Prawo inżyniera Mamonia

Film Rejs (1969) w reżyserii Marka Piwowskiego należy bez wątpienia do grupy najbardziej kultowych filmów w całej historii polskiego kina, a niektóre kwestie w nim wypowiadane weszły na trwałe do języka polskiego już to jako aforyzmy, już to jako prześmiewcze powiedzonka. Jedną z takich kwestii nazwałem prawem inżyniera Mamonia i dotyczy ona wypowiedzi jednej z głównych postaci Rejsu czyli właśnie inżyniera Mamonia, w którego postać wciela się Zdzisław Maklakiewicz (1927 – 1977): ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. (…) No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę?! Bo rzeczywiście wielu ludzi jest skłonnych odrzucać to z czym się stykają po raz pierwszy. W pierwszym odruchu uważają to coś za dziwaczne/ brzydkie/ spartaczone/ bezsensowne/ absurdalne/ niegustowne/ ułomne/ odstręczające* (* niepotrzebne skreślić).
Prawo inżyniera Mamonia przywołuję dlatego, że ostatnio zetknąłem się z klinicznym przypadkiem jego działania – na facebookowym fanpage’u bloga. Jak każdy zapewne wie, na Facebooku udostępniam linki do każdego kolejnego wpisu blogowego i te linki żyją tam własnym życiem. Czasami – po zebraniu zaledwie kilkudziesięciu lajków – gasną jak iskierka w popielniku, a czasami zaczynają się coraz wyżej pozycjonować, docierają do setek tysięcy użytkowników Facebooka i zbierają kilkaset lajków i komentarzy. Tak właśnie było w przypadku mojego poprzedniego wpisu: Marynarka bespoke: dotarł do ponad 120 tysięcy użytkowników i został skomentowany 165 razy.
Jak zwykle większość komentarzy sprowadzała się do zachwytów nad tym co zaprezentowałem ale była też liczna grupa komentarzy zdecydowanie negatywnych. To co się nie podobało to zmarszczenia w górnej części rękawa (przy wszyciu do korpusu), które są charakterystyczne dla lekkiego stylu włoskiego i noszą nazwę spalla camicia napoletana a u nas bywają nazywane wszyciem neapolitańskim (więcej o tym w dalszej części wpisu). Taki sposób wszywania rękawów występuje wyłącznie w marynarkach szytych na miarę lub w marynarkach oferowanych przez sartorialne butiki co znaczy, że nie występuje w marynarkach szytych masowo w przemysłowych szwalniach. Czyli większość komentujących zetknęła się z takim rozwiązaniem po raz pierwszy w życiu, co zresztą niektórzy podkreślali. Zatem zgodnie z prawem inżyniera Mamonia uznali rozwiązanie za: dziwaczne/ brzydkie/ spartaczone/ bezsensowne/ absurdalne/ niegustowne/ ułomne/ odstręczające* (* niepotrzebne skreślić) 😉

Przykładem reakcji zgodnej z prawem inżyniera Mamonia jest wypowiedź Haliny która stwierdziła, że bardzo się dziwi, iż odebrałem od krawca tak spartaczoną marynarkę bowiem ona tak okropnie wszytego rękawa jeszcze w życiu nie widziała. W podobnym duchu było wiele innych komentarzy: Miałam w rodzinie krawców męskich, którzy szyli miarowo garnitury, płaszcze i mundury wojskowe, ale w tak brzydki sposób wszytego rękawa w marynarce nigdy nie widziałam (Małgorzata), Te rękawy to są paskudnie wszyte; błąd (Anna), Rękawy są źle wszyte – tak zmarszczonych w życiu nie widziałam (Helena), Rękawy źle wszyte (Emilia), No, coś nie tak z górą rękawów (Maria) itd. Odpowiadałem na te komentarze i cierpliwie tłumaczyłem na czym polega istota stylu włoskiego, który powstał na początku XX wieku a za jego twórcę uważa się neapolitańskiego krawca Gennaro Rubinacciego. Zwracałem uwagę, że styl ten się bardzo rozprzestrzenił przez minione 100 lat i obecnie jest dominujący na całym świecie. Wskazywałem, że obecnie nawet krawcy z Savile Row szyją w tym stylu i że takie garnitury nosi np. James Bond – chociaż dostawcą garniturów do filmu w ostatnich kilkunastu latach nie jest firma włoska lecz amerykańska: Tom Ford. Wyjaśniałem też sprawę od strony technicznej, tzn. skąd się biorą te zmarszczenia i dlaczego jest to ważne. Moje wyjaśnienia odnosiły różny skutek w tym też taki, że dyskutantki pozostawały przy swoim zdaniu, albo wręcz się w nim utwierdzały. Np. Bożena skwitowała: Nazwać można różnie, żeby ukryć defekt. Ale czy to elegancko i ładnie? Niestety nie: trzeba to dopracować, a Krystyna przygwoździła mnie stwierdzeniem: żadna filozofia tu nie pomoże. Na moją informację, że włoski styl się rozprzestrzenia od ponad stu lat i obecnie zdominował modę męską w obszarze garniturów, dość oryginalnie zareagowała Elżbieta, która stwierdziła, że to jest po prostu awangarda, która: odejdzie w zapomnienie, jak każdy inny kaprys mody (sic!).
