Kolor sięgnął bruku

Tytuł Kolor sięgnął bruku jest oczywiście żartem słownym, nawiązującym do znanego zwrotu z wiersza Cypriana Kamila Norwida: Fortepian Szopena. Ostatnie słowa tego wiersza: ideał sięgnął bruku, dotyczą sytuacji z okresu powstania styczniowego, gdy po nieudanym zamachu na carskiego namiestnika – generała Fiodora Berga – rosyjscy żołdacy splądrowali pałac Zamoyskich, skąd rzucono bomby na powóz namiestnika. M.in. wyrzucony został przez okno fortepian, należący w przeszłości do Szopena. Związek frazeologiczny: ideał sięgnął bruku, wszedł na stałe do języka polskiego oznaczając, że coś ważnego i wartościowego zostało bezpowrotnie zniszczone, sprofanowane lub ośmieszone; sięgnęło dna.

W mojej interpretacji sięganie bruku ma znaczenie dosłowne i w żadnym wypadku pejoratywne. Chodzi bowiem o buty, które mają kontakt z brukiem. Zaś sięganie bruku przez kolor oznacza, że kolory, które od wielu lat, powoli, uparcie i skutecznie szturmowały męską modę – zdobyły ostatni jej bastion, czyli buty. Przecież wcale nie tak dawno temu obowiązywała zasada: no brown in town, która znaczyła, że dżentelmen nie może się pojawić w mieście, w butach innych niż czarne. Brązowe – były właściwe na wsi (np. w czasie polowań), ale po powrocie do miasta natychmiast należało je zmienić na czarne. Zasada ta, z biegiem czasu, traciła swoją ostrość, aż wreszcie brązowe buty stały się dopuszczalne, wręcz oczywiste, na większość okazji w ciągu dnia. Jedynie do strojów wieczorowych obowiązują ciągle buty czarne, ale i ta zasada jest stopniowo nadgryzana. Na razie tylko przez tych, którzy nie rozumieją czym jest strój wieczorowy, ale nie wiadomo w jakim kierunku sprawy potoczą się w przyszłości.

I tak przez wiele lat mężczyzna stawał przed wyborem: czarne czy brązowe? Więc nawet jeśli nie znał zasad dreskodu, to prawdopodobieństwo popełnienia przez niego błędu wynosiło 50%. Czyli niewiele. I oto całkiem niedawno nastąpiła rewolucja, czyli kolor sięgnął bruku 🙂 Przy czym muszę wyjaśnić, że moje rozważania ograniczam do eleganckich, skórzanych półbutów, na skórzanej podeszwie, szytych metodą Goodyear lub Blake, w ostateczności klejonych. Bo w sferze butów każualowych, półsportowych lub całkiem sportowych, kolorystyczna rewolucja przetoczyła się znacznie wcześniej. Odnoszę nawet wrażenie, że po jej przetoczeniu, następuje powolny odwrót ku czerni i/lub bieli, ale nie upieram się przy tym twierdzeniu.

Natomiast w butach eleganckich, zwanych niekiedy garniturowymi, wizytowymi lub wyjściowymi (ang. dress shoes), intensywne kolory zagościły całkiem niedawno i jesteśmy właśnie świadkami ekspansji tego trendu. Zapewne nie każdemu się on podoba, bo to kwestia gustu; ja jestem nim zachwycony. Przy czym muszę tu dodać, że kolorowe buty pojawiają się w ramach dwóch niezależnych nurtów. Jednym z tych nurtów jest indywidualne, ręczne malowanie (patynowanie) butów, które następuje albo po uprzednim usunięciu barwnika pierwotnego, albo dokonywane jest na specjalnie w tym celu wyprodukowanych butach ze skóry niebarwionej. Pisałem już o tym we wpisie Buty jak wielkanocne pisanki (opublikowanym, jak łatwo się domyślić, w święta Wielkiej Nocy), a także przedstawiałem moje buty marki Yanko, pomalowane przez pana Andrzeja Olendera z firmy The Shine, we wpisie Buty jak malowanie. Drugi nurt kolorowych butów, to te szyte ze skór uprzednio barwionych na różne nietypowe kolory. Często występuje też połączenie tych dwóch nurtów, to znaczy buty uszyte z kolorowej skóry są następnie dodatkowo miejscowo patynowane. Taki zabieg patynowania jest wykonywany ręcznie i najczęściej polega na przyciemnieniu nosków i/lub krawędzi cholewek. Jest on obecnie dość często stosowany nawet przez marki kojarzone z masową produkcją niedrogich butów.

