Księga zdziwień odc.42

Ulubionym zajęciem wszystkich naszych rządów w ciągu ostatnich kilkunastu lat, było i jest ustanawianie nowych podatków. Jednak bardzo rzadko nowy podatek bywa nazywany podatkiem. Najczęściej jest ukryty pod jakąś wymyślną nazwą, a rządowy przekaz skierowany do obywateli, mówi o korzyściach jakie będą udziałem wszystkich, gdy tylko nowy podatek/ryczałt/abonament/opłata/składka, wejdą w życie. Zwykle też z wprowadzeniem nowego podatku wiąże się powołanie jakiejś rządowej instytucji lub agencji, której zadaniem jest zarządzanie pieniędzmi zabranymi obywatelom pod przymusem. Rząd dba też zawsze o to, żeby nowy podatek był odpowiednio skomplikowany. Już to dlatego, żeby przeciętny człowiek nie połapał się o co w nim tak naprawdę chodzi, już to dlatego, żeby było uzasadnienie na jak największe rozbudowanie agencji nim się zajmującej. Skomplikowanie powoduje też oczywiście konieczność zatrudnienia w agencji, specjalistów o bardzo wysokich kwalifikacjach. No a wiadomo nie od dziś, że najwyższe kwalifikacje mają specjaliści, którzy są krewnymi lub znajomymi polityków.

Oczywiście opisane postępowanie polityków nic a nic mnie nie dziwi. Dziwi mnie natomiast łatwość z jaką obywatele (zwani przez przedstawicieli obecnej władzy: ciemnym ludem), łykają rządowe bajdurzenia o konieczności wprowadzenia nowego podatku oraz o korzyściach z niego wynikających. Ciemny lud, ciemnym ludem, ale przecież równie łatwo łykają to poważne media, zwane w zamierzchłej przeszłości – opiniotwórczymi. Oto od kilku dni pojawiają się w mediach informacje o nowym podatku, za którym optuje najwybitniejszy bajarz i czarnoksiężnik obecnego rządu – wicepremier Mateusz Morawiecki. Podatek ma wynieść od 4,5 do 7% (czyli bardzo dużo, zważywszy, że będzie to całkowicie nowy podatek niezależny od wszystkich dotąd obowiązujących) i co najważniejsze: ma zostać nałożony na pracę!

Muszę tu zrobić małą dygresję i wyjaśnić, że podatek, który obciąża bezpośrednio pracę (podatek dochodowy i wszelkie składki) jest najbardziej szkodliwym i najbardziej niesprawiedliwym z wszystkich możliwych podatków, szczególnie gdy jest nakładany na najmniej zarabiających. W Polsce podatek ten jest bardzo wysoki. Jak w żadnym innym kraju na świecie, osoba pobierająca najniższą płacę określoną ustawowo (tzw. płacę minimalną), oddaje z tego państwu polskiemu aż 39,1%. To upiornie dużo zważywszy, że np. w w Hiszpanii 7,8%, w Irlandii 8,5%, w Wielkiej Brytanii 12,8% – i to liczone od wynagrodzenia tam najniższego, czyli np. w Hiszpanii – 1200 euro. Im wyższy jest podatek nakładany na pracę, tym wyższe jest bezrobocie i większa szara strefa, a w konsekwencji niższy wzrost gospodarczy. Szybszemu rozwojowi sprzyja natomiast przesunięcie ostrza fiskalizmu z pracy na konsumpcję. Podatek nakładany na konsumpcję (VAT, akcyza) jest poza tym bardziej sprawiedliwy, bowiem w głównej mierze obciąża ludzi dobrze sytuowanych, a osłania ludzi mało zarabiających. Poza tym skłania do oszczędzania, a oszczędności przekładają się w skali całej gospodarki – na inwestycje, które z kolei napędzają rozwój. Oczywiście najbardziej sprzyjają rozwojowi, po prostu niskie podatki, ale to już jest inny temat.

Wicepremier Morawiecki wie, że oszczędności obywateli napędzają inwestycje. W związku z tym postanowił ich zmusić do oszczędzania, nakładając na nich podatek, o którym piszę. Oczywiście system jest bardziej skomplikowany, a fakt, że mamy do czynienia z podatkiem, jest bardziej zakamuflowany. Otóż system polega na odkładaniu, przez każdego zatrudnionego, na emeryturę. To odkładanie będzie obowiązkowe i każdemu odliczy się 2% od pensji i przekaże na specjalne konto emerytalne. Każdy będzie mógł dobrowolnie zwiększyć wielkość zabieranej mu kwoty do 4% wynagrodzenia. Dodatkowo 2,5% dołoży do tego pracodawca, który też dobrowolnie będzie mógł tę kwotę powiększyć do 3%. Środki zgromadzone na kontach emerytalnych będzie można uruchomić po osiągnięciu wieku emerytalnego, ale tylko 1/4 będzie można wypłacić od razu. Pozostałe 3/4 będzie wypłacane w miesięcznych ratach. I jeszcze jedna, bardzo ważna informacja dotycząca nowego systemu: Otwarte Fundusze Emerytalne zostaną zlikwidowane, 1/4 zgromadzonych tam środków zostanie skonfiskowana przez państwo, zaś 3/4 zostanie przekazane na nowe konta emerytalne.

Pan wicepremier Morawiecki twierdzi, że przymusowe oszczędzanie nie jest wcale podatkiem, gdyż pieniądze gromadzone w tym systemie nie trafiają do budżetu, lecz pozostają na indywidualnych kontach podatników. Cały czas będą pozostawały pieniędzmi podatników, które w przyszłości będą wydawane przez nich i według ich uznania. Mateusz Morawiecki twierdząc tak, po prostu rżnie głupa. Powtarza dokładnie to samo, co wmawiano nam, gdy tworzone były OFE. To miały być nasze pieniądze, stanowiące zabezpieczenie na starość i zapisane na naszych indywidualnych kontach w OFE. Tylko po kilkunastu latach okazało się, że wcale nie są to nasze pieniądze, tylko pieniądze rządu, które można nam bezkarnie zabrać. Pierwszą transzę zabrał nam rząd Donalda Tuska, do zabrania drugiej przymierza się rząd Beaty Szydło.

W najbliższym czasie możemy się spodziewać zmasowanej kampanii propagandowej, w której rząd będzie dowodził korzyści, jakie każdy obywatel odniesie po wprowadzeniu w życie pomysłu pana wicepremiera. Idę o zakład, że do kampanii tej włączą się różne autorytety ekonomiczne i media, wychwalając genialność planu. Więc już na zapas się dziwię.

Tags:

3 komentarze

  1. Tomasz N. 22/07/2016
    • Jan Adamski 22/07/2016
  2. Mateusz 25/07/2016

Zostaw komentarz