Zastanawiam się, czy prawo inżyniera Mamonia działa bezwzględnie, czy pozostawia margines na jakąś refleksję. Bo wydaje mi się, że człowiek myślący powinien jednak zastanowić się nad rzeczami, z którymi styka się po raz pierwszy, zanim wyda ostateczny werdykt. W tym przypadku można było np. zastanowić się, że skoro za pokazanym rozwiązaniem stoi krawiec, który przecież zarabia na życie szyciem i nie bardzo może sobie pozwolić na jawne fuszerki, to może nie jest to jednak fuszerka a kryje się w tym jakiś sens? Albo zadać sobie pytanie czy jest możliwe żeby facet, który od kilkunastu lat zajmuje się zawodowo modą męską, zdecydował się na zaprezentowanie w swoim blogu czegoś tak niedopracowanego w czym wygląda jak oferta losu (to cytat z komentarza Jolanty)? Muszę tu uczciwie przyznać, że takie osoby też były wśród dyskutantów. Np. Małgorzata zadała pytanie: Czy główka rękawa tak ma się marszczyć? To efekt zamierzony?. Podobnie Paweł: Czemu te rękawy takie pomarszczone w miejscu wszycia? i Joanna: Czy ma to jakąś praktyczną funkcję? Jest wygodniejsze?. Oczywiście odpowiadałem obszernie na te pytania i te moje wyjaśnienia przestawiam także poniżej bo sądzę, że zainteresują wiele osób.
No więc o co chodzi z tymi zmarszczeniami? Czyżby miały one pełnić funkcję li tylko ozdobną? Bo gdyby tak miało być, to rzeczywiście można by mieć poważne wątpliwości. Takie zmarszczenia są – owszem – oryginalne i niezwykłe ale przecież nie można powiedzieć, że są obiektywnie ładne. Jednym mogą się podobać, inni mogą je uznać za brzydkie – to rzecz gustu. Otóż zmarszczenia nie są celem samym w sobie lecz są skutkiem ubocznym realizacji pierwotnej idei Gennaro Rubinacciego uczynienia marynarki lżejszą i wygodniejszą. Żeby to wyjaśnić muszę zacząć od ogólnych informacji na temat konstrukcji marynarki.
W uproszczeniu można powiedzieć, że marynarka została wymyślona po to, żeby zatuszować różne mankamenty męskiej sylwetki a wyeksponować jej mocne strony. Mężczyzna w dobrze leżącym garniturze zawsze wyglądał (i wygląda obecnie) harmonijnie, elegancko i dostojnie. Żeby marynarka mogła spełniać postawione wymagania, musiała mieć dość złożoną konstrukcję wewnętrzną z licznymi usztywnieniami, wstawkami i wypełnieniami. Dzięki nim idealnie się układała ale wygoda jej noszenia była dyskusyjna. Mówiąc wprost – była zwyczajnie niewygodna, ale wówczas nikt nie przykładał do tego wagi bo miała przede wszystkim dobrze wyglądać. I wyglądała.
Zastanówmy się na przykład nad rękawami marynarki. Żeby wyglądały idealnie gładko i nie tworzyły nieestetycznych fałd musiały mieć specyficzną budowę: być szerokie w miejscu wszycia do korpusu i stopniowo zwężać się ku dołowi. To oznaczało, że pacha marynarki musiała być usytuowana dość nisko. Wszystko wyglądało super i było nawet całkiem wygodne, gdy mężczyzna stał z opuszczonymi rękami lub szedł wykonując nimi niewielkie ruchy. Ale wystarczyło unieść ręce, żeby zaczynały się problemy. Jednak taki stan rzeczy był akceptowany gdyż sytuacje gdy mężczyzna odziany w garnitur przyjmował jakieś specjalne pozycje z uniesionymi rękami, zdarzały się nieczęsto – w większości codziennych sytuacji marynarka nie sprawiała problemów. A że czasami krępowała ruchy? To wydawało się być akceptowalną ceną za elegancję.