Kolejnym pomysłem na kolorowe buty są caponki, o których pisałem we wpisie Caponki dla dżentelmena. Są to buty, których cholewka jest zszywana ze skór w różnych kolorach. Nazwa wywodzi się od nazwiska najsłynniejszego gangstera wszechczasów – Ala Capone – który był ich wielkim miłośnikiem – ale tylko jednej odmiany: czarno białych brogsów. Przy czym muszę dodać, że nazwa caponki jest mało znana i używana wyłącznie w Polsce, a ja sam mam udział w jej popularyzowaniu. Nazwa anglojęzyczna nie jest jednoznaczna: najczęściej używa się nazwy spectator shoes (głównie w Stanach Zjednoczonych), rzadziej: co-respondent shoes, a jeszcze rzadziej: cricket shoes. Tych dwóch ostatnich używa się niemal wyłącznie w Wielkiej Brytanii, ale i tam zaczyna przeważać nazwa spectator shoes. Ja uważam, że nazwa caponki jest najlepsza! Po angielsku mogłaby brzmieć: capone shoes, albo al-capone shoes. Chyba jednak nie mam siły sprawczej, żeby kreować nazewnictwo anglojęzyczne. Szkoda 🙂 Na zdjęciu głównym wpisu widnieją m.in. przepiękne, trzykolorowe caponki, o których więcej w dalszej części wpisu.

Przegląd kolorowych butów zaczynam od mojego przyjaciela Luigiego, który jest Włochem, ale mieszka i pracuje na południu Francji. Luigi jest typowym przypadkiem butofila, czyli człowieka zakochanego w butach i nie mogącego się powstrzymać od ciągłego nabywania nowych butów. Przypadek Luigiego jest o tyle niezwykły, że nie kupuje on gotowych butów, lecz zamawia je u szewca. A ściślej: u różnych szewców, gdyż jeszcze jedną jego pasją jest podróżowanie, więc wyszukuje pracownie szewskie w różnych krajach, by tam zamówić swoje loafersy lub lotniki. Warto odwiedzić jego konto instagramowe, żeby podziwiać nie tylko buty, lecz także garnitury i dodatki. Tym co rzuca się przede wszystkim w oczy jest nietypowy kształt kopyta butów Luigiego, z bardzo wydłużonym noskiem. Oczywiście takie buty nie każdemu się spodobają, zaś szczególnie małą skłonność do ich akceptacji będą mieli mieszkańcy północnej Europy (Polacy mieszczą się w tej grupie). Im bardziej na południe – tym większa skłonność do akceptacji wydłużonych nosków. Ale gdzie przebiega granica pomiędzy akceptacją a niechęcią – trudno wyznaczyć. Jeszcze trudniej wyznaczyć granicę pomiędzy akceptacją a entuzjazmem. Sam Luigi, który jest – z naszego punktu widzenia – typowym południowcem zauważa, że nawet w południowej Francji i we Włoszech jego buty budzą kontrowersje. Wybrane przeze mnie do prezentacji dwie pary lotników Luigiego, pochodzą z manufaktury Thomas Bird – ciekawej marki mającej swoje korzenie w Wielkiej Brytanii (Northampton), ale szyjącej buty w włoskim stylu, we Włoszech. Ponieważ Luigi zapewne obejrzy ten wpis, więc specjalnie dla niego wtrącę zdanie po włosku: Cordiali saluti dalla Polonia, Luigi e famiglia!

Żywy, jaskrawy kolor eleganckich butów to trend obecny także w Polsce. Oczywiście trend jest niszowy i dotyczy wąskiego grona zagorzałych butofilów, tym niemniej odnotowuję jego istnienie. Coraz większym uznaniem cieszą się buty ręcznie malowane i coraz więcej jest osób na tyle odważnych, że zamawiają (lub samodzielnie malują) buty w kolorach mocno odjechanych. Wspomniałem na wstępie o panu Andrzeju Olenderze, który oferuje usługę malowania butów i ma już na tym polu niemałe sukcesy. Poniżej prezentuję kilka jego realizacji – bardzo intrygujących. Zapewne nie byłoby tak dużej popularności malowania butów, gdyby nie oferta Patine.pl. Firma ta oferuje bowiem buty marki Yanko, z niebarwionej skóry i oczywiście z niebarwionymi krawędziami podeszew i obcasów. Czyli po prostu buty do malowania. Ostatnie zdjęcie w zestawie poniżej pokazuje takie właśnie buty.

Oglądanie zdjęć butów, choćby najwspanialszych i najbardziej efektownych jest trochę jak lizanie cukierka przez szybę. Bowiem buty nabierają charakteru dopiero wtedy, gdy tworzą spójną całość z całą stylizacją, ale także z osobowością tego, na którego nogach się znalazły. Dlatego postanowiłem przygotować kilka własnych stylizacji z udziałem butów, które spełniają kryteria przyjęte w dzisiejszym wpisie czyli takie, w których kolor sięgnął bruku. Problem tylko z tym brukiem; ze względów logistycznych musiał zostać zastąpiony terakotą mojego tarasu lub trawnikiem ogródka, gdzie były robione zdjęcia. No ale przecież nie mogłem nadać tytułu: kolor sięgnął terakoty, lub kolor sięgnął tarasu 🙂 Zdjęcie główne wpisu też zostało wykonane na tarasie mojego domu, a moimi partnerami – modelami byli Grzegorz i Albert. Zaś autorką zdjęć jest Małgorzata Adamska.

