Restrukturyzacja a ‚spokój społeczny’

Portal WNP.pl opublikował obszerny artykuł oparty na wypowiedzi Tomasza Gawlika – prezesa Jastrzębskiej Spółki Węglowej – na Europejskim Kongresie Gospodarczym. Wypowiedź prezesa jest dość typowa (odmienianie przez różne przypadki słów: restrukturyzacja, optymalizacja, procesy naprawcze itp.), postanowiłem jednak zwrócić na nią uwagę moich czytelników, gdyż jest niemal klinicznym przykładem niemożności przebicia szklanego sufitu, jaki się rozpościera nad państwowymi spółkami. Pokazuje też całkowitą niezdolność menedżerów państwowych firm do mówienia normalnym językiem i nazywania problemów po imieniu. Używana nowomowa ma przykryć miałkość myśli i ułomność używanych frazesów. Nie przykrywa! Wręcz przeciwnie; pokazuje jak na dłoni istniejącą degrengoladę i beztroskie kroczenie drogą donikąd, przy wtórze pohukiwań ‚strony społecznej’, czyli związkowych notabli. Trzeba dodać, że pohukiwań – raz gniewnych, a raz radosnych.

Prezes Tomasz Gawlik zaczyna od sukcesu swojego zarządu, czyli powiększenia straty spółki w pierwszym kwartale 2016 roku. Zaraz, zaraz! Powiększenie straty ma być sukcesem? No właśnie – to przykład nowomowy. Prezes rozumuje następująco: w pierwszym kwartale 2016 roku, nadal spadały ceny węgla koksowego i koksu (głównych produktów JSW). W wyniku tych spadków przychody spółki były o 19,3% niższe niż w poprzednim kwartale. Ale dzięki brawurowej optymalizacji i redukcji kosztów wprowadzonej przez zarząd, udało się obniżyć koszty aż o 18%, co jest sukcesem wprost niebywałym! Prezes taktownie nie używa słowa ‚strata’, ale z zestawienia podanych wskaźników widać wyraźnie, że strata wzrosła. Ale przecież każdy wie, że gdyby koszty obniżono np. tylko o 10%, to strata byłaby dużo, dużo większa. A więc zarząd, który doprowadził do tak nieznacznego powiększenia straty – zasługuje na słowa najwyższego uznania. Przecież gdyby był zarząd mniej wybitny, to wielkość straty poszybowałaby w przestworza. A tu tylko trochę.

Zanim napiszę o genialnym planie restrukturyzacji, który wkrótce postawi na nogi Jastrzębską Spółkę Węglową, przytoczę fragment wypowiedzi prezesa Gawlika. Jest ona przykładem klasycznej nowomowy, wypranej z treści, a za to pełnej efektownych ozdobników. Zresztą oceńcie sami: ‚Rynek, pod kątem cen, jest niezwykle trudny. Zobaczymy, czy rynek spotowy przeniesie się na benchmarki, przed nami 1,5 roku bardzo trudnej sytuacji rynkowej. Mówimy o bardzo trudnym programie restrukturyzacji, który trzeba oceniać w trzech perspektywach. Perspektywa krótkoterminowa dotyczy zbilansowania kwestii płynnościowej. Z kolei perspektywa średnioterminowa to optymalizacja CAPEX-u, produkcji oraz innych obszarów. A perspektywa długoterminowa to zapewnienie spółce stabilnego dalszego rozwoju’. Czyż to nie jest piękne? Zapewnić spółce świetlaną przyszłość dzięki benchmarkom, capexom i zbilansowaniu płynności? I jeszcze to piękne sformułowanie: ‚rynek pod kątem cen’. Czyli mówiąc inaczej ‚rynek pod kątem rynku’.

