Pierwsza fascynacja

Sanok. Deptak w centrum miasta.

W roku 1970, w moim rodzinnym mieście Sanoku, miał miejsce konkurs amatorskich zespołów rockowych. Oczywiście byłem na wszystkich koncertach, ale nie to było najważniejsze. Największym moim przeżyciem związanym z konkursem była rozmowa z pewnym panem, który był jednym z jurorów, a przyjechał z samej Warszawy! Był to Witold Pograniczny, wówczas dość znany prezenter muzyczny Polskiego Radia. Rozmawialiśmy oczywiście o rocku i utkwiło mi w pamięci, że w ekscytujący sposób opowiadał o swojej ówczesnej muzycznej fascynacji – amerykańskim zespole The Flock. Mówił, że zespół gra ambitny rock z elementami jazzu, oraz podkreślał rolę, jaką dla końcowego brzmienia odgrywa muzyk grający na skrzypcach elektrycznych. Jak łatwo się domyślić zapałałem wielką miłością do zespołu The Flock, chociaż tak naprawdę nie miałem pojęcia, jaką muzykę wykonuje. Ale jazz-rock plus skrzypce elektryczne – to działało na wyobraźnię.

Muszę tu dodać, że byłem już wówczas w posiadaniu jednej płyty pochodzącej z zachodniego świata i to nie byle jakiej. Była to płyta Blood Sweat and Tears II – słuchałem jej „na okrągło”. Bo jeszcze jedną rzecz muszę dodać: byłem wówczas melomanem na wyższym stopniu rozwoju, niż przeciętna, bowiem nie odtwarzałem płyt na popularnym, monofonicznym gramofonie Bambino, lecz byłem posiadaczem gramofonu stereofonicznego (sic!) produkcji czechosłowackiej. Do sieci handlowej w moim Sanoku dostarczono dwa egzemplarze tego cudu techniki, a udało mi się go kupić tylko dlatego, że jego cena była postrzegana jako absurdalna (był 4-krotnie droższy od Bambino), więc nikt nie był nim zainteresowany. Ja postanowiłem zaszaleć i w ten oto sposób stałem się audiofilem pełną gębą!

Gramofon Bambino

Tak się złożyło, że w niecały rok później zdobyłem płytę zespołu The Flock. Było to dla mnie objawienie. I chociaż jeszcze przed jej pierwszym przesłuchaniem miałem bardzo pozytywne nastawienie, to i tak muzyka przeszła moje najśmielsze oczekiwania.

The Flock. Pierwsza płyta zespołu z 1969 roku.

Zaczyna się od dźwięków gitary akustycznej, do której po chwili dołączają skrzypce elektryczne. I tak już zostaje do końca trwającego prawie 5 minut utworu. Czyli mamy instrumentalny kawałek – duet elektrycznych skrzypiec i akustycznej gitary: rewelacja! Nikt wówczas (1969) nie nagrywał takich utworów. A zaraz później magnum opus płyty: utwór ‚Clown’ jako przegląd stylów, konwencji i możliwości zespołu. Od dynamicznego hard rocka i mocnego, krzykliwego wokalu, poprzez mocne wejścia gitary (tym razem elektrycznej), big-bandowe wstawki sekcji dętej (dwa saksofony i trąbka), aż po jazzowe solówki na skrzypcach i saksofonie. A wszystko starannie zaaranżowane i wykonane z ogromnym ładunkiem ekspresji. Płyta w zasadzie bez słabych punktów, zwieńczona 15-minutową suitą ‚Truth’, która jest dziełem wybitnym i jednym z najjaśniejszych punktów całego rocka progresywnego. Warto pamiętać, że powstała przed ‚Tarkus’ ELP, ‚Close to the Edge’ YES, a nawet ‚Valentine Suite’ COLOSSEUM. ‚Truth’ to przede wszystkim wirtuozerski popis skrzypka – Jerry’ego Goodmana. I chociaż muzyka na płycie jest sumą dokonań wszystkich członków zespołu, to jednak skrzypce Jerry’ego stanowią głównie o jej niepowtarzalnym brzmieniu i klimacie. Nic też dziwnego, że jego talent i możliwości zostały wkrótce dostrzeżone przez Johna McLauglina, który tworzył właśnie Mahavishnu Orchestra, który później miał stać się najsłynniejszym zespołem jazz-rockowym wszechczasów. Jerry Goodman został jego członkiem.

Jerry Goodman. Foto: de.wikipedia.org

Zanim jednak Jerry Goodman zasilił skład Mahavishnu, zespół The Flock wydał drugi album. Płyta ukazała się w imponującej, rozkładanej okładce. Nietypowy był jej układ: ilustracja była pionowa, a nie pozioma.

The Flock Dinosaur Swamps. Druga płyta zespołu z 1971 roku.

Płyta była kontynuacją pomysłów z pierwszego albumu; miała podobny klimat, ale była jeszcze bardziej niż pierwsza, dopieszczona aranżacyjnie. Odbiło się to nieco na żywiołowości, najmocniejszej stronie poprzedniej płyty. Skrzypce Jerry’ego zostały nieco przesunięte na drugi plan, za to bardziej wyeksponowany został saksofon. Na początku znów mamy instrumentalny kawałek ‚Green Slice’ (tym razem nieco krótszy, bo dwuminutowy), a po nim najbardziej dynamiczny utwór płyty ‚Big Bird’. Później dwa najlepsze kawałki płyty: ‚Hornschmeyer’s Island’ i ‚Mermaid’ – bardzo jazzowe i z wirtuozerskimi solówkami Jerry’ego. Płyta uchodzi za słabszą od debiutu, ale mnie podobała się nawet bardziej. W owym czasie studiowałem już na Politechnice Warszawskiej i pracowałem społecznie w studenckim radiu ‚Akademik’, gdzie prezentowałem ambitne odmiany rocka. W swoich audycjach często wracałem do płyt The Flock.

Skład zespołu pozostał niezmieniony:- Jerry Goodman – skrzypce, śpiew; Jerry Smith – gitara basowa, śpiew; Rick Canoff – saksofon; Fred Glickstein – gitara, śpiew; Ron Karpman – perkusja, śpiew; Frank Posa – trąbka; Tom Webb – saksofon.

Koncert zespołu The Flock w Republice Federalnej Niemiec w 1970 roku

Po odejściu Goodmana, zespół opuścili też muzycy grający na instrumentach dętych. Próba kontynuacji działalności przyniosła nawet kolejną płytę w 1975 roku, ale było to dzieło słabiutkie i nie mające nic wspólnego z brzmieniem dwóch pierwszych płyt.

Tags:

Zostaw komentarz