Już ponad 100 lat temu, bo na początku XX wieku, neapolitańscy krawcy podejmowali próby uczynienia marynarki wygodniejszą poprzez pozbawienie jej wielu elementów konstrukcji, które czyniły ją ciężką i sztywną. To nie było działanie jednorazowe lecz długi proces ale w jego efekcie powstało coś co później zostało nazwane włoskim stylem i co w zasadzie całkowicie zdominowało modę garniturową. Co najmniej kilka włoskich marek krawieckich rości sobie prawo do bycia prekursorem lekkiego, włoskiego stylu. Ja przyjmuję, że jego twórcą był Gennaro Rubinacci, który dał początek znanej i cenionej dziś marce Rubinacci. To on wpadł na pomysł jak rozwiązać problem niskiej pachy. Bo muszę tu dodać, że podnoszenie jej w ten sposób, że po prostu zmniejsza się obwód rękawa w miejscu wszycia do korpusu – nie zdaje egzaminu: rękaw się wtedy źle układa. Ale przecież można podnieść pachę a nadmiar tkaniny namarszczyć u góry rękawa. Bingo!
Muszę tu zauważyć, że daje się też uszyć dobrze leżącą marynarkę ze stosunkowo wysoką pachą – bez marszczenia tkaniny rękawa u góry. (Zainteresowanych odsyłam do mojego wpisu sprzed kilku lat: Linia barków i ramion w marynarce. Trzy podstawowe typy, które warto znać). Ale owo marszczenie zostało dość powszechnie uznane za piękne (ale tylko w świecie znawców i koneserów mody męskiej), więc nie tylko nie starano się go ukryć, ale wręcz eksponowano. I tu kolejna uwaga: dobry krawiec potrafi tak zrobić te zmarszczenia, że albo są niemal niezauważalne, albo rzucają się wyraźnie w oczy. A to jak ma być, zależy wyłącznie od decyzji klienta (no i oczywiście umiejętności krawca). Akurat tak się składa, że przy szyciu mojej poprzedniej marynarki w pracowni pana Aleksandra Grekowicza zdecydowałem, że zmarszczenia mają być skromne i niezbyt rzucające się w oczy. Ostatnio, przy szyciu zielonej marynarki przyjąłem odwrotną koncepcję i zdecydowałem, że zmarszczenia mają być maksymalnie wyeksponowane. Efekt? Sami oceńcie na poniższym zestawie zdjęć.

Szczegóły na temat tajników szycia w stylu włoskim są dość skomplikowane i nie ma żadnej potrzeby żeby się w nie zagłębiać jeśli ktoś się nie interesuje klasyczną modą męską. Jednak nawet całkowity dyletant – jeśli ma zamiar publicznie wyrazić swoją opinię – powinien sprawdzić o co w tym chodzi. Dziś dostęp do wiedzy na dowolny temat to jest jedno kliknięcie i można dzięki niemu uniknąć kompromitacji. Zamiast bezrefleksyjnie ulegać prawu inżyniera Mamonia.
Ale w całej tej historii jest jeden pozytywny aspekt, który zresztą wynika wprost z prawa inżyniera Mamonia. Otóż jest duże prawdopodobieństwo, że wszyscy ci, którzy na Facebooku odsądzali od czci i wiary spalla camicia napoletana, gdy zetkną się z tym ponownie, to – mając na uwadze moje wyjaśnienia oraz wspomniane prawo – pokochają takie rozwiązanie. A przynajmniej zacznie im się ono podobać. Wszak piosenka usłyszana drugi raz ma pełne prawo się spodobać. I stoi za tym nie byle kto tylko sam inżynier Mamoń.


Janie, wierzę że prowadzisz ten blog dla własnej przyjemności. Gdybyś miał robić to dla pieniędzy, nie wiem czy byś wytrwał. Szanuję Twoją pracę i czas. Znasz się na tym, możesz opowiadać o modzie męskiej, przytaczać różne historie czy przykłady. Każdy kto tu wchodzi lub na Twój Facebook to widzi. Jest to trochę pasja a trochę chyba taka krucjata oświecenia modowego 😉
Dlaczego tak piszę, dlatego że ja sam nie jestem kimś obeznanym w temacie. Wiele, na prawdę wiele nauczyłem się od Ciebie. Dziękuję !
Problemem nie jest to że ktoś czegoś nie wie. Ja czy inni czytelnicy. Problemem jest wg. mnie ignorancja oraz ego. Wielu nie przyzna się – nie wiem, nie znam tego, nie umiem, proszę wytłumacz mi. Zamiast zdobyć czy poszerzyć wiedzę, tkwią w swojej niewiedzy i są przekonani, że to oni są tymi „wiedzącymi” lepiej.
Szanuję Cię Janie, kłaniam się oraz życzę dobrego popołudnia !
