są jeszcze wśród mężczyzn zwolennicy powszechnego chowania sznurowadeł – nawet w butach innych niż czarne i nawet w stylizacjach dziennych czy każualowych. Wprawdzie takie podejście należy do rzadkości ale czasami daje o sobie znać np. w komentarzach na moim blogu. Dodam, że nie ma żadnych przeciwskazań żeby tak robić – jeśli ktoś chce. Będzie to zresztą zgodne ze sformułowaną przeze mnie teorią jednokierunkowości w zasadach dreskodu (patrz wpis: Zasady dreskodu – ruch jednokierunkowy).



W ubiorach opartych na garniturach dziennych (szczególnie letnich) oraz zestawach koordynowanych i smart każualowych można też obrać kurs przeciwny, tzn. potraktować kokardki i końcówki sznurowadeł jako element ozdobny i dodać do nich coś co będzie przykuwało uwagę. Trzeba jednak do tego podchodzić ostrożnie żeby nie przekroczyć granicy dobrego smaku. Np. moja ulubiona marka obuwnicza czyli MEKA, umieszcza na końcówkach sznurowadeł małe ruloniki ze zwiniętej skóry – tej samej, z której jest wykonana cholewka. Te ruloniki można w łatwy sposób usunąć i sznurowadła stają się wtedy całkiem prozaiczne, ja jednak przeważnie decyduję o ich pozostawieniu bo wydają mi się ciekawym dodatkiem. Ale z komentarzy czytelników wiem, że nie każdemu to się podoba.


Jeśli ktoś przykłada wagę do detali i uważa, że szczegóły stylizacji mają wpływ na postrzeganie całości, to prozaiczny temat sznurowadeł wcale nie jest dla niego taki prozaiczny. Warto poświęcić mu chwilę uwagi.