Czas zdradzić wreszcie na czym polega plan restrukturyzacji JSW. Bowiem zwykle, z restrukturyzacją spółek jest pewien kłopot. Wszelkie obniżki kosztów, niosą przeważnie duże niedogodności dla pracowników. Trzeba zmienić organizację pracy na bardziej efektywną, ale z punktu widzenia pracowników, bardziej uciążliwą, trzeba zlikwidować wiele niepotrzebnych etatów, trzeba ograniczyć różne pracownicze przywileje, a w skrajnych przypadkach – trzeba nawet zmniejszyć płace. A na takie podejście nie ma zgody ‚strony społecznej’. Ale przecież wybitny prezes, mianowany i wspierany przez wybitnych polityków, jest od tego, żeby znaleźć sposób na uratowanie spółki bez naruszania ‚spokoju społecznego’. I oczywiście rozwiązanie się znalazło, o czym prezes Gawlik z dumą informuje. Rozwiązanie – to zrzutka innych państwowych spółek, agencji lub funduszy na rzecz górniczej braci (rozwiązanie wypróbowane ostatnio w Polskiej Grupie Górniczej). Prezes mówi: ‚JSW prowadzi działania restrukturyzacyjne, w tym przygotowuje sprzedaż mniejszościowych udziałów w wybranych aktywach koksowniczych. Rozmawiamy z Agencją Rozwoju Przemysłu, Polskimi Inwestycjami Rozwojowymi i Towarzystwem Finansowym Silesia o możliwości ulokowania mniejszościowych pakietów, z opcją odkupu’. Rozwiązanie bezproblemowe, piękne, a do tego proste, jak konstrukcja cepa! Ma tylko jeden minus: nie jest żadną restrukturyzacją, która dałaby trwałe efekty, lecz wyłącznie dopływem gotówki, która zostanie w krótkim czasie przejedzona. Tym się jednak nikt nie przejmuje: najważniejsze, że będzie na pensje przez pół roku lub rok. Później się wymyśli nowy genialny plan restrukturyzacji.

Warto wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie planowanej restrukturyzacji. Jest nim przekazanie części nierentownej kopalni Jas-Mos, do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK). To takie magiczne rozwiązanie, bowiem spółka SRK może być finansowana bezpośrednio z pieniędzy podatników (Bruksela na to pozwala). Więc do SRK przekazywane są kopalnie przynoszące największe straty i tam sobie spokojnie trwają, górnicy fedrują i pobierają swoje pensje, na które zrzucamy się my – podatnicy. Oczywiście prędzej czy później Bruksela zorientuje się, że z tą restrukturyzacją to lipa i postawi veto dla takich działań, ale na razie to działa. Zresztą trzeba dodać, że przeniesienie kopalni do SRK nie jest łatwe, bowiem zwykle… nie pozwala na to ‚strona społeczna’.

Żeby kopalnie przynoszące straty zamienić na rentowne, to oprócz zmian organizacyjnych i racjonalizacji kosztów, potrzebne są jeszcze inwestycje. Te – w spółkach państwowych na ogół nie są prowadzone, ponieważ… brak na nie środków. Czasami jednak się zdarzają i o jednej z nich mówi prezes Gawlik, nazywając ją: ‚Jedną z największych inwestycji realizowanych w ostatnim czasie w polskim górnictwie węgla kamiennego, która wymagała ogromnej precyzji działania i była dość skomplikowana technicznie’. Cóż to za inwestycja i w jakim stopniu podniesie efektywność spółki? Otóż efektywność spółki podniesie w stopniu zerowym! To nie jest żart. Chodzi bowiem nie o inwestycję w unowocześnienie wydobycia, lecz o inwestycję zapewniającą składowanie większej ilości urobku (sic!). Głęboko pod ziemią, w kopalni Pniówek, wybudowano gigantyczny zbiornik umożliwiający przechowywanie do 4 tysięcy ton urobku, który będzie mógł spokojnie czekać na zwyżkę cen na światowym rynku węgla. Prezes Gawlik nazywa inwestycję: ‚Pionierskim przedsięwzięciem w polskim i europejskim górnictwie’. Tu akurat ma rację, bowiem dobrze zorganizowane i sprawnie zarządzane kopalnie nie mają potrzeby gromadzenia większej ilości urobku; wysyłają go od razu do odbiorców. Więc do tej pory nikt nie wpadł na podobny pomysł: jesteśmy pionierami.

Jeśli, drogi czytelniku, dobrnąłeś do tego miejsca mojego tekstu, to należy cię się nagroda. Jest nią jeszcze jeden cytat z wypowiedzi prezesa Tomasza Gawlika na Europejskim Kongresie Gospodarczym: ‚W JSW obowiązują dziesięcioletnie gwarancje zatrudnienia, przyznane pracownikom w 2011 roku’.

Ponieważ rysunek – przerywnik pomiędzy akapitami tekstu, nie jest zbyt wyraźny, wyjaśnię na koniec, że przestawia on zadowolonego górnika trzymającego klatkę ze zdechłym kanarkiem.

7 komentarzy

  1. Mad 30/05/2016
    • Jan Adamski 30/05/2016
      • Mad 31/05/2016
  2. Mateusz 02/06/2016
    • Jan Adamski 02/06/2016
  3. Mateusz 03/06/2016
  4. Rossi 18/06/2016

Zostaw komentarz