Dziękuję bardzo za miłe słowa 🙂
Są takie dziedziny, w których każdy jest ekspertem. Oczywiście we własnym mniemaniu 😉 Np. w sprawie piłki nożnej bardzo wielu panów uważa się za wybitnych znawców. W mediach społecznościowych udzielają nawet różnych rad selekcjonerowi reprezentacji a zdarza się, że reprymend i połajanek. W modzie jest podobnie, chociaż tutaj – w odróżnieniu od piłki nożnej – rolę ekspertek pełnią częściej panie.
Śpieszę zapewnić, że w medycynie jest podobnie. Jest mnóstwo pacjentów, którzy moje studia i lata doświadczenia zawodowego stawiają znacznie niżej niż własne mniemanie niepoparte żadną wiedzą, czy praktyką.
Szczytem wszystkiego są osoby, na szczęście nieliczne, dające mi “dobre rady” w trakcie wykonywanego na nich zabiegu chirurgicznego. Nie warto nawet wnikać w kwestię ich braku wiedzy w tym zakresie – oni nawet nie czują ani NIE WIDZĄ pola zabiegowego! Ja sam, w sytuacji pacjenta, nie byłbym w stanie udzielić operatorowi żadnej wskazówki. 🙂
Niezwykle interesujący wpis, Janie.
Przyznaję, że mam (miewam…) ten problem kilkukrotnie z niektórymi prezentowanymi elementami czy stylami garderoby męskiej.
Nawet jeśli coś jest stylowe, nie zawsze musi budzić sympatię i podobać się każdemu. I tak jest, jak sądzę, z tym rękawem. Po prostu – wg słów jednej z komentujących Dam – “żadna filozofia tego nie zmieni” czy jakoś podobnie – nie lubię i już.
Mam to samo w kwestii:
– płaszcza polo – wygląda nie niezapięty szlafrok, choć jest stylowy;
– przykrótkich spodni – choć to całkowicie zgodne z zasadami;
– otoku kapelusza w kolorze marynarki – wygląda trochę jak kostium teatralny;
– bawełny seersucker – wygląda jak pościel z kreszu;
– zegarków typu nurek do marynarki – dla mnie po prostu nie pasuje nigdy;
… i tak dalej, No, może nie aż tak bardzo daleko. 🙂
Czasem coś co z początku wydaje mi się niezgrabne, z czasem zyskuje i zaczyna mi się bardzo podobać, np węzeł krawata “4 in hand” niesymetryczny – od kilku lat nie używam innego, a im więcej asymetrii tym lepiej. Wcześniej “rządził” windsor.
– – –
Dlatego, czytając Twego wyśmienitego bloga regularnie, mam wrażenie że chyba zbyt rygorystycznie i zasadniczo traktujesz poglądy (czy upodobania) niekoniecznie płynące z prądem ogólnie przyjętych zasad. Jedni lubią kolor, inni szarości, jedni lubią rękaw wszyty idealnie równo, a inni ten od Rubinacci’ego-seniora. Ja OSOBIŚCIE uznałbym to za rękaw wszyty nierówno, tutaj zgoda z krytykami. Wiem, prawidłowo, dopuszczalnie, w konkretnym stylu – ale dla mnie – po prostu niestarannie. To tak trochę jak nieład artystyczny, może się podobać lub nie.
– – –
Ostatnie rzecz: pełna zgoda z Tobą w kwestii formy wypowiedzi. Przeczytałem te komentarze na facebooku, i część z tych nieakceptujących “spalla camicia” jest po prostu niegrzeczna, tak to odbieram.
Na koniec gratuluję Ci cierpliwości w znoszeniu tych komentarzy i w odpowiadaniu na nie w sposób grzeczny i elegancki.
Pozdrawiam, mając nadzieję, że może kiedyś kupię marynarkę z takim “nierówno wszytym” rękawem… 🙂
Dziękuję 🙂
Są dwie odrębne kwestie, które nagminnie są ze sobą mylone. Jedna to jest wyrażanie swojego odczucia (podoba mi się/ nie podoba mi się; lubię/ nie lubię), a druga to obsadzanie się w roli eksperta i dyskredytowanie czegoś bez obiektywnych argumentów a jedynie na podstawie głębokiego przekonania: “ja wiem lepiej”. Ta pierwsza postawa jest całkowicie naturalna i ja to podkreślałem zarówno we wpisie Marynarka bespoke jak i we wpisie powyższym. Każda rzecz na tym świecie jednym się podoba a innym nie. Bo raz, że są różne gusta a dwa, że są różne tradycje kulturowe (inne w każdym regionie świata) i różne wrażliwości. Gdyby coś się wszystkim podobało albo wszystkim nie podobało – to by była jakaś aberracja. Proszę zauważyć, że gdy ktoś napisze w komentarzu, że coś mu się nie podoba z moich propozycji, to nigdy tego nie komentuję ani – broń Boże – nie próbuję go przekonać, że powinno mu się spodobać. Po prostu przyjmuję to do wiadomości.
