Księga zdziwień odc. 125

Głośno było ostatnio o decyzji w sprawie wstrzymania budowy wielkiego bloku węglowego w Elektrowni Ostrołęka i wyburzenia tego co już zostało zbudowane, a na co wydano około 1,3 miliarda złotych. Jest to oczywiście wielka klęska obecnego rządu i przyznanie się do błędu bardzo brzemiennego w skutkach. Ale warto spojrzeć na problem z jeszcze innego punktu widzenia. Bowiem Elektrownia Ostrołęka jest klinicznym przykładem tego jak politycy niszczą Polskę w imię swoich interesów. Brudnych interesów. Niestety takich przykładów jest dużo i wołowej skóry by nie stało, żeby je wszystkie spisać. Ale pozostańmy przy Ostrołęce.

Projekt budowy nowego bloku o mocy 1000 MW w Ostrołęce, narodził się w roku 2008, za rządów PO-PSL. Jednak gdy przeprowadzono analizy ekonomiczne okazało się, że blok ten nigdy nie osiągnie rentowności: zawsze będzie generował straty. W tej sytuacji, w roku 2012, projekt ostatecznie zarzucono. Rezygnacja z projektu – oczywista i korzystna z punktu widzenia interesu ogółu obywateli Polski – była niekorzystna dla lokalnej społeczności (utrata wielu potencjalnych miejsc pracy oraz wpływów podatkowych do budżetu gminy) oraz dla lobby górniczego (utrata zamówień na ok. 2 mln ton węgla rocznie). Zatem hasło powrotu do tej inwestycji stało się ważnym elementem kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy i kampanii wyborczej PiS do Sejmu, w roku 2015. Szczególnie aktywny był na tym polu Krzysztof Tchórzewski – szef regionalnych struktur PiS w okręgu ostrowiecko-siedleckim. Tchórzewski obiecał swoim wyborcom nie tylko wznowienie bezsensownej inwestycji w Ostrołęce, ale także uratowanie upadającej firmy Mostostal Siedlce, której obiecał kontrakt na budowę Ostrołęki. Siedlce to rodzinne miasto Krzysztofa Tchórzewskiego, więc polityk ani się zająknął o ewentualnym przetargu na wybór wykonawcy projektu, tylko z góry założył, że będzie nim Mostostal Siedlce.

Po wygranych przez PiS wyborach, Krzysztof Tchórzewski został szefem nowo utworzonego (specjalnie dla niego) potężnego Ministerstwa Energii. Rozpoczęcie budowy bloku Ostrołęka C, nowy minister wymusił na spółkach Energa i Enea, dokonując uprzednio odpowiednich zmian w ich zarządach. Normalne zarządy nastawione biznesowo i przestrzegające prawa nie mogłyby podjąć decyzji o inwestycji, o której wiadomo, że będzie przynosić straty. To bowiem byłoby przestępstwem działania na szkodę spółki. Ale wystarczyła wymiana na posłusznych funkcjonariuszy PiS i sprawa ruszyła z kopyta.

Oczywiście nie tylko Krzysztof Tchórzewski był promotorem Ostrołęki C. W czasie swojej kampanii wyborczej, przyszły prezydent Andrzej Duda mówił: Jeśli zostanę wybrany na prezydenta, to natychmiast będę rozmawiał z rządem o budowie elektrowni węglowej w Ostrołęce. Przerwanie tej inwestycji jest zbrodnią. Podczas wizyty w Ostrołęce, premier Beata Szydło mówiła: Na tej działce powinna powstać nowa elektrownia i ja państwu deklaruję, że powstanie! Elektrownia jest potrzebna w Ostrołęce, na Mazowszu, w Polsce. Gdy stery rządu objął Mateusz Morawiecki, także on objawił się jako promotor projektu: Ostrołęka to wielka przyszłość, w naszym systemie elektroenergetycznym będzie odgrywała kluczową rolę. Już teraz wydaliśmy kilkaset milionów złotych. Ten, kto angażuje takie środki, to nie po to, żeby nie dokończyć dzieła. Koszty budowy szacowano początkowo na 6 mld złotych, ale już w roku 2019 minister Jadwiga Emilewicz szacowała je na 9 mld złotych.

Politycy PiS nie przewidzieli jednego: że nawet najwierniejsi funkcjonariusze partyjni oddelegowani do zarządu Energi, gdy już się trochę połapią w biznesowych meandrach, będą się starali utrącić bezsensowny projekt szkodzący i spółce, i ogółowi obywateli. Ale przecież politycy są nie w ciemię bici i znaleźli na to skuteczny sposób. Tym sposobem była ciągła wymiana zarządów. Tak więc funkcję prezesa zarządu Energi pełnili kolejni partyjni funkcjonariusze: Andrzej Tersa (kwiecień – grudzień 2015), Roman Pionkowski (grudzień 2015 – styczeń 2016), Dariusz Kaśków (styczeń 2016 – styczeń 2017), Jacek Kościelniak (styczeń – marzec 2017), Daniel Obajtek (marzec 2017 – luty 2018), Alicja Klimiuk (luty – lipiec 2018), Arkadiusz Siwko (lipiec 2018), ponownie Alicja Klimiuk (sierpień 2018 – maj 2019), Grzegorz Ksepko (czerwiec – grudzień 2019), Jacek Goliński (grudzień 2019 – obecnie).

W końcu jednak decyzja o zaniechaniu projektu Ostrołęka C zapadła, ale 1,3 miliarda zostało wyrzucone w błoto. A jakie konsekwencje poniósł główny sprawca zmarnowania publicznych środków czyli Krzysztof Tchórzewski? I to jest właśnie to, co mnie najbardziej dziwi: awansował na szefa doradców premiera 🙂 Dziwi mnie też zamieszanie wokół nowego projektu wybudowania w Ostrołęce bloku gazowego, ale to już temat na kolejny felieton.

5 komentarzy

  1. Piotr 17/04/2021
    • Jan Adamski 17/04/2021
  2. Lidia 05/05/2021

Dodaj komentarz