Prezentację moich kolorowych butów zacznę od caponek marki Meka, produkcji zakładów Nord ze Słupska. Buty te były moim marzeniem od chwili gdy je pierwszy raz zobaczyłem, a miało to miejsce ładnych kilka lat temu. We wspomnianym już wcześniej wpisie Caponki dla dżentelmena, który powstał trzy i pół roku temu, zaproponowałem ranking najładniejszych caponek, na jakie udało mi się trafić w sieci. Granatowo-niebiesko-szare brogsy Meka umieściłem na pierwszym miejscu. I nadal uważam, że nie mają sobie równych. W dodatku są szyte metodą Goodyear i wykonane ze skór najwyższej jakości. Podpodeszwa, która dla butów szytych metodą Goodyear ma kluczowe znaczenie, jest wykonana ze skóry, która wydaje się przeczyć prawom fizyki: jest bardzo gruba (5 mm) a jednocześnie niewiarygodnie elastyczna i podatna. Na ostatnim zdjęciu w tym zestawie próbuję to pokazać, chociaż efekt przeczenia prawom fizyki jest odczuwalny dopiero wtedy, gdy taki kawałek skóry weźmie się do ręki, poczuje jego lekkość i zacznie nim manipulować. Wyjaśnię jeszcze, że podpodeszwy na zdjęciu nie wyjąłem z mojego buta. Nie byłoby to możliwe, gdyż podpodeszwa jest zszywana z pasem, który następnie jest przyszywany do podeszwy. To jest właśnie istota metody Goodyear, o której więcej można przeczytać we wpisie: Buty szyte metodą Goodyear.

Partnerem dla takich niezwykłych butów nie może być byle zestaw. Buty będą ze mną na czerwcowej edycji Pitti Uomo, i tam będę miał na sobie granatowy garnitur w szaroniebieskie prążki. Natomiast do obecnej sesji zdjęciowej wybrałem letni garnitur projektu Moniki Mrońskiej, uszyty przez firmę Norman. Tym co go wyróżnia, jest tkanina. To niezwykle piękna bawełna pochodząca z włoskiej tkalni Tessuti di Sondrio. Jak łatwo zauważyć garnitur jest jednorzędowy, trzyczęściowy. Czytelnikom, którzy chcieliby w komentarzach zadać pytanie: czy te klapy nie są za wąskie?, proponuję wstrzymać się do czasu opublikowania przeze mnie wpisu: Czy ten guzik nie jest za wysoko? Już wkrótce 🙂 Pozostałe składniki stylizacji to: koszula Emanuel Berg, krawat Peek & Cloppenburg, poszetka Silk & Linen, skarpetki Wola, zegarek Buran, okulary Persol (obydwie pary).

kolor sięgnął bruku Jan Adamski Jan Adamski kolor sięgnął bruku kolor sięgnął bruku kolor sięgnął bruku

Kolejne buty pochodzą z pracowni Jan Kielman. Są to lotniki o bardzo smukłym kopycie i niezwykłym kolorze, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Są czerwone, co już samo w sobie jest dość niezwykłe, ale najważniejsze są odcień i głębokość tej czerwieni. Moim zdaniem są po prostu piękne, chociaż zdaję sobie sprawę, iż będą miały tyluż zwolenników, co przeciwników. A może tych drugich nawet więcej? Buty są szyte całkowicie ręcznie metodą… No właśnie! Chciałoby się powiedzieć: metodą Goodyear i wszystko byłoby jasne. Tyle tylko, że niezupełnie odpowiadałoby to prawdzie. Bowiem metoda Goodyear to metoda szycia maszynowego. Sam Charles Goodyear, od którego nazwiska pochodzi nazwa metody (nie mylić z Charlesem Goodyerem, który był odkrywcą procesu wulkanizacji oraz… ojcem Charlesa Goodyera, o którym mowa), wymyślił i opatentował maszynę do zszywania podpodeszwy z pasem. Metoda łączenia cholewki z podeszwą z użyciem elementu pośredniego, czyli pasa, znana była na długo przed wynalazkiem Charlesa Goodyera i z powodzeniem stosowana do ręcznego szycia butów najwyższej klasy. I tak pozostało do dzisiaj; w tradycyjnych pracowniach szewskich – szewc nakłuwa szydłem skórę podpodeszwy i pasa, a następnie przez powstałe otworki przeciąga dratwę (igła nie jest w tym procesie używana). W taki właśnie sposób powstały czerwone lotniki, a więcej o procesie można przeczytać we wpisie: Firma Jan Kielman. Buty od pięciu pokoleń.