Natomiast polemizuję z samozwańczymi ekspertami, którzy mają wprawdzie niedostatki wiedzy ale za to silne przekonanie o własnej nieomylności. Proszę jednak zauważyć, że nigdy nie twierdzę arbitralnie, że nie mają racji ani nawet nie wytykam im niedostatków wiedzy, lecz cierpliwie przytaczam argumenty przemawiające za wybranym przeze mnie rozwiązaniem. Jeśli chcą mogą się nad nimi zastanowić lub nawet sprawdzić w innych źródłach, ale mogą je też odrzucić. Co zresztą często ma miejsce.
Podstawowa różnica polega na tym, że wspominane osoby nie stwierdzały, że im się ten sposób nie podoba, wg nich jest brzydki i one takiej marynarki by nie kupiły ( do czego oczywiście mają prawo) tylko stwierdzały kategorycznie, że krawiec “spartolił robotę” a na próbę wytłumaczenia im, że krawiec z wieloletnim doświadczeniem jednak zna się na swojej pracy i rękaw wszył tak celowo, stwierdzały, że to próba usprawiedliwienia błędu, tudzież, że tak jest źle i kropka i „żadna filozofia tego nie zmieni”… Po prostu to typ osób, które “swoje wiedzą” i co gorsza, ich “musi być na wierzchu”.
Przykłady “spartolonej roboty” w ofercie marynarek SCIAMAT (Milano): https://www.sciamat.com/shop/it/90-giacche
Odnośnie stwierdzenia “… Ja OSOBIŚCIE uznałbym to za rękaw wszyty nierówno, tutaj zgoda z krytykami. Wiem, prawidłowo, dopuszczalnie, w konkretnym stylu – ale dla mnie – po prostu niestarannie…”
Problem polega na tym, że ten rękaw nie jest wszyty “krzywo” i “niestarannie”… Jest wszyty w sposób, który tworzy charakterystyczne fałdy, ale nadal nie świadczy to, że ta praca została wykonana niestarannie. Panu WYDAJE SIĘ tudzież MA PAN WRAŻENIE, że jest to zrobione niestarannie. Wrażenie wynikające z faktu, ze zawsze było gładziutko a tu nagle jakieś fałdy, “acha – ktoś niestarannie wszył rękaw…” Kwestia wieloletniego przyzwyczajenia, “od zawsze” było tak a nagle jest inaczej… Gdyby był to standardowy sposób wszywania rękawów, “od zawsze”, ludzie byliby przyzwyczajeni do tego, to w momencie gdyby nagle pojawił się krawiec, który wszyłby rękaw “nowatorsko” -bez zmarszczenia, to pojawiłyby sie głosy “halo, kto panu to tak spie…..rniczył, szyć niech się nauczy…”
Rozumiem Pański punkt widzenia, choć go nie podzielam.
Dla przykładu: portret namalowany przez awangardowego artystę może być niezwykły (dla konesera i miłośnika malarstwa tego rodzaju) lub po prostu niepodobny do oryginału – dla kogoś kto woli malarstwo klasyczne. Ale KAŻDY ma prawo do własnego zdania typu: portret spieprzony, bo Matejko namalowałby to lepiej. I ocena własna będzie brzmieć BRZYDKI.
Tak jest w przypadku przedmiotowych rękawów W MOIM PRZYPADKU. Oceniam je zdecydowanie negatywnie.
– – –
Ja osobiście nie posunąłbym się do stwierdzenia, że “krawiec spieprzył”, ale że okropnie to wygląda – mniejsza o to czy w sposób zamierzony czy niechcący.
– – –
… Choć, on the other hand, nie wiem czy takie wszycie rękawa jest trudniejsze czy prostsze niż wszycie go “po Bożemu”, czyli równo. To pewnie Autor bloga będzie wiedział. Bo tak naprawdę czasem artystyczny, ładny bałagan jest znaaacznie trudniejszy do uzyskania niż zrobienie czegoś “pod sznurek”.
W architekturze swego czasu było sporo “dekonstruktywizmu”, czyli pozornego chaosu, braku kątów prostych, pionów i poziomów, taki wystudiowany misz-masz. I taki NAPRAWDĘ dobry dekonstruktywizm nie był i nie jest prostą sprawą.
Pozdrawiam.
“– bawełny seersucker – wygląda jak pościel z kreszu;”
Wachlarz tkanin jest dosyć szeroki. Można wybrać coś co wygląda trochę lepiej lub trochę gorzej. Moim zdaniem ta tkanina idealnie nadaje się na letnie koszule czy spodenki. Termika jest porównywalna z lnem.
Piotrze, być może jest tak jak mówisz. Ale to nie zmienia mojej zdecydowanie negatywnej i krytycznej oceny seersucker. To po prosty IMHO brzydkie. Może i nadaje sie na letnie koszule, ale wygląda okropnie.