Janie, ostatnie dni są ciepłe i słoneczne. Czy wypada ubierać się już bardziej wiosennie (bo na letnie stylizacje to chyba jeszcze za wcześnie)? Mam na myśli lżejsze materiały i żywsze kolory. Zastanawiam się, czy nie wygląda to trochę nie na miejscu (nie mówiąc już o słabszej ochronie przed chłodem), zwłaszcza wtedy, gdy wychodzi się z domu wcześnie rano albo wraca późnym wieczorem.
Ja zawsze z utęsknieniem wyczekuję wiosennego ciepła i ładnej pogody, żeby móc się pozbyć okrycia wierzchniego i wreszcie wyjść na zewnątrz w marynarce. Dlatego popieram koncepcję wczesnego przechodzenia na garderobę wiosenno-letnią. Zresztą od żywych kolorów nie stronię nawet zimą. Ja mam ten komfort, że nie muszę udawać się do pracy wcześnie rano gdy jest jeszcze zimno, a wracać wieczorem gdy już znów jest chłodno. Ale rozumiem, że dla wielu osób to jest jednak bariera dla zmiany garderoby na lżejszą. No cóż, trzeba się jakoś dostosowywać i dobrym rozwiązaniem przejściowym jest płaszcz zwany – nomen omen – przejściowym. Czyli prochowiec.
Dziękuję!
Buty na ostatnich dwóch zdjęciach to nie norwegery
Oj, a ja mam wrażenie że to jednak norwegery.
Panowie, uwaga!
Chyba przekraczamy granice śmieszności…
Osoby nastawione sceptycznie do kwestii dbania przez mężczyzn o swój ubiór i ogólnie – wygląd, można podzielić na trzy grupy, którym nadałem nazwy: pobłażliwych, zdziwionych i wściekłych. Pobłażliwi to ci, którzy zainteresowanie męską modą i stylem, oraz dbanie o odpowiedni dobór składników garderoby i dodatków, uważają za nieszkodliwe dziwactwo. Sami nie mają takich potrzeb i uważają, że prawdziwy mężczyzna mieć ich nie powinien. A jeśli ma, to coś musi z nim być nie w porządku. Uważają, że ich punkt widzenia jest jedynym słusznym, ale jeśli ktoś ma inny, to jest to raczej powód do żartów niż do niechęci czy wrogości.
Grupa zdziwionych jest najliczniejsza, ale rzadko daje o sobie znać. Bo prawdopodobnie nawet nie wie, że istnieją ludzie, dla których kwestie komponowania strojów i dobierania do nich dodatków, są ważne i są im w stanie poświęcić sporo uwagi, czasu, a także pieniędzy. Gdy odkryją ten fakt – reagują zdziwieniem.
Grupa wściekłych, uważa zainteresowanie dobrym ubiorem za zjawisko godne potępienia, czemu daje wyraz nie przebierając w słowach.
Więcej na ten temat we wpisie: Zasady męskiej elegancji w oczach przeciętnego odbiorcy.
Janie, ciekaw jestem do której grupy mnie zaliczyłeś…
– – –
Styl ubioru męskiego mnie interesuje, tak mi się zdaje. Staram się również przywiązywać wagę do wyglądu, do szczegółów (wielu, np. stosowne pióro wieczne i zegarek do okazji), materiałów, stosowności bądź niestosowności ubioru do okoliczności, umiem od lat wiązać muchę, nie mam gotowych, krawat wiążę na kilka sposobów (używam 4 in hand), i tak dalej.. Mm też 2 kapelusze Fedora i panama. Panamę czasem nosze latem, Fedorę miałem na sobie raz.. Planuję kupić boater’a, a na półce leży melonik po pradziadku – niestety wciąż jako ciekawostka.
Widelec trzymam w lewej dłoni, nie odwrócony jak łyżkę, a nóż w prawej.
W mailu używam pełnego imienia i nazwiska, jestem dość łatwy do zidentyfikowania. Nikogo nie obrażam i nie dyskryminuję.
Z przyjemnością czytam Twojego bloga, co czas jakiś komentuję bądź pytam, czasem (czy nawet częściej niż czasem) mam inne od Twojego zdanie.
Dlatego tak długa reakcja na mój krótki wpis mnie nieco (!) zdziwiła.
Tylko dlatego wykluczyłeś mnie z komentujących, że rozbawiła mnie tematyka wpisu i tak poważne traktowanie małego i nieistotnego – IMHO – detalu?
Jeśli to jest blog dla potakiwaczy to chyba Twoja decyzja o “banie” jest logiczna. Nie ma sensu dzielić się własnym zdaniem z kimś, kto uznaje za słuszne tylko własne, zgodzisz się ze mną?
– – –
Zwrotu o “przekraczaniu granicy śmieszności” użyłem 2-gi raz w życiu – w temacie mody i stylu. Pierwszy raz był na blogu mr. Vintage’a kilka lat temu, gdy Autor wszedł w dyskurs i polemikę na temat marki i rodzajów… desek do prasowania.
Wybacz, ale węzeł babski vs. płaski przy sznurówkach, traktuję w podobnych kategoriach.
Pozdrawiam, życząc nieco więcej luzu przy i dystansu do siebie samego.
Maciejek
PS – jeśli nie masz nic przeciw temu, blog będę czytał dalej, a od komentarzy będę się powstrzymywał, jeśli sobie ich nie życzysz. A uśmiechał będę się w duchu.
System komentarzy jest tak ustawiony, że jeśli pojawi się nowy komentujący (identyfikacja jest po adresie mailowym) to komentarz nie ukazuje się na blogu tylko czeka na moją akceptację. Co na ogół następuje nie później niż po kilkunastu godzinach. Użyłeś po raz pierwszy nowego adresu mailowego i system zatrzymał komentarz. Teraz – po moim zatwierdzeniu – ewentualne kolejne komentarze z tym samym adresem mailowym, będą się ukazywać na łamach bloga bez potrzeby mojej ingerencji.
Cały ten pomysł z zatwierdzaniem pierwszych komentarzy ma sens gdyż codziennie odrzucam wiele komentarzy, które są typowym spamem. Ich treść to zwykle jakiś bezsensowny tekst po angielsku (rzadziej po chińsku, ale w tym przypadku nie wiem czy bezsensowny czy sensowny) plus jakiś link. Gdyby nie było systemu weryfikacji to blog byłby pełen takiego spamu generowanego prawdopodobnie przez boty.
🙂
Ok, zatem przepraszam za niesłuszne posądzenie. Choć problem w tym, że nieco wcześniej próbowałem skomentować ze poprzedniego adresu, i dopiero użycie alternatywnego coś dało.
Niemniej jednak dziękuję za odpowiedź i wyjaśnienia.
Morał z tego taki, ze chyba rzeczywiście muszę nieco okiełznać swoje ciut sarkastyczne poczucie humoru, co solennie obecuję.
Maciejek