Zestaw jaki wybrałem do towarzystwa tych imponujących butów składa się z: marynarki Carl Gross, spodni Bytom, koszuli Osovski, krawata La Scala, poszetki i skarpetek Wólczanka, paska Lorens & Wiktor i okularów Persol.

Jan Adamski Jan Adamski Jan Adamski kolor sięgnął bruku kolor sięgnął bruku

Kolor zielony jest jednym z tych, od których większość mężczyzn woli stronić. Gdy wraz  z moimi kolegami projektowałem ubiory dla Próchnika przestrzegano nas, że zielony garnitur i zielona marynarka są niesprzedawalne i oczekiwano, że takich nie zaprojektujemy. A buty? Chyba nawet nikomu nie przyszłoby do głowy formułowanie takiej przestrogi gdyż zielone buty były po prostu nie do pomyślenia. Ale skoro kolor sięgnął bruku, to przecież każdy kolor; także zielony. Wśród pokazanych wyżej butów patynowanych przez pana Andrzeja Olendera znajdują się wiedenki w jaskrawej zieleni z żółtymi plamkami. Niewątpliwie ktoś bardzo odważny zamówił taki ich kolor, ale czyż buty nie są piękne? Buty marki Van Thorn, które są kolejną propozycją w moim zestawie, mają zieleń ciemniejszą, bardziej stonowaną i uzupełnioną wstawkami brązu. Nadal jednak pozostają zielone 🙂

Do zielonych wiedenek Van Thorn postanowiłem dobrać dwie stylizacje. Obie nie sposób nazwać stonowanymi, ale jedna z nich jest wyraźnie ekstrawagancka. Mam na myśli tę z patchworkową marynarką z bawełny madras. O tego typu tkaninie pisałem trzy lata temu we wpisie Patchworkowy madras, zaś samą marynarkę prezentowałem we wpisie Patchworkowa marynarka, opublikowanym dwa lata temu. Jeśli ktoś nie czytał lub nie pamięta tamtych wpisów to przypomnę w skrócie, że tego typu marynarki są jednym z charakterystycznych wyróżników stylu preppy, a powstają z pozszywanych ze sobą kwadratowych kawałków bawełny madras o różniących się między sobą wzorach kraty ale takich, których kolor ze sobą współgra. Pozostałe składniki stylizacji to: koszula Emanuel Berg, muszka Nathan J, poszetka Silk & Linen, skarpetki Strellson, okulary Persol. Druga stylizacja jest oparta na trzyczęściowym garniturze Vistula, któremu towarzyszą: koszula Emanuel Berg, muszka Nathan J, poszetka Silk & Linen, skarpetki Burlington, okulary Persol.

Jan Adamski Jan Adamski Jan Adamski Jan Adamski

Czy buty w kolorze ciemnego granatu, w dodatku miejscowo czernione, zasługują na to by znaleźć się we wpisie o kolorowych butach? Moim zdaniem lotniki Shoepassion, które postanowiłem pokazać, zasługują na to w pełni; w końcu granat to też kolor. Wprawdzie oglądane z pewnego oddalenia i przy sztucznym świetle, mogą się wydać całkiem czarne. Ale w świetle dnia ujawniają swój niezwykły kolor i prezentują się bardzo oryginalnie. Pochodzą z nieistniejącego już dziś sklepu Shoepassion w Warszawie. Muszę tu dodać, że firma Shoepassion nie wykonuje butów patynowanych. To, że takie buty można było nabyć w sklepie firmowym w Warszawie, było wynikiem starań pana Ireneusza Korzeniewskiego, właściciela sklepu. A pan Irek to nie kto inny, jak znany polski bloger: Styleman. Ci, którzy zaglądali do jego sklepu mogli się natknąć na prawdziwe dzieła sztuki. Wielka szkoda, że sklep został zlikwidowany.

Bruku sięgnął kolor granatowy w towarzystwie także granatowego garnituru Lantier i granatowych skarpetek Bytom. Zestaw uzupełniają: dwurzędowa kamizelka uszyta przez firmę Norman, koszula Osovski, krawat Marks & Spencer i poszetka Van Thorn.

13 komentarzy

  1. Senex Corvus 31/05/2018
    • Jan Adamski 31/05/2018
  2. David 31/05/2018
    • Jan Adamski 31/05/2018
  3. David 01/06/2018
    • Jan Adamski 01/06/2018
      • David 02/06/2018
  4. spokojny 02/06/2018
    • Jan Adamski 03/06/2018
  5. Sławek 04/06/2018
    • Jan Adamski 05/06/2018
      • Sławek 14/06/2018
  6. Skorzana 21/06/2018

Dodaj komentarz