… podobnie jak – niezwykle wygodne w lato – Tshirty.
Janie, czytam Twojego bloga od dawna, chociaż rzadko coś komentuję. Sam miałem i mam marynarki z rękawem spalla camicia, rozumiem ideę takiego zabiegu (albo przynajmniej wydaje mi się, że rozumiem), a jednak już od pierwszego zdjęcia nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ten rękaw, chociaż wykonany bardzo kunsztownie (patrz zbliżenia), swoim stylem nie pasuje zbyt dobrze do całości. Być może powodem są dość szerokie ramiona, nawet lekko opadające, a być może ogólna forma marynarki, której pod względem dopasowania bliżej do amerykańskiego sack coat niż do włoskiej giacca napoletana, i nie zmieniają tego wrażenia ani dwa szlice, ani nakładane kieszenie. Marynarka jest prosta, obszerna, mało wcięta w talii, z mocną strukturą, a wybór gładkiej tkaniny bez wyraźniej faktury jeszcze pogłębia to wrażenie prostoty i “niewyszukania”, z którym fantazyjne wszycie rękawa raczej nie współgra.
Rozumiem Twoje zdziwienie, a może wręcz irytację nie znoszącą sprzeciwu krytyką czytelników, ale jednocześnie wydaje mi się, że wielu z nich miało zdrową intuicję co do stylu rękawa, nawet jeżeli nie umieli jej logicznie uzasadnić.
Michał, dokładnie w punkt.
Pozdrawiam.
[…] wybór gładkiej tkaniny bez wyraźniej faktury jeszcze pogłębia to wrażenie prostoty i „niewyszukania”, z którym fantazyjne wszycie rękawa raczej nie współgra […]
Podobne wrażenie odniosłem (przypadkowo) porównując kolory i materiały zaprezentowanej we wpisie marynarki z marynarkami i garniturami SCIAMAT: https://www.sciamat.com/shop/en/home/439-double-breasted-suit.html (kolekcja zwala z nóg i nie mam na myśli cen).
Panie Janie spalla camicia to koszulowe wszycie rękawów, natomiast zmarszczenia to grinze i są to dwie różne rzeczy. Oczywiście z samego sposobu wszywania rękawów koszulowo wynikają zmarszczenia (inaczej się po prostu nie da) ale są marki, które robią grinze bez spalla camica, po prostu nieudolnie naśladując styl neapolitański, nieudolnie gdyż prawdziwe spalla camica jest bardzo trudne i czasochłonne do wykonania i charakterystyczne dla najlepszych butików i pracowni. Natomiast też kilkukrotnie zdarzyło mi się, że grinze będące efektem spalla camica zostały uznane za fuszerkę krawiecką, gdy tymczasem jest odwrotnie.
Janie,
nawiązując nieco do tematu wpisu, co uważasz o marynarce garniturowej, w jakiej ostatnimi czasy zwykł pokazywać się publicznie prezydent Karol Nawrocki? Chodzi mi konkretnie o brak brustaszy.
Pozdrawiam, Michał
Marynarka bez brustaszy wydaje mi się równie idiotyczna jak marynarka bez klap lub bez rękawów. Ale czego to ludzie nie wymyślą żeby się jakoś wyróżnić garderobą, szczególnie gdy brak im możliwości wyróżnienia się czymś innym.
Przyznam jednak, że nie widziałem prezydenta w tej marynarce ale to dlatego, że telewizji nie oglądam wcale a w innych mediach unikam tematów politycznych jak diabeł święconej wody 😉
Czy marynarka bez rękawów to kamizelka?
Nie
A marynarka Nehru? 😉
https://janadamski.eu/2021/02/garnitur-mao-marynarka-nehru/
Uważam się za znawcę i konesera mody męskiej, ale wszycia spalla camicia nie nazwałbym pięknym. Tak jak na przykład Alfy Romeo. Nie mój gust. Wolę styl brytyjski. Powyższe nie oznacza jednak, że tego rodzaju rękawy uważam za spartaczone i nie odbieram nikomu prawa do zachwytu nad tym.
A James Bond jest produktem marketingowym i podejrzewam, że jeśli producent lateksowych kostiumów wyłożyłby stosowną kwotę, to słynny agent biegałby w skrzypiących portkach, a nie w garniturze (vide piwo Heineken).
