Księga zdziwień odc. 74

księga zdziwień

Moja Księga zdziwień wielokrotnie odnotowywała problem rozumienia w Polsce pojęcia: bezpieczeństwo energetyczne. Wszystkie nasze dotychczasowe rządy rozumiały go tak, że bezpieczeństwo energetyczne jest zachowane tylko wtedy, jeśli nie ma wolnego rynku energii a zamiast niego istnieje monopol lub oligopol firm państwowych. Ten pogląd jest tak głęboko zakorzeniony w powszechnej świadomości, że w zasadzie nikt nie próbuje z nim polemizować. To mnie bardzo dziwi, gdyż gdyby tak miało być, to Stany Zjednoczone byłyby krajem o najniższym na świecie poziomie bezpieczeństwa energetycznego. Tam bowiem jest wolny rynek energii, a wszystkie, konkurujące ze sobą przedsiębiorstwa energetyczne, są prywatne. Każdy oczywiście wie, że bezpieczeństwo energetyczne Stanów Zjednoczonych jest bardzo wysokie, a jest tak właśnie dlatego, że jest bardzo dużo konkurujących ze sobą firm, skutkiem czego ceny energii są niskie. Zaś niskie ceny energii są podstawą do szybkiego rozwoju gospodarki i poprawy jakości życia obywateli. Monopol (lub oligopol) firm państwowych – czyli tak jak w Polsce – prowadzi do wysokich cen energii, co skutkuje słabszym tempem rozwoju gospodarki i niższym standardem życia obywateli.

Powyższe refleksje naszły mnie gdy czytałem bardzo ciekawy wywiad z Jonathanem Sternem, ekspertem energetyki gazowej z Oxford Institute for Energy Studies, opublikowany w tygodniku Polityka nr 12, datowanym na 21-27 marca 2018 r. Pan Stern mówi między innymi o błędnej polityce energetycznej Polski (oraz innych krajów post-sowieckich), która doprowadzi w długiej perspektywie do zubożenia społeczeństwa. Mówi np.: Jak długo polski rząd chce mieć państwowy, scentralizowany, w starym stylu, zupełnie kontrolowany rynek, każdy będzie płacił więcej za gaz. Takie podejście może być definiowane jako ‘bezpieczeństwo energetyczne’, ale dla mnie jest to skrajnie drogie bezpieczeństwo. A na pytanie jakie zagrożenia niosą ze sobą wysokie ceny gazu, odpowiada: Trzeba płacić więcej, więc wytwarzane produkty są mniej konkurencyjne, a mieszkańcy takiego kraju stają się ubożsi.

Najciekawsze jest zakończenie wywiadu z Jonathanem Sternem, gdy opowiada on o konferencji FLAME – najpoważniejszej konferencji gazowej w Europie: Podczas sesji handlowej wyjątkowo dobrze znany handlowiec powiedział: ‘jeśli chodzi o rynek gazu Polska jest krajem upadłym… od dwóch lat próbujemy otrzymać licencję handlową w Polsce i to jest niemożliwe’. Potem nastąpiła prezentacja polskiej spółki Gaz-System. Bardzo miły człowiek mówił o Baltic Pipe, interkonektach wszelkiego rodzaju, rozbudowie terminala LNG. Ktoś wówczas wstał i zapytał: ‘zamiast wydawać dziesiątki miliardów euro, budując tę całą infrastrukturę, dlaczego nie otworzycie swojego rynku na konkurencję? Wtedy uzyskacie tańszy gaz’. No właśnie: dlaczego?

Dla prawidłowego rozwoju gospodarki nie ma nic gorszego niż obsesje polityków. Jeśli obsesje antyrynkowe połączą się z obsesjami ksenofobicznymi, to perspektywy takiego kraju są marne. Najdziwniejsze jest, że przećwiczono to w dziesiątkach krajów takich jak: Zimbabwe, Wenezuela, Kuba, Korea Płn., a także krajach bloku sowieckiego (w tym w Polsce). Wszędzie rezultaty były opłakane. Czy może nie dziwić, że ciągle znajdują się chętni do powielania tamtych idiotyzmów? Czy może nie dziwić, że gawiedź jest tym tak bardzo zachwycona? Gdy się zorientuje, że znów została zrobiona w konia, będzie już za późno. Co najwyżej jakaś Księga zdziwień odnotuje, że kolejne stracone pokolenie próbuje znaleźć wyjście z sytuacji bez wyjścia.

3 komentarze

  1. Jacekk 30/03/2018
  2. Wojtek G. 31/03/2018

Dodaj komentarz