Księga zdziwień odc.48

Ostatnio moje zdziwienie wzbudziło uświadomienie sobie, jak łatwo przegapiamy różne nowe podatki, które nakłada na nas rząd. Wydawałoby się, że nie sposób przegapić półtora miliarda złotych nowego podatku, a jednak miało to miejsce całkiem niedawno, przy okazji nowelizacji ustawy o OZE (odnawialnych źródłach energii). Oczywiście podatek nie ma nic wspólnego z odnawialnymi źródłami energii, ale właśnie w tej ustawie został sprytnie przemycony. Tak sprytnie, że prawie nikt nie zwrócił na to uwagi. Wpływy z tego podatku wyniosą właśnie 1,5 mld złotych rocznie.

Sprawa dotyczy tzw. ‚opłaty przejściowej’, która figuruje na naszych rachunkach za prąd i wynosiła ostatnio 3,78 zł miesięcznie od każdego licznika. Piszę: ‚wynosiła ostatnio’, bowiem opłata ta malała według pewnego skomplikowanego algorytmu. Została wprowadzona na początku lat 90-tych ubiegłego wieku i miała nieść pomoc przedsiębiorstwom energetycznym, w spłacie ich pożyczek zaciągniętych na modernizację. Nazwa: ‚opłata przejściowa’ miała sugerować, że jest to opłata wprowadzona na jakiś czas, po którym zniknie. Jak się okazało ten czas wyniósł około 25 lat i oto nadszedł czas na zniknięcie opłaty. Jednak nasz wspaniały rząd oświadczył: ‚nie z nami takie numery!’ i przyjął zmienioną interpretację przejściowości opłaty. Według rządu w nazwie nie chodziło o to, że została ona ustanowiona na okres przejściowy, ale o to, że przechodzi z ojca na syna. Zatem postanowiono opłatę nie tylko utrzymać, ale także znacząco ją podnieść – do 8 zł miesięcznie od licznika. Ponieważ mamy w Polsce nieco ponad 15,5 mln liczników, to wpływy z opłaty wyniosą około 125 milionów złotych miesięcznie, czyli 1,5 miliarda złotych rocznie. Jednocześnie beneficjentem opłaty staje się budżet państwa, a tym samym opłata staje się parapodatkiem – czyli podatkiem, ale nałożonym bez zachowania procedury obowiązującej przy wprowadzaniu nowego podatku.

Wspomniana nowelizacja ustawy o OZE wprowadziła jeszcze jeden nowy parapodatek, który został nazwany ‚opłata OZE’. Jak napisano w uzasadnieniu do nowelizacji ustawy, ma on służyć: ‚zapewnieniu dostępności energii ze źródeł odnawialnych w krajowym systemie energetycznym’. Podatek ten płacimy już od połowy tego roku, a wynosi on 3,08 zł od każdej zużytej megawatogodziny (MWh) energii elektrycznej. Ponieważ w Polsce zużywa się około 160 milionów MWh energii elektrycznej rocznie, zatem wpływy z tego podatku wyniosą pół miliarda złotych.

Mamy więc dwa nowe podatki, łącznie 2 miliardy złotych rocznie, czyli mniej więcej tyle ile miały wynieść wpływy z tzw. podatku od handlu, zwanego wcześniej podatkiem od sklepów wielkopowierzchniowych. Podatek od handlu wywoływał wielkie emocje (łącznie z ulicznymi protestami drobnych handlowców), interwencję Komisji Europejskiej i był jedną z przyczyn dymisji ministra finansów. Dwa podatki, które tu opisałem, zostały wprowadzone tylnymi drzwiami, cichutko i niezauważalnie. Po prostu zostały przegapione. Czy to może nie dziwić?

Tags:,

Zostaw komentarz