Szanowny Panie Janie – podczytuje Pański blog regularnie dla przyjemności , chociaż żadnego mężczyzny nie mam w pobliżu , ale może to i lepiej, bo bym mu sie wtrącała we wszystko. Ponieważ jestem z tych co “zawsze maja rację” , więc sytuacja gdy jej nie mam , jest dla mnie bardzo podniecająca i otwierająca mnie na zupełnie niespodziewane przygody intelektualne . Jako osoba od zawsze szyjąca sobie po amatorsku oczywiście doznałabym bym wstrząsu widząc tak spartaczone rękawy! I oto nagle dowiaduję sie że to tak ma być ! To silne przeżycie, bo na starośc człowiek coraz rzadziej sie dziwi i mimowolnie staje sie inżynierem Mamoniem . Dziękuję- pouczającym jest, dowiedzieć sie jak bardzo nie miałabym racji ! Pozdrawiam serdecznie -Ludmiła
Dziękuję 🙂
Mimo wszystko stale podkreślam, że taki sposób wszycia może się podobać lub nie – to rzecz gustu. Zwykle grupa tych, którym coś się podoba i grupa tych, którym się nie podoba mają zbliżoną liczebność, czyli mamy podział po połowie. Przypuszczam, że w tym przypadku grupa malkontentów jest jednak zdecydowanie liczniejsza niż entuzjastów. Ale tak jest Polsce (i być może w innych krajach północno-wschodniej części Europy). Bo we Włoszech (i być może w innych krajach Europy południowo-zachodniej) jest odwrotnie. Pozdrawiam i życzę miłego dnia 🙂
Południowe kraje mają pewnie nieco inne podejście do estetyki. We Włoszech (kiedyś) nikogo nie raziło gaszenie papierosa na talerzu w restauracji, we Francji rozmowa z papierosem w ustach była normą, a Hiszpan nawet w największy upał nie zdejmował marynarki. Ale to dawno temu było.
Może i takie wszycie rękawa da się pod to podciągnąć. 🙂
Pozdrawiam, M
W jaki sposób problem krępowania ruchów rozwiązywany jest w wojskowych, oficerskich marynarkach wyjściowych?
Nie wiem jaką konstrukcję mają marynarki w mundurach oficerskich ale moje pobieżne obserwacje wskazują, że mają niskie pachy. Czyli ograniczenia ruchowe są większe niż w przeciętnych marynarkach garniturowych. Jeśli mam rację to stanie na baczność jest łatwe i wygodne ale salutowanie sprawia już trochę problemów.
Może jakiś wpis o współczesnych – niestety – nizinach męskiej elegancji czyli o mundurach wyjściowych.
Swego czasu miałem taki zamiar i penetrowałem różne źródła na temat mundurów ale nie znalazłem w nich odpowiedzi na wiele moich wątpliwości więc temat porzuciłem. Najbardziej intrygującą kwestią związaną z mundurami wojskowymi są oficerskie mundury wieczorowe. Poza wojskiem mało kto o nich wie i mam wątpliwości czy w samym wojsku ktokolwiek i kiedykolwiek ich używa. A może zostały już wycofane? Bo moja wiedza na ich temat pochodzi sprzed lat.
Mundury wieczorowe nadal obowiązują w wojsku wg Rozporządzenia Ministra Obrony Narodowej z dnia 20 maja 2022 r. w sprawie noszenia umundurowania przez żołnierzy (https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20220001237/O/D20221237.pdf). Ubiór wieczorowy żołnierza Wojsk Lądowych i Sił Powietrznych można zobaczyć na str. 23 tego dokumentu, a żołnierza Marynarki Wojennej na str. 25. Jest to strój podobny do smokingu, a najbardziej rzucającą się w oczy różnicą jest zgodna z tradycją większości zachodnich armii obecność spencera (fraka z odciętymi połami) zamiast marynarki smokingowej. Co ciekawe, zastosowano koszulę z łamanym kołnierzykiem i lakierowane angielki.
Zupełnym przypadkiem, kiedy gościłem w ubiegły weekend w Zamku Kliczków koło Bolesławca, odbywał się tam bal 10 Brygady Kawalerii Pancernej. Na otwarcie balu wszyscy panowie, łącznie z obecnymi tam dwoma generałami, przyszli w mundurach galowych (a nie wieczorowych). Po około dwóch godzinach wszyscy przebrali się w garnitury (niektórzy w smokingi, ale byli też tacy, co zapomnieli z domu krawatu) i bawili się dalej. Panie natomiast, także żołnierki, cały czas pozostawały w sukniach wieczorowych. Można z tego wnioskować, że mundur wieczorowy, chociaż formalnie obowiązujący, w praktyce nie jest stosowany lub zakładany niezwykle rzadko.
Pozdrawiam.
Dziękuję za ciekawe informacje 🙂
Tu masz pełną specyfikację takiego munduru. Od szerokości rękawa po sposób przyszycia guzików. https://ozgst.wp.mil.pl/u/documents/WDTT_131_MON.pdf Niedawno MON zamówiło ich ponad 130 (niestety nie mogę znaleźć ogłoszenia). Wysoce prawdopodobne, że dla jakieś orkiestry.
Albo dla wyższej kadry na bale w ramach NATO.
Zestawienie wymagań techniczno-użytkowych dla tkaniny na kamizelkę do ubioru wieczorowego: Skład surowcowy tkaniny: poliester: 97,5% ± 3%.
🙁
Czy możemy liczyć na Pańską opinię n/t zaprezentowanych w zacytowanym rozporządzeniu MON zestawów wieczorowych, galowych i wyjściowych pod kątem klasycznej męskiej elegancji?
Nie podejmuję się komentowania mundurów. Ale jedno co bardzo rzuca mi się w oczy to regulaminowa długość rękawów. Taka, że niemal cała dłoń w nich znika. Ciekawe jaka idea się za tym kryje – bo przecież nie estetyka.
Mnie z kolei zaskakuje tolerancja długości rękawa +/- 1,5 cm, co daje rozstrzał 3 cm.
Podejrzewam, że osoby noszące tego typu odzież posuwają się do nagięcia regulaminu i dopasowują ją do swojej sylwetki, by nie wyglądać jak manekiny ze zdjęć poglądowych.
A przynajmniej mam taką nadzieję.
[…] Podejrzewam, że osoby noszące tego typu odzież posuwają się do nagięcia regulaminu i dopasowują ją do swojej sylwetki […]
Z moich obserwacji ze spotkań, konferencji i szkoleń (ostatnio częstych) z przedstawicielami SZRP wynika, że spora część kadry oficerskiej dopasowuje mundury (wyjściowe i polowe) do swojej sylwetki.
Ogólnie wojskową rozmiarówkę można rozbić o kant… globusa. Mam 182 cm wzrostu i 92 cm w klatce piersiowej. Moje wojskowe rozmiary to… 172 spodnie, koszula 180 i kurtka 180/86…
Hmmm… jedyne co musiałem czasami korygować w zakupionym w demobilu odzieżowym AMW – z czasów słusznie minionych co prawda – to minimalnie długość rękawów w olimpijkach: https://sklep.amw.com.pl/pl/p/Bluza-olimpijka-oficerska-Marynarki-Wojennej/112. W przypadku koszul natomiast (białych ostatnio prawie niedostępnych) wszystko idealnie się zgadzało i pasowało.
Mam m.in. bechatkę na mrozy (kiedyś takie występowały). Rękawy mogłyby być ze trzy centymetry krótsze, a w klatce mogłaby mieć 2-3 cm mniej. Spodnie to już totalny odlot, bo przy rozmiarze 182 stopy miałem w połowie łydek.
I bechatka sprawdza się w niskich temperaturach?
Ochrona przed chłodem?
Z podpinką owszem.
Podobno przed II wś mundur, w szczególności oficera wojska, był synonimem elegancji, do tego stopnia, że oficerowie Wojska Polskiego II RP nosili je w cywilu oraz na uroczystości nie związane ze służbą.
[…] Co ciekawe, zastosowano koszulę z łamanym kołnierzykiem i lakierowane angielki […]
Hmmm… klasycznie (jakby)
W uzupełnieniu “prawo” Franciszka księcia de la Rochefoucauld – …”Wprawdzie nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, za to każdy – ze swego rozumu”…
Panie Janie, piękna marynarka i celne odwołanie do inżyniera Mamonia! Chciałbym zapytać Pana o jedną kwestię związaną z nazewnictwem. W Pana wpisie używa Pan określenia spalla camicia (jak rozumiem
chodzi o sposób wszycia rękawa – analogicznie jak w przypadku koszul) do nazwania sartorialnych (i dość kontrowersyjnych dla gawiedzi) marszczeń. Ale czy rozdzielając włos na czworo nie należaloby definiować tych marszczeń bardziej jako “grinze” a nie “spalla camicia”. (możemy mieć spalla camicia vel koszulowe wszycie rękawa bez marszczeń)?
Koszulowe wszycie rękawów i zmarszczenia górnej części rękawa to niezależne sprawy – marynarka może mieć rękawy wszyte metodą koszulową i nie mieć zmarszczeń i najczęściej tak właśnie jest. Więcej na ten temat można przeczytać we wpisie: Linia barków i ramion w marynarce – trzy podstawowe typy, które warto znać.
Dokładnie to miałem na myśli – dwie różne rzeczy. W moim rozumieniu koszulowe wszycie rękawa to wlaśnie (i tylko) “spalla camicia” podczas gdy marszczenia to “spalla con grinze”. Nie mam pewności, że taka właśnie jest poprawna nomenklatura, ale tak to zostało wyjaśnione w poniższym filmie: https://www.facebook.com/share/v/1CXfq41sHX/
a tutaj pełna wersja filmu: https://share.google/zRMsDbXhH7cocGJPn